niedziela, 10 kwietnia 2016

Gawędy starego żołnierza 1915. Walki legionistów Legionu Puławskiego w okolicach Fałkowa

Odezwa wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza, 
głównodowodzącego armii rosyjskiej do Polaków - 14 sierpnia 1914 r., Sankt Petersburg. 
Karta pocztowa z obiegiem pocztowym wysłana 9.01.1915 z Kielc przez Polaka. 
W zbiorach KW.

Czytając artykuł na stronie konskie... o żołnierzach Beliniakach, przypomniały mi się zapiski inż. ppor. Henryka Bagińskiego o swoim pobycie w okolicach Końskich w 1915 roku. Szukałem informacji na temat autora „Gawęd”. Udało mi się nieco odnaleźć:

  • Henryk Bagiński urodził się 19.01.1888 w Klwowie niedaleko Opoczna. Od najmłodszych lat żywo interesował się wojskowością, historią i militarystyką. Zmarł 13.12.1973 w Warszawie – historyk wojskowości, inżynier, instruktor harcerski i harcmistrz, pułkownik dyplomowany saperów Wojska Polskiego. Po wybuchu I wojny światowej zgłosił się ochotniczo w stopniu podporucznika do Legionu Puławskiego przy armii rosyjskiej, później do 1 Dywizji Strzelców Polskich. Po rewolucji w 1917 znalazł się w I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego, zaś po jego rozwiązaniu – na Kubaniu w 4 Dywizji Strzelców Polskich gen. Lucjana Żeligowskiego, w której w stopniu kapitana dowodził samodzielną kompanią inżynieryjną. W 1919 razem z dywizją wrócił do kraju.

Drobny epizod z żołnierskiego życia opisany został przez Bagińskiego na łamach Wiadomości Wojskowych wydanych w Kijowie 10.04.1917 roku. Na poszarpanych przez czas stronach gazetki zdołałem wyczytać nazwy miejscowości Szkucin, Fałków, Lipa i Końskie. Powoli i ostrożnie rozprostowywałem zniszczone kartki czytając o wojennej przygodzie Polskich Legionistów. Poniżej trochę historii na temat pierwszych miesiącach Wielkiej Wojny.
Radosław Nowek

Henryk Bagiński, podpułkownik dyplomowany, inżynier - fotografia portretowa z profilu.
Data: 1933 - 1939. Sygnatura: 1-W-6. Zbiory NAC

Witold Ostoja Gorczyński. Fotografia zawarta w: Krótki szkic do historii Legionu „Puławskiego” organizowanego po stronie Koalicji z kadrów którego powstały Brygada potem Dywizja Strzelców Polskich, ostatnio I Korpus Polski, Warszawa [1914]. Zbiory www.cbw.pl.

Gawędy starego żołnierza 1915

Po przybyciu do armii czynnej I. Legion zajął okopy fałkowskie, a sztab wraz z rezerwową kompanią kwaterował we wsi Lipa. Przez jakiś czas odbywano jeszcze ćwiczenia w strzelaniu we wsi Plenna pod Radoszycami. Na pozycjach pod Fałkowem, na pierwszej linii bywało kilka starć z wojskiem niemieckim. Przed atakiem wszyscy polscy oficerowie naradzali się między sobą jak zabezpieczyć się, by Austriacy przed czasem nie spostrzegli się o naszych zamiarach. Porobiono zarządzenia, by przypadkowy strzał nie uwiadomił ich o tym. Bezczynni dotąd i próżnujący w okopach legioniści wiadomość o czekającym ich chrzcie bojowym przyjęli z zapałem. Żołnierze pilnie czyścili błyszczące bez zarzutu karabiny, żartując i przekomarzając się. Przedmiotem żartów był głównie ulubieniec legionu Japończyk, zwał się Tom-Som. Tom-Soma przecież nie weźmiemy do ataku, gotów by się nam gdzieś zaprzepaścić!...
Oczywiście, że brać go nie warto. Taki mały smyk w pierwszym lepszym rowie się zachłyśnie i już gotów.
- To nic...Tom ma… widzę ochotę – schowamy go do ładownicy...
- Dobra to jest myśl! Ale niebezpieczna, mógłby się ktoś omylić i nabić nim karabin.
No to paf! I Tom pierwszy znalazłby się w niemieckich okopach.


Sztandar Legionu Polskiego 1914. Fotografia zawarta w: 
Krótki szkic do historii Legionu „Puławskiego”... Zbiory www.cbw.pl.

