niedziela, 13 kwietnia 2014

Pobyt króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Końskich 16-18 lipca 1787 roku

Strona tytułowa książki Józefa Sykulskiego Dwaj Poniatowscy w Końskich w 1787 i 1817 roku. Dla wnikliwych („ciekawskich”) czytelników dodam, że książka była dostępna już w lipcu 1933, w cenie 1 zł 20 groszy. W kolekcji KW.
Strona tytułowa książki Józefa Sykulskiego Dwaj Poniatowscy w Końskich w 1787 i 1817 roku. 
Dla wnikliwych („ciekawskich”) czytelników dodam, że książka była dostępna już w lipcu 1933, 
w cenie 1 zł 20 groszy. W kolekcji KW.

Dnia 23 lutego 1787 roku wyruszył król Poniatowski z Warszawy do Kaniowa na Ukrainę, gdzie miał się spotkać z ówczesną cesarzową rosyjską, Katarzyną. Ponieważ podróż ta miała cele polityczne, towarzyszyła królowi okazała świta, którą ledwie kilkadziesiąt powozów pomieścić zdołało. Towarzyszył też królowi biskup Koadiutor Smoleński ksiądz Adam Naruszewicz, znany poeta i historyk. Jemu to powierzył Poniatowski spisanie dziennika swej podróży, czego Naruszewicz dokonał z wielką skrupulatnością. Na tym to „Diariuszu podróży’, jak nazwał Naruszewicz ten dziennik, opiera się przede wszystkim wycinek niniejszy z dziejów naszego miasta [1].

Jechał król na Puławy, Lublin, Wiśniowiec i 24 marca stanął w Kaniowie, gdzie zabawił do 9 maja. Wracał już inną drogą, by móc większą część kraju w czasie tej podróży obejrzeć: na Bracław, Włodzimierz, Bodzechów, Czarnkowo, kilka dni zabawił w Krakowie, zwiedzał jego okolice, stąd jechał na Olkusz, Kielce, Miedzianą Górę, Radoszyce, Końskie, by wreszcie 22 lipca stanąć z powrotem w Warszawie.
Przez mieszkańców miejscowości, przez które przejeżdżał, był witany bardzo uroczyście i wspaniale, „z wielką uprzejmością i przepychem” jak pisze Niemcewicz w swych pamiętnikach [2], dodając, że „w wielu miejscowościach szlachta spotykała króla na koniach, byli, co jeszcze pradziadów włożyli na barki puklerze (tarcze okrągłe), hełmy i karaceny (karacena: giętki pancerz z łusek stalowych, osadzonych na łosiej skórze). Król, spodziewając się tego, szczególnie po województwie krakowskim, w którym miał zamiar najdłużej być, tak pisał 22 lutego 1787 r. do wojewody krakowskiego, Piotra Małachowskiego. Oto jego list [3]:

„Jak było dawno moim zamiarem odwiedzić województwa krakowskiego obywateli, tak spodziewam się i pragnę, abym po widzeniu się z Imperatorową mógł tandem (wreszcie) ten mój zamiar uskutecznić. Obliguję (zobowiązuję) zaś najsilniej WPana i drugich senatorów jako urzędników i wszystkich wojewodzanów, ażebyście WPanowie z powodu mojej bytności żadnych nie czynili illuminacyj, fajerwerków, ani jednem słowem żadnych wystaw, gdyż mnie jest najcenniejsze serce ich i jednostajne przywiązanie O drogę zaś, aby była poprawiona, sam upraszam WPanów i tej ulepszenie będzie dla mnie najlepszą uczynioną okazałością — ze wszystkich drugich się wypraszam... Wyjeżdżając z Krakowa chciałbym drogę obrócić na Miedzianą Górę.”

(Król wielce się interesował rozwojem naszego górnictwa i przemysłu żelaznego, które wówczas w tych okolicach miały swą siedzibę).
Jednakże życzliwość obywateli dla monarchy kazała im przyjąć Go tak, jak ich tylko na to stać było.
12 i 13 lipca zwiedzał Poniatowski kopalnie miedzi na Miedzianej Górze, w pobliżu Kielc, 14 - piece do topienia rud w Królewcu (20 km od Końskich w stronę Kielc), fabryki żelazne w Antoniowie (koło Radoszyc) i Radoszyce, 15 - fryszerski w Jacentowie (na północ od Radoszyc w odległości 6 km) i zanocował w Radoszycach, skąd 16, w poniedziałek około 8 rano wrócił do Końskich, mając przy swym boku Popiela, kasztelana sandomierskiego, jako reprezentanta województwa, do którego wtedy i Końskie należały.

Strona tytułowa reprintu wydanego 20 lat temu przez wydawnictwo ART GRAF Końskie. Pierwszy egzemplarz podpisaliśmy na pamiątkę 29.07.1993  o godzinie 23.21. Podpisał: Leszek Ślipski i Krzysztof Woźniak oraz  Marcin Brzeziński. Okładkę cyklu Zeszyty Historyczne zaprojektował Tadeusz Juśkiewicz. W kolekcji KW.
Strona tytułowa reprintu wydanego 20 lat temu przez wydawnictwo ART GRAF Końskie. 
Pierwszy egzemplarz podpisaliśmy na pamiątkę 29.07.1993 o godzinie 23.21. 
Podpisał: Leszek Ślipski i Krzysztof Woźniak oraz Marcin Brzeziński. 
Okładkę cyklu Zeszyty Historyczne zaprojektował Tadeusz Juśkiewicz. W kolekcji KW.

