niedziela, 15 stycznia 2017

Leśniczówka Bielawy. Wspomnienia Adama Tadeusza Dorcza

Adam T. Dorcz urodził się w 1921 r. w Łodzi. Do wybuchu II wojny światowej uczył się w Miejskiej Szkole Handlowej oraz w Szkole Rysunku i Malarstwa. W lipcu 1940 r. przedostał się przez „zieloną granicę” do Generalnej Guberni i zatrzymał w Odrzywole. Ponad dwa lata trudnił się handlem i rzemiosłem malarskim, wykonując m.in. dwujęzyczne szyldy i tablice informacyjne.

Odrzywół, 1 lipca 1942 r., 
rys. węglem Adam T. Dorcz (w zbiorach rodzinnych - pierwsza publikacja).

Pod koniec 1942 r. został zatrudniony jako robotnik leśny w Nadleśnictwie Brudzewice i Leśnictwie Bielawy. Niebawem zamieszkał w bielawskiej leśniczówce, przy rodzinie leśniczego Józefa Żulikowskiego. Tamże, awansując w pracy zawodowej, doczekał końca wojny. W 1947 r. ukończył Państwowe Gimnazjum Leśne w Margoninie, a w 1970 r. Wydział Leśny SGGW. Do przejścia na emeryturę w 1989 r. pracował m.in. jako leśniczy, nadleśniczy i inspektor obwodowy w Okręgowym Zarządzie Lasów Państwowych w Krakowie. Zmarł w 2010 r. w Myślenicach i spoczął na cmentarzu w Żywcu.

Karty świąteczno-noworoczne, 
Adam T. Dorcz, technika własna (zbiory rodzinne)

W dniach 13-17 maja 2002 r. uczestniczył w zjeździe absolwentów gimnazjum margonińskiego, zorganizowanym w Borkach nad Zalewem Sulejowskim. Po zakończeniu zjazdu sporządził sprawozdanie, w którym przedstawił jego przebieg i garść okupacyjnych wspomnień z Bielaw. Sprawozdanie, mające formę maszynopisu i liczące z ilustracjami 57 stron, powielił metodą kserokopii w nakładzie nie większym jak kilkadziesiąt egzemplarzy, oprawił i rozdał zainteresowanym osobom.

W zbiorach mjr Mariana Zacha w Poświętnem
„(…) harap, oprawny w sarnią cewkę [nogę] z końcówką w kształcie skórzanej gałki, który major Dobrzański-Hubal dostał w prezencie od brudzewickich leśników podczas pobytu w Bielawach. Przez okres wojny harap ten przechowywał na strychu leśniczówki gajowy Adam Kaczmarek, który przed śmiercią wskazał miejsce przechowywania [ówczesnemu] kapitanowi M. Zachowi do jego prywatnego muzeum”.

„Marian Zach, major Ludowego Wojska Polskiego na tle swoich zbiorów militariów
i pamiątek z okresu II wojny światowej w Poświętnem n. Pilicą, w dniu 14 maja 2002 roku”.

