poniedziałek, 25 listopada 2013

… Poza tym nic szczególnego... – dzień 12.12.1940. Aresztowanie Tadeusza Jakóbca i gimnazjalistów

Końskie - fotografia z lat okupacji, Czy był to ten słup ogłoszeniowy, a może stał on kilkanaście metrów dalej przy widoczny w głębi fotografii ratuszu? Dla wnikliwych konecczan dodam, że uliczka tuż przy ogrodzeniu kościoła parafialnego nazywała się: ? (może czytelnicy strony podpowiedzą - uzupełnię).
Foto. (kopia) z kolekcji Ryszarda Cichońskiego.
Końskie - fotografia z lat okupacji, Czy był to ten słup ogłoszeniowy, a może stał on kilkanaście metrów dalej przy widoczny w głębi fotografii ratuszu? Dla wnikliwych konecczan dodam, że uliczka tuż przy ogrodzeniu kościoła parafialnego nazywała się: ? (może czytelnicy strony podpowiedzą - uzupełnię).
Foto. (kopia) z kolekcji Ryszarda Cichońskiego.

To fascynująca (jeżeli można tu użyć tego słowa) i mało znana historia. Skromnie przemyka gdzieś tam w literaturze, nazwę to - wspomnieniowej i we wtórnej w formie; w opracowaniach. Poza tym nic szczególnego... Dzisiaj już raczej nie dowiemy się czy w ekran kinowy z pojawiającym się Hitlerem rzucono starym butem, kamieniem czy „tylko” pomidorem? A jaki napis pojawił się na słupie ogłoszeniowym przed ratuszem i był powodem rozwścieczenia Niemców i aresztowania gimnazjalistów? Tego też nie wiemy. Stąd cztery relacje i próba naświetlenia tej sprawy w pełni.
KW

Relacja I

Dystrykt Radom. Powiat Końskie
W dniu 12 XII 1940, w charakterze odwetu za zelżenie Fuhrera w napisie umieszczonym na słupie ogłoszeniowym przed ratuszem w Końskich, oddział służby bezpieczeństwa w Kielcach aresztował b. uczniów najwyższej klasy zamkniętego wiosną 1940 r. gimnazjum. Poza tym nic szczególnego.
W: Dziennik Hansa Franka, t. I. str. 314.



Relacja II

Od chwili otworzenia kina w czasie okupacji, często działy się tam różne nie przemyślane hece. Wśród uczniów naszego gimnazjum stałymi wielbicielami kina, przed wojną i w czasie okupacji, byli ci sami kinomani. Do dziś utkwili mi w pamięci: Heniek Leszczyński, Tolek Barnowski, starszy Sielski, Sylwek Laurman i Tadeusz Jakóbiec. Często przebierali się dla niepoznaki. Jedno z „historycznych" wydarzeń było zapamiętane przez mieszkańców sąsiadujących z posesją kina, ponieważ spowodowało późnym wieczorem duże zamieszanie, bowiem przeszukiwano najbliższe posesje, a nawet mieszkania.
Nie przypominam sobie, by w konsekwencji kogoś aresztowano, czy był represjonowany...

Wydarzenie, któremu nadano nieprawdziwą, legendarną treść miało miejsce na przełomie września i października 1940 roku i nie było przyczyną naszego późniejszego, grudniowego aresztowania.
Z opowiadania Tadeusza Jakóbca uczestnika tych wydarzeń wynikało, że był wtedy w kinie, kiedy na ekranie ukazała się osoba Hitlera. Na ekran posypały się pomidory. Dużo hałasu i pożywka dla plotki, która robi krzywdę człowiekowi, który nie będzie się bronić, bo nie żyje. Dodać trzeba, że porządkiem w kinie i przed nim zajmowała się tzw. policja granatowa. Niemcy pojawiali się tylko na seanse wyświetlane dla nich.

Wracając do naszego aresztowania muszę stwierdzić, że było to 12 grudnia 1940 r. o bardzo wczesnych godzinach rannych. Ja byłem aresztowany przed wyjściem do pracy, około szóstej rano.
Tego dnia aresztowano nas 19 uczniów z gimnazjum (18 z czwartej klasy i jeden z liceum), dalszych dwóch dowieziono kilka dni później, o czym wspomniałem już wyżej.

Śledztwo rozpoczęło się zaraz na drugi dzień, 13 grudnia chyba w piątek, a wzywani byliśmy w kolejności alfabetycznej. Po badaniu nie wracaliśmy do naszej wspólnej celi.

