wtorek, 1 listopada 2016

Władysław Kosmal - ojciec, Włodzimierz Kosmal - syn

Władysław Kosmal z żoną Janiną Kosmalową, lata powojenne. 
Foto. z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

Ideałem, niestety nieziszczalnym, byłoby, gdyby ci wszyscy pracownicy służby zdrowia (a także ludzie innych zawodów), którzy w mniejszej lub większej mierze wnieśli swój wkład do działalności przeciw okupantowi hitlerowskiemu i ucierpieli w tamtych latach, zyskali - nawet po upływie długiego czasu - swe biogramy, a nie tylko reprezentatywna, choć w dużym stopniu przypadkowa garstka tych, na których temat takie biogramy czy też większe artykuły biograficzne zostały już opublikowane np. dzięki możliwości uzyskania odpowiednich źródeł. Pisano więc już m. in. o wielu zazwyczaj wybitnych lekarzach, niektórych pielęgniarkach i farmaceutach, w naszych zeszytach też o położnej (Stanisławie Leszczyńskiej), o społecznikach (Teresa Lasocka-Estreicherowa) itd.
Tym razem warto zwrócić uwagę na sylwetkę felczera. Był nim z zawodu Władysław Kosmal, o którego postawie i okupacyjnej działalności wiele osób wypowiada się spontanicznie i z uznaniem, nie szczędząc w odniesieniu do jego osoby określeń jak najbardziej dodatnich, wśród których powtarza się: „człowiek z Ewangelii". Być może wyraża się w tym egzaltacja ludzi, którzy się z nim stykali, ale po zapoznaniu się z konkretnymi materiałami od razu można dojść do wniosku, że przynajmniej szkicowa biografia tego człowieka, więzionego w Oświęcimiu wraz z synem, zasługuje na udostępnienie czytelnikom i zarazem na utrwalenie pamięci o nim.
Mimo że upłynęły niespełna 23 lata od śmierci Władysława Kosmala [artykuł został opublikowany w 1982 - KW], skreślenie jego życiorysu nasuwa poważne trudności zarówno ze względu na zawodność pamięci współpracującej z nim jego żony, Janiny (do której najpierw zwróciła się

Władysław Kosmal, lata przedwojenne. 
Foto. z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

redakcja „Przeglądu Lekarskiego - Oświęcim"), jak również ze względu na skąpe świadectwa powołanych przez nią (nielicznych) świadków jego działalności konspiracyjnej. Na domiar wszystkie dokumenty dotyczące działalności Kosmala (przede wszystkim jego pamiętnik) oddane na przechowanie, zostały skradzione, jak twierdzi Janina Kosmalowa, przez „złych ludzi". Brak też dostatecznej dokumentów i wypowiedzi świadków postawy Kosmala w obozie. Informacja nadesłana z Państwowego Muzeum w Oświęcimiu
potwierdza jedynie przynależność do transportu radomskiego, podaje daty jego pobytu w obozie i uściśla jego miejsca zatrudnienia w nim.
W więzieniu radomskim, w którym Kosmal przebywał przed przewiezieniem go do Oświęcimia, jedynym świadkiem jego postawy był, współdziałający z nim w konspiracji, mgr Bogumił Kacperski z Końskich (również zesłany do Oświęcimia, nr obozowy 150107). W blokach obozowych, w których był zatrudniony Władysław Kosmal, nie znalazł się nikt z Końskich. Jedynie na rewirze, w którym przebywał Kosmal zaraz po przybyciu z Radomia, świadkiem jego pobytu tam był więzień Bazyli Wadiak, szrajber rewiru (pisarz). Losy obozowe rozdzieliły też ojca, Władysława, i syna, Włodzimierza, również konspiratora, który wcześniej trafił do tego lagru.
Po wyzwoleniu Władysław Kosmal nie utrzymywał kontaktów towarzyskich z przebywającymi z nim w Oświęcimiu II (w Brzezince) więźniami. Pozostało po nim zaledwie kilka listów pisanych z obozu do żony. Odwołujemy się zatem do tego, co aczkolwiek ubogo udokumentowane w piśmie, jest jednak o Władysławie Kosmalu niezbicie wiadome.




