wtorek, 10 kwietnia 2018

Wszyscy byli górnikami

Tytułem wstępu

Pracuję na powstaniem dwóch artykułów. Sprawa wydaje się powoli na ukończeniu. Wertuję głównie dokumenty źródłowe z epoki. Ale ale. Nie zdradziłem tematyki, a powstaje:
  • Księga Rodowodów Górniczych I połowa XIX wieku. Końskie, Gowarczów, Bedlno... [Nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że odnalazłem kilkaset nazwisk górników]
  • Królewski Korpus Górniczy. Pracownicy Sielpi - Młynów Dzibałtowskich w I połowie XIX wieku. [Celowo napisałem Dzibałtowskich - tak pisaną nazwę w tym okresie]
Pracując nad tą tematyką natrafiłem na dwa teksty konecczanina Sylwestra Jedynaka. Teksty pomimo znacznego upływu czasu od daty ich powstania (połowa lat osiemdziesiątych XX w.) nie tracą na ważkości. Nie mają naukowego zadęcia. Są to dobre historyczno-regionalne opracowania. Zapraszam do lektury.
Krzysztof Woźniak

Końskie [okolice]. Sztolnia w dobrach hr. Tarnowskich. 
Foto. Józef Grodzicki ok. 1880. FBC, Muzeum Narodowe w Warszawie, indent. 38318.


Wszyscy byli górnikami – Modrzewina

Wieś leży wysoko nad okolicą, niby na grzbiecie gigantycznego prajaszczura. Spojrzysz na zachód, widać stąd rozległą dolinę rzeki Taraski, aż po pasmo gór Oblęgorskich. Spojrzysz na wschód widać kawał doliny rzeki krasnej, aż po horyzont masywu Puszczy Świętokrzyskiej. Wszędzie tylko lasy, piaski i skała. Jak w bocianim gnieździe egzystuje od wieków ta wieś górnicza.

Oficjalnie nazywa się teraz Modrzewina. W okresie międzywojennym nadano jej nazwę Modrzewina Zielona. Potocznie wszyscy mówią na nią Dziadek i wiadomo, że chodzi o wieś z grupy osad staropolskiego górnictwa. Zupełnie inaczej powstawała sąsiednia Kamienna Wola. Na jej założenie uzyskano przywilej królewski z 1563 roku i nadano jej nazwę Wola Zaborowska. Już wtedy „poczęła się sadzić, w której kmieci 5 już osiadłych. Lustratorzy królewszczyzn oceniali, że mogło tam osiąść nawet dwudziestu „bez wielkiej szkody w puszczy, bowiem jest wielka przestronność…”Najpierw kmiecie karczowali puszczę i uprawiali przykopki. Potem zainteresowani się rudą żelaza z płytkich wychodni na polach za wsią. Z czasem odkrywki wyczerpano i trzeba było głębić szybiki. Z pokładów zaciśniętych w piaskoskale o grubości dwunastu cali wykopywano rudy gatunku ilastego. Pola górnicze eksploatowano na potrzeby radoszyckich hut i fabryk.

niedziela, 18 marca 2018

Józefa Chodaczyńska „Flora". Zawsze pogodna, życzliwa, niosąca bezinteresowną pomoc każdemu kto jej potrzebował

Podpis na fotografii: Józefa Chodaczyńska „Flora”, Warszawa 1942 r.
Foto. w zbiorach KW. Plik dokumentów, rękopisów i fotografii przed laty przekazała mi pani Halina Ziębińska w dowód zaufania dla mojej osoby z prośbą o późniejsze wykorzystanie. Powinienem napisać pani Halinka - tak nazywała ją moja mama, z która przez jakiś czas przyjaźniła się.

