wtorek, 23 lutego 2016

Podróż Klementyny Tańskiej (Hoffmanowej) do Końskich w maju 1827 roku

W dziewiętnastym wieku można by zadać pytanie: Któż nie czytał książki „Wiązanie Helenki” lub „Pamiątka po dobrej matce” pani Klementyny?
Dziś nikt już nie pamięta tych tytułów. Cóż. Każda epoka ma swoje bestsellery i ulubionych autorów.

Klementyna Tańska ok. 1834.
Źródło: Biblioteka Narodowa polona.pl

Jej debiutancki utwór (Synonim) ukazał się w 1818 roku, w pierwszym numerze Pamiętnika Warszawskiego [1].

Pamiętnika Warszawskiego z 1818 roku.
Źródło: Biblioteka Cyfrowa UW (ebuw.uw.edu.pl)

Kosztowało ją to trochę nerwów i twórczego zniecierpliwienia.
(…) z namowy matki już dwa miesiące temu, starsza siostra [2] i ja posłałyśmy do redakcji dwa synonimy z życzeniem, aby w pamiętniku były umieszczone. Dwa numery wyszły a naszych dzieł jak nie ma, tak nie ma; wstyd straszny! Nareszcie wychodzi styczniowy, (który podług naszego kochanego Dobrogosta Marcelego), zawiera zawsze w sobie, co redakcja ma najlepszego. Są i nasze dzieła; radość wielka! Prawdziwie trudno by mi wyrazić jak mi razem dziwno i miło było gdym ujrzała pismo moje drukowane [3].
Po tej pierwszej nieśmiałej próbie, nastała druga, o wiele większa. Jeszcze w tym samym roku ukazała się Kolęda Młodej Polki rówieśnicom swoim na rok 1819, oraz książka, która na stałe wpisała Tańską w panteon pisarek polskich, Pamiątka po dobrej matce, czyli ostatnie jej rady dla córki przez Młodą Polkę.



Kolęda Młodej Polki i Pamiątki po dobrej matce.
Źródło: Wielkopolka Biblioteka Cyfrowa (bc.wbp.lodz.pl) 
i Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa (mbc.cyfrowemazowsze.pl).

Wielką zasługą Tańskiej było to, że od samego początku, wbrew panującej modzie na francuszczyznę, popularyzowała język polski.
W swoim dzienniku pod datą 1 stycznia 1818 roku napisała:
(…) Ileż to działa w człeku pierwsze jego wychowanie! Przyzwyczajona od dzieciństwa uczyć się wszystkiego w francuskim języku, wzrosłam w fałszywym mniemaniu, że zupełnie niepodobną jest rzeczą dla kobiety napisać list lub cokolwiek bądź innego po polsku; przekonana teraz jak mylne było zdanie moje, uznaję, iż równie dobrze w ojczystej jak w francuskiej wysłowić się można mowie, wstydzę się dawnego mego zaślepienia i z chęcią ustąpiłabym znajomości pisania po francusku, za styl piękny, bez błędów i prawdziwie polski. Usilne łożyć będę starania, aby go, choć po części nabyć (…) [4]

Ignacy Tański.
Źródło: Biblioteka Narodowa: polona.pl.

Klementyna miała skąd brać przykład. Jej ojciec, Ignacy Tański, to znany dramatopisarz, poeta i tłumacz oraz twórca libretta do opery I plotka czasem się przyda.

Zbiór dzieł Ignacego Tańskiego (wydanie pośmiertne)
Źródło: Biblioteka Cyfrowa UW (ebuw.uw.edu.pl).

Jeden z wierszy poświęcił swojej przyszłej żonie, 13 letniej wówczas, Mariannie Czempińskiej.

Ale największą sercu ulgę czyni,

Rosnąca z wiekiem piękność mej Maryni.

Już ją szanować młode każą wdzięki,

I za szczęśliwość pożądać jej ręki.
Obym wzajemnie zyskał przywiązanie,
Nic mi do szczęścia życzyć nie zostanie.

Klementyna urodziła się w Warszawie 23 listopada 1798 roku.
W żywej pamięci rodziny była jeszcze śmierć jej dziadków, zamordowanych w tzw. rzezi Pragi, która wstrząsnęła opinią cywilizowanej Europy. [5]
Tomasz Tański z małżonką swą Konstancją z Kurowskich zabici na Pradze d. 4 listopada 1794. roku – znaleziono ich między innymi trupami, jego z karabelą w ręku a żonę z różańcem owiniętym o palce. [6]



Aleksander Orłowski – Epizod z rzezi Pragi.
Rysunek tuszem na szkicu ołówkowym.
Źródło: Ossolineum.pl.