Niejeden wygnaniec znalazł gościnność, schronienie, pomoc w rodzinnym domu Kosmalów, u felczera, jego żony, matki i szwagierki, Ireny Brodzickiej. Niektórzy „podopieczni" pozostali u nich aż do wyzwolenia. Jedna z tam przygarniętych, Zofia Radowska sekretarka sądu we Włocławku, wysiedlona stamtąd, w kartce napisanej w 1980 do Janiny Kosmalowej podkreśla „niezwykłą dobroć okazywaną ludziom" przez tę rodzinę. 
Dokument z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

Życiorys Kosmala, skreślony ręką jego żony, Janiny, zawiera podstawowe dane.
Urodził się on w Końskich 21 lipca 1888 r. jako syn Karoliny z Młodowskich i Antoniego. Pochodził z rodziny niezamożnej. Ojciec Władysława był kierownikiem oranżerii u hr. Tarnowskich w Końskich, matka zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Władysław po ukończeniu (z nagrodą) szkoły podstawowej w Końskich uczęszczał do ośmioklasowego gimnazjum im. St. Staszica w Łodzi. Szkołę średnią ukończył również z odznaczeniem. Następnie, jak podaje żona, kształcił się (od r. 1908) przez trzy lata w szkole felczerskiej w Warszawie. Na ten temat nie udało się ustalić bliższych szczegółów.
Już jako felczer Władysław Kosmal został skierowany do szpitala w Samarze w Rosji carskiej. Po powrocie, po około dwóch latach, zaangażowano go do pracy w szpitalu św. Rocha w Warszawie, gdzie przebywał około czterech lat. Następnie pracował na oddziale epidemiologicznym w szpitalu Kasy Chorych w Końskich.
Wybranką była ciotka jego późniejszej drugiej żony, Janina z Zarzyckich, która zmarła w r. 1927. W tym małżeństwie urodził się wspomniany już Włodzimierz, w ósmym roku życia osierocony przez matkę, więziony później, jak wiemy, wraz z ojcem, obecnie lekarz. Po raz drugi ożenił się z Janiną Anglikówną 11 listopada 1929 r. Do wybuchu II wojny światowej Władysław Kosmal pracował w Kasie Chorych w rodzinnych Końskich.

Najukochańsza Jasieńko! Dzień dzisiejszy zaliczam do dni szczęśliwych… 7.08.1945. 
List pisany z Niemiec (pierwsza strona) Władysława Kosmala do żony Janiny Kosmalowej. 
Dokument z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

...Pozdrawiam was, jestem zdrów, zapytuję jak się macie, napiszcie czy Włodek jest. 
Oczekuje rychłego powrotu do ojczyzny. Całuję cię oraz mamusię, 
krewnych znajomych pozdrawiam Władek - 16.12.1945. 
Dokument z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

