sobota, 4 maja 2019

Konecka fabrykacja powozów w XVIII i XIX w.

Plakieta cechowa, mosiądz, 163 x 106 mm.
Plakietka jest bez wątpienia zabytkiem epoki, bardzo rzadkim. Przypuszczalnie była to wywieszka cechowa. niezależnie od tego jest cennym źródłem ikonograficznym. Kształt i konstrukcja dwuosobowej berliny - bastardy, bardzo charakterystyczne dla 1780 roku. Z korespondencji Teresy Żurawskiej do Krzysztofa Woźniaka. List w zbiorach KW.

Wstęp

Dziś, w czasach ogromnego postępu cywilizacyjnego, w dobie bardzo wysokiego rozwoju techniki, zmechanizowania życia codziennego, dziś, gdy pociąg pośpieszny staje się nieledwie przeżytkiem, bo go zastępują szybkobieżne torpedy, samoloty, odrzutowce i helikoptery - kareta wydaje się bardzo dziwnym, bardzo archaicznym, wprost muzealnym zabytkiem. Jeszcze do niedawna, na bardzo zapadłej prowincji woziła ona do kościoła, na bal, lub na odwiedziny sąsiedztwa starej daty dziedzica, lub dziedziczki. Jeszcze do niedawna w starych lamusach spotkać było można czarne, lakierowane pudła dawnych karet. Czasami, w większych miastach można zobaczyć karety, wiozące do ślubu młodą parę, ale to są wypadki rzadkie.

Dziś kareta ustąpiła miejsca lśniącej limuzynie, a kocze, koczobryki i faetony zastąpiły samochody; ze względu na liche drogi dojazdowe utrzymują się jeszcze bryczki i wygodniejsze powozy w większych gospodarstwach rolnych, ale w niedalekiej przyszłości i one staną się rzadkością.

Począwszy od XVII w. zaczęto używać wymyślnych pojazdów, odkrytych skarbników, karabonów, kariołek itp. Karety jednak w dalszym ciągu były drogie i sprowadzane z zagranicy, choć coraz częściej były w kraju używane. Jednym z pierwszych przemysłowców, który założył w kraju manufakturę karet, był Jan Nałęcz Małachowski kanclerz wielki koronny. Założył on ją w swych dobrach dziedzicznych, zwanych Końskie Wielkie, osadzając w tym miasteczku odpowiednich rzemieślników i majstrów stelmachów, siodlarzy, kołodziejów, kowali, mosiężników i innych. Dzięki Małachowskim, Końskie stało się znanym i cenionym ośrodkiem produkcyjnym wyrobów żelaznych, zbrojeniowych, ale i rozmaitych powozów. Dziś po tych fabrykach nic nie pozostało - dlatego warto je przypomnieć.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Jan Aleksander Cybulski z Cybulic Wielkich - powstaniec 1863

Fotografia pochodzi ze strony archiwalnej http://powstanie1863.zsi.kielce.pl
Opracowanie śp. Jerzy Kowalczyk 1938-2015. 
Napis na fotografii został komputerowo wzmocniony.

Z Aleksandrem Cybulskim spotkałem się pierwszy raz w połowie lat 80. W sobotę, tuż przed świętem zmarłych w drzwiach domu mojego teścia Władysława Wudarczyka,stanął wysoki, szczupły starszy pan. Sylwetka zdradzała silnego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Gość przedstawił się w progu:
Nazywam się Aleksander Cybulski, jestem synem Mikołaja Cybulskiego, leśniczego, który tutaj kiedyś rezydował. Tu w Węgrzynie w czasach zaborów mieszkał w leśniczówce i zajmował się gospodarką leśną. Ojciec opowiadał mi o tych czasach i o mogile mojego dziadka – Jana Aleksandra Cybulskiego. Mam już swój wiek, a chciałem przed śmiercią odwiedzić grób dziadka w Radoszycach. Do was trafiłem, bo miałem adres i nazwisko, wiem, że pański ojciec był gajowym w tym rejonie pracował z moim ojcem.