W 1938 roku zaczęło się mówić w Końskich o wojnie z Niemcami. Polska przygotowywała się do obrony. W Końskich odbywały się szkolenia ludności. W lutym 1938 r. założono kurs Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Zostałam o nim powiadomiona przez profesora Mikołaja Zajączkowskiego, który był przewodniczącym LOPP (Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej), a ja byłam sekretarką. Zostałam przeszkolona na tym kursie. Po jego ukończeniu miałam wyznaczony teren w Końskich, aby na tym terenie przygotować i nauczyć ludzi jak mają się zachować i co mają robić w razie użycia przez Niemców gazów. Dostałam z zarządu LOPP maseczki oraz proszek przeciwiperytowy, proszkiem tym rozpuszczonym w wodzie trzeba było natychmiast zmywać iperyt z ciała, gdyż był bardzo palący i robiły się zaraz rany. Szczęście, że Niemcy nie użyli tych gazów w 1939 r. Jak zaczęła się wojna z Niemcami wiedziałam, że trzeba będzie walczyć z Niemcami o wolność Polski, trochę byłam już przygotowana, bo ojciec opowiadał mi nie raz, jak walczył za czasów zaboru rosyjskiego.


Pierwsze kroki w konspiracji

Pierwszym krokiem przyjęcia mnie do organizacji ZWZ Związek Walki Zbrojnej, było spotkanie moje z Janem Stoińskim ps. „Górski", który zaprosił mnie do swojego mieszkania na ulicy Zamkowej. Od Stoińskiego dowiedziałam się, że w porozumieniu z majorem Henrykiem Dobrzańskim ps. „Hubal” – oficerem Wojska Polskiego, organizuje w Końskich Ruch Oporu przeciw okupantowi, do którego potrzebni są ludzie zaufani. Zaproponował mi czy chciałabym należeć do tej organizacji i w niej pracować. Kiedy się zgodziłam odebrał ode mnie przysięgę. Obrałam sobie ps. „Flora". Skierował mnie do skrzynki [kontaktowe] już założone – do Heleny Jendryk ps. Szulc-Jadwiga, oraz do Leokadii Wieczorek-Zajączkowskiej ps. „Loda” po dalsze instrukcje w związku z pracą w ruchu oporu. Zostałam łączniczką. Praca moja polegała na zakładaniu skrzynek kontaktowych, melin i nadzór nad skrzynkami, pouczanie ludzi pracujących w skrzynkach kontaktowych i odbieranie od nich przysięgi.

Stałe kontakty miałam z: Janem Stoińskim ps. „Górski" komendantem obwodu, Bolesławem Czerwińskim ps. „Wir” komendantem miasta Końskie, Andrzejem Zaorskim ps. „Babinicz” zastępcą komendanta, Tomirem Tworzyjanskim ps. „Borsuk" kierownikiem redakcji – prowadził całość prac związanych z wydawnictwem, Bogumiłem Kacperskim ps. „Malina" prowadził tajna prasę, Zygmuntem Wyrwiczem ps. „Cumulus” ref. Kedyw, Heleną Jendryk ps. „Szulc-Jadwiga” szefem kurierów, Henryką Sadowską ps. „Bronisława” - Wojskowa Służba Kobiet, Zofią Jendryk z d. Chodaczyńską sekretarką komendanta, Stanisławem Białeckim ps. „Scewola” – podchorążym Komendy Obwodu AK.

Od wszystkich, z którymi utrzymywałam bezpośredni kontakt dostawałam polecenia wyjazdów do skrzynek kontaktowych w Warszawie, Radomiu, Skarżysku, Kielcach, Radoszycach i Stąporkowie. Do Radomia jeździłam po wiadomości, kto z ludzi z Końskich siedzi w więzieniu, czy aresztowani byli katowani przez Niemców i kogo Niemcy wywieźli do obozów koncentracyjnych. Do Skarżyska jeździła ze mną Jadwiga Mydlarzówna po broń i amunicję, do Radoszyc i Stąporkowa z meldunkami. Do Warszawy zawoziłam dolary ze zrzutów; miałam obstawę, gdyż przewożenie pieniędzy, a w dodatku dolarów było bardzo niebezpieczne. Z Henryką Sadowską ps. „Bronisława” jeździłam do Warszawy po matryce.

niedziela, 18 lutego 2018

Świt wolności. Końskie 1914-15, cz. I

Zapewne jedna z ostatnich pocztówek wysłanych z Końskich przez rosyjskiego żołnierza? urzędnika? Nosi datę 27.04.1915 roku. Brak na niej nadawczego stempla koneckiego - zastosowano stempel: do pakietów. Pocztówka w zbiorach KW.