W 1829 roku wyszła za mąż za Karola Hoffmana, o czym świadczy poniższy zapis w księdze zaślubionych pod numerem 22 w parafii św. Andrzeja w Warszawie:

Działo się w Warszawie dnia Siódmego Lutego Tysiąc Osiemset Dwudziestego Dziewiątego Roku o godzinie piątej wieczorem. Wiadomo czynimy, że w przytomności świadków: Jaśnie Wielmożnego Ignacego Czempińskiego Prezesa Dyrekcji Towarzystwa Ogniowego zamieszkałego przy Ulicy Leszno pod liczbą Sześćset sześćdziesiąt dziewięć lat czterdzieści pięć i Wielmożnego Marcellego Tarczewskiego Mecenasa Sądu Najwyższej Instancji zamieszkałego przy ulicy Leszno pod liczbą Sześćset pięćdziesiąt dziewięć lat czterdzieści liczących; na dniu dzisiejszym zawarte zostało Religijne Małżeństwo między: Wielmożnym Karolem Aleksandrem dwóch Imion [7] Hoffmanem Młodzianem Radcą Banku Polskiego urodzonym we wsi Jabłonnie w obwodzie Warszawskim synem niegdy Antoniego Obywatela i Tekli z Łabenckich Hoffmanów Małżonków Oycu we Wsi Jabłonnie a Matki w Warszawie zmarłych lat trzydzieści liczącym przy Ulicy Elektoralnej pod liczbą Siedemset dziewięćdziesiąt pięć zamieszkałym a Wielmożną Klementyną Tańską Panną przy familii zostającą urodzoną w Warszawie córką niegdy Ignacego Obywatela i Maryanny z Czempińskich Małżonków lat trzydzieści liczącą przy Ulicy Leszno pod liczbą sześćset pięćdziesiąt dziewięć zamieszkałą. Małżeństwo to poprzedziła jedna Zapowiedź w dniu Pierwszym bieżącego miesiąca i Roku w Parafii tutejszej; od dwóch wydany został Indult na dniu szóstym tegoż miesiąca i Roku od Władzy Właściwej Duchownej. Tamowanie Małżeństwa nie zaszło. Małżonkowie nowi oświadczają, iż zawarli Umowę przedślubną na dniu Piątym bieżącego Miesiąca i Roku przed Andrzejem Wiliamem Rejentem Kancelarii Ziemiańskiej w Warszawie. Obrząd ten Religijny dopełnionym został przez Jaśnie Wielmożnego Jana Pawła Woronicza Arcybiskupa Prymasa Królestwa Polskiego. Akt ten po przeczytaniu podpisanym został.


Podpisy pod aktem małżeństwa.
Źródło: AP m. st. Warszawy.

Jan Paweł Woronicz.
Arcybiskup Prymas Królestwa Polskiego.
Źródło: Biblioteka Narodowa polona.pl.

Również i Karol Hoffman, tak jak jego małżonka i jej ojciec, trudnił się pisarstwem. Z pod jego pióra wyszły takie prace jak Cztery Powstania, ostro skrytykowane przez generała Henryka Dębińskiego, Wielki Tydzień Polaków, rzecz o pierwszym tygodniu powstania listopadowego, oraz szereg artykułów do Kroniki Emigracji wydawanej w Paryżu.

Karol Hoffman, Wielki Tydzień Polaków, Warszawa 1830.
Źródło: Dolnośląska Biblioteka Cyfrowa (dbc.wroc.pl).

W 1833 roku ukazała się tom piąty Wyboru Pism Klementyny z Tańskich Hoffmanowej zawierający Opisy różnych okolic Królestwa.

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa ok. 1834 r.
Źródło: Biblioteka Narodowa polona.pl

Wybierając się na małą w kray nasz przejażdżkę, obiecałam Ci, kochana Anielko [8], wierny iey opis. Obiecałam i dotrzymuję słowa. [9]

Zgodnie z tą zapowiedzią, rozpoczynającą pierwszą podróż, książka napisana jest w formie listów. Również ta, odbyta w 1827 roku, do Krakowa i okolic.
Nie przeprowadzimy cię Szanowny Czytelniku, przez całą drogę przebytą w 1827 roku przez Klementynę Tańską z Warszawy do Krakowa. Skupimy się jedynie na wybranych fragmentach. Z całością materiału można zapoznać się zaglądając do oryginału, który dostępny jest w Dolnośląskiej Bibliotece Cyfrowej. [10]


Strona tytułowa Opisów… Klementyny z Tańskich Hoffmanowej.
Źródło: Dolnośląska Biblioteka Cyfrowa (dbc.wroc.pl)
.

