wtorek, 30 czerwca 2015

Grażyno, gdzie jesteś? część 3

Stąpając po bruku pokrywającym mogiłę „Grażyny” zadajmy sobie pytanie: Ważniejszy jest zimny głaz pomnika, czy ci którym go poświęcono?


...sądzę, że na jej postawę wywarły decydujący wpływ tradycje rodzinne, wychowanie patriotyczne i takaż literatura. Wszystko to brała nadzwyczaj serio i to – o paradoksie! – było najbardziej kobiece, bo dążenie do bycia żołnierzem i to twardym żołnierzem opanowało ją tak dalece, jak pochłonąć może tylko kobietę jakieś wielkie uczucie. Nie sprawiało to wrażenia pozy. Była taka w istocie...

Tadeusz Chmielowski „Bartek” [1]

Konecki Wrzesień 1989.
Oni, w 1989 roku mieli jeszcze możliwość postawić znicz na mogile przyjaciela.
Nad mogiłą kolegów stoją (od lewej): Stanisław Janiszewski „Dewajtis”, Molendziński Zygmunt „Suchy”, T. Chmielowski „Bartek”, Antoni Gaik „Jarząbek”, Zbigniew Rudzisz „Audaniec”, Stefan Banaczkowski „Czortek”, J.K. Wroniszewski„Konrad”, Tadeusz Komorowski lub Zbigniew Lange „Bór”, Henryk Smalc „Herwin”, Henryk Fedorowicz „Cichy”, Z. J. Wroniszewski „Znicz”, Romuald Jedynak „Sęp”, Władysław Bańbura „Bańka”, Lech Zahorski „Leszek Biały”, Edmund Gnadkowski „Mrówka”.
Fotografia pochodzi z opracowania Jana Zbigniewa Wroniszewskiego i Józefa Kazimierza Wroniszewskiego, Konecki Wrzesień, Końskie 2010.

Cmentarz partyzantów, rok 1993.
Jeszcze 10 października 1993 roku Nuncjusz Apostolski Józef Kowalczyk i Biskup Radomski Edward Materski mogli pochylić się nad mogiłami spoczywających tu „robotowców”, a nie przed pomnikiem dłuta prof. Wojciech Durka. Foto. ze zbiorów KW.


Gdzie znajdował się obóz partyzancki?

Zanim rozpoczniemy ostatni epizod opowieści o Grażynie Śniadeckiej, musimy na chwilę zatrzymać się, nad dwoma nie do końca rozwiązanymi problemami. Gdzie znajdował się obóz partyzancki i w której kwaterze odwiedził „Robota” por. „Motor”?

Jest pewien problem z usytuowaniem obozowiska oddziału zastępczo dowodzonego przez ppor. Jerzego Ryfińskiego „Dalskiego”. Większość autorów powtarza za Cezarym Chlebowskim, że oddział stacjonował w nieczynnej cegielni.
Cóż to za dziwna sprawa z tą „starą cegielnią”. Nikt z nas nie wie o jaką cegielnię chodzi. Gdyby chodziło o starą kopalnię to co innego. Każdy wie, że to kopalnia „Piekło”.
C. Chlebowski nie rozwikłał tej sprawy. Sądzę, że to po prostu nieporozumienie i „Robot” miał na myśli jednak starą kopalnię – napisał w „Szczegółowych notatkach…” Tadeusz Chmielowski „Bartek”[2].
Spójrzmy jednak na przedwojenną mapę tych okolic (wydanie z 1938 roku) [3]. Kopalnia „Piekło” znajduje się na niej w odległości, w linii prostej, ok. 4 kilometrów od miejsca kwaterowania ppor. „Robota”, czyli od domu Franciszka Rurarza. Droga do niej prowadzi przez Furmanów w dwóch miejscach przecinając równoległe drogi z Niekłania. Po przejściu kilometrowego odcinka odkrytego płaskiego terenu ponownie przecina drogę Niekłań – Chlewiska. Oddział, żeby dotrzeć do zagrożonego dowódcy, musiałby przebijać się przez niemiecką obławę zbliżającą się tymi drogami.
W przeciwnym kierunku do kopalni „Piekło”, w lasach Smarkowa znajduje się kopalnia „Grzmiąca”. Dom Rurarza od lasu i nasypu kolejki wąskotorowej dzieli odległość ok. 200 metrów. Po przekroczeniu nasypu wycofujący się przed obławą znajdowali się już w lesie, a po przejściu niespełna kilometra mogli dołączyć do ukrywającego się w okolicach kopalni „Grzmiąca” oddziału.
Usytuowanie obozowiska w okolicach tej kopalni potwierdza również fakt wiezienia z Niekłania zaopatrzenia dla partyzantów, które wieczorem 12 października dostarczył Henryk Telecki „Orlicz” z trzema partyzantami, „Zenitem”, „Kretem” i „Orgonem” z placówki Niekłań. Na dwóch furmankach przywieźli dla oddziału chleb pochodzący ze spółdzielczej piekarni w Niekłaniu, owies dla koni, 60 kocy, 2 bele materiału na ubrania i 6 żółtych skór na kabury do pistoletów [4]. Gdyby oddział stacjonował w okolicach kopalni „Piekło”, zaopatrzenie jadąc z Niekłania do kwatery „Robota” posuwało by się w przeciwnym niż należało kierunku.


Ostatnia kwatera ppor. „Robota”

Większość relacji umieszcza odejście ppor. „Robota” na melinę w Wielkiej Wsi między 9 a 11 października [5].

Usytuowanie domów Józefy Sroki (kwadrat czerwony) i Franciszka Rurarza (kwadrat biały)

Dom Józefy Sroki w Wielkiej Wsi (2015). Foto. JL.

Cezary Chlebowski w Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie (wydanie V. z 1988 r.) przytacza w przypisach relację otrzymaną 12 stycznia 1982 roku od Mariana Pietrasa „Lisa”, jedynego, który przeżył lata wojny, i był ostatnim, któremu ppor. „Robot” wydał rozkazy. Relacja ta podważa w znacznym stopniu większość dotychczasowych ustaleń.

Marian Pietras „Lis”. Foto. w zbiorach autora.

Marian Pietras był poważnie ranny w rękę i konieczna była interwencja lekarza. Razem z chorymi: dowódcą – „Robotem” i 6 partyzantami przebywał na „melinie” w Wielkiej Wsi [6].
Wg „Lisa”, „Robot” oraz ranni i chorzy, wśród nich m.in. „Azor”, „Jasiek” i sam „Lis” (ranny w rękę na Łysicy) przebywali na kwaterze u „Huragana” Franciszka Rurarza, już od 3 lub 4 października. Jedzenie dla nich pomagała gotować narzeczona „Robota” – Wanda Słoniewska, siostra i córka ludzi związanych z Armią Krajową [7].

