niedziela, 16 lutego 2014

Stanisław Nowakowski ps. „Boruta” i jego najważniejsza misja 1944. Trzeba dać przykład

Stanisław Nowakowski „Boruta” - z prawej, w środku NN „Beryk” i Mieczysław Ziomek ze Starego Młyna. Koledzy z oddziału partyzanckiego, kres okupacji. Fotografię udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.
Stanisław Nowakowski „Boruta” - z prawej, w środku NN „Beryk” i Mieczysław Ziomek 
ze Starego Młyna. Koledzy z oddziału partyzanckiego, kres okupacji. 
Fotografię udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.

Spóźniłem się!
Nie zastałem już pana Stanisława wśród żyjących. Chciałem się jeszcze z nim spotkać na kolejnym wywiadzie - spotkaniu. Odszedł w październiku 2009 r. Był jednym z „ostatnich” żołnierzy polskiego podziemia: Stanisław Nowakowski ps. „Boruta”, żołnierz BCh-AK. Człowiek niezwykle uprzejmy, podczas rozmowy biło od niego ciepło, był bardzo szanowany przez otoczenie. O swoich przeżyciach z lat wojny nie mówił prawie nigdy, nawet swojej najbliższej rodzinie. Musiał bardzo przeżyć ten czas, kiedy walczył w obronie kraju i później gdy ukrywał się „przed swoimi”. Może właśnie dlatego tak długo trzymał swoje tajemnice tylko dla siebie.

Pana Stanisława poznałem w 2004 roku, podczas wykonywania dla niego usług hydraulicznych. Był już wówczas starszym mężczyzną z laseczką w ręku, z równo przystrzyżonym wąsem. Ponad 20 lat pełnił funkcję sołtysa w Ruskim Brodzie.To także mówi wiele o zaufaniu jakie ludzie pokładali w jego osobie. Kiedy skończyłem prace i woda wreszcie popłynęła w kranie, pan Stanisław zaprosił mnie na kawę i powoli popłynęła opowieść:
Wszyscy zakładali teraz wodę to i ja założę, chociaż woda w mojej studni jest nieprzebrana. Wszędzie brakowało, a u mnie była. Najgorzej to było w czasie wojny, jak przechodziły nasze wojska we wrześniu, to wody w studniach brakło - tutaj była. Później w 1945 r jak wieś się spaliła, to też tylko tutaj wszyscy przychodzili po wodę. Mnie to już by starczyła ta studnia, niewiele mi zostało, ale trzeba dać przykład.

Posada, Stanisław Nowakowski ps. Boruta podczas uroczystości odsłonięcia pomnika w dniu 1.09.2007 r. Fotografie udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.

Posada, Stanisław Nowakowski ps. Boruta podczas uroczystości odsłonięcia pomnika w dniu 1.09.2007 r. Fotografie udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.
Posada, Stanisław Nowakowski ps. Boruta 
podczas uroczystości odsłonięcia pomnika w dniu 1.09.2007 r. 
Fotografie udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.

Mój rozmówca nie bardzo chciał wracać do wydarzeń wojennych, mówił ogólnie o swojej wsi, o bitwie w 1945 r, o wielu osobach zasłużonych w walce z okupantem. Miałem wrażenie że mnie badał. Po pierwszym spotkaniu, miałem ochotę przyjeżdżać tu częściej. Wpadałem do Pana Stasia na kawkę i rozmowę. Z czasem zacząłem spisywać te relacje. Kiedyś spytałem czy on też był w partyzantce, co robił w czasie okupacji? Odpowiedział zdawkowo,
- A takie tam, panie kochany robiło się różne rzeczy...

Posada - pomnik pamięci żołnierzy WP Armii Prusy, Hubalczyków, Batalionów Chłopskich, Jodła AK, oddz. Góry-Doliny, Cichociemnych, pilotom RAF, Niezłomnym AK, NSZ, WIN. Foto. Radosław Nowek.
Posada - pomnik pamięci żołnierzy WP Armii Prusy, Hubalczyków, Batalionów Chłopskich, Jodła AK, oddz. Góry-Doliny, Cichociemnych, pilotom RAF, Niezłomnym AK, NSZ, WIN.
Foto. Radosław Nowek.

Widać było że nie bardzo chce mówić o sobie. Minęło kilka lat, przyzwyczaiłem się do tych wizyt, do naszych rozmów, traktowałem go jak swojego dziadka. Pierwszego września 2007 po wielomiesięcznych staraniach i przepychankach politycznych w Starostwie i Urzędzie Gminy w Przysusze, udało nam się z grupą kilku zapaleńców do postawienia Pomnika Pamięci Żołnierzy Wojska Polskiego. W kamieniu kolega wyrył:
Pamięci żołnierzy WP Armii Prusy, Hubalczyków, Batalionów Chłopskich, Zgrupowania Jodła AK, oddz. Góry-Doliny, Cichociemnych, pilotom RAF, Niezłomnym AK, NSZ, WiN.
Posada 1.09.2007.


Posada, Stanisław Nowakowski ps. Boruta podczas uroczystości odsłonięcia pomnika w dniu 1.09.2007 r. Fotografie udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.