Zamiast wstępu

Dokonałem pierwszego wyboru tekstów pamiętnikarskich i dokumentalnych dotyczące Świtu wolności w Końskich. Wszystkie uważam za bardzo ważne i godne polecenia czytelnikom. Nie będę ich komentował, czy szerzej objaśniał z szacunku dla wiedzy czytelników. Gorąco polecam książki:
  • Opracowanie, wstęp i przypisy Marek Przeniosło, Raporty i korespondencja oficerów werbunkowych Departamentu Wojskowego Naczelnego Komitetu Narodowego 1915-1916. Ziemia Radomska, Kielce 2007
  • Opracowanie Jerzy Z. Pająk, Przemysław Wzorek, Raporty Polskiej Organizacji Wojskowej Okręg Kielecki i Radomski 1915-1918, Kielce 2006.
Krzysztof Woźniak

Józef Piłsudski w „Moich pierwszych bojach” tylko raz wspomina Końskie. W rozdziale „Nowy Korczyn - Opatowiec” znajdujemy zdanie: Niektóre oddziały, rozesłane na wywiady i ochronę trzeba było ściągać aż spod Końskich… „Ściąganie” dotyczyło przede wszystkim ułanów Beliny, który ryzykował wypady przed frontem… Gdy obchodzić będziemy kolejny „Konecki Wrzesień”, wspomnijmy nie tylko partyzantów „Robota”, „Ponurego”, „Szarego”. Wspomnijmy i ułanów Beliny.
Zwiastunów Niepodległości.
[W: Władysław Barański, Beliniacy w Końskich, Zgierz 1995]
Dodam, że tablicę odsłonięto w 1939 roku (zaginęła zapewne w zawierusze wojennej).


Kronika Władysława Łazarczyka, notatki Henryka Seweryna Zawadzkiego w zbiorach KW