Powrót do dawnej celi nastąpił tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. W czasie śledztwa, gestapowcy wykazywali bardzo szerokie zainteresowania, co wskazywało, że poszukują ludzi związanych z tajnymi organizacjami, ruchem niepodległościowym, czy wydawaniem i kolportowaniem nielegalnych gazetek [1].
Najbardziej byli bici Rysiek Rurarz, Tadeusz Jakóbiec i ja, z tym, że ja, Tadeusz Jakóbiec i Gienek Barnowski trafiliśmy do szpitala więziennego, na skutek obrażeń doznanych w czasie śledztwa. Prawą rękę „leczyłem" w Auschwitz jeszcze przez około cztery miesiące, a blizna na prawej ręce między łokciem i dłonią, do dziś przypomina to zdarzenie.
Dnia 5 kwietnia 194Ir. szesnastu kolegów zostało zwolnionych do domu, a nas pięciu potraktowano jako zakładników i deportowano do KL Auschwitz. Dla porządku należy dodać, że poza Tadeuszem Jakóbcem żaden z nas czterech nie chodził w czasie okupacji do kina.

Mirosław Firkowski ps. Sławek, Przez trzy kacety, Łódź 2006

Przypisy:
  1. Kapral Zygmunt Janiszewski, przedwojenny kwatermistrz Wojska Polskiego, zorganizował na początku okupacji magazyny mundurów, bielizny i rynsztunku żołnierskiego, ukrytych przez rozbite oddziały. Aby zmniejszyć ryzyko, sorty przechowywano w jaskiniach nieopodal wsi Piekło i Niebo w powiecie koneckim. W 1944 r. mundury te nosili partyzanci z 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej.
    Janiszewski po kampanii wrześniowej był leśniczym w dobrach hrabiny Tarnowskiej. To on dał pracę bohaterowi naszej opowieści - Mirosławowi Firkowskiemu, jednemu z czwartoklasistów Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Końskich. Gimnazjaliści opróżniali z mundurów różne skrytki, znosili je ze strychów, stodół, obór i gromadzili w miejscach wskazanych przez kwatermistrza. Hitlerowcy jednak czuwali. W grudniu 1940 r. aresztowali 21 chłopców z ostatniej klasy gimnazjum. W czasie śledztwa w kieleckim więzieniu, oprawcy pobili Firkowskiego do nieprzytomności, powodując m.in. złamania kości.
    Po kilku miesiącach pobytu w więziennym szpitalu, 4 kwietniu 1941 r. wywieźli go do KL Auschwitz…
    W: Włodzimierz Kupisz, Auschwitz za mundury 25 pułku, artykuł w prasie łódzkiej z dnia 27-28.01.1996.

Końskie, ówczesna ulica Małachowskich, luty 1940 - kino Czary. Przed budynkiem kina sklep spożywczo-kolonialny… Bogdan Krakowski. Fotografia Kaz. Batorskiego w zbiorach KW.
Końskie, ówczesna ulica Małachowskich, luty 1940 - kino Czary. 
Przed budynkiem kina sklep spożywczo-kolonialny… Bogdan Krakowski. 
Fotografia Kaz. Batorskiego w zbiorach KW.


Relacja III

Natomiast demonstracja, która wydarzyła się 12 grudnia 1940 r. w koneckim kinie, pociągnęła za sobą następstwa tragiczne. Zaczęło się od pójścia do kina kilku kolegów z klasy IV koneckiego gimnazjum Już w czasie wyświetlania kroniki, zawierającej fragment przemówienia Hitlera, jeden z nich - Tadeusz Jakóbiec, rzucił w ekran starym butem, po czym padły jakieś okrzyki „przeciw III Rzeszy i jej Führerowi”. Wydarzenie przeszłoby może bez następstw, gdyby nie obecność na sali niemieckiego Ślązaka Stanisława Czecha, uważanego za współpracownika gestapo, który natychmiast przerwał projekcję filmu, zamknął drzwi kinowej sali i wezwał gestapo, które aresztowało na sali kilku podejrzanych uczniów i wzięto ich na śledztwo, a po stwierdzeniu, że są z jednej klasy, aresztowano pozostałych kolegów z tej klasy i wysłano ich na dalsze śledztwo do Kielc, po którym kilku wysłano do obozów (gdzie zginęli: inicjator demonstracji Tadeusz Jakóbiec i jego klasowi koledzy - Ryszard Godlewski i Józef Kowalski), a resztę zwolniono. Nie zostali jednak zapomniani. Aresztowano ich podczas „masówki” 20.08.1942 r. Część „czwartaków” z tej grupy nie przeżyła pobytu w obozach. Desperacki gest Tadka Jakóbca miał swoje podstawy. Jego ojciec Jan, przedwojenny kierownik szkoły powszechnej nr 3, zmobilizowany w 1939 r. w stopniu kapitana rezerwy, nie powrócił z kampanii wrześniowej, natomiast matka Emilia - urodzona w Bielsku, przyjęła volkslistę i wpisała na nią nieletnią córkę Irenę. Można sobie wyobrazić frustrację Tadka z powodu dwuznacznej sytuacji, w jakiej się znalazł jako Polak, jeżeli dla podkreślenia polskości targnął się na tę samobójczą demonstrację. Dopełnieniem rodzinnej tragedii była śmierć Ireny Jakóbiec, która zginęła 4.09.1943 r. w wagonie „nur für Deutsche” pociągu, zaatakowanego na stacji Wólka Plebańska przez II Zgrupowanie „Ponury" ppor. „Robota”. Ojciec rodziny nie dożył tej chwili: zginął wcześniej w Katyniu.
Jan Zbigniew Wroniszewski
[w: Jan Zbigniew Wroniszewski, Życie w ciekawych czasach, Końskie 2009.]