Posada, Stanisław Nowakowski ps. Boruta podczas uroczystości odsłonięcia pomnika w dniu 1.09.2007 r. Fotografie udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.
Posada, Stanisław Nowakowski ps. Boruta 
podczas uroczystości odsłonięcia pomnika w dniu 1.09.2007 r. 
Fotografie udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.

Wszyscy wymienieni naprawdę tu walczyli. To takie historyczne miejsce - lasy przysuskie. Okazało się jednak, że nie wszystkim odpowiadały niektóre napisy, rzucali takie kłody pod nogi, takie stawiali warunki, że nierzadko chcieliśmy zrezygnować. I wtedy to właśnie, kiedy trzeba było uderzyć pięścią w stół,wyszło na jaw, że Pan Stanisław to bohater - żołnierz podziemia ps. „Boruta”. Walczył pod dowództwem por. Madeja ps. „Jerzy”, a po jego zagadkowej śmierci przeszedł pod dowództwo „Szarego”. Okazało się że kapral Boruta był w czasie akcji Zemsta dowódcą drużyny dalekiego rozpoznania, która jak kilka innych została wysłana na zwiad w stronę walczącej Warszawy i ustalenia możliwości przeprawy na pomoc powstańcom. Wróciła drużyna Boruty, zameldował w sztabie że nie ma możliwości przebicia się takimi siłami do Warszawy. Jednostki pancerne wroga skutecznie odcięły wszelkie możliwe przejścia. Była to straszna wiadomość i świadomość, że tylu partyzantów mogłoby wziąć udział w walce, zasilić świeżymi siłami powstańców. Zanim by jednak dotarli, skończyła by się amunicja wytracona podczas przebijania przez blokady, nie mówiąc o stratach w ludziach. Druga przeciwność to zakrojona na wielką skalę obława „kałmucka” na tym terenie, oraz niemiecka operacja „Wildekatter”, mająca na celu zniszczenie ugrupowań partyzanckich. Niejednokrotnie trzeba było ratować cywilnych mieszkańców wiosek przed pacyfikacjami.