Zaprosiliśmy gościa do stołu, przy herbacie popłynęły opowieści i wspomnienia. Najpierw opowiedział o swoim dziadku, który podczas zrywu niepodległościowego z 1863 roku walczył w Powstaniu Styczniowym. W rodzinie pieczołowicie przechowywano pamiątki po Janie Aleksandrze. Niestety szczegółów dotyczących samego udziału w walkach swojego dziadka oraz w jakich oddziałach służył – nie pamiętał. Nasz gość opowiedział trochę o sobie. Okazał się być przedwojennym nauczycielem. Czasy wojny to były złe dni. Los nie obszedł się łaskawie z Aleksandrem Cybulskim. Już w październiku 1939 roku został aresztowany przez gestapo i aż do wyzwolenia przebywał w obozach koncentracyjnych, w różnych miejscach. Wiele jego opowieści o życiu w obozie, czy też losach wojennych jego rodziny zatarło się w mojej pamięci ale do dzisiaj pamiętam dokładnie opowieść jak został aresztowany:
W pierwszych dniach października 1939 roku w niedzielę żona przygotowała na obiad rosół z kury. Zjadłem dwa pełne talerze i prawie całego kurczaka. Zażartowałem do żony, że teraz mogę nie jeść cały tydzień, tak się najadłem. Niestety mój żart spełnił się co do joty. Kilka godzin po obiedzie do domu wpadło gestapo i zostałem aresztowany. Cały tydzień nie dostałem nic do jedzenia. Prawdopodobnie jak wielu innych, aresztowanych w takich samych okolicznościach przeznaczony byłem do rozstrzelania. Jednak Bóg chciał inaczej i trafiłem do obozu koncentracyjnego, ale to już inna historia. Może opowiem następnym razem...

sobota, 16 marca 2019

Kawęczyn, Miedzierza - historia szkoły

Świadectwo Publicznej Szkoły Powszechnej stopnia drugiego w Miedzierzy - fragment, 1939 r. 
Dokument w zbiorach Krzysztofa Woźniaka.


Zamiast wstępu

Wspomnienia przepisywałem z brulionu z wypiekami na twarzy. Znając całość można wyrobić sobie zdanie o ówczesnej społeczności wiejskiej, autor nazywa ich gminniakami z Kawęczyna i Miedzierzy, w zderzeniu z instytucjami państwowymi i in.: sejmikiem powiatowym, starostą i jego urzędnikami, policją państwową, leśnikami, dworem, kościołem, urzędnikami administracji samorządowej… Uf! Takie tam piekiełko.

Moi dziadkowie: Bronisława i Franciszek Woźniak z dziećmi mieszkali w opisywanych latach trzydziestych (1934 do 1939) w Miedzierzy. Babcia była gospodynią domową, dziadek wiejskim policjantem (a jest tu mowa i o Policji Państwowej i nie są to zdania pochlebne), mój ojciec chodził do opisywanej wiejskiej szkoły w Miedzierzy - Kawęczynie. Odnalazłem w swoich zbiorach fotografie pierwszej nauczycielki z Kawęczyna i inne ciekawe dokumenty…

Stąd te moje wypieki.

Mam pewność, że wspomnienia spisywane są u kresu życia Bronisława Sobczyńskiego (lata 50.?) Są przepełnione walką „dobra ze złem”, opisami pracy u podstaw, zadowoleniem z dokonań… ale i goryczą, ostrymi, dosadnymi osądami - czy sprawiedliwymi?

Czy żar tamtych dni i konfliktów wypalił się? Patrząc na szutrową drogę łącząca Kawęczyn z Miedzierzą sądzę, że nie...

Dziękuję p. Krzysztofowi Pawlikowskiemu, sołtysowi wsi Kawęczyn za udostępnienie wspomnień. Wkrótce kolejne fragmenty pamiętnika.

Krzysztof Woźniak

niedziela, 24 lutego 2019

Miesiące okupacji w Końskich - marzec 1943 i 27.05.1943, cz. 2

Okupacyjne zapiski Henryka Seweryna Zawadzkiego. Wiadomości zapisywane były na na małych karteluszkach „drobnym maczkiem”; przepisywane później na większe kartki (drobne zmiany treści) i przepisywane na maszynie do pisania (ostateczna redakcja). Dokumenty w zbiorach KW.


Końskie dnia 31 marca 1943 r.

Cały marzec przeszedł pod znakiem represji i niepokoju.

Aresztowanych w Końskich i w okolicy w lutym br. wywieziono do obozów. W Końskich stale kwateruje solny oddział żandarmerii tzw. „ekspedycja karna”, kwatery zajęli w szkole powszechnej.

