wtorek, 20 sierpnia 2013

Sprawa kolonisty Webera, czyli „pisarskie zamieszanie”

Borkowice. W tym domu mieszkał rządca Weber. Foto. Jacek Lombarski.
Borkowice. W tym domu mieszkał rządca Weber. Foto. Jacek Lombarski.

Jest w Hubalczykach jeszcze jedna postać: Władysław Aleksander Weber – Kościesza, porucznik rezerwy artylerii, o którego honor, poza rodziną i Sylwestrem Jedynakiem, autorem wielu publikacji poświęconych działalności Oddziału Wydzielonego, w tym również nie publikowanego materiału: Pisarskie zamieszanie, nikt się nie upomniał.

Korespondencja jaką wymienił Sylwester Jedynak z Marią Panas Zdanowską, córką Władysława Webera, jest pełna goryczy. [1] Nic dziwnego. Melchior Wańkowicz nazwał jej ojca nie tylko „niemieckim kolonistą Weberem”, ale i konfidentem. [2]

Wieś Młyny k. Ruszkowic, mapka - dodatkowo zaznaczona lokalizacja młyna Bulion i domu Emila Szulca. Foto. Jacek Lombarski.
Wieś Młyny k. Ruszkowic, mapka - dodatkowo zaznaczona lokalizacja młyna Bulion
i domu Emila Szulca. Foto. Jacek Lombarski.

Najszerzej „sprawę Webera” opisał Józef Alicki: [3]
W trakcie marszu do lasów spalskich [4] major polecił mi udać się do niemieckiego kolonisty Webera, mieszkającego przy trakcie Przysucha — Borkowiec (Borkowice – przyp. JL). Już wcześniej miejscowi ludzie i gajowi donosili nam, że jest on na usługach niemieckich, i ludzie mieszkający w sąsiedztwie mocno na tym cierpią. Decyzje, jeśli sprawa nie była dosyć jasna, major pozostawiał zawsze dowódcy patrolu. W czwórkę otaczamy chałupę. Zastaliśmy kolonistę w domu. Po przeprowadzeniu rewizji i śledztwa nie mogłem się ostatecznie zdobyć na wydanie rozkazu rozstrzelania go. Lament gromady dzieciarni oraz żony Polki, brak niezbitych dowodów szpiegostwa, powstrzymał mnie od tego. Nie wierząc jego zapewnieniom o niewinności, pozostawiłem go pod strażą, sam zaś poszedłem do polskich rodzin jeszcze raz zasięgnąć informacji. Nie wiem dlaczego, myślę jednak, że w obawie przed konsekwencjami, nie powiedzieli mi prawdy o jego wrogiej działalności, co później zostało stwierdzone, Wypowiadali się o nim raczej pochlebnie. Tak więc kolonista otrzymał baty, z przestrogą, iż jeśli nie zaprzestanie niecnych praktyk, zawiśnie na gałęzi. [5]
Dalszy ciąg opowieści Alickiego rozgrywa się ok. 20-23 marca 1940 roku, tuż przed świętami Wielkanocnymi.
(…) sierżant [6] podjechał pod kwaterę majora i wniósł na plecach do chałupy biały tobół. W tobole był związany i opasany workami po mące Niemiec. Był to miejscowy właściciel młyna — Niemiec [7], który przyjeżdżających chłopów do młyna wypytywał o nasz oddział. Początkowo nie chciał nic odpowiadać. Ale major rozwiązał mu język, i to nawet polski. Sierżant wręczył majorowi notes Niemca, w którym ten prowadził notatki w języku niemieckim. Ostatecznie przyznał się, iż zbierane wiadomości dostarczał Weberowi, temu samemu, któremu niegdyś darowaliśmy życie. Śladem swoich poprzedników młynarz poszedł do kopalnianego szybu.
Jeszcze tegoż wieczoru „Roman" wyrusza na czele patrolu z zadaniem wykonania wyroku na Weberze. [8]

Młyn Bulion, stan 2013 r. - po pożarze. Foto. Jacek Lombarski.
Młyn Bulion, stan 2013 r. - po pożarze. Foto. Jacek Lombarski.