W tym miejscu trzeba dodać, że w wojnie obronnej Polski 1939 r. Końskie znalazły się na terenie operacyjnym odwodowej Armii „Prusy", a w rejonie tego miasteczka odbywała się koncentracja, przegrupowania i walki części jednostek południowego ugrupowania tej armii. Najprościej określając, chodziło o nieprzepuszczenie wojsk hitlerowskich przez Góry Świętokrzyskie dalej na wschód, północ i południe, ani o niedopuszczenie do obejścia tych gór przez zmotoryzowane kliny Wehrmachtu. Mimo bohaterskiego oporu nie zdołano jednak powstrzymać Niemców. Jak widać, Końskie znalazły się na arenie szczególnie niebezpiecznej dla ludności. Wdowa po Władysławie Kosmalu pisze m. in.:
„Już w pierwszych dniach smutnego września, podczas bombardowania dworca kolejowego, a następnie miasta Końskie, tj. 3-5 września 1939 r., w zorganizowanym przy Jego współudziale punkcie sanitarnym na dworcu, wraz z synem, Włodzimierzem, ratował i opatrywał rannych żołnierzy przyjeżdżających na front. Następnie, gdy zrzucono bomby na miasto, które płonęło w kilku miejscach, było dużo rannych i zabitych, ratowali ich i opatrywali. (...) W dniach 6-7 i 9 września 1939, gdy wojska polskie walczyły z Niemcami w pobliskiej wsi Kazanów, byli zabici i ranni. Wojsko polskie wycofuje się z Kazanowa, przechodząc przez Końskie. Żołnierzy rannych w tej bitwie przywieziono do szpitala w Końskich, zabitych chowano w Kazanowie. W szpitalu już na posterunku byli: ks. prałat Kazimierz Sykulski, Władysław i Włodzimierz Kosmal, siostry zakonne i kilkanaście osób świeckich. Nie było ani jednego lekarza z pracujących w szpitalu".
Łatwo się domyślić, że lekarze zostali wcześniej zmobilizowani i przydzieleni do swych jednostek. Oczywiste więc jest, że wtedy na Władysława jako najbardziej doświadczonego pracownika medycyny, a przy tym ochotnika w tym szpitalu, spadł cały ciężar za bieżącą, dramatyczną pracę wśród rannych i chorych i odpowiedzialność za nich. Był jakby prawą ręką wspomnianego prałata, który zawiązał wtedy komitet opiekuńczy i pokierował nim (ks. Sykulski, szambelan papieski, dziekan opatowski i proboszcz w Końskich, został uwięziony w obozie oświęcimskim - nr 21962 - i rozstrzelany tam 11 grudnia 1941). Grupa ofiarnych osób uwijających się wówczas w tym szpitalu oddała się w dość prymitywnych warunkach sanitarnych posłudze rannym. Wkrótce nastała okupacja Końskich.


Władysław Kosmal przed domem w Końskich, lata powojenne. 
Foto. z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