Pan Stanisław tak wspominał tę najważniejszą misję:
Ruszyliśmy o zmierzchu przez las w stronę Borkowic. Nie potrzebowałem przewodnika, byłem u siebie, znałem tu prawie wszystkie dukty i przejścia leśne. Jak na partyzanckie warunki byliśmy nieźle zaopatrzeni i uzbrojeni. Dziewięciu ludzi i każdy miał zapas amunicji, było 6 pistoletów maszynowych MPi i PPSz, 1 karabin G-43 i 2 szturmy. Oczywiście zapas granatów, leków i jedzenia. Każdy miał na nogach porządne buty a w plecaku trochę samogonu. Sam wybrałem chłopaków, nie takich co jak zobaczą Niemca, to od razu chcą do niego wygarnąć. Wybrałem niepalących, co nie było łatwe. Musieli mieć doświadczenie bojowe i znający chociaż kilka słów po niemiecku. Na szpicy szedłem ja i strzelec „Łoś”, za nami następni „Laszlo”, „Bruno”, „Jurand”, „Sęp” i „Gienio”, a w straży tylnej „Durlik” i „Szaja”. Do Borkowic doszliśmy od strony Bolęcina, omijając niemieckie patrole na Januchcie i Kuźnicy. Później koło stawu, przeskakiwaliśmy kolejno na drugą stronę ulicy w bliskiej odległości od pałacu i budynku żandarmerii. Ruszyliśmy w stronę Skrzyńska omijając wszystkie drogi bite oraz skupiska chałup, żeby psy swoim szczekaniem nie zdradziły naszych pozycji. Szliśmy do świtu, potem niedaleko Potworowa odpoczynek. Dwóch ludzi stało na warcie, a reszta zapadła w drzemkę na 2-3 godziny. „Gorąc” i owady nie dały pospać zmuszając nas do dalszego marszu lasem. Trzymaliśmy się gęstych zarośli i tylko niekiedy wysyłałem patrol w stronę drogi by sprawdzić czy wróg nie zastawia na nas pułapki. Kolejno omijaliśmy szerokim łukiem najpierw Mogielnicę, Błędów, Belsk, aż do Tarczyna. Wszędzie tam gdzie moje patrole sprawdzały drogi, skrzyżowania, mosty i brody przeprawowe, tam stały silne zgrupowania nieprzyjaciela. Motocykle, wozy pancerne, działka i plutony wojska. Im bliżej Warszawy tym silniej strzeżone były te newralgiczne punkty. Zrobiłem notatki, szkice i obliczenia, spisałem jednostki wroga. Wszystko po to aby dowództwo miało jak najwięcej informacji wywiadowczej i mogło podjąć odpowiednie decyzje. Przeczekaliśmy w krzakach do wieczora. Podjąłem decyzję o powrocie. Marsz dalej byłby niepotrzebnym ryzykiem kontaktu z wrogiem. Nasiliły się loty zwiadowczych samolotów niemieckich. Musiałem dostarczyć mój raport jak najszybciej. Ludzie też byli zmęczeni po trudnym marszu,mimo to nie narzekali i raźno pomaszerowali w drogę. Tym razem musieliśmy zmienić trasę, w okolicach Borkowic, Przysuchy aż po Chlewiska trwała obława sił żandarmerii i SS. Moje patrole wykryły wzmożony ruch samochodów i wozów bojowych w tym rejonie.
Zorientowałem się, że chcą okrążyć od północnego wschodu tereny wsi Huta, Majdanki, Antoniów, Rędocin. Chciałem jak najszybciej ostrzec dowództwo, podjąłem ryzyko przeskoczenia drogi w okolicach Gielniowa i przez dawną stanicę Hubalczyków - Gałki, dotrzeć do lasów przysuskich. Celem było osiągnięcie gajówki Piecyki. Brodziliśmy i czołgaliśmy się płytką rzeką. Przeskok pod mostkiem, potem koło figury św, Ładysława i już byliśmy w lesie. Po Gałkach pozostały czarne spalone kikuty kominów. Wieś została spalona w marcu 1940 r za pomoc oddziałowi Hubala. Rozluźniliśmy się trochę po udanym przeskoku i o mały włos nie zginęli od kul silnego patrolu konnego żandarmerii. Zaskoczenie wykorzystaliśmy pierwsi. „Laszlo” rzucił granat, wybuch spłoszył konie, zaczęła się strzelanina. Wymiana magazynków, opadł dym, a Niemców ani jednego. Zwiali. Zdziwiony byłem jedynie że nie trafiliśmy żadnego z nich. Teraz już szybkim truchtem biegniemy w stronę gajówki na Piecykach. Na placówce przy stawach zameldowałem się u majora „Leśniaka" i złożyłem raport ze zwiadu. Okazało się, że inne patrole, wysłane różnymi drogami mają podobne relacje, dlatego też dowództwo zgrupowania odwołało akcję Zemsta i nakazało wrócić do akcji „Burza". Zameldowałem również o koncentracji jednostek pacyfikacyjnych w rejonie Przysucha, Szydłowiec i Chlewiska. Tam zostały już skierowane oddziały partyzanckie. Oczywiście musiałem zameldować o zdarzeniu z patrolem w Gałkach, za co mjr, „Leśniak" zbeształ mnie na głos, ale po cichu podziękował za dobrą robotę. Okazało się także że nie wszystkie drużyny patrolowe wróciły w pełnym składzie, no i to że żadna nie doszła tak daleko pod Warszawę. Słowa dowódcy były dla mnie jak order. Pochwaliłem swoich ludzi i zgłosiłem się po przydział do następnego zadania. Mieliśmy rozkaz zabezpieczyć ewentualny odwrót w okolicach wsi Rozwady. Tam doszła nas wiadomość o śmierci mojego d-cy batalionu por. „Jerzego". Wiele było niejasności w jaki sposób zginął, nikt nie widział, nikt nie potrafił powiedzieć jak to się stało. Dzisiaj mogę przypuszczać, że ktoś wykonał wyrok. Czy mieliśmy w oddziale zdrajcę, który pociągnął za spust? Czy porucznik znał jakąś tajemnicę, że musiał zginąć? Nie wiem.

Po tych jakże fascynujących relacjach człowieka skromnego, który utrzymywał to wszystko w tajemnicy - postanowiłem spisać kilka relacji. Przed odejściem powiedział mi, że to zadanie nie było najtrudniejsze ale najważniejsze. Trudniej bowiem było już po wojnie, musiał troszczyć się o rodzinę i kolegów z oddziału. Przez dwa lata jeszcze ukrywał się po lasach, a potem w ramach amnestii złożył broń i ujawnił na posterunku w Przysusze. Wrócił do domu, ale codziennie obawiał się że UB zastuka drzwi.

Stanisław Nowakowski w domu, przełom lat 80-90. Fotografię udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.
Stanisław Nowakowski w domu, przełom lat 80-90. 
Fotografię udostępniła córka Stanisława Nowakowskiego pani Zdzisława Bomba.

Wiele naszych rozmów mam naszkicowanych w notatniku, rysunki, hasła i daty. Myślę to kiedyś posegregować. Kiedy 14.12.2009 pojechałem jak zwykle w odwiedziny do Pana Stanisława, dom zastałem zamknięty. Pojechałem więc do córki, gdzie dowiedziałem się że odszedł na wieczną służbę kapral „Boruta”. Wstąpiłem na cmentarz w Ruskim Brodzie pomodlić się przy grobie tego żołnierza, a potem zajrzałem na Posadę na „nasz” pomnik.

Kwiaty i wieńce jeszcze się trzymały, wstążki z napisami sterczały wyblakłe, przekręcone o 180 stopni. Czy to wiatr je powykręcał, czy może ktoś przechodzący? Ta ziemia na tym skrawku jest poświęcona, należy do tych, którzy Polskiej Ziemi rzucili swój los na stos i nie pytali co będą z tego mieli. A mieli najczęściej mogiłę w głębokim lesie.
Radosław Nowek