Na granicy powiatu opoczyńskiego (pow. konecki utworzono dopiero w 1866 r.):
„czekali (modernizuję tylko ortografię Naruszewicza, pozostawiając brzmienie wyrazów niezmienione - Józef Sykulski, również i ja - KW, poczyniłem drobne „modernizacje” wyrazów) na jego Król. Mość licznie zgromadzeni obywatele powiatu opoczyńskiego i radomskiego, uszykowani w linię, mając przed sobą więcej stu ułanów z proporcami, w zielone kurtki i rajtuzy przybranych. Gdy Najjaśn. Pan zastanowił się, przystąpili do karety z urzędnikami JPanowie Małachowski (Antoni), wojewoda mazowiecki, Małachowski (Jan Nepomucen), Starosta Opoczyński, Marszałek Trybunału (w Piotrkowie) i Potkański, Starosta Radomski. Mówił do Jego Król Mości JPan Wojewoda, jako syn niegdyś kanclerza koronnego (Jana), a brat Wojewody Sieradzkiego (Mikołaja) dziedziców Końskich, sam na tymże miejscu urodzony Sandomirski obywatel. Mówił JPan starosta Opoczyński jako dziedzic, do którego domu Jego Król Mość jechać raczył, a JPan starosta Radomski, nie chcąc trudzić podróży królewskiej, oświadczył tylko, iż imieniem powiatu swojego w Końskich Najjaśniejszemu Panu powinne złoży uszanowanie (Pomimo znajomości różnych pism Małachowskich nie udało mi się tych mów odszukać).
Ruszyła się potym ku miastu cała ta poważna asystencja, mając przed sobą wspomnianych wyżej ułanów w pośrodku ludu obojej płci, na gościńcu i w mieście we dwie linie uzyskowanego przy wesołych okrzykach i biciu z armat. Na wstępie miasta była wystawiona wspaniała brama z herbem królewskim (Ciołek), ozdobiona makatami i innymi drogimi materiałami, przez którą, gdy Jego Król Mość wjechał, witany był naprzód od kahału” [4], potem od Magistratu, a mieszczanie wszyscy stali pod bronią we dwie linie aż do samego kościoła uszykowani.
Wstąpił Najjaśn. Pan do kościoła, gdzie po uczynionym siebie powitaniu przez J. księdza Traczewskiego [5] modlił się przed wystawionym przy ołtarzu pulpicie, a potem oglądawszy wewnątrz i zewnątrz, szedł pieszo do pałacu JPana Małachowskiego (Jana Nepomucena), starosty opoczyńskiego, Marszałka Trybunału koronnego, któremu łaskawie order Orła Białego konferować (tu - ofiarować) raczył; wyszedł potem do sali, gdzie witany był wyborną mowę naprzód od JPana Potkańskiego, starosty Radomskiego, potem od JPana Dunina Wąsowicza [6], sędziego ziemskiego Radomskiego [7].

Oto mowa Potkańskiego, którą podaje Naruszewicz na końcu Djarjusza (str. 522 - 524).
Najjaśniejszy królu, Panie Miłośliwy!
Serce Pełne radości z chętnemi na wyjaw usty zgodzić mi się nie może z przybycia Twego, Najjaśniejszy królu Swojego nawet właśnie nie jestem w sposobie wytłumaczyć uczucia: cóż dopiero zgromadzonego tu powiatu radomskiego obywatelstwa; chcąc Ci się w tej mierze wymówić, jest to podjąć się tej rzeczy, która wykonaną być nie może.
Szczęśliwe, a szczęśliwe Królestwo, gdzie wszystkie części kraju mają równy dozór Monarchy swego, doznawają dobroczynnej korzyści łaskawego oka.
Szczęśliwy rząd, gdy ma na czele tego, który nieustannym czuwaniem, pracą, natężeniem, usiłowaniem ku uszczęśliwieniu kraju, nieszczędzeniem własnego zdrowia, słowem: mądrością i sercem jednoczy zabiega, szczerze dojeżdża, dogląda, aby wszystkie okolice były w całości i swojej kolei, a w nich sprężyna rządu nigdy nie wolniała.
Nie można, Najjaśniejszy Panie, o tym dosyć mówić, równie, jak nie można dostatecznie wysławić tego, w którym żyjemy pod miłym i słodkim panowaniem Waszej królewskiej Mości, Pana Naszego Miłościwego (Widzimy, jak to przy takich oficjalnych przemówieniach kwitną zawsze blaga i obłuda. Są to przecież najnieszczęśliwsze dla Polski czasy: 15 lat po pierwszym rozbiorze, a osiem przed ostatecznym upadkiem kraju, a urzędnik to panowanie króla nazywa „słodkiem i miłem”).
Dała nam Opatrzność króla mądrego i sprawiedliwego, nie tylko ochraniającego praw, prerogatyw (uprawnienia i przywileje) i swobód narodowych, ale nawet dojeżdżającego własnem okiem tak pobliższe, jak i odleglejsze okolice, a przeto panującego już nie mówię nad krajem, ale nad sercami poddanych swoich.
Uchylilibyśmy, Najjaśn. Panie, przez wspaczne nas zawiadomienie słodką porę widzenia monarchy naszego. Kiedyś Wasza Królewska Mość, Pan Nasz Miłościwy, wjeżdżać w granice województwa sandomirskiego raczył; uchybia nas teraz przez przypadek niespodziewany szczęśliwie obiecywana w Radomiu Waszej Królewskiej Mości, Pana Naszego Miłościwego bytność. Ścigamy tu na tern miejscu sami pierwszego naszego uszkodzenia, a drugie, że nam w przyszłym czasie Królu i Ojcze, nagrodzisz, w pewnym jesteśmy zaufaniu, wszak, co się nie stało przez przypadek, stać się może przez łaskę: zwłaszcza, gdy uszczęśliwiać troskliwym staraniem kraj cały, poświęcać się na nieustanne prace dla ulepszenie losu poddanych swoich, wylewać się na dobro powszechne narodu — są to słodkie dla nas panowania Waszej Królewskiej Mości skutki, pociągające cały naród nieodstępnej wierności do winnego Waszej Królewskiej Mości uwielbienia. A gdy moc darów i dobroczynności Twojej, Najjaśniejszy królu, osłabia we mnie wszelki wywnętrznienia Ci się sposób — w zamilczanych mych ustach wyczytaj sobie to, co ja przez słabość mej wymowy wynurzyć Ci nie zdołam, a zostaw to naszemu uczuciu, co sam, że Ci się przez wdzięczność od nas należy, przysądzisz sobie: pozwól oraz dobroczynną wszystkim nam ucałować rękę”.