Gdy Niemcy na „Budowie" w Końskich założyli obóz jeniecki, Władysław Kosmal z synem Włodzimierzem i żoną Janiną, zorganizował też z własnych funduszów częściową pomoc materialną w postaci żywności dla przebywających tam jeńców, zwłaszcza chorych na czerwonkę. Akcja ta trwała około dwóch miesięcy, tj. do likwidacji obozu. A gdy do Końskich nadciągały transporty wysiedlonych z ziem polskich włączonych do Rzeszy, Władysław Kosmal z rodziną ściśle współdziałał z owym komitetem opiekuńczym w rozkwaterowaniu przybyłych w mieście i w powiecie. Chorych umieszczano w szpitalu Ubezpieczalni Społecznej w Końskich. Niejeden wygnaniec znalazł gościnność, schronienie, pomoc w rodzinnym domu Kosmalów, u felczera, jego żony, matki i szwagierki, Ireny Brodzickiej. Niektórzy „podopieczni" pozostali w nich aż do wyzwolenia. Jedna z tam przygarniętych, Zofia Radowska sekretarka sądu we Włocławku, wysiedlona stamtąd, w kartce napisanej w 1980 do Janiny Kosmalowej podkreśla „niezwykłą dobroć okazywaną ludziom" przez tę rodzinę.
Kosmal, który jak już wiemy, pracował przed drugą wojną w dawnej Kasie Chorych (przemianowanej na Ubezpieczalnię Społeczną w czasie okupacji), zatrudniony tam jako felczer, celowo brał zlecenia na dojazdy do punktów sanitarnych nowo utworzonych w powiecie, aby móc przy tej okazji dostarczać partyzantom duże ilości leków, środków opatrunkowych oraz torby sanitarne, które były częściowo wysyłane do tych punktów przeszkolonym sanitariuszkom, odbywającym dyżury. W zdobywaniu tych materiałów pomagała Kosmalowi Ubezpieczalnia Społeczna i apteki w mieście.
Syn Władysława, Włodzimierz, trafnie zauważa w nadesłanym przez siebie liście, to dawny powiat konecki należał do najbardziej zalesionych terenów w Polsce i dodaje:
„w czasie okupacji był to teren naprawdę wymarzony do różnego rodzaju akcji partyzanckich. Tu właśnie walczył major „Hubal”. Tu właśnie ukrywało się wielu ludzi „spalonych” ze Śląska i Wielkopolski”.
Jak wiadomo ponadto, Kielecczyzna była jednym z okręgów okupowanej Polski najbardziej nasyconych oddziałami partyzanckimi.
W punktach sanitarnych oprócz miejscowych pacjentów Kosmal leczył i opatrywał partyzantów, którzy się zgłaszali „w cywilu": Zaopatrywał ich w podrabiane dowody (tzw. kenkarty) i karty pracy (arbeitskarty) dzięki swoim znajomościom w miejscowym urzędzie pracy (arbeitsamcie). Ponadto oczywiście leczył mnóstwo chorych. Biednym i poszkodowanym niósł pomoc lekarską, dostarczał im leki i inne środki Podnosił ich na duchu. Znany był z sumienności i owocnej pracy w swoim zawodzie, toteż zyskał wielką popularność i - można śmiało rzec - miłość wśród społeczeństwa w mieście i w powiecie koneckim. Wyraziście opisuje tę postawę Kosmala nie tylko żona, lecz także inne osoby, np. były partyzant, mgr Bogumił Kacperski, poświadcza, że ten zdolny felczer stawał na każde żądanie, bez względu na porę dnia czy nocy i umiejętnie łagodził cierpienia chorym.
Ówczesny powiat konecki był jednym z pierwszych, gdzie Polacy stanęli do walki konspiracyjnej i partyzanckiej z najeźdźcą hitlerowskim, toteż Władysław Kosmal wcześniej zdobywał praktyczne doświadczenie w tego rodzaju walce. Organizatorem ruchu oporu w Końskich był kpt. Jan Stoiński „Górski", nauczyciel szkoły podstawowej. On właśnie zameldował się u słynnego majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala", który ze swoim oddziałem działał w tym powiecie już w pierwszych miesiącach po wkroczeniu wojsk hitlerowskich. W powiązaniu z majorem „Hubalem" oraz komendą Okręgu Kielecko-Radomskiego ZWZ konspiratorzy tworzyli stopniowo sieć konspiracyjną placówek i obwodów. Powstało więc wiele punktów w powiecie i w mieście. Angażowano ludzi pewnych, zaufanych, uczciwych, o nieskazitelnej przeszłości. Dowódcą zakonspirowanego punktu w dogodnie położonym na uboczu domu Kosmalów był skierowany z Radomia kpt Wojska Polskiego Czesław Majewski. Jak podaje Janina Kosmalowa, podlegało mu tam około 15 osób.
