niedziela, 10 czerwca 2018

Sylweriusz Jaworski ps. „Strzemię”, „Andrzej”


Sylweriusz Andrzej Jaworski „Strzemię”, „Andrzej” urodził się 30 stycznia 1923 roku w Nieświniu koło Końskich. Był synem Stanisława Jaworskiego pochodzącego z Kalwarii Zebrzydowskiej, który na początku lat 20. ubiegłego wieku został po ukończeniu seminarium nauczycielskiego skierowany do pracy w szkolnictwie w gminie Duraczów. [1] Sylweriusz Jaworski po ukończeniu 7-klasowej nr 3 w Końskich kontynuował naukę w gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Końskich. Do wybuchu II wojny światowej ukończył pierwszą klasę.

Już w listopadzie 1939 roku mając 17 lat wspólnie ze starszymi kolegami z gimnazjum dotarł do przebywającego w okolicy Radoszyc majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Został przydzielony do pracy przy koniach (?) znajdujących się w oddziale. Przyjął pseudonim „Strzemię”. Walczył w oddziale Hubala do jego śmierci w kwietniu 1940 roku. [2]

Po rozwiązaniu się oddziału w czerwcu 1940 roku kontynuował walkę w sekcji specjalnej pod dowództwem hubalczyka plutonowego Franciszka Głowacza pseudonim „Lis". Grupę tworzyło 8 osób w tym Sylweriusz Jaworski i Zbigniew Proskurnicki ps. „Ketling”. Podlegała ona bezpośrednio Komendantowi Obwodu Końskie Armii Krajowej Janowi Stoińskiemu. Zadaniem grupy było: Poszukiwanie i gromadzenie broni, odbieranie zrzutów lotniczych, wykonywanie wyroków śmierci na konfidentach i działania dywersyjne. W grudniu 1940 roku ubezpieczali miejsce zrzutu pod Furmanowem, który ze względu na ograniczony zasięg lotu bombowca nie doszedł do skutku. Dwaj ludzie z tej grupy wykonali 9 lutego 1941 roku pierwszą w Obwodzie Końskie AK egzekucję konfidentów Gestapo z Raczkowic i Skotnik.

środa, 30 maja 2018

Sylwester Jedynak 1937 - 2018. Ostatni dziennikarz, który ścieżkami Hubala chodził, poeta


Sylwester Jedynak i jego Madonny. 
Foto. Krzysztof Woźniak 2012.



Wielogodzinne dyskusje, nie dające się przerwać - pozostało kilkanaście godzin nagrań…
- Nic nie wiecie, a to było tak.
Jeszcze wczoraj (wtorek) rozmawiałem z p. Jackiem Lombarskim, poinformowałem go o śmierci Sylwestra Jedynaka. Pan Jacek zapytał mnie przy okazji: czy wiem gdzie był posterunek żandarmerii niemieckiej w Chlewiskach? Doszliśmy do przekonania, że On by wiedział...
Sylwester Jedynak i Jacek Lombarski - nocna dyskusja, foto. Krzysztof Woźniak 2012.

niedziela, 13 maja 2018

Dwa zamachy na gestapowca Benzina, Starachowice 1943. Wspomnienia Sylweriusza Jaworskiego


Uczestnicy drugiego zamachu na Benzina: Syweriusz Jaworski „Strzemię” i Gustaw Postuła „Pestka”. Prezentowane w artykule fotografie, a i materiał wspomnieniowy pochodzą ze zbioru krewnego Sylweriusza Jaworskiego p. Krzysztofa Wasika, a udostępnione przez p. Marka Kozerawskiego sołtysa wsi Rogów - za udostępnienie serdecznie dziękuję.

Na przełomie lipca 1943 r. zostałem wezwany celem zameldowania się Komendantowi „Ponuremu” Dowódcy Świętokrzyskich Zgrupowań Armii Krajowej. Porucznik „Ponury” - Jan Piwnik wydał mi polecenie wykonania zamachu na szefie kontrwywiadu Gestapo w Starachowicach, który był znanym z aktywności gestapowcem, szczególnie zwalczającym ruch oporu na terenie Starachowic. Jednocześnie „Ponury” ostrzegł mnie, że na terenie Starachowic przebywała ekspedycja karna i są czynione przygotowania do większej akcji zarówno w Starachowicach jak i w okolicy. Sprawę doboru ludzi oraz broni, pozostawił mojej decyzji. Wymarsz na wykonanie akcji miał nastąpić natychmiast.