Koneckie kino „Czary” było czynne również w latach okupacji. Normalnie do kina się nie chodziło, bo „tylko świnie siedzą w kinie” - jak głosiło ówczesne porzekadło, streszczające odnośne zalecenie władz Polskiego Państwa Podziemnego; lecz zdarzało się komuś w drodze wyjątku pójść na ten czy inny film, by zobaczyć jak wygląda wojna w kronikach wojennych.

Dwunastego grudnia 1940 roku miał miejsce tym kinie incydent, którego skutki zaciążyły na losach gimnazjalistów z klas czwartych. Chłopak z tej klasy - Tadek Jakóbiec - sfrustrowany sytuacją rodzinną (jego ojciec, powołany w1939 r. na wojnę, zaginął na wschodzie a matka, przyjęła „folkslistę”) rzucił starym butem w ekranową twarz Hitlera; zauważył to kierownik kina Stanisław Czech - jednoręki folksdojcz, który przerwał seans, zamknął drzwi kina i wezwał gestapo, które aresztowało Tadka. Pech chciał, że bodaj tego samego dnia „zelżono Fuhrera na słupie ogłoszeniowym przed ratuszem w Końskich” (Dz. H. Franka, t. I. str. 314) i gestapo aresztowało represyjnie 16 kolegów klasowych Jakóbca. Wywieziono ich do Kielc, aby wydusić z nich jakieś zeznania, sądząc, że ich „wrogość do III Rzeszy i Fuhrera” nie ogranicza się do sztubackich wygłupów. Podczas śledztwa w Kielcach, starano się odkryć ich poważniejsze „zbrodnie”, m.in. związki z oddziałem mjra „Hubala”. Ten „temat badań” potwierdza aresztowany tego dnia jeden z uczniów podejrzanej ki. IV, kol. Zbigniew Stanisławski:
„Pytano o związki z oddziałem „Hubala” - kto i kiedy miał kontakty z tym oddziałem. To był jedyny temat śledztwa; widocznie chciano rozpracować siatkę organizacji podziemnej. O żadnym kinie czy o rzucaniu butem w ekran nie było mowy”.
21 kwietnia 1941 r. Zbyszka i część jego kolegów zwolniono. Pozostałych: Tadka Jakóbca, Mirka Firkowskiego i kilku innych wywieziono do Auschwitz, który przeżyło zaledwie trzech.
O wypuszczonych „na wolność” gestapo nie zapomniało. Zostali aresztowani powtórnie 20 VIII 43 r. i trafili do kacetu, obok wielu innych absolwentów, licealistów i gimnazjalistów koneckiego Gimnazjum i Liceum, aresztowanych tego samego dnia.
Podstaw do podejrzewania uczniów czwartej gimnazjalnej o „zbrodnie” mogły dostarczyć gestapo wcześniejsze wydarzenia, w których brali udział koneccy uczniowie. W dniu 3 IX 1939 r., trzymając straż przy barykadzie na Bawarii z bronią i w mundurkach PW, strzelali do przelatujących niemieckich samolotów; zimą 1940 roku sześciu z nich poszło do Oddziału majora „Hubala” stacjonującego w Gałkach. Poszli tam wcale nie konspiracyjnie, lecz tak, jak szło się niegdyś do powstania: „Bywaj dziewczę zdrowe, Ojczyzna mnie woła - idę za kraj walczyć, wśród rodaków koła”. A na kwaterze w tej wsi spotykali się z nimi różni żołnierze „Hubala”: m.in. również późniejsi konfidenci gestapo z Radoszyc: Leszek Kaczorowski „Zagłoba” i Jurek Szkodziński „Sokół”.