Wspomniany już mgr Kacperski, pełniący w okresie okupacji funkcję dowódcy plutonu, a następnie adiutanta Koła Obwodu Końskie i szefa referatu V (łączność konspiracyjna), informuje, że punkt u Kosmalów był wykorzystywany jako skrzynka kontaktowa, a w pewnym okresie prowadzono tam też nasłuch radiowy dla miejscowej prasy konspiracyjnej (wydawano tajnie „Sprawy polskie"). Tą efektywną działalność konspiracyjną dramatycznie zakłóciła zdrada, której okoliczności tutaj pomijamy. Dość stwierdzić, że w nocy z 2 na 3 listopada SM r. gestapo przeprowadziło pierwsze aresztowania, m. in. w domu rodziny Białeckich, gdzie była tajna radiostacja, mordując przy tym kpt. Stoińskiego. Zdrajcę ukarano śmiercią z wyroku sądu podziemnego, a konspiratorzy nasilili czujność i ostrożność i kontynuowali swą działalność podziemną.
Grozą pogłębiły jeszcze brutalniejsze, masowe aresztowania w piątek 20 sierpnia 1943 r. Wspominając o nich w swej rękopiśmiennej relacji, wdowa po Władysławie nie ukrywa niewygasłych i żywych do dziś jeszcze wrażeń, a także pamięta wyraziste szczegóły z tamtego tragicznego piątku: otaczanie domów z hałasem, wpadanie Niemców do mieszkań i grożenie karabinami, bezlitosne bicie, i kopanie, ustawianie ludzi pod murami z rękami podniesionymi, zakładanie kajdan, atmosferę rozpaczy, mdlenie kobiet, krzyki dzieci, jęki katowanych. Władysława pobito kolbą karabinu, a gdy żona podawała mu wodę w szklance, gestapowiec wytrącił ją z jej rąk i pobił Janinę dotkliwie po twarzy; syna straszono natychmiastowym rozstrzelaniem.
Zabrano wtedy 270 osób, w tym obu Kosmalów. Po kilku dniach przetrzymywania ich w obozie w Bliżynie - Władysław został przewieziony do więzienia w Radomiu. Relacjonował po wojnie, że śledztwo tam było bardzo okrutne: wbijano szpilki i zapałki pod paznokcie, wieszano na żelaznej huśtawce, tak aby głowa obijała się o mur itp. Po dotkliwych urazach i biciu wytworzyły się trudno gojące się wybroczyny i rany, a blizny zostały jako dowód katuszy. Mimo tak barbarzyńskiego śledztwa Kosmal nie wyjawił żadnych tajemnic.
Do więzienia w Radomia dojeżdżała Janina Kosmalowa dwa razy w tygodnia samochodem od przewożenia bydła. Już wtedy zorientowała się w sytuacji w śledztwie. Przekazywała bowiem dla Władysława przez straż więzienną czystą bieliznę, a odbierała poprzednią, poplamioną i jeszcze wilgotną od krwi. Warto dodać, że z Władysławem znajdował się w celi m. in. Stanisław Zasacki (po wojnie lekarz) i wymieniony już mgr Kacperski, który wspomina: „wszyscy byliśmy w nieludzki sposób torturowani" i dalej: „Kolega Władysław dzielnie się trzymał, nie przyznając się do pracy w konspiracji. Nie załamał się, a nawet swoją postawą podtrzymywał innych na duchu".
Z pisma Muzeum w Oświęcimiu i z relacji Kacperskiego wynika, że 14 września 1943 r. został on, podobnie jak Władysław Kosmal, skrępowany drutem kolczastym i przewieziony do Oświęcimia-Brzezinki transportem, więźniów z Radomia, dołączonym do transportu warszawskiego. Włodzimierz Kasmal trafił do tego obozu już wcześniejszym transportem więźniów z Radomia. W obozie oświęcimskim ojciec otrzymał numer 150112, a syn 138055.
Skatowany w więzieniu radomskim, niezdolny z tego powodu do pracy, 55-letni już Władysław dostał się na szczęście od razu na rewir, a nie na morderczą „kwarantannę", gdzie zwykle nowo przybyłych (tzw. zugangów) traktowano ze specjalnym sadyzmem. W rewirze wówczas były już znośniejsze warunki niż w latach poprzednich, a od selekcji łatwiej można było się uchronić.
Z rewiru pamięta Władysława inny więzień z Końskich, Bazyli Wadiak. Po pewnym czasie odnotowano Kosmala jako więźnia zatrudnionego w komandzie (grupie roboczej) 302 B Weberei und Flechterei DAW (Deutsche Ausrüstungswerke), tj, w warsztatach niemieckiej firmy zbrojeniowej. Ocaleli więźniowie pamiętają ogólnie, że bardzo ofiarnie pomagał on współtowarzyszom niedoli, a zwłaszcza chorym i cierpiącym. Umiał wspierać ich psychicznie i podsycać tak potrzebną w obozie nadzieję przetrwania. Bliższych szczegółów z pobytu Władysława w Oświęcimiu-Brzezince nie udało się ustalić. Wdowa podaje, że w październiku 1944 r. został on ewakuowany do obozu „Dora" (Mittelbau), gdzie dotrwał do wyzwolenia. Włodzimierza natomiast wywieziono z Brzezinki do Sachsenhausen; w obozie oświęcimskim ojciec widział go tylko raz.

