niedziela, 11 września 2016

Dwa miesiące okupacji: styczeń-luty 1943. Dziennik cz. I

Dowód osobisty AUSWEIS Zofii Lutowskiej z 1940 roku (miała wówczas 20 lat). 
Szczególnie cenią tą „pamiątkę” okupacyjną. Wzruszam się na widok czterolistnej koniczyny wklejonej pod fotografią. Dokument w zbiorach KW.
Lutowska Zofia „Ewa” AK - WSK, służba sanitarna, aresztowana 20.08.1943, więzień w KL.

1943, styczeń

Końskie dn. 29 stycznia 1943 roku. Zakończył się niedawno rok 1942; rok pełen udręki Narodu Polskiego. Nowy rok 1943przynosi nam nowe ofiary. Sytuacja ogólna zaostrza się. Polacy traktowani są jak niewolnicy. nie ustają aresztowania i polowania na ludzi po miastach i wsiach. Zdajemy sobie sprawę, że ten rok będzie bardzo ciężki, lecz jesteśmy ożywieni niezłomną nadzieją, że ten rok będzie ostatnim rokiem niewoli. Ogromnym wyniszczeniem narodu są tzw. łapanki ludzi do robót w Niemczech. Łapanki te są bezwzględne i przeprowadzane w dzień i w nocy, przy pomocy żandarmerii i „granatowej” policji, która niestety odznacza się wielką gorliwością. Złapani odstawiani są do miejscowego więzienia, gdzie po kilkadziesiąt osób w małych celach oczekuje na transport kolejowy. Warunki bytowania w więzieniu okropne. początkowo złapanych badał lekarz powiatowy, obecnie uznano to za bezcelowe. Po pewnym czasie odwożeni są bydlęcymi wagonami do Reichu.
W mieście żandarmeria i „policja granatowa” rewiduje przechodniów sprawdza dowody osobiste itp. Ludności wiejskiej idącej do miasta zabiera wszelkie artykuły żywnościowe. Celuje w tym „granatowa” policja, a szczególnie posterunkowy Prokopiak).
W powiecie są niezmiernie częste napady i nie wiadomo przez kogo dokonywane. Czy przez partyzantów, czy przez zwykłe bandy rabunkowe? Działają one odważnie i bezkarnie, co świadczy o bezsilności niemieckich władz bezpieczeństwa. Żandarmi z trwogą wyjeżdżają na miejsce wypadku i przybycie ich jest zawsze spóźnione i bezskuteczne.

Ulotka, która przywędrowała w okolice Końskich w 1943 r. drogą powietrzną? 
Dziadek Zygmunt Janiszewski z leśniczówki Krzyż Greinerowski wspominał, że jest to pamiątka po zrzutach. Pytaniem: gdzie i kiedy mogła zostać wydana, jak mogła trafić do kraju - próbowałem bez powodzenia zainteresować kilka placówek muzealnych. Może czytelnicy strony pomogą. 
Dokument w zbiorach KW.

Wielką aktywnością wykazuje się oddział por. Wilka, który działa na terenie pow. koneckiego i opoczyńskiego. W styczniu br. słyszeliśmy o napadach: na dwór w Starej Wsi p. Władysława Czarneckiego (trzykrotnie), na dworzec w Białaczowie, Na młyn w Petrykozach (dwukrotnie). Na osadę Gowarczów uderzył znaczny oddział, który zniszczył kancelarię Urzędu gminnego, Urzędu pocztowego, zniszczył urządzenia telefoniczne, urządzenia mleczarni itp.
W Końskich w biały dzień wtargnięto do fabryki Neptun, gdzie zabrano 3.000 zł, oraz z Inspekcji Leśnej 7.000 zł. Uskuteczniono napady na mleczarnię w Przyłogach, na Urząd gminny i agencję pocztową w Miedzierzy i Smykowie.
Dn. 28.01.1943 o godz. 12 w południe napadnięto na Bank Ludowy w Końskich, przy czym za brano 73.000 zł. Por. „Zagłoba” zostawił na tą sumę pokwitowanie. [Dopisano ręcznie; Pieniądze z wielką uciechą wydała p. Zofia Andrusiewicz kier. Banku]
W nocy z 28 na 29 stycznia dokonano napadu na rzeźnię miejską i zabrano 11 wieprzy przeznaczonych na przydziały dla Niemców.
Podczas napadu na urząd gminny w Słupi gm. Pianów zniszczone zostały akta ewidencyjne i kontygentowe.
Napady się szerzą i nie ma prawie dnia aby nie słychać było o nowym napadzie.
W lasach przebywają również Żydzi, którzy utworzyli swe oddziały partyzanckie [...]
Inne pomniejsze napady w wielu miejscowościach, a więc na księży, wójtów, sołtysów, lub nawet bogatszych gospodarzy, jak np. w Bębnowie na gospodarza Witycha [...]
Dochodzą nas echa ogromnych łapanek w Warszawie, Radomiu, Kielcach itd.
W końcu stycznia były jeszcze napady na Gowarczów (poczta), na Białaczów - Petrykozy (młyn), Na Odrowąż, Czarniecką Górę. Pod Białaczowem partyzanci rozkręcili szyny i z biegnącego pociągu towarowego parowóz wyleciał z szyn.
Następnie partyzanci uderzyli na folwark volksdeutscha Z. Bałachowskiego w Fidorze. napad się jednak nie udał, gdyż Bałachowski się bronił i gęsto ostrzeliwał z okien dworu.
Mamy wiadomości z Warszawy, która po masowych łapankach, czuje się jak po ciężkiej chorobie.
Z mowy Franka z 30.01 br. widać, że łapanki będą przeprowadzane jeszcze w ostrzejszej formie. Z komunikatów w prasie niemieckiej wynika: armia niemiecka na wschodzie cofa się. Wyczuwa się niezadowolenie Niemców z powodu zawarcia paktu gwarancyjnego między Anglią a Turcją.
Drożyzna w Końskich wzmaga się: 1 kilogram mięsa wołowego 75 zł, 1 kg masła 130 zł, 1 kg cukru 130 zł.
Cały styczeń minął bez mrozu. Obecnie temperatura plus 2 stopnie.