Nie potrafię zrozumieć dlaczego pobyt króla w Końskich nie upamiętnia żadna tablica? Z niewiedzy - chyba nie?
Projekt tablicy umieszczonej na budynku ówczesnego, koneckiego magistratu (wykorzystałem przykładowo wzór tablicy informacyjnej z Krakowa - KW).
Nie potrafię zrozumieć dlaczego pobyt króla w Końskich nie upamiętnia żadna tablica? 
Z niewiedzy - chyba nie?
Projekt tablicy umieszczonej na budynku ówczesnego, koneckiego magistratu 
(wykorzystałem przykładowo wzór tablicy informacyjnej z Krakowa - KW).

Odpowiedział im król mową „pełną życzliwych chęci dla obywatelów całego województwa sandomirskiego”.
„Mówił, iż przez należytą cnotom i zasługom szacunek czyniąc sam sobie w postanowieniu swoim ekscepcję (wyjątek, z łac. exceptio), która ani będzie, ani powinna służyć za przykład, chyba tym, którzyby sobie równie pożytecznemi działami na podobne względy zasłużyli, gdy dziś JPana marszałka trybunału, a mało co przedtym przytomnego tu JPana Potockiego [8], starostę Guzowskiego konferowanym (wybranym) tylko senatorom, ministrom i urzędnikom koronnym i litewskim orderom chciał ozdobić, uczynił to przez wzgląd na dziedzica pożyteczne dla kraju rękodzieła z familją swoją utrzymującego, a na Marszałka godnie z powszechną chwałą też samą laskę piastującego, którą trzech jego stryjów rzadkim w jednym domu przykładem, prócz lasek sejmowych z wielką sprawiedliwości zaletą piastowali, uczynił to i dla JPana Potockiego, iż ten pierwszy obywatel pierwszy sobie otworzył drogę do zasług, a dla całego kraju źródło obfitych dochodów, łożąc całą na to substancję (nieruchomości) swoją i majątek swój więcej milionowy na morze i wiatrów niebezpieczne zawsze przypadki chętnie poświęcił. A niedawno temu też taż sama Najjaśn. Pana łaska JPanu Wodzickiemu
[9] staroście krakowskiemu, generałowi Małopolskiemu okazana, miała w zamiarze attencję (względy, poszanowanie z łac. attentio - baczność, pilność, przyłożenie się do czego) Najjaśn. Cesarzowi Jego Mości uczynioną, do którego z listem królewskim z Krakowa JPan starosta był posłany.
Tegoż czasu przyozdobić raczył Najjaśn. Pan orderem św. Stanisława JPana Stadnickiego
[10], chorążego pilźnińskiego, szambelana swojego.
Po krótkim w ogrodzie spacerze nastąpił wspaniały w kilku stołach obiad. Ochoczy gospodarz pił zdrowie Najjaśń Pana, potem księcia Jegomości Przymasa (Michała Poniatowskiego, brata króla), a Najjaśn. Pan oddawszy gospodarzowi wzajemność, raczył wypić powtórnie za pomyślność wiernego zawsze królom swoim i Ojczyźnie domu Małachowskich [11].
Pomnożyła ukontentowanie Naj. Pana doszła wiadomość o interesie handlowym na morzu Czarnym przez Cherson (Cherson - port nad morzem Czarnym, założony przez Grzegorza Potemkina, wodza rosyjskiego) i Akierman (Akierman Białogród - port nad Dniestrem), staraniem Naj. Pana, a dobroczynnością wielkiej imperatorowej Jejmości (Cesarzowej rosyjskiej, Katarzyny), z pożytkiem dla narodu polskiego zakończonym.
Około godziny 5 obejrzawszy Naj. Pan strukturę pałacową i odwiedziwszy mieszkanie JPaństwa kanclerstwa (Małachowskich), gdy dano znać o zaszłych (nadeszłych) powozach, udał się o ćwierć mili do Pomikowa (Pomyków faktycznie ta miejscowość się nazywała i nazywa) [12], miejsca sławnego fabryką strzelby, wziąwszy z sobą do karety kanclerza wielkiego koronnego i starostę Opoczyńskiego dziedzica Małachowskich, oraz JPana Popiela, kasztelana sandomirskiego.
Szło za królem Jegomościa kilkanaście powozów dla towarzyszów drogi, dworu i gości różnych przygotowanych. Tam przybywszy prowadził naprzód dziedzic króla Jmci do wystawionego na śrzodku (na środku) ul. Fabrycznej szpalerem lipowym wysadzonej kolosu (piramida) , prawdziwie pięknym gustem i symetrją z flint, bagnetów i szpontonów (krótka pika, właściwie sponton) złożonego, wynalazkiem JPana Miączyńskiego, starosty krzepickiego.
Stała wpośrzodku kolosu tego cyfra królewska (inicjały imienia i nazwiska króla) z zamków od strzelb i kolb kształtnie ułożona, która się na pedestale (dziś piedestał - wzniesienie, podium, podstawa kolumny lub pomnika, z franc. piedestał) obszernym temiż kolbami, bagnetami i stemplami (drut stalowy do ubijania naboju w lufie, dziś służący do czyszczenia broni palnej) zamiast girlandy ozdobionym utrzymywała. Zbliżonego Naj. Pana do kolosu witał niemieckim językiem [13] jeden z najstarszych rzemieślników oraz imieniem zgromadzenia swojego fuzją kształtną w tej fabryce sporządzoną Naj. Panu ofiarował.
Oglądał potem Jego król Mość domy fabryczne, a zabawiwszy się z godzinę szedł pieszo do zbudowanego nad stawem gmachu dla widzenia roboty toczenia, świdrowania oraz polorowania rur i bagnetów, co wszystko z ukontentowaniem swojem oglądawszy, wrócił do Końskich.
Tymczasem w bliskiej oficynie rozpoczęte były tańce kompanii dam i kawalerów przytomnych (obecnych), którą kompanię chcąc bytnością swoją Naj. Pan przyozdobić, szedł tam i podaniem ręki swojej pańskiej w taniec JPani kanclerzyny wielkiej koronnej, potem innym z kolei damom, kontynuował ochotę aż do zachodu słońca.
Na koniec zjadłszy w altanie ogrodowej lekką kolację i zabawiwszy się spacerem po obszernym szpalerze rzęsistym ogniem iluminowanym, przy wystawionej cyfrze imienia swojego, a odgłosie muzyki, pożegnał kompanię, która na kolację wielką do kilku stołów w starym pałacu udała się” [14].
W dniu następnym, we wtorek 17 lipca miał zamiar król zwiedzić fabrykę kul, bomb i kartaczów w Ruskim Brodzie (Naruszewicz nazywa tę wieś Ruskie Brody, ale dziś ta wieś Ruskim Brodem zwie się) [15], 15 km do Końskich w stronie północno-wschodniej. Wieś ta należała do Antoniego Małachowskiego.

Dokumenty z epoki - relacja „na żywo” ks. Adama Naruszewicza zamieszczona w Gazecie Warszawskiej w lipcu 1787 roku (kolejne numery). Fotografia z mikrofilmów.

Dokumenty z epoki - relacja „na żywo” ks. Adama Naruszewicza zamieszczona w Gazecie Warszawskiej w lipcu 1787 roku (kolejne numery). Fotografia z mikrofilmów.

Dokumenty z epoki - relacja „na żywo” ks. Adama Naruszewicza zamieszczona w Gazecie Warszawskiej w lipcu 1787 roku (kolejne numery). Fotografia z mikrofilmów.
Dokumenty z epoki - relacja „na żywo” ks. Adama Naruszewicza zamieszczona 
w Gazecie Warszawskiej w lipcu 1787 roku (kolejne numery). 
Fotografia z mikrofilmów.