Dokument z 1957 z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

Po wyzwoleniu Władysław i Włodzimierz Kosmalowie, każdy odrębnie, dostali się do strefy amerykańskiej, skąd też - ze zrujnowanym zdrowiem - w różnym czasie wrócili do Końskich. Władysław, podleczony przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż, jeszcze o wadze „muzułmana" [Zniekształcona forma słowa muzułmanin (niem. Muselmann) używana powszechnie w Auschwitz i w innych niemieckich obozach koncentracyjnych], 40 kg, pokryty bliznami, wrócił do domu około 20 czerwca 1945, a Włodzimierz znacznie później, dopiero w październiku 1945 r. Wdowa po Władysławie wspomina entuzjastyczne powitanie go przez ludność miejscową i współtowarzyszy obozu. Nie zapomnieli oni jego postawy z więzienia i lagrów.
Pozostało zaledwie kilka listów obozowych Władysława Kosmala do żony; przechowuje je Włodzimierz Kosmal. Były one tylko z największym trudem adresowane przez Władysława Kosmala, ale dyktowane przez niego i pisane przez kogoś ze współwięźniów, Władysław bowiem po torturach radomskich nie mógł pisać. W obozie - wśród zwyczajnych, znanych szykan i cierpień - doznawał dodatkowych kar, m. in. okresowo pozbawiono go możliwości otrzymywania paczek żywnościowych z domu, co w warunkach głodu panującego wśród więźniów mogło nawet odebrać szansę przetrwania.
Po powrocie z obozu Władysław Kosmal stale zapadał na zdrowiu, leczył się w wielu szpitalach; w pielęgnacji swej żony pozostawał rok. Nigdy już nie zdołał powrócić do pełnego zdrowia.
Wydział Zdrowia PPRN w Końskich wydał zaświadczenie, że Władysław Kosmal od początku swej pracy po wyzwoleniu był zatrudniony etatowo w służbie zdrowia, w oddziale epidemiologicznym Szpitala w Końskich, a w latach 1963-57 dyżurował w Pogotowiu Ratunkowym, również w pełnym wymiarze godzin. Praca ta dawała mu zadowolenie i satysfakcję. Znano go z tego, te umiał chorym pomagać i że znajdował w tym głębokie upodobanie. Po przejściu na emeryturę już nie pracował. Cieszył się szczególnie, gdy po wyzwoleniu jego syn ukończył studia medyczne na Wydziale AM w Poznaniu (obecnie Włodzimierz jest kierownikiem przychodni przeciwgruźliczej w Pabianicach [Włodzimierz Kosmal zmarł 31.03.1982 r. w Pabianicach. Został pochowany w Końskich]).
Władysław został w r. 1967 odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 9 lutego 1969 r. w Końskich. Pozostawił po sobie pamięć człowieka rzeczywiście pełnego cierpliwości, wytrzymałości, altruizmu i dobroci.

Stanisław Kłodziński, 
były więzień obozu koncentracyjnego Oświęcim-Brzezinka nr 20019
[W: Przegląd Lekarski, 1982, 39 nr 1-3]



Włodzimierz Kosmal (pierwszy z lewej), lata 30. - koneckie gimnazjum. 
Foto. i dokument z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.


Włodzimierz Kosmal

Włodzimierz Kosmal urodzony 22.10.1918 r w Końskich jako syn Władysława Kosmala i Janiny z Zarzyckich.
Po zdaniu egzaminu maturalnego w koneckim Gimnazjum Koedukacyjnym im. św. Stanisława Kostki rozpoczął studia medyczne w 1938 r na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. Lata wojny przerwały studia. Początkowo wraz z ojcem Władysławem pracował w szpitalu koneckim ratując życie rannym. Był członkiem ZWZ AK, działał w ruchu oporu. W 1943 r został wywieziony wraz z ojcem do obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau, a następnie Sachsenhausen. Po wojnie kontynuował studia medyczne w Akademii Medycznej w Poznaniu. Uzyskał specjalizację II stopnia z ftyzjatrii i pulmonologii. Był ordynatorem Szpitala Przeciwgruźliczego w Pabianicach, a następnie po likwidacji szpitala, kierownikiem Poradni Chorób Płuc i Gruźlicy i Poradni Kolejowej. Zmarł nagle 31.03.1982 r. Pochowany został w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w Końskich. Niechętnie wspominał tragiczny okres okupacji i nieludzkich tortur w obozie hitlerowskim.

Maciej i Jakub Kosmalowie


Włodzimierz Kosmal. 
Foto. z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.


Listy Włodzimierza Kosmala z Auschwitz do domu w Końskich. 
Dokumenty z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

Włodzimierz Kosmal z żoną Marią Jadwigą z Anglików - Końskie lata 50. 
Foto. z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.