[w: Bogumił Kacperski, Jan Zbigniew Wroniszewski, 
Konspiracja konecka 1939-45. Struktury terenowe: podobwody i placówki. 
Część V, Końskie 2007.]

Tadeusz Jakóbiec nr obozowy 13181 (zginął w Auschwitz 6.10.1942)
Tadeusz Jakóbiec nr obozowy 13181 (zginął w Auschwitz 6.10.1942)

Mirosław Firkowski nr obozowy 13182 (przeżył obozy)
Mirosław Firkowski nr obozowy 13182 (przeżył obozy)

Lucjan Gutowski nr obozowy 13183 (przeżył obozy)
Lucjan Gutowski nr obozowy 13183 (przeżył obozy)

Marian Kowalski nr obozowy 13185 (zginął 15.07.1941).
Marian Kowalski nr obozowy 13185 (zginął 15.07.1941)

Nasza IV klasa gimnazjum w Auschwitz: Tadeusz Jakóbiec nr obozowy 13181 (zginął w Auschwitz 6.10.1942), Mirosław Firkowski nr obozowy 13182 (przeżył obozy), Lucjan Gutowski nr obozowy 13183 (przeżył obozy), Marian Kowalski nr obozowy 13185 (zginął 15.07.1941).
Marian Ryszard Godlewski nr obozowy 13186 został deportowany do Neuengamme przed wykonaniem zdjęć (zginął 1943).
Fotografie ze zbiorów Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu - dziękuję za udostępnienie.


Relacja IV

W lutym 1940 roku przyjechałem z Radomia do Końskich na parę dni. Któregoś dnia wchodząc do kuchni zauważyłem dość dziwną postać: mężczyzna, barczysty, blondyn o jasnych oczach, bez ręki, w tyrolskim kapelusiku na głowie, w krótkich skórzanych porteczkach i białych wełnianych pończochach do kolan.
Przedstawił mi się - Stanisław Czech. Mówił płynnie po Polsku, aczkolwiek gwarą śląską.
- To pan Polak? - spytałem.
- Nie, panie - jestem Niemiec, moja matka była Polką - odrzekł.
Myślałem, że jest Niemcem „koniunkturalnym” i dość swobodnie począłem z nim rozmawiać. Gdy jednak zacząłem wyrażać swoje odczucia na praktyki radomskich gestapowców nazywając ich krwiożerczymi bestiami - to wówczas Matka moja będąca przy rozmowie znacząco poczęła na mnie mrugać. Czech popatrzył na mnie bystro i powiedział:
- Panie, niech pan tak nie mówi, bo upominam pana, że gestapo bez winy nikogo nie zaaresztuje. A winni - trudno - muszą iść na stryczek. My wiemy co Polacy myślą i robią za naszymin plecami.
Wyzbyłem się złudzeń co do imienia i nazwiska i mowy polskiej pana Czecha. Oczywiście zmieniłem temat rozmowy.

Stanisław Czech pochodził ze Śląska, mieszkał w Opolu, a w czasie wojny będąc w Końskich mieszkał kilka miesięcy w naszej willi. Pracował w Starostwie, lecz nie miał określonego stanowiska. Jak później się dowiedziałem był gestapowcem. Kręcił się na targach, podsłuchiwał rozmowy, śledził włościan wiozących potajemnie masło, słoninę i nabiał. Oczywiście produkty te rekwirował dla siebie, po czym wysyłał lub zawoził do Opola. Był to jednak zły człowiek i wielu ludzi osadził w Oświęcimiu.

Pewnego razu, młodzi chłopcy, będąc w kinie gdzie wyświetlany był obraz z Hitlerem, poczęli gwizdać, któryś z nich rzucił kamieniem na ekran - wówczas obecny Czech, a powszechnie nazywany „Łapa” wezwał żandarmów i zaaresztował kilkunastu młodych chłopców. Poszli oni wszyscy do Oświęcimia…
Po osiedleniu się w Końskich w 1941 roku widziałem jak „Łapa” idąc ulicą kopnął malutkie dziecko, któremu zagrodziło drogę. Niedostateczna była by sylwetka Stanisława Czecha, gdyby pominąć jego pijaństwo i łapownictwo.
Dziwna rzecz, o ile w 1940, 41 roku Niemcy nie uprawiali łapownictwa - to już od 1942 roku łapownictwo stało się nagminne i to w postaci „tłustych” podarków, a więc np. pieczonej gęsi, słoniny, kaczki itp.

Henryk Seweryn Zawadzki
[Rękopis p.t. Do cyklu - Niemcy w Końskich, w zbiorach KW]