Wyjechał z Końskich rano o 7 z Popielem, z kasztelanem sandomierskim w otoczeniu dworu i gości Małachowskich, których wszystkie powozy służyły temu celowi. Małachowski jeszcze „dnia wczorajszego nakazał wszystkim włościanom swoim porównać drogi, mianowicie w lesie więcej na milę. Gdy Jego Król. Mość przybył na granicę Ruskich Brodów, ozwały się w lesie armaty stokrotnym uderzeniem, a JPan Wojewoda (Antoni Małachowski) zsiadłszy z konia, mówił do Naj. Pana dziękując za łaskę sobie wyświadczoną i do dziedzictwa swego zapraszając, prowadził potem Naj. Pana do fabryki, przy której dało się widzieć wielkie mnóstwo ludzi, wesołemi okrzykami Pana witających, rzucając kwiaty i gałązki, oraz ofiarowując chleby.
Oglądał Naj. Pan w tej fabryce tym pożyteczniejszy dla kraju, iż się z niej arsenały (składy broni) nasze potrzebną amunicją opatrują, jakim sposobem leją się kule, bomby i kartacze, jak się polorują. Gdy się to oglądanie zakończyło, zaproszony Naj. Pan pod blisko rozbity namiot, jadł przygotowane dla siebie i kompanji całej śniadanie, w czasie którego pił kielich za zdrowie JPana wojewody, oświadczając uprzejmą radość z bawienia się w domu tego gospodarza, którego statecznej wierności i affektu zawsze doznawał. Tymczasem bito nieustannie z armat na kilku miejscach, a lud wesołe okrzyki powtarzając, radością okoliczne lasy napełniał.
Naj. Pan, który dnia wczorajszego, wyjeżdżając z Radoszyc udarzył złotym medalem majstra cieślę i razem dobrego mechanika urodzeniem Polaka dla zachęcenia do tak pożytecznej dalszej budowy i uczczenia drugich raczył także na tymże miejscu dać podarunek majstrowi Polakowi, dozór i pierwszeństwo nad ludźmi fabrycznemi mającemu.
Wyjechał Naj. Pan z Ruskich Brodów po godz. 12 i znowu na granicy żegnany od dziedzica, usłyszał od niego w pełnych uprzejmości słowach oświadczenia, iż honor ziemi jego uczyniony chce uwiecznić wystawieniem kolosu z żelaza domowego w obfitości tam znajdującego się. Powrócił Naj. Pan do Końskich, gdzie zastał już zastawione dwa wielkie stoły, każdy na kilkadziesiąt osób, w tym samym wielkim szpalerze, który dnia wczorajszego był iluminowany.
Po obiedzie uprosił Naj. Pana JPan Marszałek dziedzic ze stryjami, ażeby JPan raczył spocząć, z przyczyny fatygi podróżnej i wielkiego upału; Kompania zaś cała w tymże szpalerze przy odgłosie muzyki, której wirtuozy i w czasie obiednim dystyngwowali (wyróżniali się) się, wesoło aż do wieczornej godziny przepędziła.
Około zachodu słońca wyszedł Naj. Pan z pokojów swoich i odebrawszy powitanie od delegowanych kilku magistratowych (dawna nazwa radnych magistratu) miasta Radomia, szedł do miasta [16] oglądał porządne wszędzie domy i miał ukontentowanie widzieć rozmaite powozy [17] od rzemieślników tamecznych kształtnie i gruntownie dla wygody potrzebujących sporządzone. Kompania cała za odejściem Naj. Pana na spoczynek, wesoło aż do północy tańcami bawiła się [18].
W środę 18 wybierał się król w dalszą podróż do Warszawy, zwiedzając leżące po drodze miejscowości. Pierwszą z nich miała być Drzewica z dobrami Szaniawskich.
O 7 rano król „wyszedłszy z pokojów swoich do sali, pożegnał zgromadzonych obywatelów i podziękowawszy JPanu marszałkowi trybunału za ludzkość, wygodę i uprzejmość w domu jego, wyjechał z Końskich, mając z sobą w karecie JPana kanclerza wielkiego koronnego i Popiela, kasztelana Sandomirskiego.
Przeprowadzili Naj. Pana JPani kanclerzyna (Małachowska) z córką, JPanowie wojew. mazowiecki i marszałek trybunału Małachowscy w osobnych powozach, inni zaś obywatele konno.
Stały pod bronią i pod swojemi chorągwiami cechy, dając bez przestanku ognie z ręcznej strzelby, liczne zaś pospólstwo obojej płci przeprowadzając Najjaśniejszego Pana za miasto przy ustawnym biciu z armat, życzyło szczęśliwej podróży.
Na granicach konieckich, skąd się poczynają dobra JPana
Małachowskiego referendarza koronnego (urzędnik odbierający skargi i prośby na piśmie i zdający z nich sprawę kanclerzowi. Wydawał też wyroki w niektórych sprawach, ozwały się na przy
witanie pańskie stokrotnym wystrzeleniem armaty i moź
dzierze (rodzaj armat do strzelania bombami lub granatami) [19].

* * *

Z 25 tomu „Bibliografji polskiej” Estreichera, Kraków, 1913, str. 32, dowiedziałem się, że istnieje wiersz p.t.: „Do Najjaśniejszego Pana w czasie Jego przejazdu przez Końskie, kużnicznemi fabrykami sławne, domu Małachowskich dziedziczne.” I znalazłem wiersz ten w trzech miejscach:
1 w „Dzienniku handlowym” z 1787 roku (cz. VII, str. 423—425),
2 w bibliotece Krasińskich w Warszawie, drukowany, na karcie formatu 19x36 cm,
3 na str. 97 IX t. rękopiśmiennego „Zbioru pism” Piotra Małachowskiego, wojewody krakowskiego (biblioteka Jagiellońska w Krakowie).
Wszystkie trzy teksty są identyczne, lecz pod żadnym z nich nie ma podpisu autora. Zapewne wiersz ten był ofiarowany na osobnej karcie królowi w Końskich i jego towarzyszom, a potem ktoś (może ks. Osiński, który na życzenie Jana Małachowskiego napisał wspomnianą książkę?) posłał go do „Dziennika handlowego”, dodawszy komentarze, które zamieszczam przy wierszu (w tytule w „Dzienniku handlowym” wyraz „sławne” jest zaraz po „Końskie”).
Oto on (pisownia zmodernizowana):