Kiedy kilka miesięcy temu, wybierałam się na nową w kray nasz przejażdżkę, i to z większą ieszcze radością, bo do Krakowa i okolic jego, prosiłaś mnie, kochana Anielko, abym ci znowu iakie szczegóły o niey przywiozła [11] – rozpoczyna się kolejny rozdział opisu podróży.
Obiecałam chętnie, bo lubię dla ciebie, dla podobnych tobie pisać o Ojczyźnie naszej. Chcąc zaś dotrzymać danej ci obietnicy, w całym ciągu tej miłej podróży kreśliłam codziennie to wszystko, co oczy moje uderzyło, utkwiło w pamięci, lub serce zajęło.

Książka nie była pisana, co zauważa sama Hoffmanowa, jako przewodnik po kraju, ale jedynie w formie luźnych notatek związanych z przeżyciami, tak estetycznymi jak i emocjonalnymi, sentymentalnymi. Można by ją spokojnie określić „pamiętnikiem z podróży”.

Tyle jest uczonych i pięknych opisów Krakowa i okolic jego, a w moim dzienniku same drobnostki; wszyscy niemal, znają wybornie te miejsca; rozsądniej by więc było nie tykać rzeczy już nie raz opisywanych prozą uczoną i wierszem nadobnym, rzeczy już znanych powszechnie… Ale z drugiej strony, jakże nie dotrzymać danej obietnicy? Jak się oprzeć chęci ozdobienia pism moich wspomnieniem tylu chlubnych pamiątek? Jak nie ulec własnemu żądaniu powtórzenia chwil tak miło i tak prędko zbiegłych? Myśl, pędzel i pióro mają tę własność, że nam umieją powtórzyć to, co już minęło; są one poniekąd jakby zwierciadłami przeszłości. Mnie tak dobrze było w tej przejażdżce; tak drogą sercu mojemu miałam towarzyszkę; tyle nowych dla siebie, tyle zajmujących widziałam i słyszałam rzeczy, tyle słodkich uczuć i wrażeń doznałam, że prawdziwą będzie dla mnie rozkoszą, przedstawić ją sobie od początku do końca, i tym sposobem powtórzyć ją, użyć jej raz jeszcze.

Podróż rozpoczęła się w sobotę, 12 maja około piątej po południu. [12]
Wspomnianą we wstępie „miłą towarzyszką” była młodsza siostra Klementyny, Maria z Tańskich Hermanowa, o której Kazimierz Wójcicki napisał „artystycznie malowała miniatury i widoki”. [13]

Przez Raszyn, Grójec „pamiętny Piotrem Skargą, który tu pierwsze szkoły odbył, a podobno i tu się rodził”, Belsk Duży i Starą Wieś dotarła Klementyna Tańska do Nowego Miasta nad Pilicą.

Pałac i ogród na dosyć znacznej górze, nad spławną i nadobną Pilicą położony, most, porządnie zbudowany, kościół z klasztorem OO. Kapucynów, rozległy widok na łąki, lasy i pola, czynią Nowe Miasto bardzo przyjemnym.


Źródło: www.nowemiasto.pl



Źródło: www.nowemiastonadpilica.republika.pl

Obchodząc ogród, który lubelskie przypomina ogrody, gdyż są w nim góry, parowy, laski same z siebie rosnące, myślałam o niegdy nieodżałowanej Mariannie Lanckorońskiej, która tak lubiła to miejsce i chętnie w nim u brata swego, Starosty Świdzińskiego, po kilka miesięcy gościła.

Marianna Lanckorońska
Źródło: Biblioteka Narodowa polona.pl.

Żałowałam, że tu nie zostawiła jakiejś pamiątki, choć drzewa lub kamienia ze swoim imieniem; żałowałam także, iż teraźniejszej właścicielki [Rozalia ze Świdzińskiech Małachowska, bratanica Lanckorońskiej] nie było w domu.
W jej niebytności, słowiki nas przyjmowały, nigdzie ich tylu i tak pięknie śpiewających nie słyszałam; a zdawało się, iż rade temu, że ich ktoś z upodobaniem słucha; w chwilach naszego odpoczynku siadały na najbliższych gałęziach, i patrząc na nas, napełniały powietrze odgłosem dźwięcznych pieni. (…) Jeżeli w Gródku [14] taki miały głos piękny słowiki, jak w Nowym Mieście, nie dziwię się, że Król Jagiełło, zasłuchawszy się późno w noc ich śpiewu, tak mocno przeziąbł, że z tego umarł.

Kolejny postój odnotowała w swoich listach Klementyna, w Drzewicy.