W tym miejscu, w Wielkiej Wsi, stał dom Franciszka Rurarza. Zdjęcie z lat 70.
Źródło: Jacek E. Wilczur, Sosny były świadkami.

Czas zaciera ślady. Ledwie widoczne pozostałości domu Franciszka Rurarza (2015).
Foto. JL.

Na mapce oznaczono położenie domu Franciszka Rurarza w którym mieszkał ppor. „Robot” ze swoją eskortą (czerwono-czarny kwadrat), kopalnie „Grzmiąca” i „Piekło” oraz odległości w linii prostej bez uwzględniania okrężnej drogi niezbędnej podczas omijania niemieckiej obławy.

Przyjazd ppor. „Motora” określa Marian Pietras na około 7 października [8], więc tydzień wcześniej niż autorzy pozostałych relacji.

W Cztery z tysiąca Cezarego Chlebowskiego znajduje się następujący opis tego wydarzenia:
Wychodzili właśnie z chałupy z odprowadzającym ich porucznikiem, gdy zza zakrętu wyskoczył naraz czarny samochód z przyciemnionymi światłami. Był to widok tak niespodziewany i niecodzienny, że reakcja „Robota” jak i obu żołnierzy była błyskawiczna – zerwali z pleców automaty i posłali nerwowe serie ku hamującemu z piskiem wozowi. Ktoś otworzył drzwiczki, padł na ziemię i dopiero gdy usłyszeli zduszony głos por. „Motora” wyklinający ich do trzeciego pokolenia, …pomogli wstać nie mniej od nich przerażonemu oficerowi [9].

Ppor. Jerzy Wojnowski „Motor”. Foto. w: C. Chlebowski, Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie

Niektóre relacje wskazują, że strzały do nadjeżdżającego samochodu „Motora” oddał tylko „Robot” [10]. Jak było to możliwe skoro dom Franciszka Rurarza, w którym miał już wtedy przebywać „Robot”, stał w połowie prostego odcinka drogi między Furmanowem a Wielką Wsią. Droga od strony Furmanowi wspina się prosto w kierunku gospodarstwa Rurarza, natomiast od strony Wielkiej Wsi spada lekko w dół. Obojętne z której strony nadjechałby samochód „Motora” widoczny byłby już z odległości ok. 400 m. Nie mógł więc pojawić się niespodziewanie [11]. Taka możliwość istniała natomiast w miejscu, gdzie znajduje się gospodarstwo Józefy Sroki. Prowadzi do niego od strony Niekłania Wielkiego stara piaszczysta droga skryta za niewielkim obniżeniem terenu. Dodatkowo od tej drogi odchodzi jeszcze skrót, którym można dojechać na odległość 50 metrów od gospodarstwa Sroki i niespodziewanie wyłonić się zza ostrego zakrętu. Strzały powitane zostały niewybredną wiązanką słowną. Z większej odległości wartownik na pewno by jej nie zrozumiał, nawet gdyby cokolwiek usłyszał.

Droga prowadząca z Niekłania Wielkiego do Wielkiej Wsi oraz skrót (dziś już nieużywany oznakowany czerwoną linią) omijający wyniesienie terenu.
X - oznacza gospodarstwo Józefy Sroki i miejsce w którym zza zakrętu wyłonił się niespodziewanie samochód „Motora”.
Źródło: Geoportal.pl.

Jest jeszcze jedna sprawa. Silnik samochód nadjeżdżający od strony Furmanowa pracowałby na tyle głośno, wspinając się pod górę, że słyszalny byłby już z dość daleka. Właśnie ten dźwięk, jadących pod górę samochodów obławy niemieckiej, miała wg Chlebowskiego usłyszeć Grażyna stojąca na warcie przed domem Franciszka Rurarza [12].

Istnieje jeszcze jedna relacja Henryka Teleckiego „Orlicza” zacytowana przez H. S. Zawadzkiego.
… wieczorem 11 października on, wraz z drugim partyzantem „Zenitem” (Józef Pokusa), będąc należycie uzbrojeni w broń maszynową i granaty, zasadzili się na szosie Niekłań – Furmanów, celem wykonania wyroku w stosunku do znanego łotra – żandarma Reicha…
W tym oczekiwaniu zobaczyli po drugiej stronie stawu i drogi do Furmanowa i Wielkiej Wsi jadący osobowy samochód w kierunku domu Franciszka Rurarza w Wielkiej Wsi, gdzie leżał chory Komendant „Robot”. Po chwili światła samochodu zbliżyły się do domu Rurarza i jednocześnie dało się słyszeć kilka serii z pistoletu maszynowego.
„Zenit” pochodził z placówki w Niekłaniu, znał więc okolicę i trudno podejrzewać, że mógł się mylić. Ale, może jednak? Skoro samochód „Motora” jechał na światłach, a drogi do domu Sroki i Rurarza są niemal równoległe, można było w ciemnościach i po latach pomylić się. Tym bardziej, że zasadzka była urządzona niemal na wprost domu Józefy Sroki, podczas gdy dom Rurarza stał znacznie bardziej w prawo i był o wiele mniej widoczny.

O – prawdopodobne miejsce zasadzki, lokalizacja domów Józefy Sroki i Franciszka Rurarza, oraz linia oznaczająca pole widzenia tych domów

„Motor” przebywał w chacie Rurarza około godziny i jak wynikało z usłyszanych urywków rozmowy, przywiózł pieniądze i rozkazy, a następnie ustalono, że wróci tu za tydzień, około 13 października, przywiezie lekarza celem zoperowania ręki „Lisa” oraz zabierze na meliny chorych „Azorka” oraz „Jaśka” i rannego „Lisa” [13].


Rekonstrukcja wydarzeń

Skoro wyjaśniliśmy sprawę przyjazdu „Motora”, oraz położenia obozu partyzanckiego, możemy już pokusić się o próbę rekonstrukcji wydarzeń, która jest oparta na dokładnej analizie materiału zebranego podczas kwerendy w terenie, rozmów z mieszkańcami Wielkiej Wsi i Furmanowa, oraz porównania wcześniej spisanych relacji z mapami, przedwojenną i współczesną.
Oto jak mogły przebiegać wydarzenia.
Zgodnie z relacją Mariana Pietrasa „Lisa”, ppor. „Robot” już w dniu 7 października [14] mieszkał w domu Józefy Sroki wraz ze swoją narzeczoną Wandą Słoniewską [15]. Tutaj właśnie przyjechał ppor. „Motor” i wyłaniając się niespodziewanie zza zakrętu został ostrzelany przez „robotowców” [16]. Wtedy zdecydowano się przydzielić dowódcy obstawę.