Siedlisko Domu wiernego Tobie,
A gniazdo zasług i sławy, Daruj, że w skromnym wcale sposobie
Wita Cię, Królu Łaskawy!
Nie rośnie w gruncie piaszczystym zbytek,
Twój go też umysł nie lubi.
Przemysł tu tylko czyni pożytek
I nim się przed Tobą chlubi.
Gdzie widać gmachy — były pustynie,
Przemysł je ludźmi osadził,
Zajął rzemieślnik zwierząt jaskinie
I rękodzieła wprowadził.
Ma tu z nich wieśniak w każdym rodzaju
Potrzebne sprzęty do roli
Żołnierz na swego obronę kraju
Stąd już dostawać broń woli.
A i zamożnych przykłady szkodne
Przesąd rzucają swój przecie,
Kiedy powozy mają wygodne,
Choć w polskim robione świecie.
Twój zachęt, Królu, w każdej dział mierze
O dobro narodu dbały
Widziałeś w kraju, jak skutek bierze
I bukiet wije Ci chwały.
Zobaczysz jeszcze, dozwolą Nieba,
Jak pod zlepszonym Twym rządem
Udzielisz obcym nie tylko chleba,
Lecz rzemiosł: wodą i lądem!
Jak sławy poprzem, zwiększeniem siły
Broni te kuźnie dostarczą,
Serca zaś domu tego, jak były,
Tak będą dla Ciebie tarczą!

Po wyrazie „roli” (w. 14) mamy następujące objaśnienie:
„Bardzo wielu jest jeszcze takich rolników zwłaszcza odległych od tej fabryki (w Pomykowie), co nie wiedząc o gatunkach, wielości, cenie i miejscu znajdowania się takowych rolniczych sprzętów sprowadzają jeszcze to wszystko z zagranicy, gdyby więc i zapobiec takowemu wychodzeniu za granicę pieniędzy i uczynić wygodę większą tak kupującemu jako i fabryce; należałoby podać do wiadomości publicznej przez „Dziennik handlowy” gatunki, wielość, cenę i miejsce przedawania takowych sprzętów rolniczych”.


Druk ulotny z epoki: Do Najjaśniejszego Pana w czasie Jego przejazdu przez Końskie, kuźniczemi fabrykami słynące, domu Małachowskich dziedziczne. Autorem rymowanej mowy powitalnej króla był zapewne ks. Michał Urban Szóstowicz. Dokument w zbiorach FBC.
Druk ulotny z epoki: Do Najjaśniejszego Pana w czasie Jego przejazdu przez Końskie, 
kuźniczemi fabrykami słynące, domu Małachowskich dziedziczne. 
Autorem rymowanej mowy powitalnej króla był zapewne ks. Michał Urban Szóstowicz. 
Dokument w zbiorach FBC.

Przy „woli” (w. 16):
„A co się żądało o sprzętach rolniczych, toż samo się żąda i o broni żołnierskiej, której gatunki, wielość i cenę i które już rejmenta (regimenty, pułki), wiele, czego i po czemu brali. Wiadomość ta zachęciłaby nie tylko z innych rejmentów, ale nawet i w szczególności każdego, udawać się do tak pożytecznej fabryki, o której dotąd rzadko kto wiedział, zwłaszcza z odleglej mieszkających. Z utęsknieniem zatem powszechność oczekiwać będzie wiadomości powyżej namienionych żądań tej fabryki i ma nadzieję po gorliwości fundatorów tej fabryki, że nie ubliżą udzielić krajowi tak pożądanych wiadomości”.
(Istotnie, już w następnych numerach „Dziennika handlowego” zaczęły się ukazywać ceny narzędzi rolniczych i broni).
Autorem tego wiersza jest zapewne wspomniany i u Naruszewicza ks. Michał Urban Szóstowicz. On to, gdy król był 11 lipca w Chęcinach i „gdy wysiadł Najjaśniejszy Pan z karety, Jksiądz Szóstowicz, proboszcz miejscowy, na czele duchowieństwa świeckiego i zakonnego miał mowę i wiersze przez siebie napisane stosowne do miejsca i okoliczności ofiarował” („Diariusz”, str. 478). Ten wiersz był zapewne mniej uroczyście ofiarowany królowi, bo nie było jego autora przy królu w Końskich, dlatego zapewne nie mówi o nim Naruszewicz.
A wiersz ten i ofiarowany królowi w Chęcinach mają wyraźne podobieństwa: w tytule, w stylu i w ilości zwrotek.
Dla zestawienia go z tamtym przytaczam go tutaj, dodając, że ks. Szóstowicz pisał wiele wierszy po polsku w „Zabawach przyjemnych i pożytecznych”, jest w „Mowach i wierszach moralnych autorów klasycznych” przez ks. Józefa Bogusławskiego, t. I., Wilno, 1801, w Bibliotece Publicznej w Warszawie jest na osobnej karcie „Wiersz na popielec”(tamże też znajduje się wiersz na przejazd króla przez Chęciny), a oprócz tego był jednym z tłumaczy na język polski „Opera lyńca*’ („Pisma liryczne”) księdza Konarskiego, Warszawa, 1778.