26 na 27.07 1914 r. Zaalarmowano oddziały wojska rosyjskiego stojącego w obozie ćwiczebnym na Baryczy – do wymarszu. W parę godzin po alarmie śladu nawet nie było po stojącym tam wojsku.
31.07 na 1.08 w nocy 1914 r. Zwołano wszystkich rezerwistów rano o godz. 7 podwodami odstawiono wszystkich rezerwistów do Radomia. Rezerwiści byli z całego powiatu.
4.08.1914 r. Oddziały pogranicznej straży zostały rozbite przez wojsko pruskie pod Częstochową – przeciągały przez Końskie w stronę Radomia. Pociągi na linii Kielce – Skarżysko przestały kursować.
8.08.1914 r. W nocy wyjechali urzędnicy z kasy skarbowej zabierając skarbce ze sobą, oraz władze powiatowe – do Radomia. Tegoż dnia patrol Kozaków.
10.08.1914 r. Ruch kolejowy zupełnie ustał. Służba kolejowa specjalnym pociągiem wyjechała z Końskich żegnana przez pozostałe rodziny. Poczta nieczynna. Na stacji ogłoszono licytację na towary znajdujące się na rampie. W mieście ogromne zaniepokojenie.
11.08.1914 r. Wyjechała policja i urząd pocztowy z Końskich. Tegoż dnia w Magistracie odbyło się zebranie miejscowej inteligencji celem zorganizowania Milicji Honorowej.
12.08.1914 r. Poczta i policja wróciła z powrotem do Końskich. Uruchomiono pocztę konną Końskie – Drzewica.
17.08.1914 r. Na podwodach uciekali z Końskich urzędnicy i policjanci (o godz. 2 po południu) – o godzinie 5 po południu wpadł konny patrol pruski, a za nimi oddział rowerzystów. Zażądali od burmistrza żywności dla ludzi i koni, po otrzymaniu takowej i po krótkim odpoczynku pojechali z Końskich.
18.08.1914 r. Przyjechał patrol dragonów rosyjskich […] wypytując się o Prusaków – odjeżdżającym, oficer dragonów przed magistratem wzniósł okrzyk Niech żyje Polska i Rosja! – odjechali w stronę Rogowa. Tegoż dnia rano pod Gowarczowem była potyczka patroli rosyjskiego i pruskiego. W rezultacie tej potyczki było ranienie 2 żołnierzy pruskich, z których jeden ciężej ranny przywieziony był do szpitala hr. Tarnowskich. Cały dzień niespokojny – to Prusacy, to dragoni rosyjscy przebiegali przez miasto co parę godzin.
20.08.1914 r. Rano patrol dragonów rosyjskich (Żydów pobili); o 10 wieczorem patrol z 10 Austriaków.
21.08.1914 r. Odwrót wojsk rosyjskich. Następowali Niemcy od strony Modliszewic – za miastem strzelanina. Później masy wojska pruskiego przeciągały przez Końskie, rowerzyści, bardzo ciężkie zaprzęgi, samochody. Zaćmienie słońca tego dnia. Wydano rozporządzenie, aby od godz. 8 wieczorem do rana świece lub lampy paliły się w oknach domów frontowych.
22.08.1914 r. Cały dzień od samego rana do 8 wieczorem przeciągały bez przerwy oddziały pruskie, artyleria, piechota, rowerzyści, kawaleria, samochody, tabory. Wieczorem przyjechali jacyś oficerowie austriaccy na dwóch samochodach, którzy byli owacyjnie witani przez Prusaków.
23.08.1914 r. Po południu przyjechał patrol austriacki na rowerach. Tegoż dnia sąd polowy skazał na śmierć dwóch strażników rosyjskich (jeden Polak, drugi Rosjanin). Wyrok wykonano przez zastrzelenie. (Obaj byli w mundurach)
24.08.1914 r. O godz. 6 rano wymaszerował cały korpus wojsk pruskich. Zabrali ze sobą 4 zakładników: Stachurkę [?], Ksyka, Świtonia i Matuszewskiego. Po południu (5 ½ godz) słychać było liczne salwy, które spowodowały popłoch w mieście. Okazało się, że salwy te dano na cmentarzu na pogrzebie żołnierza pruskiego.
25.08.1914 r. Przeciąga wojsko pruskie; masa wozów, samochodów, szły armaty. Przewożono też pontony.
26.08.1914 r. Przeciągają furgony i podwody od strony Noworadomska.
27.08.1914 r. Po południu nadciągnęły nowe oddziały wojska pruskiego od strony Kielc. Nad Końskimi unosił się blisko aeroplan pruski. W koszarach Paszkowskiej (obecnie gmach gimnazjum państwowego) były warsztaty tkackie, które ludność miejscowa chciała wynieść – jednak Niemcy nie pozwolili i dnia następnego wieczorem spalili owe warsztaty.
28.08.1914 r. Niewielki oddział pruski biwakuje w mieście. Przywieziono kilku rannych żołnierzy.
30.08.1914 r. Opadł aeroplan pruski pod Browarami. Z lazaretu, który jest we dworze, wywieziono na kilkunastu furmankach rannych i chorych w stronę Kielc.
1.09.1914 r. Od godz. 5 rano wychodziło wojsko pruskie z miasta. Po południu już zupełnie miasto było wolne od wojska pruskiego. Po południu słychać było aeroplan. Tego dnia za Końskimi była potyczka patrolu niemieckiego z rosyjskim. Wynikiem tej strzelaniny był zabity żołnierz rosyjski we wsi Proćwin.
2.09.1914 r. Wpadli do miasta dragoni i Kozacy.
3 i 4.09.1914 r. Cisza w mieście. Od czasu do czasu ukazywały się patrole kozackie lub dragońskie.
24.12.1914 r. Samolot niemiecki rzucił na Końskie siedem bomb.
4.01.1915 r. Samolot austriacki rzucił na Końskie trzy bomby.
20.01.1915 r. Samolot niemiecki rzucił cztery bomby na Końskie. Były ofiary w oddziałach rosyjskich.
15.05.1915 r. Niemcy i Austriacy po raz trzeci wkroczyli do Końskich.

niedziela, 4 lutego 2018

Górnicze dziedzictwo gminy Stąporków

Herb Stąporkowa autorstwa T. Juśkiewicza. Poznaniak 2006.