Z II Zgrupowania Partyzanckiego dowodzonego przez porucznika „Robota”, „Jakub” - Waldemar Szwiec wybrałem do pomocy kaprala „Wrzosa” - Mieczysław Zasada i kaprala „Sępa” - Romana Jedynaka [wykonawcy zamachu na Fittinga - 29.05.1944]. Znałem ich - obaj pochodzili z Końskich.

czwartek, 3 maja 2018

Zapiski z pożółkniętego brulionu cz. II

Kartka ze starego pamiętnika. 
Czy tak wyglądała Magdalena Łęska?

Sprawdzałem swoje archiwum i szukałem pewnych fotografii, do artykułu o akcji w Dziebałtowie z 1944 r. Chodziło o zdjęcia dział, które zostały zniszczone przez partyzantów. Przy okazji tych poszukiwań, trafił w moje ręce zżółknięty ze starości zeszyt, z zapisanymi ręcznie stronami. Okazało się, że już raz skorzystałem z jego zawartości publikując artykuł pt.: Epizod z powstania - Ze Starego Pamiętnika - Bliżyński epizod z powstania 1863.

Wtedy wydawało mi się, że nie ma już tam nic ciekawego, a inne zapiski w brulionie dotyczą jakiś mało znanych faktów z życia mieszkańców Bliżyna i okolic.

W trakcie czytania części, która wydała mi się pamiętnikiem, trafiłem na opis kilku ciekawych epizodów z życia rodziny Wasilewskich.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Wszyscy byli górnikami

Tytułem wstępu

Pracuję na powstaniem dwóch artykułów. Sprawa wydaje się powoli na ukończeniu. Wertuję głównie dokumenty źródłowe z epoki. Ale ale. Nie zdradziłem tematyki, a powstaje:
  • Księga Rodowodów Górniczych I połowa XIX wieku. Końskie, Gowarczów, Bedlno... [Nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że odnalazłem kilkaset nazwisk górników]
  • Królewski Korpus Górniczy. Pracownicy Sielpi - Młynów Dzibałtowskich w I połowie XIX wieku. [Celowo napisałem Dzibałtowskich - tak pisaną nazwę w tym okresie]
Pracując nad tą tematyką natrafiłem na dwa teksty konecczanina Sylwestra Jedynaka. Teksty pomimo znacznego upływu czasu od daty ich powstania (połowa lat osiemdziesiątych XX w.) nie tracą na ważkości. Nie mają naukowego zadęcia. Są to dobre historyczno-regionalne opracowania. Zapraszam do lektury.
Krzysztof Woźniak

Końskie [okolice]. Sztolnia w dobrach hr. Tarnowskich. 
Foto. Józef Grodzicki ok. 1880. FBC, Muzeum Narodowe w Warszawie, indent. 38318.


Wszyscy byli górnikami – Modrzewina

Wieś leży wysoko nad okolicą, niby na grzbiecie gigantycznego prajaszczura. Spojrzysz na zachód, widać stąd rozległą dolinę rzeki Taraski, aż po pasmo gór Oblęgorskich. Spojrzysz na wschód widać kawał doliny rzeki krasnej, aż po horyzont masywu Puszczy Świętokrzyskiej. Wszędzie tylko lasy, piaski i skała. Jak w bocianim gnieździe egzystuje od wieków ta wieś górnicza.

Oficjalnie nazywa się teraz Modrzewina. W okresie międzywojennym nadano jej nazwę Modrzewina Zielona. Potocznie wszyscy mówią na nią Dziadek i wiadomo, że chodzi o wieś z grupy osad staropolskiego górnictwa. Zupełnie inaczej powstawała sąsiednia Kamienna Wola. Na jej założenie uzyskano przywilej królewski z 1563 roku i nadano jej nazwę Wola Zaborowska. Już wtedy „poczęła się sadzić, w której kmieci 5 już osiadłych. Lustratorzy królewszczyzn oceniali, że mogło tam osiąść nawet dwudziestu „bez wielkiej szkody w puszczy, bowiem jest wielka przestronność…”Najpierw kmiecie karczowali puszczę i uprawiali przykopki. Potem zainteresowani się rudą żelaza z płytkich wychodni na polach za wsią. Z czasem odkrywki wyczerpano i trzeba było głębić szybiki. Z pokładów zaciśniętych w piaskoskale o grubości dwunastu cali wykopywano rudy gatunku ilastego. Pola górnicze eksploatowano na potrzeby radoszyckich hut i fabryk.