Do
Najjaśniejszego Pana
w czasie Jego przejazdu
przez
Chęciny
Powiatem spustoszałym, zamkiem i
kopanemi dawniej marmurami
Sławne.
Chęć widzieć w lepszym ojczyzny stanie,
Poznać jej ziemię i ludzi,
Gdy, Cię w te takie, łaskawy Panie,
Górzyste zakąty trudzi.
Patrz, w co dziedzicznych królów szacowne
Dziś smutne wielkości ślady,
Poszły z wiekami grody kosztowne,
Bez światła, siły i rady.
Tobie, gdy wieczny wyrok przyczyny
Te w gruncie poznać zostawił,
Gdyś już wycierpiał za cudze winy
I naród z zguby wybawił.
Gdy Ci już rzadkim w śmiertelnych statkiem
Przeparty bije wróg czołem,
Ciesz się w dzięczności trwałej zadatkiem,
Tym ludu echem wesołem.
Nikt go tu, Królu, z ust nie wymusza,
Samo go serce wydaje,
Wierny ma język prostoty dusza,
Wierne w niej są obyczaje.
Tak tu z Twej łaski Pasterz nadany
Tym się wywdzięczam Ci Panie,
Że tu Bóg co dzień za Cię błagany,
A serc rośnie przywiązanie.
Służyły brane stąd dawniej ciosy
Na wsparcie królów pamięci [20]
Twe imię trwalej, niźli kolosy
Miłość Narodu poświęci.
Niech tylko Niebo wiernych serc modły
Wysłuchać łaskawie raczy.
Żeby się chęci Twe szczęśnie wiodły,
Wielkim się Polak zobaczy,
tak życzy
W. K. M. P. M.
(Waszej Królewskiej Mości Panu Miłościowemu)

Wierszy poddany:
X. U. M. Szóstowicz

S. P. P. ch.
(Pijar) (Proboszcz chęciński).

Józef Sykulski
[w: Dwaj Poniatowscy w Końskich w 1787 i 1817 roku, 1933 r.]