Obstawa „Robota”: Piotr Downar, Grażyna Śniadecki, Janusz Rychter, Stanisław Wolf
oraz Marian Pietras „Lis” i Władysław Pisarski „Teklinowski” [17].
Foto w: W. Borzobohaty, Okręg radomsko – kielecki „Jodła”

Ponieważ jednak dom Józefy Sroki był za mały (dwie izby) [18], a przekonano się, że jego położenie pozwalało zaskoczyć jego mieszkańców, postanowiono przenieść się (9 lub 11 października) [19] do większego i mimo, że stojącego na widoku, to położonego w niewielkiej odległości od lasu i obozu, domu Franciszka Rurarza. Wybór okazał się słuszny, ponieważ nadjeżdżających o świcie 14 października Niemców zobaczono (usłyszano) już z daleka i otworzono do nich ogień [20].

Czy podana powyżej wersja, mimo, że świadkowie sprowadzają te wydarzenia do zaledwie kilku dni (między 9-11 a 14 października) jest możliwa do przyjęcia? Niejednokrotnie zbierając relacje przekonałem się, że po latach, czas wydarzeń ulega skróceniu i coś co miało miejsce w pewnych odstępach czasu, nieraz nawet znacznych, w pamięci jawi się jako nieprzerwany ciąg wydarzeń z kilku dni, a nie miesięcy. Ponieważ w tym wypadku sprawa rozegrała się w ciągu zaledwie tygodnia, w pamięci świadków czas mógł skrócić się do 3-4 dni. Potwierdzeniem tego jest również fakt, że prawie żadna relacja nie wspomina o pobycie „Robota” w gospodarstwie Józefy Sroki, mimo, że można o tym jeszcze dziś uzyskać informację na miejscu, od mieszkańców Wielkiej Wsi [21].


Ostatnia wizyta „Motora”

Tak ja to obiecał, „Motor” pojawił się w nowej kwaterze „Robota” wieczorem 13 października. Jednak cel jego przyjazdu był niejasny. Po krótkiej wizycie odjechał w kierunku Końskich [22].
Tu nasuwa się pytanie, czy te dwie wizyty nie zostały po latach połączone przez świadków w jedną i tą samą.
Potwierdzenie tej drugiej wizyty „Motora” znajdujemy w meldunku do Dowódcy SS i SD dla dystryktu radomskiego z 22 października 1943 roku.
Jak już meldowano podczas rozmowy telefonicznej w dniu 14 X 1943 [r.], dzięki doniesieniu łącznika „Garibaldiego” [23] dowiedzieliśmy się, że przywódca bandy „Jakub” i jego straż przyboczna zatrzymali się w Wielkiej Wsi w powiecie koneckim.
We współpracy z żandarmerią zmotoryzowaną, jeszcze tego samego dnia [24]zabici zostali w Wielkiej Wsi przywódca bandy „Jakub”, jak również 4 osoby z jego straży przybocznej… [25]


Tragiczny świt nad Wielką Wsią

O świcie 14 października 1943 roku, pod osłoną penetrujących teren samolotów, wieś została otoczona przez zmotoryzowany batalion z 22 SS Polizei Regiment (2/I/22 SS Pol. Rgt) [26].
Nad ranem warta usłyszała warkot samochodów od strony Skarżyska, Końskich i Radomia. Wkrótce ukazały się światła samochodów, zbliżających się szybko od strony Wielkiej Wsi. Niemcy tyralierą zbliżali się do wsi, odcinając drogę do lasu … [27]
Po ostrzegawczej serii wartownika, wg Cezarego Chlebowskiego stała w tym czasie na warcie „Grażyna”, nastąpiła chwila ciszy. Wykorzystując ją, ppor. „Robot” wysłał do oddziału „Lisa” i „Teklinowskiego”.


Czy można było uniknąć tragedii?

Takiego zdania był Jan Pisarski.
…jeden z żołnierzy ochrony, ujrzawszy światła samochodów przy mostku otworzył alarmowy ogień z erkaemu; i to był chyba błąd, bo przy cichym alarmie „Robot” i jego osłona, wobec niejasnej jeszcze pogody, mieliby szansę przebicia się do lasu, tak, jak to się udało „Teklinowskiemu” [28].


Śmierć „robotowców”

Dlaczego nie wycofali się wszyscy? Czy „Robot” chciał zabezpieczyć jakieś materiały, dokumenty i potrzebował na to czasu? Zwlekał, mimo, że niemiecka obława posuwała się w kierunku jego kwatery.

Czas działał na niekorzyść. Z „Robotem” na melinie przebywała jego narzeczona (lub w tym czasie już żona) Wanda Słoniewska. Zamiast podjąć próbę ucieczki, zajął się jej ukryciem – twierdzi Marek Jedynak i prawdopodobnie ma rację, bo Wandzie Słoniewskiej przebranej w wiejski strój udało się wymknąć z niemieckiej obławy [29].

Waldemar Szwiec „Robot”
Foto w: W. Borzobohaty, Okręg radomsko – kielecki „Jodła”.

Wanda Słoniewska. Zdjęcie (w żałobie) wykonane 14 października 1943 r.
Foto. w: Tomasz Z. Krzaczyński, Z Robotem na Końskie, Końskie 1993.

Ta chwila zwłoki kosztowała jednak życie „Robota” i jego żołnierzy. Polegli podczas wycofywania się, tuż przed nasypem kolejki wąskotorowej.

Hipotetyczna trasa odwrotu ppor. „Robota” i jego pocztu oraz domniemane (nie oznakowane w terenie) miejsce śmierci „robotowców”
Wg wizji lokalnej w Wielkiej Wsi 8.03.2015 r.

Nasyp nieistniejącej kolejki wąskotorowej, obecnie droga leśna.

… zabici zostali w Wielkiej Wsi przywódca bandy „Jakub”, jak również 4 osoby straży przybocznej… Nie można było dokonać aresztowania, ponieważ bandyci otworzyli ogień i walczyli do końca – czytamy w meldunku do dowódcy SS i SD dystryktu radomskiego [30].