Wspomnienie 1

„Wiosną 1942 roku znał już Dorcz dobrze kilku księży filipinów [z klasztoru w Studziannie - Poświętnem] i miejscowych leśników, a jesienią tegoż 1942 roku znalazł pracę w Leśnictwie Bielawy, Nadleśnictwa Brudzewice. Zrazu jako robotnik, który coraz częściej brał udział przy pomiarach odbieranego drewna oraz różnych pracach użytkowania lasu.
O dojeżdżaniu z Odrzywołu — przez Brudzewice, Poświętne — do Bielaw nie mogło być mowy, zwłaszcza zimą. Dostał więc małą celę zakonną w klasztorze. Do celi wstawił żelazny piecyk, tzw. kozę. Z lasu przywiózł karpiny i suszu, którymi palił i przez jakiś czas zimą w tej celi mieszkał, do czasu aż się zlitował nad nim leśniczy z Bielaw — Józef Żulikowski i pozwolił mu zamieszkać w leśniczówce (…).
Wiosną 1943 roku został Dorcz żywiczarzem. Pracował też przy zalesieniach, pracach z ochrony lasu i innych w lesie robotach. W studzieńskim klasztorze poznał wszystkich księży, których co parę dni, razem z leśniczym Żulikowskim, odwiedzali. Obowiązkowo w każdą niedzielę i święta przyjeżdżał Dorcz z rodziną Żulikowskich na mszę św. do klasztoru, gdzie zasiadali w ławce kolatorskiej przy wielkim ołtarzu.
Jesienią 1943 roku Dorcz został tzw. uczniem leśnym, czyli praktykantem. Otrzymał mundur, legitymację służbową i raz na dwa, lub trzy, tygodnie jeździł furmanką — lub dwoma — z Małoszyc, wioząc korespondencję nadleśnictwa i prowiant dla jednego z polskich urzędników w tomaszowskiej Inspekcji Leśnej. Wracał z inspekcyjną pocztą dla nadleśnictwa i z różnymi towarami dla robotników leśnych i wozaków, takimi jak podkowy, żelazo obręczowe, skóry zelówkowe, naftę itd., a nade wszystko skrzynie wódki monopolowej, stanowiącej przydział dla robotników i pracowników administracji leśnej.
Droga do Tomaszowa Maz. wiodła przez Inowłódz i Spałę. Ponieważ w Spale stacjonowały zawsze niemieckie jednostki wojskowe, główna droga była zamknięta i przed Spałą skręcała w prawo przez lasy tak dalece, aż ominięto Spałę i wjechano znów na prostą do Tomaszowa Maz. Zdarzało się — nawet jesienią czy zimą, po ciemku — że kiedy w Spale nie było sztabów i ważnych osobistości, to w drodze z Tomaszowa Maz. przepuszczano furmanki drogą prosto przez Spałę za dwie butelki monopolowej wódki, którą otrzymywali niemieccy żołnierze z rogatek.
W połowie roku 1944, kiedy front wschodni zbliżał się do ziem polskich, osadę leśną na Bielawach dosiedliły dwie rodziny leśników z Chełma Lub. [m.in. inż. Jerzy Stobnicki] i kilka rodzin również leśników w pobliskim Poświętnem. Wszyscy oni doczekali wejścia Armii Czerwonej w połowie stycznia 1945 roku”.


Wspomnienie 2

„W odległości 3 km na południe od Sanktuarium M. B. Świętorodzinnej i klasztoru księży filipinów w Poświętnem istniała od dawna i jeszcze po II wojnie światowej osada leśnictwa Bielawy. Podczas wojny osada ta była miejscem schronienia wielu zgrupowań partyzanckich, począwszy od żołnierzy mjr Hubala, poprzez formacje Narodowych Sił Zbrojnych, Armii Krajowej, Gwardii Ludowej, partyzantki radzieckiej i innych, jak również miejscem zwykłych napadów rabunkowych z okolicy.
To w tej osadzie miała miejsce — legendarna już — Wigilia w 1939 roku z udziałem hubalczyków. I mogła ta osada leśna stać się obiektem chronionym klasy zabytkowej, gdyby nie fatum, które ją dotknęło …

Podpis: „To Oni — Maria i Józef Żulikowscy byli współgospodarzami Wigilii, 
w której uczestniczyli hubalczycy z majorem Henrykiem Dobrzańskim-Hubalem w leśniczówce Bielawy, w dniu 24 grudnia 1939 roku”. (Zdjęcia pochodzą z 1943 roku).

W rozmowie z margonińczykiem Bogusławem Szmurłą dnia 15 marca 1978 roku — wówczas nadleśniczym terenowym w Nadleśnictwie Starachowice — Dorcz usłyszał taką informację: ‘Leśniczówka na Bielawach w rozkładzie. Nikt tam nie mieszka, wilgoć! Pomiędzy Grabinami (sąsiednie leśnictwo) a Bielawami biegnie nowa, kolejowa, arteria komunikacyjna’. W cztery lata później, a to 10 maja 1982 roku, podczas przypadkowego spotkania z Bogusławem Szmurłą w Nadleśnictwie Miechów, Dorcz usłyszał: ‘Leśniczówka na Bielawach w gruzach!’. Tak więc, z powodów znanych tylko ówczesnemu kierownictwu Okręgowego Zarządu LP w Radomiu oraz Nadleśnictw Brudzewice i Opoczno, osadę tego leśnictwa zniszczono. Zachowały się jedynie: stodoła i piwnica, należące kiedyś do gajowego Adama Kaczmarka, które stanowią budynki gospodarcze Koła Łowieckiego „Daniel”.