O zmroku, pierwsza kompania pod dowództwem kapitana Trygara miała obejść zabudowania Zbójna i rozpoznać pozycje wroga w okolicy Sępu. Oddział karabinów maszynowych pod dowództwem podporucznika Stanisława Jaworskiego ubezpieczał drogę Końskie - Fałków, a 2., 3. i 4. kompania zabezpieczały odcinek od Kołońca w stronę Sępu. Pozycje wroga znajdowały się za torfowiskami ukryte w zagajniku. Jednak to 2. kompania pod dowództwem kapitana Konrada Ossowskiego z młodszym oficerem chorążym Zygmuntem Masłowskim natknęła się na patrol Austriaków i uderzyła na nieprzyjaciela. Nie padł ani jeden strzał, 4 żołnierzy zakłuto bagnetem, nie zdążyli zdjąć karabinów z ramienia. 3 kompania pod dowództwem kapitana Leona Sułkowskiego z młodszym oficerem chorążym Edwardem Okołowem podeszła bardzo blisko zabudowań wsi Sęp. Chcieli koniecznie zdobyć karabin maszynowy umocniony tuż za stodołą przy rzece. 4 kompania z kapitanem Komierowskim i chorążym Rafałem Sołtanem stanowiła odwód. Na najdalej wysunięty odcinek przeprowadzono telefon, a służbę łączności pełnił por. inż. Jan Wlekliński.
Po krótkiej i cichej walce z patrolem, 2 kompania wchodziła na torfowisko przed okopami wroga.
Tstst.....Ciszej ! Któremu tam karabin chroboce… - rzucił szeptem chorąży Masłowski, prowadzący swoją półkompanię. Zapanowała cisza, przerywana jedynie głuchym szmerem. Z zapartym tchem, krokami skradającego się rysia, żołnierze zstępowali z wolna ze wzgórza na rozkopane torfowiska. Od tej pory już każdy krok trzeba było pokonywać z trudnościami w postaci napotkanych rowów, głębokich na 2 sążnie dołów wypełnionych wodą. Legioniści pomagali sobie wzajemnie w tej cichej walce z naturą, wyciągając grzęznących w rowach towarzyszy rękoma, podając im kolby karabinów i pasy, a tu i ówdzie padał stłumiony okrzyk „psiakrew” na który inni spieszyli ratować legionistę, wyciągając go z rowu. Przebrnąwszy przez te naturalną przeszkodę, żołnierze zatrzymali się i wyrównali szyk, gotowi ruszyć naprzód na ukrytych w zagajniku Austriaków. Wtem, po drugiej stronie zagajnika we wsi Zbójno wybuchł pożar, oświetlając jaskrawą łuną odwróconych w stronę pożaru CK żołnierzy. To oddział kapitana Trygara podpalił stodołę odwracając uwagę wroga od 2. kompanii.



Znaleziska na linii okopów Zbójno - Sęp - Fałków. 
Zbiory RN.

Masłowski krzyknął po linii - na bagnety!
I oddział ruszył ostatnie 200 metrów po otwartym i oświetlonym polu. Trzask i huk od palącej się stodoły zagłuszyły bieg żołnierzy, a kiedy byli tuż przed stanowiskami nieprzyjaciela odezwały się 2 karabiny maszynowe Jaworskiego, który ostrzelał podjazd konny jadący do pożaru. W tym zgiełku Austriacy nawet nie wiedzieli kiedy śmierć ich skosiła. Pozycje na zagajniku zostały zdobyte, 18. żołnierzy armii CK poległo, zaś po stronie naszej 3 rannych i jedna złamana noga.
3. kompania myśląc, że pożar i strzały to główne uderzenie, ruszyli w stronę zamaskowanych Austriaków przy rzece. Nagle zarechotały nieprzyjacielskie kartaczownice, zatrzeszczały karabiny. Spostrzegłszy atakujących, Austriacy powitali ich huraganowym ogniem. Chwyciwszy krzepko w dłonie karabiny legioniści rzucili się na bagnety. Na ten widok chorąży Masłowski ruszył na pomoc ostrzeliwanej ciężkim ogniem 3. kompanii. Na czele brocząc obficie krwią ze strzaskanej pociskiem lewej ręki, biegł ze wzniesionym do góry pałaszem. Jako pierwszy wskoczył w okop nieprzyjacielski i dostał drugi postrzał w piersi. Wierni szeregowi usiłowali uprowadzić go z ataku lecz wtedy wybuchł ręczny granat zabijając młodego chorążego na miejscu. W zajętym przez Legion okopie wrzała krwawa walka. Część Austriaków pierzchnęła w kierunku swoich rezerw w Fałkowie, druga część została wykłuta bagnetami. W tym momencie zwycięstwo było po stronie Legionu, którego całkowite straty wyniosły z górą 23 żołnierzy zabitych i rannych. Austriaków zginęło ponad 40.
Niestety nie udało się utrzymać zdobytych pozycji. Jednostki CK armii przeszły do kontrataku wzmocnieni licznymi rezerwami żołnierzy. Legionowi dano rozkaz cofania się, co wywołało w szeregach szczególny skutek. Żołnierze klękali przed oficerami, błagając o pozwolenie bronienia okopów do ostatniej kropli krwi. Tak to zakończyła się krótka batalia na pograniczu wojennym i taki był chrzest bojowy Wschodniego Legionu Polskiego.
Obok chorążego Masłowskiego zginął plutonowy Mieczysław Moczydłowski, młodsi podoficerowie – Tadeusz Dąbrowski, Ludwik Bayer, Leopold Petrakowski, Adam Koral i kilkunastu szeregowców.
Japończyk Tom-Som spisał się dzielnie w walce zabijając bagnetem 2. z niemieckiej czaty patrolu.

Henryk Bagiński