Oddajmy głos Melchiorowi Wańkowiczowi do którego córka Władysława Webera ma największy żal:

Noc. Gospodarstwo na odludziu. Stukają do drzwi. (…) Otwiera Weber.
- Broń oddaj!...
- Nie mam.
Cios w pysk. Żona odmyka szafę, w której stoi kilka karabinów.
- Żona Polka – jęczy Weber – dzieci polskie, nie umieją po niemiecku…
Jeszcze raz dostaje w mordę.
(…) Dzieciaków ośmioro. Jasne buźki, polskie. Z warkoczami. Całują ułanów po rękach i nogach, przypadają do ojca (…) Roman ściga się z własnym sercem, bo jeszcze chwila, a załamie się. Wypycha Webera w objęcia Lisa. (…) Weber nurknął pod konie, słychać, jak chlapie błoto. Roman na chlap daje cztery strzały, w ich błysku widać uciekającą sylwetkę. [9]

Alicki opisał dalszy ciąg akcji przeciw Weberowi:
Następnego wieczora major znów wysyła mnie z całym niemal plutonem. W 20 koni, uzbrojeni w trzy erkaemy, dla zmylenia czujności mkniemy inną, okrężną drogą przez lasy. Bierzemy przewodnika, który przeprowadził nas kawałek drogi i wczesnym wieczorem docieramy do celu. Konie pozostawiamy w lesie, sami zaś w szyku bojowym docieramy do chaty. Major liczył się z tym, iż Niemcy będą strzec swego szpiega, wobec czego miałem zachować wszelką ostrożność i ewentualnie stoczyć walkę, aby Webera pochwycić lub zabić. W podwórku zastajemy bezład, chałupa pusta. Od sąsiednich rodzin polskich dowiaduje się, że przed godziną duża grupa niemieckiej żandarmerii zabrała Webera samochodami do Końskich. Także i tym razem udało się ujść cało jednemu z bardziej niebezpiecznych wrogów naszego oddziału. [10]

Przytoczona powyżej wersja wydarzeń z Weberem w roli głównej, funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Podał ją Wańkowicz. Powtórzył w znacznie rozszerzonej wersji Józef Alicki. Wersję Alickiego przytoczyłem w całości ponieważ jego wspomnienia drukowane w Wojskowym Przeglądzie Historycznym nie są tak łatwo dostępne jak Hubalczycy Wańkowicza. Nie doczekały się publikacji książkowej. Częściej w opracowaniach poświęconych działalności OWWP spotykamy jednak relację Alickiego, niż zdawkową wersję Wańkowicza. Na Alickiego powołuje się Zygmunt Kosztyła [11] i Zbigniew Nosal [12]. Jan Wroniszewski cytuje wprawdzie Alickiego, ale pomija osobę Webera. Marek Szymański skupia się głównie na administratorze majątku w Chlewiskach, Wienerze i działalności komendanta granatowej policji, tak zresztą jak i Monika Warneńska.

Ks. Jan Wiśniewski, obraz olejny namalował ks. Władysław Paciak ok. 1941 roku. Własność  Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu.
Ks. Jan Wiśniewski, obraz olejny namalował ks. Władysław Paciak ok. 1941 roku.
Własność Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu.

Kim był niesławnej pamięci Weber? Oddajmy głos (a właściwie pióro) Sylwestrowi Jedynakowi:
(…) dziesięć lat przed wybuchem tamtej wojny, z majątku ziemskiego Ujazd pod Koluszkami, przybył do Borkowic z rodziną porucznik rezerwy artylerii Władysław Aleksander Weber – Kościesza [13]. Objął posadę administratora majątku rodziny Dembińskich. Dwa lata przed wybuchem wojny, nabył z parcelacji folwark 54,16 ha w Ruszkowicach. Dworek był podniszczony, więc nadal mieszkał w borkowickiej oficynie dworskiej. Major Dobrzański znał się z borkowickim rządcą Weberem. Był rówieśnikiem majora. Pochodził z Kujaw. Miał za sobą staż ochotniczej służby w Legionach Polskich i wojsku niepodległej Polski. Kampanię wrześniową rychło zakończył pod Łodzią i powrócił do Borkowic. Major Hubal jeździł z asystą starszyzny na brydża z Hucisk do borkowickiej plebanii przyjmowany przez księdza kanonika proboszcza Jana Wiśniewskiego [14]. Na plebanii można było jadać do syta i dla strawności przepijać nalewkami. Nie obywało się bez obecności rządcy Webera. Bywał także ksiądz doktor teologii Edward Ptaszyński, proboszcz ruskobrodzki. Na czas przyjęć wikarego Walentego Ślusarczyka też nie odsyłano do alkierzyka. Doborowe towarzystwo do inteligentnej konwersacji, gawędy politycznej i wypitki. Wiosną czterdziestego roku, rządcę Webera usunięto ze służby w majątku po Dembińskich. Rodzinie nakazano opuścić lokal w oficynie dworskiej. Bezdomną rodzinę przyjął kanonik Wiśniewski. Odtąd borkowickim majątkiem zarządzał niemiecki komisarz, trojhender [15] Hacker. [16]