W dalszym ciągu wolno chodzić po mieście tylko do godziny 8. wieczorem, a po przesunięciu czasu właściwie do 7. Wyszło zarządzenie, ogłoszone w Dz. Rozp. [Dziennik Rozporządzeń dla Generalnego Gubernatorstwa], że po godzinie policyjnej nie wolno opuszczać domostw, nie wolno przebywać na ulicach, na dworcach, nie wolno jeździć nocą kolejami, nie wolno przyjmować obcych na nocleg itp.

W marcu represje objęły szereg wsi w okolicy Końskich. Spalono wiele zagród we wsiach: Sobieniu, Skroninie, Sendowie, Rudzie Białaczowskiej; podczas tych egzekucji spalono żywcem wiele osób, nawet kobiet i dzieci. Niemcy wyjaśniają, że jest to konieczny odwet za ukrywanie partyzantów, udzielanie im posiłków. [dopisek: O pełnych grozy pacyfikacjach w Sobieniu i okolicy (gdzie wrzucano żywe osoby do płonących domów) opowiadały mi siostry p. (nazwisko nieczytelne i dalsza część częściowo nieczytelna]

wtorek, 22 stycznia 2019

Medaliki i krzyżyki - wiara i historia w starych dewocjonaliach


Symbole wiary chrześcijańskiej w postaci medalików i krzyżyków towarzyszą nam już od czasu Chrztu Polski w 966 r. Jednym z najbardziej znanych artefaktów z tamtego okresu jest znaleziony na Ostrowie Lednickim – krzyż zwany Stauroteką Lednicką. Pochodził prawdopodobnie z Bizancjum i był to rodzaj relikwiarza, w którym przechowywano relikwie Krzyża Świętego. Późniejsze, bardziej nam znane dewocjonalia występowały w formie krzyżyków, medalików i plakiet pielgrzymich. Te ostatnie są niezwykle rzadkie na terenie Polski. Wyrabiane prymitywnymi metodami najczęściej z ołowiu, były nietrwałe. Medaliki i krzyżyki wyrabiane były najczęściej z mosiądzu, miedzi, cyny, brązu, ołowiu i w późniejszym okresie z aluminium. Dla zamożniejszej części społeczeństwa dewocjonalia robiono ze srebra i złota, nierzadko inkrustowane szlachetnymi kamieniami.

W XVII i XVIII wieku nastąpił wyraźny rozwój w produkcji dewocjonaliów, które stały się bardzo popularne i łatwo dostępne dla każdego. Proces rozwoju w tej dziedzinie jeszcze bardziej można zaobserwować w XIX wieku, za sprawą boomu przemysłowego, który spowodował spadek kosztów produkcji. Można stwierdzić, że każdego było stać na zakup medalika podczas odpustu czy w czasie pielgrzymki. Na medalikach przedstawiano świętych i symbolikę dotyczącą wiary, które miały chronić właściciela przed nieszczęściem, chorobami i złymi mocami. Na ówczesnych dewocjonaliach najczęściej przedstawiano patronów dobrej śmierci – św. Benedykta, Franciszka Ksawery,czy Ignacego Loyolę. Jan Nepomucen chronił przed powodzią, a św. Antoni Padewski pomagał w odnalezieniu zaginionych rzeczy i ludzi. W XVIII wieku zaczęto masowo wyrabiać medaliki z Matką Boską Częstochowską, był to jeden z najczęściej produkowanych wizerunków. W XIX wieku do motywów religijnych zaczęto dołączać motywy patriotyczne, związane z walką o niepodległość w czasie zaborów. Medaliki wyrabiane również w celu upamiętnienia ważnych wydarzeń historycznych, kanonizacji błogosławionych i świętych, pontyfikatu papieży, koronacji obrazów (tzw. koronatki).W połowie XIX wieku zaczął się rozpowszechniać zwyczaj obdarowywania medalikami dzieci przystępujące do sakramentu chrztu i eucharystii. Zwyczaj ten przetrwał do dnia dzisiejszego. Medaliki i krzyżyki z naszej wystawy zostały pozyskane w okolicach Powiatu Koneckiego oraz kilku gmin innych województw graniczących z Ziemią Konecką. Najczęściej zostały wykopywane podczas badań terenowo- poszukiwawczych na polach, łąkach, leśnych drogach i w lasach. Zdarza się, że dostajemy, stare, często uszkodzone dewocjonalia bezpośrednio z rodzinnych pamiątek. Te są ciekawsze, ponieważ można je identyfikować z daną osobą i wydarzeniami. Nierzadko przy tym „wychodzi” relacja o ojcu czy dziadku walczącym w partyzantce lub Legionach.