Przypisy:
  1. Korzystam [Józef Sykulski] z wydania z 1805 roku, Warszawa. Początkowo wydał Naruszewicz ten dziennik podróży pt. Djarjusz podróży Najjaśniejszego Stanisława Augusta króla polskiego na Ukrainę i bytności w Krakowie aż do powrotu do Warszawy dn. 22 lipca 1787, Warszawa, Dufour, 1787.
    Drugie wydanie wyszło w roku następnym już pod innym tytułem: Dziennik podróży Króla JMości Stanisława Augusta na Ukrainę i do innych ziem koronnych roku 1787 dn. 23 lutego rozpoczętej, a dn. 22 lipca zakończonej, Warszawa, 1788. Książka poprzedzona wstępem o celu tej podróży, wydawana zeszytami. Wydanie z 1805 r. jest trzecim więc i ostatnim.
    Na pierwszej karcie wydanie z 1787 r. egzemplarza Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie jest następujący napis atramentem, dość nieczytelnie podpisany (zapewne J. Muczkowskiego, profesora Uniw. Jagiell. um. w 1858 r.): „Zdaje mi się, że dzieło to nie jest płodem Naruszewicza, gdyż dziejopis ten wydał Dziennik podróży w 1788 r, gdzie nie tylko rzeczy wszystkie innym sposobem są wyrażone, ale nadto znajdujesz tam wiele szczegółów historycznych, które się tyczą miejsc przez monarchę zwiedzanych”.
    Istotnie tak jest, lecz wydanie z 1787 r. jest mimo wszystko dziełem Naruszewicza, który w wydaniach późniejszych książkę swą uzupełnił.
    Oprócz Naruszewicza opisał jeszcze podróż króla hr. Kazimierz Konstanty Plater, a wydał J. I. Kraszewski w Wilnie, 1860 r., pt.: Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa.
  2. Pamiętniki czasów moich. Dzieło pośmiertne J. U. Niemcewicza, Paryż, 1848, wydał Karol Ursyn Niemcewicz, str. 120.
  3. List ten znajduje się na str. 66—67: Korespondencji własnej Stanisława Augusta z lat 1784 1792, Poznań, 1872, wydał Bronisław Zaleski.
  4. Witał króla rabin Rosenblat (według notatek o bóżnicy koneckiej p. Piżyca).
  5. Proboszczem w Końskich był wówczas ks. Michał Urban Szóstowicz, będąc jednocześnie proboszczem w Chęcinach. Z tego powodu był w Końskich wikarym ks. Traczewski (ks. Wiśniewski w spisie księży parafii naszej nie podaje jego nazwiska).
  6. Notabene, po prawej stronie ołtarza św. Mikołaja w kościele koneckim jest tablica z napisem: Ś. p. Jan Wąsowicz, rejent m. Końskie, fundator obok będącego w kościele ołtarza. Zm. dn. 26 maja 1906 r. w wieku lat 60. Ukochał kraj rodzinny, prawdę i pracę. Niech odpoczywa po znoju.
  7. Djarjusz, str. 490—492.
  8. Mowa tu zapewne o Procie Potockim, bankierze za Stanisława Augusta, mającym wielki sklep z różnymi towarami na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Prowadził na szeroką
skalę handel z zagranicą, do czego miał swoje własne okręty. Dlatego to mówi o nim król, że „majątek swój na morze i wiatrów niebeśpieczne zawsze przypadki chętnie wystawił”. (Patrz o nim u Korzona Dzieje wewnętrzne... t. II, str. 160 i nast.)
  9. Ojciec Stanisława Wodzickiego, prezesa senatu krakowskiego, którego nauczycielem był ks. Szóstowicz.
  10. Brat Franciszka hr. Stadnickiego, starosty ostrzeszowskiego, którego córka Anna została żoną Stanisława Małachowskiego (patrz o nim jego pamiętniki, wydane w Poznaniu w 1885 r). Znany jest też za Batorego i Wazów Stanisław Stadnicki, którego ziemia przemyska znała z wielkich awantur, skąd zwany był „diabłem łańcuckim”.
  11. Małachowscy Nałęcze istotnie dobrze się Polsce zasłużyli, żeby choćby kilku wymienić.
    I tak: Stanisław jest jednym z tych, którzy zawarli pokój z Turcją w Karłowicach w 1699 r. Syn jego Jan (starosta opoczyński) jest kanclerzem wielkim koronnym za Augusta II. Tego znów syn Stanisław jest jednym z twórców Konstytucji 3 Maja i Marszałkiem Wielkiego Sejmu itd.