Niemiecki raport którego fragment cytowano powyżej
Źródło: C. Chlebowski, Cztery z tysiąca.

Kolejna strona tego samego raportu. Strzelec Grażyna podkreślona czerwoną linią (podkreślenie JL)
Źródło: C. Chlebowski, Cztery z tysiąca.

W meldunku nie ma ani słowa o tym, że partyzanci zostali rażeni bocznym ogniem w czasie wycofywania się, a nie w czasie jakiejkolwiek próby aresztowania. Nie ma również słowa o tym, że pojmano ciężko ranną „Grażynę”. Inna sprawa, że na jej temat nie pada w tym meldunku nawet słowo.
Z żołnierzy obstawy wymienieni są w cytowanym meldunku:
- „Janek” – Janusz Rychter
- „Albin” – prawdopodobnie chodzi tu, tak jak w przypadku wymienionego na końcu „Baruty” o tą samą osobę, Albina Żołądka „Borutę”, mylnie zidentyfikowanego przez Niemców [31].
- „Stasiek” – Stanisław Wolf „Staszek”
- „Baruta” – jw [32].

Pośmiertne zdjęcie Piotra Downara „Azorka” wykonane przez Niemców pod Wielką Wsią 14 października 1943 r.
Foto. w: Anna Cholewa, Historia zapisana obrazem…„Wykus 2010”.

Ciała zabitych partyzantów i ranną „Grażynę” Niemcy wrzucili na ciężarówkę i przewieźli do gospodarstwa Marii Dobrowolskiej w Wielkiej Wsi [33].
Po śmierci „Robota” z pocztem (…) Niemcy wyciągnęli z domów mężczyzn od lat 14. i gromadzili ich na łące przy domu Franciszka Rurarza „Oseta”. Część wywieziono samochodem do Furmanowa, a reszcie kazano rozebrać dom „Oseta” gołymi rękami, po czym prowadzono ich po kilku do zwłok zabitych partyzantów w celu rozpoznania. Nikt nie zdradził, kim są zabici. Spalono przy tej okazji trzy domy mieszkalne, a w jednym obłożnie chorego Franciszka Walczaka [34].
Maria Niedzielska:
„Grażyna” odniosła rany w szyję i policzek [35].
Relacja Marii Dobrowolskiej z 1971 roku:
… jeden z tych czterech zastrzelonych mężczyzn przyniesionych przez hitlerowców, dawał jeszcze znaki życia… Przynieśli także ranną dziewczynę. Zabrali mi pierzynę … położyli tę dziewczynę na pierzynę, zabrali na samochód i zawieźli do Furmanowa do żony Jana Ruta [36].


Opowieści o śmierci „Grażyny”

Mimo, że nikt nie był świadkiem śmierci Grażyny, w każdej relacji spotykamy dokładny jej opis. Z kronikarskiego obowiązku, odnotujmy informacje jakie funkcjonują na temat okoliczności jej śmierci.

Longin Kaczanowski:
Przewieziona do Furmanowa została poddana przesłuchaniu na podwórzu gospodarstwa Jana Ruty [37].

Marian Pietras „Lis”:
Kiedy napluła na wypytującego ją volksdeutscha Reicha ten dobił ją sztachetą [38].

Stanisław Janiszewski „Dewajtis”:
Ciężko ranną st. strz. Grażynę Śniadecki „Grażynę” Niemcy próbowali przesłuchiwać. Ostatnie chwile życia „Grażyny” opisał Stanisławowi Janiszewskiemu „Dewajtisowi” oficer Gestapo, który ją przesłuchiwał: … kobieta na moich rękach konała, chciałem ją bandażować, to ona powiedziała: nie chcę umrzeć na szwabskich rękach – połóż mnie na polskiej ziemi.

Najbardziej obiektywna jest relacja Marii Niedzielskiej, która stwierdza wprost:
Czy zmarła z upływu krwi, czy Niemcy ją dobili, nie wiadomo, gdyż rodzinę Rutów wypędzili z obejścia [40].

Opowieść Marii Stępień, córki Jana Ruta z Furmanowa [pełna relacja wywiadu dokonana przez Marka Kozerawskiegi i Krzysztofa Woźniaka ukaże się wkrótce]
A jednak, wbrew temu co powiedziała Maria Niedzielska, był jeden świadek ostatnich chwil Grażyny, córka Jana Rut, Maria.
Dom Jana Rut stoi w Furmanowie do dziś. Mieszka w nim jego córka, Maria. Miała wtedy czternaście lat. Dom jest niewielki, parterowy. Znajduje się na rozstaju dróg Furmanów – Nowa Wieś. Było to pierwsze gospodarstwo w Furmanowie od strony Wielkiej Wsi i może dlatego właśnie padł na nie wybór Niemców.

W Furmanowi oznaczony dom Józefa Ruta do którego przyniesiono ranną Grażynę
Wg wizji lokalnej w Wielkiej Wsi 8.03.2015.

Rozmowa z panią Marią nie jest łatwa. Nie to, żeby nie chciała podzielić się swoimi wspomnieniami. To wspomnienia nie są łatwe. Wyciskają łzy, załamują głos. Widać wyraźnie, że pani Maria przeżywa od nowa tamten dzień. Widzi ciężko ranną „Grażynę” leżącą na podłodze w jej pokoju.

- … Miałam wtedy ze czternaście lat. „Przywiozły” ją Niemcy na noszach i położyli w pokoju… Przykryta była i była ranna, ale mówiła.
…Mówiła do mnie, żeby jej dać pić. I zrobiłam pić. Mnie nic nie mówiły te Niemcy. Pozwolili mi, a innym nie dali. No to ja zrobiłam jej pić.
… Podnieśliśmy ją tak troszkę. Chciała potem mleka. Zagotowałam tego mleka. Mama też była …
No i opiekowałam się nią bez przerwy, dokąd była. No i mówi ten jeden Niemiec tak, że:
- Gdzie ta ich cała jest, no, kompania tych partyzantów?

- A ona mówi tak, że: ja wolę zginąć, ale nie powiem.
A stałam tak przy niej, a ona leżała. I mówi tak, że: wolę zginąć.
No to, jak tak, to oni już nic nie mówili na to. To mi kazali to mleko gotować, te Niemcy. Ona piła, ale mówi tak później:
- Już nie mogę, niech pani do mi krzyżyk…

Maria Stępień podała „Grażynie pasyjkę”. Foto. JL.