Było to miasteczko niegdyś zamożne w kużnice żelaza, bogate i znane; dziś zniszczone, spustoszałe, wstrętem przeraża. Szkoda jednak wielka, bo położone jak na okolice zwłaszcza, dosyć ładne i korzystne. Jest kościół jeszcze za Władysława Łokietka założony, są rozwaliny zamku, który już za Starowolskiego był dawny. Zwiedziłam wszystko pilnie pierwsze to dopiero miejsce od Warszawy, które nosi jakąś cechę starożytności; którego rozwaliny nie zupełnie ręce ludzkiej, ale i ręce czasu przypisać można. Badałam mieszkańców o organisty o szczegóły (…)


J.M. Bazewicz Atlas Geograficzny Ilustrowany Królestwa Polskiego, 1907.
W zbiorach KW.

Zamek jest duży, czworoboczny, z czterema wieżami na rogach, gotyckiej i starownej architektury; widać, że był obronny i wodą otoczony w kole; i teraz płynie pod nim rzeczka Drzewica, ale kanałów bitych już tylko ślady; założyli go bardzo dawno Ciołkowie, z rodziny w Polsce znakomitej, później przezwani Drzewiccy, od tego miejsca. Po ich zejściu zamek ten był użyty na klasztor panien Franciszkanek; trzynaście lat temu zgorzał; zakonnice przeniesione zostały na drugą stronę Świętokrzyskiej Góry, Ś. Katarzyny zwaną, a spustoszałe mury stały się postrachem mieszkańców, tam bowiem według niektórych złe duchy, według innych źli ludzie ukrywać się mają.

Legenda żyje chyba jeszcze do dziś i niektórzy twierdzą, że nawet słychać nocami dźwięki utrapionych dusz i pobrzękiwanie ni to kajdan, ni tłuczonego szkła.

Mury zamku zdają się jeszcze mocny, i może przy nie wielkim nakładzie, mógłby on znowu być mieszkalnym i użytecznym. Już też podobno zjawia się nabywca, który i jego i Drzewicę całą do porządku przyprowadzi; daj Boże” serce boli, patrząc na okropne skutki nieładu i marnotrawstwa! Potrafią one głaz pożyć i skruszyć żelazo.

Najwyraźniej, co widzimy dziś jeszcze, nie trafił się kupiec, a jeżeli już, to nie interesował się poniesieniem nakładów w odbudowę zamku.

Kościół niewielki, dziwacznej budowy, lecz ma swoje ciekawości.

Kościół pod wezwaniem św. Łukasza w Drzewicy jeszcze przed przebudową w latach 1908-14. Źródło: J. Wiśniewski, Dekanat Opoczyński.

Dziwaczna budowa kościoła, na którą zwróciła uwagę Klementyna Tańska, to jej obronny charakter, który posiadało wiele gotyckich świątyń.

W ołtarzu, po lewej ręce od wchodu [15], jest obraz Św. Jana Złotoustego z tym napisem: „W tym kościele głowa moja złożona roku pańskiego 1504 dnia 27 stycznia, od Marcina Drzewieckiego.” I w rzeczy samej, w kryjówce ku temu sporządzonej jest głowa, lana ze srebra, w niej ukryta czaszka; twarz dobrze wyrobiona i pełna wyrazu.

Znacznie dokładniejszy opis pozostawił nam ks. Jan Wiśniewski. Uwagę zwraca różnica w dacie. Tańska pisze o roku 1504, ks. Wiśniewski o roku 1534.
W nawie, po stronie Ewangelii stoi ołtarz z Panem Jezusem na krzyżu. Na drugim obrazie wyobrażony św. Jan Chryzostom, piszący. Przy świętym Doktorze stoi anioł i trzyma kartę z napisem:
W tym kościele głowa moja złożona Roku Pańskiego 1534 dnia 27 stycznia od Macieja Drzewieckiego Arcybiskupa Gnieźnieńskiego.
Relikwiarz w kształcie srebrnej głowy na drewnianym postumencie obłożonym sześcioma blachami, wybitymi gwoździami. Górna część głowy wydrążona, oszklona; widać przez szkło część czaszki świętego. Na środkowej blasze są cztery herby i litery.

Kolejne „ciekawości”, na które zwróciła uwagę Klementyna Tańska to płyty nagrobne.

Pod chórem są dwa nagrobki marmurowe; jednego, po prawej stronie będącego, napisu odczytać dokładnie nie potrafiłam, gdyż litery już po części zatarte; domyśleć się też trudno było, bo po łacinie; a ja, mimo pochlebnego mniemania zbyt na mnie łaskawych, mniej jeszcze znam ten klasyczny język od organisty Drzewieckiego; ten, mocno moją ciekawością zdziwiony, a nie chcąc się dać ubiec w naukowym zawodzie kobiecie, pracował tyle, że wspólnym staraniem doszliśmy, iż tam od roku 1564 leży Jakub Drzewicki rycerz, który bił się dzielnie, dojrzałej śmierci ofiara.