Borkowice. Plebania przy kościele parafialnym. Foto przed 1939 r. w zbiorach NAC, sygnatura 1-U-230-2.
Major Hubal jeździł z asystą starszyzny na brydża z Hucisk do borkowickiej plebanii przyjmowany przez księdza kanonika proboszcza Jana Wiśniewskiego.
Borkowice. Plebania przy kościele parafialnym. 
Foto przed 1939 r. w zbiorach NAC, sygnatura 1-U-230-2.
Major Hubal jeździł z asystą starszyzny na brydża z Hucisk do borkowickiej plebanii 
przyjmowany przez księdza kanonika proboszcza Jana Wiśniewskiego.

Można otworzyć ze zdziwienia oczy. Jedna i ta sama osoba w diametralnie różnym związku z oddziałem Hubala. Gdzie leży prawda? Właśnie w tym, co Sylwester Jedynak określił „pisarskim poplątaniem”. Jest ich zresztą o wiele więcej, niż na pierwszy rzut oka.

W trakcie marszu do lasów spalskich major polecił mi udać się do niemieckiego kolonisty Webera, mieszkającego przy trakcie Przysucha — Borkowiec [17] – napisał Józef Alicki. Tymczasem Weber mieszkał już w plebanii, nie przy trasie z Przysuchy do Borkowic, ale w centrum Borkowic, na zapleczu kościoła. O kogo więc chodzi? Ustalił to w rozmowach z mieszkańcami Ruszkowic Sylwester Jedynak.

Młody i przedsiębiorczy Emil Szulc, po wojnie dwudziestego roku, przybył do kraju z emigracji zarobkowej. Pracował w zauralskiej części Rosji jako ustawiacz maszyn tkackich w fabryce sukna. Ożenił się w rodzinnej Końskowoli pod Puławami. Podjął ofertę dzierżawy opuszczonej cegielni na folwarku w Ruszkowicach. Potem jeszcze przyjął w dzierżawę cegielnię w Przytyku pod Radomiem. Zyskał opinię dobrego organizatora, przedsiębiorczego rzemieślnika i rzetelnego fachowca. Dokupił gruntu, wystawił mieszkanie, córki posłał na naukę do pensji w Mariówce [18] koło Przysuchy. Dawniej, dzierżawiona cegielnia była integralną częścią folwarku, który potem zakupił Władysław Weber. Wytwórnia cegły upadła z nastaniem okupacji i ustaniu budownictwa. Przed dzierżawcą i jego rodziną pojawiło się widmo niedostatku. Ze złą poradą miał pośpieszyć Szulcowi jego szwagier. Doradził zostać folksdojczem dla zyskania przywilejów i poprawy bytu licznego potomstwa. Fikcyjne zniemczenie, lojalność wobec okupanta, objawił zbyt wcześnie. Decyzję majstra z cegielni środowisko przyjęło z bojaźnią i dezaprobatą.

Ruszkowice, w których zamieszkał Emil Szulc, a o których wspomina Sylwester Jedynak, leżą właśnie przy wspominanej przez Alickiego, trasie Przysucha – Borkowice.

Patrole raportują majorowi skargi na majstra cegielni w Ruszkowicach za konfidencję.
(…) Ludzie wskazują mieszkanie Emila Szulca. Domyślano się, że będzie oćwiczony za deklarację na folksdojcza przez podpisanie Volkslisty. Zadanie jasne – zlikwidować. Sumienia zaprzeczają – bieda, jedenaścioro dzieci. Celowo chybionymi strzałami pozorują ucieczkę delikwenta. [19]

Co było dalej z Szulcem, znamy z wersji Alickiego, wystarczy tylko zamienić nazwisko. Reszta informacji zgodna jest z prawdą.

Po nastraszeniu przez partyzantów majora, rodzina przeniosła się do Końskich. Zamieszkała w dzielnicy Bawaria. Za deklarowaną naturalizację, Szulc został jedynie stróżem w doświadczalnym gospodarstwie rolnym, zwanym wtedy „Setką”. [20]

Pozostał nam jeszcze jeden bohater tej opowieści. Wg relacji Alickiego: miejscowy właściciel młyna — Niemiec, który przyjeżdżających chłopów do młyna wypytywał o nasz oddział. Początkowo nie chciał nic odpowiadać (…) major rozwiązał mu język, i to nawet polski. [21]

Kolejna osoba, tej krótkiej opowieści i kolejny błąd.