Wprowadzenie

Pomimo bogatej górniczo-hutniczej przeszłości Stąporkowa i jego okolic w miejscowej tradycji pozostało po niej niewiele udokumentowanych i zabezpieczonych pamiątek. Najbardziej rozpoznawalne obecnie symbole tej przeszłości to: herb miasta, nazwy ulic - „Górnicza”, „Odlewnicza” oraz pomnik dwumetrowego kaloryfera. Historię i znaczenie hutnictwa w dziejach Stąporkowa opisał dość obszernie Andrzej Fajkosz w publikacji [1] z 1978 r. Ciekawe informacje o miejscowej odlewni żeliwa zawiera dokument filmowy [2]. Trudno jednak znaleźć podobne edycje poświęcone stąporkowskiemu górnictwu, choć na terenie obecnej gminy Stąporków istniało i działało kiedyś około 40 kopalń rudy żelaznej [3]. Ich historia mogłaby być przedmiotem oddzielnej publikacji. Pokopalniane pamiątki przedstawione w tym opracowaniu powinny być swego rodzaju zachętą do badania i opisywania dziejów stąporkowskiego górnictwa. Odkrywaniu i upowszechnianiu tych dziejów służyć mają propozycje autora dotyczące sposobów ochrony i wykorzystania górniczego dziedzictwa gminy Stąporków.

środa, 3 stycznia 2018

Teresa Lisówna „Kora” - młynarska dziewczyna. Smarków 13.09.1943

Smarków. W miejscu zaznaczonym czerwoną kropka stał dom, 
w którym odbywały się tragiczne zaręczyny Teresy Lisówny „Kory” i Franciszka Salaty „Huragana”. Widoczny ceglany komin. Foto. listopad 2017 KW.

Teraz nie wiadomo gdzie szukać metryki urodzenia Teresy Lisówny. Może w okolicach Kozienic lub w Radomiu? Rodzice często zmieniali miejsca pobytu. Co parę lat wydzierżawiali inny młyn i tam się osiedlali. Każda z czterech córek rodziła się gdzie indziej. Ich metryki pozostawały w kancelariach różnych parafii. Od rodziców wiedziano, że najmłodsza Teresa, urodziła się 13 kwietnia 1926 roku. Jedyna z żyjących sióstr, Wanda Werensowa mieszkająca we Wrocławiu, tak sobie wykoncypowała, że Teresa mogła przyjść na świat w Radomiu na Zamłyniu przy ul. Trawnej. Stąd młynarze odbyli ostatnią w życiu przeprowadzkę pod Kielce.
Metryka urodzenia Teresy nie była nigdy i nikomu potrzebna. Jej samej mogła się przydać w jesieni 1943 roku. Miała szansę wyjścia za mąż. Do ślubu nie doszło. W dniu zaręczyn przepadła na zawsze. Po aresztowaniu w Smarkowie koło Koziej Woli, nigdy nie pokazała się bliskim.
Sporo lat przed wybuchem wojny, rodzice otrzymali w spadku po krewnych, wodny młyn zbożowy nad Lubrzanką w kolonii Cedro pod Cedzyną koło Kielc. Młynarską parcelę miejscowi ludzie nazywali po prostu Mazur. Młyn pracował i żywił rodzinę przez lata wojennego głodu i sporo lat po jej zakończeniu. Kiedy majster młynarski zakończył życie, osada popadła w ruinę. Teraz po młynie nawet ślady nie przetrwały. Spadkobiercy pokroili posadę na działki osadnicze i rozsprzedali. Działki graniczą z ogrodzeniem miejskiego cmentarza komunalnego dla Kielc w Cedzynie.
Gospodarstwo na Mazurze było spore i zapewniało rodzinie dostatnie bytowanie. Starsze córki mogły stąd chodzić do kieleckich szkół miejskich. Teresa była najmłodszą i rozpieszczaną. Wcześnie zdradzała zainteresowania nauką szkolną. Temperamentem górowała nad siostrami.
Przed wojną w okolicach młyna nieustannie przebywali na zajęciach polowych żołnierze kieleckiego pułku legionistów. Niesforna dziewczyna młynarska dosiadała konia i na oklep buszowała między pododdziałami. Ojciec karcił ją za takie rajdy. Reprymendy skutkowały na krótko. Potem wybuchła wojna. Żołnierze odeszli z poligonu na front. Więcej nie wracali.