Płyta nagrobna Jakuba Drzewickiego.
Źródło: J. Wiśniewski, Dekanat Opoczyński

Drugi nagrobek więcej mnie ośmielił, napisany wyraźnie i prawie wszystko po polsku, w koło tylko łacina, ale tej treść, zdaje mi się, żeśmy wraz z organistą odgadli – taka jest:


Płyta nagrobna Adama Drzewickiego
Źródło: J. Wiśniewski, Dekanat Opoczyński

Tu pochowany wielmożny i urodzony Adam Drzewicki z Drzewicy, Starosta Inowłodzki, z wnukiem swoim Adamem, a synem urodzonego Jędrzeja; zszedł z tego świata roku 1604, wieku swego 45.

Klementyna Tańska nie wspomina o dwóch bardzo zniszczonych płytach z wyobrażeniami leżących rycerzy. Wmurowane są w zewnętrzną, północną ścianę nowej zakrystii. Gdzie były przechowywane, w czasie bytności Klementyny Tańskiej w Drzewicy, nie wiadomo. Wizerunek jednej z nich, znajdujący się w Dekanacie Opoczyńskim, przedstawiamy poniżej.


Zniszczona, nieczytelna płyta z muru nowej zakrystii.
Źródło: J. Wiśniewski, Dekanat opoczyński.

Po pracowicie spędzonym dniu, Klementyna Tańska wybrała się w dalszą podróż, chcąc noc spędzić w pałacu Małachowskich, w Końskich. Nie dotarła jednak do celu i noc spędziła w Rozwadach.

Tegoż dnia [13 maja] w Rozwadach
Chcieliśmy zjechać na noc do Końskich, ale nie było można dla wielkich piasków. (…)Słońce już zachodziło, gdyśmy z Drzewicy wyjechali, a okropne piaski nie dozwalały pośpiechu, nie można już było korzystać z nich i pisać, ale jednostajność drogi przerwało nam miłe zejście się z flisami wracającymi z wyprawy. Lubię niezmiernie tych rzecznych żeglarzy naszych, są oni może zarówno z morskimi odważni, rozgarnięci, wytrzymali. Ich powołanie, niebezpieczeństwa, przygody, trudy, na jakie naraża, lekkość ubioru, zwinność konieczna, dają im pewien krój romantyczny, i nasi polscy Wolter – Scottowie nie powinniby przypominać ich w swoich balladach i powieściach. Zdaje mi się, że przy dokładnym poznaniu ich obyczajów, flis mógłby znaczną grać rolę w narodowym romansie.

Flisacy, Wojciech Gerson.
Źródło: Wikipedia.

Już żeśmy cały ich tabor w Nowym Mieście widzieli, bo tam znaczną ilość soli dostawiwszy, szczęśliwie wracali do domów. Już żeśmy kilku zdybali w drodze, ale tu pięciu z nich przyłączyło się do nas, a jeden zaczął rozmawiać. Chociaż jeszcze młody, szedł zawsze najpierwszy. Żywe oko czarne, włos ciemny i gęsty, dorodna i śmiała postawa, ubiór porządny (…) Nie zdziwiłam się, więc bynajmniej, kiedy w ciągu rozmowy odkrył nam, że jest rotmanem [16], czyli dowódcą tych wszystkich flisaków, że miał ich teraz dziewięćdziesiąt z sobą, a miewał czasem i więcej, i że Kazimierza Gądziora jak zły szeląg, tak cesarscy i królewscy znają. Opowiadał to wszystko z godnością, ale bez dumy, i tak szedł boso, buty i tłumoczek niosąc na kiju i plecach, jak i jego podwładni.
Zapytany skąd jest, czy z tamtej strony Wisły, z Galicji? Nie – odpowiedział – jam z wolnej ziemi krakowskiej. – Musicie być bardzo bogaci? – powiedział mu nasz woźnica. – Bogatym jest, bom zdrów z łaski Pana Boga! – wyrzekł natychmiast. – A nie przykrzy wam się to flisackie rzemiosło? Spytałam się. – Gdzie tam! – zwołał – jest ci wprawdzie mitręgi dosyć, człowiek nie dośpi, nie doje, często w wodzie jakby ryba pluskać się musi, ale za to jak doprowadzi szczęśliwie sól do mety, rad temu i wesół, jakby go kto na sto koni wsadził. – A w domu długo odpoczywacie? – Jak najkrócej, Wielmożna, człowiek stawi się przed starszyzną, kobiecie i dzieciom gościniec odda, rozpowie kumom w karczmie flisackie dzieje, trochę się dowie, co się w wiosce stało, i dalej rusza, kiedy tylko może. A kto by się tam na sucho za piecem usiedział, kto raz wędrówki i wody skosztuje?

Ta i podobne rozmowy tak pochłonęły Klementynę i jej towarzyszkę, że nie zauważyły jak zapadł zmrok. Towarzysze Gędziora idąc szybko wyprzedzili całe towarzystwo. Z daleko słychać było tylko ich wesołą rozmowę i pieśni.