Zapiski Henryka Seweryna Zawadzkiego z okresu okupacji. Pisane „drobnym maczkiem”, miesiąc po miesiącu opisują rzeczywistość widzianą oczami konecczanina. Poruszonych jest wiele drażliwych spraw. Osądy są najczęściej ostre i jednoznaczne. Niestety by je publikować musiały by być wg. mnie dodatkowo omówione, ukazane w szerszym kontekście. Dotyczy to np. pominiętej w tej publikacji sprawy partyzantki żydowskiej i wypadków w Drzewicy. 
Dokumenty w zbiorach KW.

1943, luty

Końskie dn. 23 lutego 1943 r. Napady w okolicy nie ustają, a przeciwnie akcja oddziałów partyzanckich staje się coraz żywsza. Obecność lasów sprzyja temu ruchowi. Zdarzają się też napady niewyjaśnione. Na przykład w Koziej Woli, parę dni temu została zamordowana przez nieznanych sprawców kobieta i czworo jej dzieci.
W połowie lutego żandarm z Końskich Rejch wraz z kilkoma wywiadowcami natknęli się na grupę partyzantów w wielkiej Wsi pod Niekłaniem, którzy ich gęsto ostrzeliwali. W wyniku strzelaniny zabici zostali wywiadowcy z Końskich: Nikoniuk i Świrut, Sutarzewicz został ranny. Żandarm przerażony zbiegł piechotą do Końskich. Później jako represję spalili Niemcy kilka zagród w Wielkiej Wsi. Działo się to 18 lutego br. [Dopisek: U Chlebowskiego w kalendarium data 17.04.43]
Następnego dnia o godz. 12 w południe na przedmieściu Browary, do niemieckiego zarządu folwarku weszło 4 młodych ludzi. Weszli oni przez kuchnię do jadalni, gdzie siedziało kilku żołnierzy niemieckich przy obiedzie. Partyzanci sterroryzowali ich, zabrali im broń, karabiny i pistolety, a następnie wyszedłszy do drugiego pokoju zastrzelili tam niemieckiego majora, komendanta załogi folwarcznej. Był to jakiś baron, starszy człowiek, który nawet nieźle się odnosił do robotników - Polaków.

Obwoluta listu do Henryka Seweryna Zawadzkiego - styczeń 1943. 
Dokument w zbiorach KW.

Po zerwaniu telefonów, zabiciu majora, napastnicy zostawili kartkę z napisem: Za spaloną wieś.
Dziś tj. 23 lutego br. odbył się niesłychanie uroczyście zorganizowany przez Fittinga pogrzeb zabitego majora. Jeszcze uroczystości nie zostały ukończone, a już rozpoczęły się masowe aresztowania na ulicach miasta.
Miasto od paru dni przepełnione jest żandarmami, gestapowcami i tajną policją. Zdenerwowanie ogromne. Wiele osób wyjechało z Końskich. Więzienie jest przepełnione, przeważnie ludnością wiejską. Jednocześnie z powiatu dochodzą słuchy o nowych napadach, obławach, strzelaninie itp.
Napadów jest dużo, że aż trudno je tu wyliczać. Ilość oddziałów partyzanckich stale się powiększa, a to skutkiem bezmyślnych represji ze strony władz niemieckich, przed którymi młodzież polska ucieka do lasu.
Ludność jest „podniecona”, wygłodzona odbieraniem kontyngentów zbożowych. Obecnie Niemcy odbierają ludności wiejskiej ostatnie krowy i wysyłają je do Reichu.

Henryk Seweryn Zawadzki