Dałam jej ten krzyżyk i ona się pożegnała i mówi tak: ja już nie chcę żyć, wolę zginąć. Tak powiedziała, bo ja stałam tak przy nogach.
Niemcy kazali wszystkim wyjść z domu, pani Marii jej matce i młodszej siostrze.
- Tak. Ale ja to nie wyszłam – powiedziała pani Maria. - Nie wiedziałam, co robić teraz.
No to mnie kazali już wtedy wyjść. Wyszłam na podwórko i słyszę strzały. To weszłam z powrotem. Widzę, że ją już zastrzelili. W głowę i serce.

W tym miejscu pani Maria przerwała swoją opowieść. Wspomnień nie wolno poganiać. Muszą same się rozwinąć. Przeżyć od nowa. Nie są łatwe. Śmierć młodej dziewczyny na oczach czternastoletniego dziecka jest przeżyciem, które głęboko zapada w serce.

Tu za płotem Niemcy pochowali „Grażynę”. 
Miejsce wskazała Maria Stępień, z d. Rut. Foto. KW.

Z kronikarskiego obowiązku odnotuję na koniec jeszcze jedną wersję śmierci „Grażyny”.
Pojawiła się ona w pierwszym odczytanym na Wykusie Apelu Poległych w dniu poświęcenia kapliczki, 15 września 1957 roku.
…Wzywamy Was „Grażyno” i „Szylingu” [41], którzy wybraliście śmierć z własnej ręki dla uniknięcia hańby niewoli [42].
Powyższy cytat, wskazuje, że musiała w swoim czasie funkcjonować również wersja o samobójczej śmierci „Grażyny”.


Niemieccy zbrodniarze

Sędzia Andrzej Jankowski z OKBZH [43] w Kielcach w toku prowadzonego śledztwa dotarł do niemieckich wniosków odznaczeniowych wg. których za skutecznie przeprowadzoną akcję antypartyzancką część żandarmów otrzymała odznaczenia bojowe. Na podstawie zachowanej dokumentacji ustalił następujące nazwiska żandarmów biorących udział w obławie: Biagi vel Blagi, Meyer, Schubert i Vogel. Nie można tego jednoznacznie przesądzać, sugeruje Marek Jedynak, ale być może są to nazwiska Niemców, którzy oddali śmiertelną serię strzałów do uciekających partyzantów [44].
Działalność niemiecka tego dnia nie skończyła się na akcji przeciw „robotowcom”. Aresztowano dwudziestu ośmiu mieszkańców wsi. Dziesięć spośród nich wysłano do KL Auschwitz i Majdanka. Na podstawie informacji zawartych w Księdze pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Radomia i innych miejscowości kielecczyzny 1940 -1944 byli to: Transport z 12.11.1943: Józef Kusiak (nr KL Auschwitz 162386), Czesław Pietras (nr KL Auschwitz 162388), Michał Pietras (nr KL Auschwitz 162389), Edward Rurarz „Korek” (nr KL Auschwitz 162390), Antoni Sałata (nr KL Auschwitz 162391). Transport z 12.11.1943: Andrzej Kowalczyk (nr KL Auschwitz 162527). Transport z 19.12.1943 – Stanisław Ogonowski (nr KL Auschwitz 169605), Jan Wosiek (nr KL Auschwitz 169630), Piotr Wosiek (nr KL Auschwitz 169631) [45]. Do KL Majdanek wysłana została Zofia Baruk.
Sześciu osób spośród aresztowanych wysłano na przymusowe roboty do Niemiec. Trzech spośród aresztowanych rozstrzelano 12 grudnia 1943 w Łopusznie. Byli to Karol Niedzielski [45], Franciszek Siudek [47], Franciszek Baruk [48].
Ponadto we wsi Piasek tego samego dnia Niemcy rozstrzelali Jana Janiszewskiego i Zofię Janiszewską.

Pomnik zamordowanych we wsi Piasek Zofii i Jana Janiszewskich. 
Foto. KW.

Odpowiedzialni za przeprowadzenie akcji na Wielką Wieś byli żandarmi z 2/I/22 SS Polizei Regiment, ten sam który brał udział w pacyfikacji Michniowa, a w szczególności odznaczeni za tę akcję zostali: Josef Hinek, Martin Zillmann, Kurt Trenschen, Kurt Jandt oraz żandarmi z plutonu powiatowego w Końskich, a wśród nich Heinrich Fürst.


Opowieść o pierwszym pochówku partyzantów

Zacytujmy Cezarego Chlebowskiego:
Miejsca, gdzie zakopano poległych, oznaczone są przez mieszkańców wsi zielonymi gałązkami jedliny, tak że chociaż Niemcy udeptali i zrównali z ziemią groby, odnalezienie ich nie sprawia trudności. Porozrzucani w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie leżą nadzy „Robotowcy” w swoich grobach. Krwawe punkty wskazują, gdzie posiekły ich serie cekaemów. Tylko „Grażyna” zawinięta jest w śliskie od krwi bandaże, „Robot” jako jedyny przyodziewek ma na szyi chustkę z jedwabiu spadochronowego – oznakę ich oddziału [50].

Tak przedstawił to Cezary Chlebowski w Czterech z tysiąca i Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie na podstawie zebranych relacji i taka wersja funkcjonuje do dziś.
Marian Pietras twierdził również, że:
„Grażynę” ciężko ranną Niemcy mieli najpierw wywieźć do Furmanowa na badanie… a następnie po przewiezieniu do Wielkiej Wsi zakopano zwłoki obok kolegów [51].

Było jednak zupełnie inaczej

Maria Stępień z domu Rut:
- Jak ją zastrzelili to owinęli ją w takie wielkie białe prześcieradło. Białe takie. Zakopali ją tu, za płotem zaraz.

Tą ostatnią posługę oddali „Grażynie” Józef Sorbian z Futmanowa, którego dom spłonął w czasie niemieckiej akcji (Niemcy dali mu zakrwawiony mundur „Grażyny”) i, nie będący mieszkańcem furmanowi, Cieślak.

…Za trzy dni przyjechały partyzanty, do mnie „spowrotem", w wieczór… Nikt nie widział, kto to jest, albo co. No, ale my już wiedzieli i jeden z nich mówi: Gdzie ona pochowana? No to ja, że tu. Wykopali ją, owinęli ją znowu w inne prześcieradło, a to [poprzednie] zakopali chyba, tam w dole. I wzięli ją. Postawili krzyżyk. Wzięli ją w trumnę; przywieźli. Była pochowana tu za płotem, zaraz na polu. I mówili tak, że: my ją już stąd bierzemy, pochowamy ją. Ale gdzie to nie wiem. Nie pytałam się – zakończyła swoją opowieść pani Maria [52].