Flisacy w podróży do domu.
Źródło: nienadowka.jimdo.com/flisacy-z-nienadowki

Wtem ucichły nagle, a po kilku chwilach jazdy, dostrzegliśmy ich klęczących przed małą Matki Zbawiciela kapliczką, niedawno wystawioną przy drodze. Uklęknął z nimi Kazimierz Gędzior, i my, wysiadłszy z powozu, uklękłyśmy także. (…) Jeszcze mam w sercu to błogie uczucie, jeszcze widzę tę małą kapliczkę, jaśniejącą w niej lampę, ten wieczór cichy i ciepły, i tych flisaków w bieli (…)

Po dwóch dniach podróży, dotarła wreszcie Klementyna Tańska do Końskich.

14 maj, w południe, w Końskich
To miasto obwodowe, w województwie Sandomierskim, ozdobione przez rodzinę Małachowskich, do których należy, dawniej było siedzibą Odrowążów, którzy tu, w roku 1120, kościół założyli; ten, z ciosów zbudowany, stoi dotąd.


J.M. Bazewicz Atlas Geograficzny Ilustrowany Królestwa Polskiego, 1907.
W zbiorach KW.

Całe miasto jest wcale porządne, budynki po większej części murowane, ludność znaczna, wszystkiego dostać można, traktiernia dobra, bułki smaczne. Różni tu mieszkają rzemieślnicy, osobliwie siodlarze. Wchodziłam do ich składów i śliczne widziałam powozy. Bryczki koneckie nawet za granicą słyną. Fryszerek i kuźnic jest kilka. Żelazem tu wyrobionym znaczna część Polski zaopatrzona, ale nie byłam w żadnej kuźnicy. Upał niezmierny. Mówią, że jest 26 stopni ciepła. Sama myśl o ogniu i o rozpalonym żelazie przeraża jak gdyby obraz piekła u Dantego. Zaledwie miałyśmy dość odwagi i siły, ażeby zejść ogród; bardzo piękny, chociaż natura nie wiele tu sztuce pomagała. Widać w nim dowody smaku i starania założycielki. Trawniki nadzwyczajnej gładkości. Roślin i kwiatów wiele. Ławki, spoczynki, bramy kształtne i gustowne, napisy ładne, i kilka polskich.


Domek „Szczęście”. 
Skan foto. udostępnił Ryszard Cichoński.

Miejsce „szczęściem” nazwane, w końcu ogrodu będące, gdzie podróżni imię swoje zapisują, jest to chatka wiejska różnymi ozdobiona sprzętami. Widziałam tam i smutne pamiątki, bo też często cieszyć się trzeba samym tylko szczęścia wspomnieniem. Widziałam, mówię, włosy i wianek córki właścicielki, pełnej wdzięków, cnót i przymiotów, zgasłej w kwiecie wieku z powszechnym żalem [Karoliny Małachowskiej hr. Pac – uzupełn. JL]. Znałam ją. Stanęła mi przed oczami młoda, piękna, nadobna, jak ją raz ostatni ujrzałam, i smutek mnie ogarnął.

Karolina Stanisława Kazimiera Józefa czterech imion Małachowska, córka Stanisława i Anny ze Stadnickich małżonków Małachowskich herbu Nałęcz, urodziła się w Końskich w 1796 roku. Była więc dwa lata starsza od Klementyny. Jej chrzest odbył się 9 lipca w kościele parafialnym w Końskich. [17]
Również tu, w Końskich odbyła się jej ceremonia ślubu z Ludwikiem hr. Pacem, o którym znane przysłowie mówi, „wart Pac pałaca a pałac Paca”.

Michał Ludwik Pac
Źródło: Wikipedia.pl

Końskie Roku Tysiąc Osiemset Siedemnastego dnia dwudziestego siódmego miesiąca Listopada o godzinie piątej Wieczór przed Nami Administratorem probostwa Konieckiego sprawującym Obowiązki Urzędnika Stanu Cywilnego Gminy Konieckiej w Obwodzie Opoczyńskim Województwie Sandomierskim, stawił się Jaśnie Wielmożny Michał Ludwik Hrabia Pac Generał Dywizji i Kawaler wielu Orderów mający podług złożonego Aktu znania w dniu 26-tym Listopada przez Wójta Gminy Końskie zdziałanego lat 35 Syn Jaśnie Wielmożnego Michała Hrabi Paca Starosty Kowińskiego i Jaśnie Wielmożnej Ludwiki z Hrabiów Tyzenhausów Kawaler Gminy Daspuda w obwodzie Augustowskim zamieszkały, z jednej strony, Stawiła się także Jaśnie Wielmożna Panna Karolina Stanisława Kazimiera i Józefa Czterech imion Małachowska Córka Jaśnie Wielmożnego Stanisława Nałęcz Hrabi Małachowskiego Generała Wojsk Polskich Senatora Królestwa Polskiego Kasztelana Senatu Kawalera Orderów Świętego Stanisława i wielu innych Dziedzica Dóbr Końskie wraz z ziemiami i Jaśnie Wielmożnej Anny z Hrabiów Stadnickiej Małachowskich mająca według Metryki Chrztu pod dniem dwudziestym szóstym bm. i Roku z Ksiąg Kościoła Konieckiego wyjętej lat skończony, z drugiej strony zostająca dotychczas w domu Rodzicielskim w Asystencji tychże, Osoby stawające Żądają Abyśmy przystąpili do ułożonego między nimi Małżeństwa (…)