  12. Jan Małachowski, dziedzic Końskich założył w Pomy
kowie, 3 km od miasta w 1750 r. ruralnię, czyli fabrykę strzelb
i bagnetów. Pracowali prawie sami robotnicy niemieccy, których było 40 rodzin, zamieszkałych w 18-20 domach budowanych
systemem pruskim. Oprócz broni robiono tu przedmioty żelazne i stalowe: łóżka, narzędzia rolnicze i rzemieślnicze, naczynia, blachy, gwoździe. Broń tu wyrabiana była tańsza i lepsza od zagranicznej. Dn. 22.09.1794 r. Kościuszko nakazał tę fabrykę
(i kozienicką) przenieść do Warszawy (Ks. Osiński Opisanie..., str. 66 in. i Korzon: Wewnętrzne..., II, 227). Dokładniej o tym powiem przy historii miasta.
  13. Polak był wtedy tutaj tylko jedynym majstrem. (Korzon, II, str. 227).
  14. Djarjusz str. 492-6.
  15. W Ruskim Brodzie były dwa wielkie piece do topienia rudy, wystawione przez Jana Małachowskiego, r. 1750. Wystawił on jeszcze jeden w Stąporkowie (10 km od Końskich w stronie wschodniej) w 1739 i jeden w Janowie (koło wsi Czarna, 8 km od miasta) 1755 r. Ks. Osiński: Opisanie... str. 54 i nast. i Korzon, II, 227).
  16. W owym czasie większość miast polskich nędznie
się przedstawiała, tak przynajmniej pisał W. Surowiecki (O upadku przemysłu i miast w Polszczę, Warszawa, 1810): „Gdzie się
podziały ludne miasta owe, które niegdyś kwitnęły w Polszczę, gdzie przemysł, który ożywiał i ubogacił kraj cały”? (str. 7).
„Te nędzne mieściny, w których dziś widzimy przedmieścia zagubione, ulice bez domów, rynki puste, ratusze bez okien i dachów, w których się teraz czołga kilkuset biedaków bez
powołania i sposobu do życia, liczyły w owych czasach (za Zygmuntów) po kilkadziesiąt różnych warsztatów rzemieślni
czych” (str. 173)
    Ale Końskie inaczej wyglądały. Jezierski, kasztelan łukowski nazywał je i dorównującą im Przysuchę „wielkiemi miastami” (Korzon, Wewnętrzne…, II, str. 227).
    Jaki wygląd miało miasto w owym czasie - podaje Carosi (str. 41 i nast.):
    Dokoła dużego kwadratowego rynku (Markplatz), do którego przylegało wiele małych uliczek, stało 20 wysokich kamienic i 2 koło kościoła. Mieszkali w nich różni rzemieślnicy: siodlarze, rymarze, kołodzieje, stelmachy, garbarze, rzeźnicy i piekarze, których część stanowili Niemcy. Te domy były z kamienia, reszta z drzewa. Żydzi zamieszkiwali jedną z dużych ulic (pewnie dzisiejszą Joselewicza). Carosi był zachwycony miastem i zazdrościł mu nawet w porównaniu z niemieckiemi („Kurz: diess Stadchen ist in vergleichung vieler andern sehr nahrhaft und man kann hier viele Bedurfnisse bekonnen, die man sonst in unsern Landstadchen nicht gar oft antrist” (str. 42).
    Mieszkańców miało miasto do 5.000, z czego Żydów przeszło 1/4 („die Juden ein gut Viertheil ausmachen sollen”).
    Ten swój stan zawdzięcza miasto mającemu w niem swe dobra Janowi Małachowskiemu, który w 1748 r. wystarał się od Augusta III dla wsi Końskie o przywilej miejski (Hjacynt Małachowski: „Mowy i pisma publiczne”, Lipsk, 1809, str. 211), potwierdzony przez Stanisława Augusta w 1786 r. (Wiśniewski: Dekanat konecki... str. 102 i 104).
  17. Fabrykę powozów założył tenże Małachowski. W owych czasach była ona jedną z 11 w Polsce istniejących. W pobliżu była też w Drzewicy (Korzon, II, 317). Carosi pisze, że koneckie bryczki były solidne, eleganckie i tanie (str. 43).
  18. Djarjusz, str. 496-499.
  19. Tamże, 499-500.
  20. Na pomniki; m. in. kolumna Zygmunta III w Warszawie jest z marmuru chęcińskiego.