Sięgnijmy do wspomnień Marii Niedzielskiej, która podaje zupełnie inną niż Cezary Chlebowski wersję pierwszego pochówku „robotowców” i potwierdza zarazem słowa Marii Stępień.
…Tych czterech zastrzelonych mężczyzn pochowali na moim placu. Kazali ich zakopać mojemu mężowi… Po dwóch dniach, nocą Józef Stępień zrobił trumny, wykopali tych pochowanych na moim placu i tę dziewczynę zakopaną koło domu Ruta w Furmanowie i pochowali ich w chlewickich lasach [53]. Był tam zrobiony mały cmentarzyk. Po wojnie wszystkich ich z tego cmentarza przenieśli na cmentarz do Końskich. Na pogrzeb [po wojnie – uzup. JL] poszła cała okolica. Ja później nocami zasypywałam dół i maskowałam, żeby nie było znaku, iż zwłoki zostały wykopane [54].


Historia mogiły

Henryk Seweryn Zawadzki:
Po trzech dniach, nocą przybył do Wielkiej Wsi oddział „Robota”, gdzie miejscowi członkowie AK wskazali miejsce zakopania poległych „Robotowców”. Miejscowy stolarz Józef Stępień z pomocą akowców zrobił 5 trumien dla „Robota” i jego żołnierzy, ludzie zaś miejscowi przynieśli prześcieradła do owinięcia ciał i tejże nocy wydobyto zwłoki, obmyto je, ułożono w trumnach i zakopano w pobliżu grobu ppor. „Mocnego” (Rafała Niedzielskiego) i innych [55].
Uzupełnijmy ten opis Henryka Seweryna Zawadzkiego o informacje Marka Jedynaka, który w opracowaniu Robotowcy 1943 podaje, że:

Pogrzeb celebrował ks. Stanisław Czernik, ten sam który udzielił potajemnego ślubu „Robotowi” i Wandzie Słoniewskiej [56].
Do każdej trumny włożono butelkę z kartką na której napisano krótką informację o poległym. Na kartce umieszczonej w trumnie „Grażyny” napisano:
St. strzelec Grażyna
Zginęła śmiercią żołnierza
dnia 14 października 1943 r. w Wielkiej Wsi

Kartka z trumny Grażyny Śniadeckiej. 
Udostępnił M. Jedynak

Pomnik „robotowców” w Wielkiej Wsi
Pomnik „robotowców” stojący przy drodze Furmanów – Wólka Zychowa odsłonięty został 21 lipca 1957 roku.

X - przypuszczalne miejsce śmierci „robotowców” 
i miejsce usytuowania pomnika z mylącą inskrypcją „Tu zginęli…”

Tak wspominał te czasy Henryk Telecki „Orlicz” z placówki AK Niekłań „Anzelma”:
Nazwiska na tablicy są autentyczne, choć daty i miejsca śmierci nie wszystkich się zgadzają. Zrobiliśmy to dlatego, bo innego wyjścia nie było w tym czasie, zaś pominąć nie mogliśmy [58].
Mimo tego co powiedział Henryk Telecki „Orlicz”, nie wszystkie nazwiska były autentyczne. Głos w tej sprawie zabrał Jerzy Ślaski:
„Martę” po śmierci awansowano do stopnia starszego strzelca. Nie ma ona jak por. „Małgorzata” [59] szkoły swego imienia. Nawet na skromnym pomniku, wzniesionym w miejscu, w którym wraz z towarzyszami poległa, wymieniona jest pod obcym nazwiskiem: „Grażyna Ossolińska”. Nie wiem, czy błąd ten został już poprawiony. Jeżeli dotychczas nikt tego nie uczynił, szkoda. Bo choć ci, którzy ją znali i do dziś pamiętają, i tak wiedzą, jak rzeczywiście się nazywała, to jej nazwisko winno być znane i innym. Jest bowiem ta dwudziestolatka i pozostanie symbolem patriotyzmu i żołnierskiego męstwa, cechującego najmłodsze pokolenie Polek, zaangażowanych w czynną walkę z najeźdźcą [60].


Pomnik pod Wielką Wsią upamiętniający śmierć „Robota” i jego żołnierzy odsłonięty w 1957 roku. Foto w: B. J. Serdelki, Lasy nasiąkłe krwią, T 1, Radom 1995.

Pierwsza tablica na pomniku w Wielkiej Wsi o której pisał J. Ślaski.
Foto w: B. J. Serdelki, Lasy nasiąkłe krwią, T 1, Radom 1995.

Pomnik pod Wielką Wsią w 2015 roku. Przebudowa pomnika nastąpiła w 1986 roku. 
Dopiero wtedy pojawiło się na tablicy nazwisko Grażyny Śniadeckiej [61]. Foto. JL.

Płyta na pomnik pod Wielką Wsią w 2015 roku z właściwym nazwiskiem Grażyny Śniadeckiej. 
Foto. JL.


Pomnik w Końskich

Nie udało się ustalić, jak do tej pory, daty ekshumacji na partyzanckim cmentarzu nieopodal Wólki Zychowej. Podawane są dwie: połowa października 1946 i 10 kwiecień 1947 roku.

Cmentarz „robotowców” koło Wólki Zychowej przed ekshumacją.
Foto. w: M. Jedynak, Zanim powstała kapliczka na Wykusie, „Wykus 2009”.

Ekshumacja na cmentarzu partyzanckim pod Wólką Zychową.
Foto. w: M. Jedynak, Zanim powstała kapliczka na Wykusie, „Wykus 2009”.

W ekshumacji uczestniczyło wielu mieszkańców Wólki Zychowej i Wielkiej Wsi. Ciała poległych złożono w nowych trumnach i przewieziono na cmentarz parafialny w Końskich [62].
Pomnik na koneckim cmentarzu z napisem „Partyzantom” odsłonięto 1 listopada 1947 roku.