Tak rozpoczyna się trzystronicowy akt małżeństwa zawartego między Ludwikiem Pacem a Karoliną Małachowską. Małżeństwo, choć zawarte poniekąd w trybie przyspieszonym, dla ratowania własnego honoru Ludwika Paca, po nieudanych konkurach do Anny Sapieżanki, było udane i, jak twierdzą świadkowie, przepojone miłością. Mógł tutaj zapanować pewien zgrzyt, ponieważ z obiecanego posagu córki, w wysokości jednego miliona złotych, Stanisław Małachowski wypłacił jedynie skromną zaliczkę 36 tys. Przy majątku Ludwika Paca, spadkobiercy wielkiej fortuny rodu Paców, kwota, choć spora, miała niewielkie znaczenia. Urażoną dumę Ludwika Paca, po nieudanych pierwszych zaręczynach, ukoiła kochająca i wykształcona żona – jak napisała Natalia Kicka.


Pałac Ludwika Paca w Dowspudzie.
Źródło: fotopolska.eu

W podróż poślubną Lidwik i Karolina wybrali się do Włoch. Zwiedzili Rzym, Florencję i Pompeje. Prawdopodobnie 19 lutego 1819 roku przyszła na świat ich córka Ludwika, a 9 marca 1821 roku syn Jerzy.
Szczęście nie trwało jednak długo. Już w 1819 roku Karolina zachorowała na gruźlicę. Mimo ciągłego leczenia, głównie w południowej Francji, choroba postępowała. Po jej śmierci w Montpellier 24 grudnia 1822 roku, w Kurierze Warszawskim ukazała się następująca informacja:


Źródło: Biblioteka Cyfrowa UW 
(ebuw.uw.edu.pl)

JW. Czyżewski Senator, Biskup Augustowski w wydanym liście Pasterskim do swej Diecezji, wezwał Duchownych o przesyłanie modłów za Duszę ś.p. Hr. Pacowej; przytaczamy wyjątek z tego listu:
„O takiej to stracie, nie bez uczucia sprawiedliwego żalu i smutku, przychodzi mi donieść Wam Najmilsi, zostawszy od kilku dni uwiadomiony, że z łona i od serca bolejącego Męża, z pierwszego rzędu dostojnej Obojga Familii grubą żałobą okrytej, wzięta jest do wieczności przed końcem zeszłego roku w Montpellier mieście południowej Francji, w 27 roku chwalebnego życia JW. Imć Pani Karolina z Hrabiów Małachowskich Hrabina Pacowa, znanego w kraju naszym i zagranicą, z licznych zasług i przywiązania do Ojczyzny Jenerała Dywizji, cnotliwa, wierna i przywiązana Żona, szanowana od wszystkich znać Ją szczęście mających, za wzór cnotliwego życia od jednych drugim wskazywana zawsze, powszechnie żałowana, jako ta, która wzorowym do naśladowania przykładem, zostawiła słodką pamiątkę familiantki bez intrygi, małżonki bez płochości, matki bez przesądu, pani bez przepychu, jednym słowem Damy pełnej Religii i bojaźni Bożej, która Ją do gruntownej doprowadziła mądrości.

W tym miejscu, zwanym „szczęściem”, rozstaniemy się z Klementyną Tańską i jej podróżą w 1827 roku.

Podczas swoich licznych peregrynacji Klementyna z Tańskich Hoffmanowa zawitała również, prawdopodobnie w 1842 roku do Balic, posiadłości hrabiego Hipolita Lubienieckiego, pradziadka majora Henryka Dobrzańskiego – Hubala.
Wiąże się z tym anegdota spisana przez Teresę Rostworowską z hrabiów Lubienieckich. [18]

(…) W tych czasach była modna zabawa w mistyfikacje, w której Ojciec [19] celował i cieszyło go to bardzo, gdy złapać mógł dobrą wiarę na kawał i tak mu się to udało doskonale z moją Matką [20], marzącą o tym, by poznać Klementynę z Tańskich Hoffmanową, tak zasłużoną autorkę dla młodzieży. Autorkę Wiązania Helenki [21], z której wszystkie dzieci uczyły się czytać. Starsze czytywały i Pamiętnik Elżuni, które tak doskonale zaznajomiły nas z bujnym życiem Puław.