Wspomnienie 3 i 4 (w streszczeniu)

Jak wspominał dalej Adam T. Dorcz : „Częstotliwość partyzanckich odwiedzin — nie zawsze przyjemnych — i rabunkowych wręcz napadów (do końca 1944 roku naliczono ich 17) zmusiła mieszkańców Bielaw do zastosowania drewnianych okiennic z zewnątrz, mocowanych żelaznymi sztabami na śrubach wewnątrz mieszkań. Mężczyźni kładli się spać z długą bronią palną i przygotowaną amunicją, którą rano chowano w schowkach”. W czerwcu 1943 r. napadu na leśniczówkę dokonała grupa partyzantów Gwardii Ludowej dowodzona przez Józefa Rogulskiego ps. „Wilk”. Zrabowali część ukrytej broni i mundury służby leśnej, a Dorcza za odmowę wydania broni postawili przy murze do rozstrzelania. Na szczęście, skończyło się tylko na uderzeniu go przez „Wilka” pejczem w twarz.
W październiku 1944 r. leśniczy J. Żulikowski został aresztowany z grupą mieszkańców Poświętnego. Wg cytowanych wspomnień: „Konspiracyjna działalność Żulikowskich na rzecz wspierania partyzantów już od ‘Hubala’ w roku 1939 począwszy, nie była w tej miejscowości tajemnicą. Z leśniczówki tej szły paczki żywnościowe, by przez urząd pocztowy w Poświętnem zasilać filipińskich księży w Oświęcimiu, aresztowanych w klasztorze w dniu 7 sierpnia 1943 roku”. Leśniczemu udało się zbiec i ukryć w niedalekim Gapininie u wozaka Grabskiego, obsługującego obchód leśny gajowego Marcinkowskiego.
Zawiadomiony dyskretnie Adam T. Dorcz odnalazł ich „siedzących w podkoszulkach przy czynnej aparaturze produkującej bimber”. Następnie udał się do urzędu Inspekcji Leśnej w Tomaszowie Maz., gdzie zaprzyjaźniony polski leśnik wysiedlony z Wielkopolski — inż. Kazimierz Dettlaf — wyrobił J. Żulikowskiemu nową legitymację służbową. Po kilku dniach leśniczy wrócił do Bielaw i na terenie swojej osady leśnej ukrywał się do połowy stycznia następnego roku. W tym czasie Leśnictwem Bielawy, za zgodą nadleśniczego inż. Aleksandra Zienkiewicza, kierował praktykant leśny Adam T. Dorcz.
Opracował: Krzysztof Dorcz (bratanek)

Zachowały się jedynie: stodoła i piwnica, należące kiedyś do gajowego Adama Kaczmarka, 
które stanowią budynki gospodarcze Koła Łowieckiego „Daniel”.