Na uroczystość przybyli przede wszystkim członkowie ZBoWiD. Wśród gości honorowych znaleźli się wiceminister Bezpieczeństwa Publicznego i wicewojewoda łódzki płk Mieczysław Moczar „Mietek” oraz płk Józef Małecki „Sęk” (agent Gestapo i NKWD walczący z AK; na jego rozkaz żołnierze AL bez wiedzy AK opuścili zajmowane w Powstaniu Warszawskim pozycje na Starym Mieście, co uznane zostało za dezercję). Prócz stalinowskich pseudobohaterów w uroczystości wzięli również udział zwykli obywatele i miejscowi żołnierze AK. O tych ostatnich w źródłach nie zachowały się jednak żadne informacje. Do 1956 r. o AK mówić po prostu nie było wolno [63].

Przez wiele lat na mogiłach stały krzyże z tabliczkami inskrypcyjnymi. Kiedy zatarły się na nich napisy, nie zatroszczono się o ich odtworzenie, ale po prostu je zlikwidowano, a nazwiska poległych umieszczono na zbiorowej płycie ustawionej po lewej stronie pomnika.

Na zdjęciu powyżej zaznaczono tabliczki z nazwiskami pochowanych w tych miejscach partyzantów. Foto. w: C. Chlebowski, Cztery z tysiąca.

Foto. w: J.E. Wilczur, Sosny były świadkami.
Nazwisko Piotra Downara z tabliczki na mogile, przeniesione zostało na zbiorową płytę. Poszczególne mogiły zaginęły. Obecnie do listy poległych „robotowców” dopisano nazwiska żołnierzy walczących po 1945 roku z tzw. reakcyjnym podziemiem.

Dziś przez mogiły „robotowców” biegnie wygodna, szeroka aleja. Foto. KW.

Cmentarz partyzancki w Końskich przetrwał najtrudniejszy okres lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Kiedy po 1989 roku można już było głośno mówić i przyznawać się do działalnośći w szeregach Armii Krajowej, zaczęło dziać się coś niedobrego. Wraz z organizacją na cmentarzu uroczystości „Koneckiego Września”, komuś zaczęły przeszkadzać mogiły tych, którym to święto było dedykowane. Przez mogiły „robotowców”, nie troszcząc się o ekshumację szczątków, poprowadzono szeroką, brukowaną aleję ułatwiającą dostęp do pomnika. Możliwe, że niosący wieńce nie są nawet świadomi tego, że depczą mogiły „Robota”, „Grażyny”, Rafała Niedzielskiego. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że w taki sposób można sprofanować groby poległych i wypaczyć sens honorowania ich pamięci, oddając cześć nie poległym, ale nagrobnej figurze, którą jest pomnik.
Z tej smutnej sytuacji jest proste wyjście. Zanim nie będzie za późno i póki żyją jeszcze ostatni świadkowie. Niewielkim kosztem można odtworzyć pierwotny stan mogił i w ten sposób naprawić, bez doszukiwania się winnych zaistniałej sytuacji, błędną decyzję poprzednich decydentów.

W powyższym materiale wielokrotnie przytoczono wspomnienia lub oparto się na opracowaniach Stanisława Wolfa „Staszka”, Tadeusza Chmielowskiego „Bartka”, Jacka E. Wilczura „Kazika Lwowiaka”, Kazimierza J. Wroniszewskiego „Konrada”, Jana Zbigniewa Wroniszewskiego „Znicza” oraz Marka Jedynaka. Składamy im wszystkim hołd, a panu Markowi Jedynakowi szczere wyrazy uznania i podziękowania.