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa
ryc. Alberta Teichela
Źródło: biblioteka cyfrowa polona.pl

A mówiono, że pani Hoffmanowa bawi w tej okolicy u krewnych, a zapewne i do Buska się wybierze. Mój Ojciec, który zawsze pragnął spełniać wszystkie życzenia ukochanej Jadzi, obiecał jej dopomóc, by i te się spełniły, jednak ją ostrzegł, że gdy ją pozna, lęka się dla niej rozczarowania, bo to pewnie już stary babsztyl – Bóg wie, jak wychowana. Zaraz się wybrał do Buska, by Hoffmanową poznać i zaprosić ją do Balic.



Pałac Lubienieckich w Balicach, dziś kościół parafialny pod wezwaniem św. Stanisława
Źródło: commons.wikimedia.org.

Po powrocie mówił, że się wszystko świetnie ułożyło, bo choć nie mógł poznać osobiście pani Hoffmanowej, ale poznał jej krewną, dawną Mamy znajomą, która mu obiecała, że odwiedzi w najbliższym czasie Balice wraz z panią Klementyną.
Rzeczywiście w parę dni później, gdy mój Ojciec wracał z objazdu folwarku, Mama wybiegła powitać go, wołając: „Przyjechała pani Hoffmanowa, ale tak jak powiedziałeś, mam wielką deziluzję, taka dziwna i niezgrabna, ciągle tylko powtarza „a jakże”, już nie wiem, jak ją bawić”. Weszli do salonu, gdzie siedziała generałowa Tańska wraz z jakąś tęgą damą ubraną dziwacznie, na widok, której mój Ojciec wybuchnął śmiechem. To on kazał przebrać kucharkę generałowej, która się podjęła za namową pani Tańskiej odegrać rolę w tym figlu, który Ojciec spłatał Mamie. Jednak Mama nie dała się złapać i przyjęła bez entuzjazmu tę autorkę, która już we własnej osobie w parę dni później odwiedziła Balice z wielkim zadowoleniem Mamusi. [22]


Grobowiec Klementyny z Tańskich Hoffmanowej na cmentarzu Pere-Lachaises.
Ryc. z: Tygodnik Ilustrowany, 1884, nr 71 s. 289.

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa zmarła 21 września 1845 roku w Passy. Pochowana została na paryskim cmentarzu Pere-Lachaise. Jej serce zostało złożone w katedrze na Wawelu.

Jacek Lombarski


Przypisy:
  1. Pamiętniki KTH s. 50; Pamiętnik Warszawski, nr 1/1818 s. 118-122.
  2. Aleksandra Tańska.
  3. Pamiętniki KTH s. 50.
  4. Pamiętniki KTH s. 49.
  5. Informacja o Pradze. Z dziejów militarnych Pragi, s.
  6. Herbarz Polski Kaspra Niesieckiego, t. X s. 5.
  7. Faktycznie miał trzy imiona, Karol Aleksander Boromeusz.
  8. Aniela Szymanowska.
  9. Opis podróży… Wrocław 1833, s. 1.
  10. Podróż odbyła będąc jeszcze w stanie panieńskim. http://www.dbc.wroc.pl/dlibra/docmetadata?id=8467&from=publication
  11. Pisownia zgodna z oryginałem. W dalszej części pisownia została uwspółcześniona.
  12. Opis…, s. 216.
  13. Kazimierz Władysław Wójcicki, Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, t. I, Warszawa 1855, str. 71.
  14. Gródek - Gródek Jagielloński obecnie Ukraina, obwód lwowski. Gwoli ścisłości, jak podaje Jan Długosz, Władysław Jagiełło przeziębił się w Medyce, podczas słuchania śpiewu słowików, a zmarł w Gródku, 1 czerwca 1434 roku.
  15. Od wejścia.
  16. Retman.
  17. Akt chrztu.
  18. Teresa z Lubienieckich Rostworowska, Wspomnienia o rodzinie Lubienieckich, „Wiadomości Ziemiańskie” nr 36/2008 s. 16.
  19. Hipolit hr. Lubieniecki
  20. Jadwiga z Łempickich hr. Lubieniecka
  21. Książka wydana w 1823 roku. W XIX wieku wydana została ok. 20 razy.
  22. Teresa z Lubienieckich Rostworowska, Wspomnienia o rodzinie Lubienieckich, „Wiadomości Ziemiańskie” nr 36/2008 s. 16.