Na marginesie

Od jakiegoś czasu w literaturze powielana jest informacja, że hubalowa wigilia w leśniczówce Bielawy odbyła się 23 grudnia. Argumentem ma być fakt, że wówczas 24 grudnia przypadał w niedzielę, a niedziela „nie przyjmuje postu”, tzn. jest dniem niepostnym. Z wielu ówczesnych wspomnień wiadomo tylko, że jedni (zapewne większość) wieczerze wigilijne spożywali w sobotę, a drudzy w niedzielę.
Można dodać, że kalendarze na rok 1939 wprost wskazywały niedzielę, jako dzień wigilii Bożego Narodzenia. Na przykład w kalendarzu popularnego „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” napisano (s. 19): „Wigilia B. Narodzenia przypada w b. r. w niedzielę. W tym wypadku postu nie ma. Dawniej post przenoszony był na sobotę, obecnie się go nie przenosi, zresztą w sobotę przypadają Suchedni z obowiązującym postem. Wieczerzę wigilijną należy urządzić w niedzielę. Pasterka odprawiona będzie w nocy z niedzieli na poniedziałek”.
W warunkach okupacji hitlerowskiej, ze względu na godzinę policyjną, pasterki w kościołach polskich zostały odprawione w poniedziałek nad ranem.
W 1968 r. dziennikarz Mirosław Derecki na podstawie relacji świadków opublikował artykuł „Tropem ludzi majora Hubala: pamiętna noc” („Kamena” nr 26, s.8-9). Napisał, że: „ zaraz po wigilii, niektórych poniosła fantazja. Nowo upieczony wachmistrz Alicki wraz z Rysiem i jeszcze jednym żołnierzem dopięli mundury i pomaszerowali na pasterkę do odległego o trzy kilometry Poświętnego, do klasztoru filipinów”. W artykule tym zostały także przytoczone słowa leśniczego Józefa Żulikowskiego, którego dziennikarz odnalazł w Gdańsku. Otóż leśniczy „utrzymywał stały kontakt z klasztorem filipinów w Poświętnem. Pozostawał w zażyłych stosunkach z księdzem Muchą, z klerykiem Sobczykiem - mówili sobie na ty. Kiedyś młodzi księża zaczęli się napierać, żeby im pokazał wojsko polskie. - Więc ja mówię do księdza Muchy: słuchaj Ludwik, jak chcesz to siadaj zaraz [niewątpliwie po pasterce – K. D.] ze mną na sanie i jedziemy do mnie na Bielawy (…). No i przyjechaliśmy na Bielawy, był już pierwszy dzień Bożego Narodzenia. W leśniczówce cisza, pełno śniegu naokoło. Chłopaki spali w świetlicy jeszcze po nocy wigilijnej”.
Z artykułu M. Dereckiego wynika więc jednoznacznie, że pamiętna wigilia w leśniczówce Bielawy, której gospodarzami byli leśniczy Józef Żulikowski z żoną Marią, odbyła się 24 grudnia. No, chyba że wieczerza zaczęła się 23 grudnia i trwała ponad dobę, ale nie umniejszając brawury hubalczykom, jest to raczej mało prawdopodobne.
Krzysztof Dorcz


Moje trzy grosze

A ja przedstawiam fragment książki Mieczysława Bilski, Skąd nasz ród. koneckie koneksje, Warszawa 1999. Część II Marek Szymański - „Sęp”, „Rafał”, „Czarny”, str 106:
Mówi Marek: 5.11.1988.
...Do wigilii świąt Bożego Narodzenia kręciliśmy się w kółko w rejonie Brudniewic w lasach spalskich po to, by major mógł bez trudu odnaleźć obraz. przed południem w wigilię 23 grudnia [wytłuszczenie KW] wrócił major z Warszawy i Kielc, bo był i w Kielcach razem z Korabiem. Rozkazał stawić się wieczorem w leśniczówce Bielawy, a sam pojechał przebrać się w mundur, który przed wyjazdem zostawił w leśniczówce Dęba u leśniczego Wróblewskiego. Po odjeździe majora wszyscy rzucili się do porządków, czyszczenia butów i mundurów, strzyżenia.
Był to już dzień wigilijny, wieczorem stawiliśmy się w leśniczówce, gdzie był już major z Korabiem. Spotkaliśmy się wszyscy w dużej sali z podwyższeniem na scenę. Była to świetlica dla gości przyjeżdżających tu na polowania. Przyjeżdżał tu prezydent Mościcki i jego goście. W tej świetlicy odbyła się wigilia z udziałem przedstawicieli społeczeństwa Kielc. Major przywiózł prezenty na gwiazdkę. Były to ciepłe rękawice, szaliki, skarpety. Wigilia była uroczysta. Na podwyższeniu stała choinka, gospodynią była żona leśniczego, która przygotowała tradycyjną wigilię. Pod białym obrusem pachniało siano, na stole opłatek. Było nas tylko dziesięciu, gdyż major wypuszczał żołnierzy na urlopy do domów. W czasie wigilii major powiedział, że musimy się przygotować do wiosny, tak polecił majorowi w Warszawie ówczesny komendant główny Służby Zwycięstwa Polski (SZP) generał Karasiewicz-Tokarzewski.

Wybrał KW