Jacek Lombarski


T. Chmielowski „Bartek”, J. E. Wilczur „Kazik Lwowiak”, 
K. J. Wroniszewski „Konrad”, J. Z. Wroniszewski „Znicz”.


Przypisy:
  1. Relacja Tadeusza Chmielowskiego „Bartka” [w:] M. Jedynak, Grażyna Maria Śniadecka „Grażyna”, blog M. Jedynaka Wokół Wykusu.
  2. T. Chmielowski, Uwagi szczegółowe dot. Książki p. Henryka Seweryna Zawadzkiego pt. U boku „Ponurego” s. 1.
  3. Źródło: maps.geoportal.gov.pl, Końskie – pas 44 słup 31, WIG Warszawa 1938.
  4. H. S. Zawadzki, U boku „Ponurego”, Toruń 1992, s. 98-99.
  5. C. Chlebowski w: Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie s. 292 podaje, że miało to miejsce 9 lub 10 października.
  6. Lech Zduński, „Trędowaty” z Pułtuska, „SEDNO” nr 27 z 30.11.1990, s. 6.
  7. C. Chlebowski w: Pozdrówcie…, (przypis) s. 302
  8. Lech Zduński, „Trędowaty” z Pułtuska, „SEDNO” nr 27 z 30.11.1990, s. 6.
  9. C. Chlebowski, Cztery…, s. 89.
  10. H. S. Zawadzki, U boku…, s. 98.
  11. H. S. Zawadzki, U boku..., s. 97.
  12. C. Chlebowski, Cztery z…, s. 89; H. S. Zawadzki, U boku..., s. 98.
  13. C. Chlebowski w: Pozdrówcie…, (przypis) s. 302
  14. Pietras, Trędowany, s. 6.
  15. J. Z. Wroniszewski, Końskie..., T 5 s. 79.
  16. C. Chlebowski, Cztery…, s. 89.
  17. Amunicyjny, zginął w 1946 r.
  18. J. Z. Wroniszewski, Końskie..., T 5 s. 79.
  19. C. Chlebowski, Cztery…, s. 92.
  20. C. Chlebowski, Cztery…, s. 92.
  21. Relacja Janiny Ferensztajn, wnuczki Antoniego Rurarza, brata Franciszka Rurarza „Oseta” zarejestrowana 8.03.2015. Domy Franciszka i Antoniego stały tuż obok siebie.
  22. M. Jedynak, Robotowcy 1943, s. 139. Informację tą potwierdza niemiecki meldunek z 22.10.1943 r. w: M. Jedynak, Dokumenty do dziejów Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”, Kielce – Kraków 2014, s. 199-200.
  23. Podkreślenie JL.
  24. Podkreślenie JL.
  25. M. Jedynak, Dokumenty do dziejów Zgrupowań…, s. 199.
  26. T. Domański, A. Jankowski, Represje niemieckie na wsi kieleckiej 1939 – 1945, Kielce 2011, s. 229-230.
  27. Relacja Pietrasa [w:] C. Chlebowski w Pozdrówcie…, (przypis) s. 302
  28. H.S. Zawadzki, U boku „Ponurego”, Toruń 1992; s. 99.
  29. M. Jedynak, Obława na „Jakobbande” „Wykus” 2010, s. 4.
  30. M. Jedynak, Dokumenty do dziejów Zgrupowań…, s. 200.
  31. M. Jedynak, Dokumenty do dziejów Zgrupowań…, (przypis) s. 200.
  32. M. Jedynak, Dokumenty do dziejów Zgrupowań…, s. 199-200.
  33. B. Kacperski, J.Z. Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Końskie 2006, T IV s. 103-104.
  34. Wroniszewski, T V, s. 91.
  35. B. Kacperski, J.Z. Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Końskie 2006, T IV s. 103-104.
  36. http://ponury-nurt.blogspot.com/2010/10/obawa-na-jakobbande.html
  37. L. Kaczanowski, Zagłada…s. 153.
  38. W. Königsberg, Droga „Ponurego”, Warszawa 2011, s. 176.
  39. W. Königsberg, Droga „Ponurego”, Warszawa 2011, s. 176.
  40. B. Kacperski, J. Z. Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Końskie 2006, T IV s. 104.
  41. „Szyling” – strz. Tadeusz Lange, żołnierz drużyny ochrony Dowództwa zgrupowania, poległ 28.10.1943 r. na Wykusie, inf. za C. Chlebowski, Pozdrówcie…, s. 492.
  42. M. Jedynak, Kapliczka na Wykusie, Kielce 2009, s. 27.
  43. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich Oddział Kielce.
  44. http://ponury-nurt.blogspot.com/2010/10/obawa-na-jakobbande.html.
  45. Księga pamięci. Transporty Polaków dl KL Auschwitz z Radomia i innych miejscowości kielecczyzny 1940-1944, T 3 i 4, Oświęcim 2006.
  46. Karol Niedzielski „Dobosz”, ppor. komendant placówki AK w Niekłaniu, rozstrzelany w Łopusznie 13.12.1943. J. Z. Wroniszewski, Końskie..., T 6, s. 106.
  47. Franciszek Siudek „Gajowy” - gajowy z Furmanowi, rozstrzelany 13.12.1943 w Łopusznie, AK placówka Niekłań. J. Z. Wroniszewski, Końskie…, T 5, s. 91)
  48. Baruk Tadeusz „Semafor”, zawiadowca stacji w Niekłaniu, rozstrzelany w Łopusznie 13.12.1943 r. (J.Z. Wroniszewski, Końskie…, T 6, s. 138.
  49. T. Domański, A. Jankowski, Represje niemieckie na wsi kieleckiej 1939 – 1945, Kielce 2011, s. 229-230.
  50. C. Chlebowski, Cztery…, s. 94-95; C. Chlebowski, Pozdrówcie…, s. 300.
  51. C. Chlebowski, Pozdrówcie…, s. 303.
  52. Rozmowa Marka Kozerawskiego i KW z Marią Stępień z domu Rut, Furmanów 25.10.2014 r.
  53. W lesie niedaleko Wólki Zychowej.
  54. http://ponury-nurt.blogspot.com/2010/10/obawa-na-jakobbande.html.
  55. H. S. Zawadzki, U boku…, s. 100-101.
  56. M. Jedynak, Robotowcy, s. 143.
  57. J. E. Wilczur, Sosny…, s. 306.
  58. M. Jedynak, Zanim powstała tabliczka na Wykusie, Wykus 2009, s. 3.
  59. „Małgorzata” Maria Iwanicka.
  60. J. Ślaski, Polska Walcząca, Warszawa 1990, s. 419-420.
  61. J. Wroniszewski, Śladami „Robota” po ziemi koneckiej, s. 9 M, blog M. Jedynaka Wokół Wykusu.
  62. H. S. Zawadzki, U boku…, s. 100-101.
  63. M. Jedynak, Zanim powstała kapliczka na Wykusie, „Wykus 2009”, s. 3.


Archiwalia
  • Archiwalia w zbiorach K. Woźniaka: Relacja Marii Stępień z d. Rut, T. Chmielowski, Uwagi szczegółowe dot. książki p. Henryka Seweryna Zawadzkiego pt. U boku „Ponurego” - rękopis.
  • Druki zwarte:
  • W. Borzobohaty, „Jodła”, Warszawa 1984.
  • C. Chlebowski, Cztery z tysiąca, Warszawa 1981.
  • C. Chlebowski, Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie, Warszawa 1988.
  • C. Chlebowski, Raport z tamtych dni, Warszawa 1986.
  • C. Chlebowski, Wachlarz, Warszawa 1985.
  • Anna Cholewa, Historia zapisana obrazem… „Wykus” 2010.
  • T. Domański, A. Jankowski, Represje niemieckie na wsi kieleckiej 1939 – 1945, Kielce 2011.
  • M. Jedynak, Robotowcy 1943, Końskie 2007.
  • M. Jedynak, Zanim powstała tabliczka na Wykusie, „Wykus” 2009.
  • M. Jedynak, Dokumenty do dziejów Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”, Kielce – Kraków 2014.
  • B. Kacperski, J.Z. Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Końskie 2006;
  • W. Königsberg, Droga „Ponurego”, Warszawa 2011.
  • F. Piper, I. Strzelecka, Księga pamięci. Transporty Polaków dl KL Auschwitz z Radomia i innych miejscowości kielecczyzny 1940-1944, T 3 i 4, Oświęcim 2006.
  • B. J. Serdelki, Lasy nasiąkłe krwią, T 1, Radom 1995;
  • J. Ślaski, Polska Walcząca, Warszawa 1990.
  • J. Tucholski, Cichociemni, Warszawa 1985.
  • Jacek E. Wilczur, Sosny były świadkami, Warszawa 1982.
  • J. K. Wroniszewski, Śladami „Robota” po ziemi koneckiej, blog M Jedynaka Wokół Wykusu.
  • H.S. Zawadzki, U boku „Ponurego”, Toruń 1992.


Publikacje prasowe
  • Lech Zduński, „Trędowaty” z Pułtuska, „SEDNO” nr 27 z 30.11.1990
  • Marek Jedynak, Zanim powstała kapliczka na Wykusie, „Wykus” 2009
  • Anna Cholewa, Historia zapisana obrazem…„Wykus” 2010


Publikacje internetowe
  • maps.geoportal.gov.pl
  • martyrologiawsipolskich.pl
  • szymanow.edu.pl
  • ponury-nurt.blogspot.com - blog M. Jedynaka Wokół Wykusu
  • - Grażyna Maria Śniadecka „Grażyna
  • Tadeusz Chmielowski Klon” W Kedywie i partyzantce (3), http://zeszytykombatanckie.pl/w-kedywie-i-partyzantce-3/.