Od wielu lat we wsi Młyny, na skraju przysiółka Lufsztyk [22], stała opuszczona fabryczka nazywana Bulionem. [23] W 1938 roku Jan Krzyżanowski z Gielniowa zakupił od przysuskich dziedziców zdewastowane budynki z przeznaczeniem na wodny młyn zbożowy. Faktycznym gospodarzem na osadzie młynarskiej stał się syn Stanisław Krzyżanowski. Młyn ruszył z przemiałem w dniu wybuchu wojny. (…) Pod koniec listopada, polskiego właściciela odsunięto od pracy w młynie. Miejsce zarządcy objął dosłany administrator okupacyjny. (…) Miał się nazywać Beer, czy jakoś podobnie. Miał być synem osadnika spod Tomaszowa Mazowieckiego. Mało rozmawiał z ludźmi i tylko ułomną niemczyzną.

Znów, nie właściciel – Niemiec, bo tym był Polak Krzyżanowski, a jedynie Beer, niemiecki administrator młyna.

Swój list do Sylwestra Jedynaka, Maria Panas Zdanowska, córka Władysława Webera, kończyła gorzkimi słowami:
Dziwi nas postawa p. Alickiego, jak również p. Szymańskiego. Dlaczego nie skomunikowali się z nami i dlaczego nie mając pewności, tylko tak ze słyszenia, obciążają tak straszliwymi zarzutami naszego szlachetnego ojca – prawego człowieka, szczerego Polaka i patriotę? Dlaczego „hubalczycy”, w swoich wspomnieniach nie wspominają, poza ks. Ptaszyńskim, również ks. kanonika Jana Wiśniewskiego, proboszcza parafii Borkowice, u którego przecież bywali. (…) Trudno pisać, odpowiadać na bezpodstawne zarzutu, kalumnie i oszczerstwa. (…) A co do p. Wańkowicza – rzeczywiście pisałam do niego. Nie odpowiedział. Zbyt wielki.

Powyższy tekst, dotyczący Władysława Webera – Kościeszy, oparłem na badaniach i ustaleniach Sylwestra Jedynaka. Pragnę w tym miejscu podziękować panu Sylwestrowi za udostępniony materiał, który dzięki temu mógł trafić do czytelnika.
Jacek Lombarski

Poniższy tekst jest fragmentem rozdziału 2.2.3 Informacje odtworzone na podstawie pamiętników i wspomnień, książki Major Hubal – legendy i mity (wydanie II), przygotowywanej do druku w najbliższym czasie - autor.

Przypisy:
  1. List Marii Panas Zdanowskiej z 12.04.1989 r. (kserokopia w zbiorach autora).
    [materiały: relacje i dokumenty, w tym dotyczące Aleksandra Webera i hubalczyków zbierał również Henryk Bazylak. Czy pozostały w zbiorach rodzinnych w notatkach, szkicach? Czy można z nich korzystać? Tak niewiele wartościowych artykułów Henryka Bazylaka było publikowanych, a wiedzę miał ogromną - KW]
  2. M. Wańkowicz, Hubalczycy, Warszawa 1960, s. 114.
  3. J. Alicki, Wspomnienia żołnierza z Oddziału majora „Hubala”, WPH, Warszawa, nr 1/1988.
  4. Około 20 listopada 1939 roku.
  5. J. Alicki, tamże.
  6. Wg M. Szymańskiego, był to sierżant Kamyszel. St. sierżant Władysław Kamyszew. W OWWP od lutego 1940 r. Oficer gospodarczy. Aresztowany w 1940 r. osadzony w KL Dachau. Zamordowany w 1944 r. (J. Zaborowski, Major Hubal i jego żołnierze, Tomaszów Maz. 2011, s. 57. Wg Mieczkowskiego był to patrol dowodzony przez plut. Stefan Bieńkowski (Z. Kosztyła, tamże s. 165).
  7. Wg wywiadu Sylwestra Jedynaka przeprowadzonego wśród mieszkańców Ruszkowic i pracowników młyna, młynarza nie zapakowano w worek po mące, ale przywiązano do sań i szedł piechotą.
  8. J. Alicki, tamże.
  9. M. Wańkowicz, tamże.
  10. J. Alicki, tamże.
  11. Kosztyła Zygmunt, Oddział Wydzielony Wojska Polskiego Majora „Hubala”, Warszawa 1987, s. 117.
  12. Z. Nosal, Pamięć, Przemiany nr 4/1980.
  13. Władysław Aleksander Weber hr. Kościesza, urodził się 25 kwietnia 1895 roku w Aleksandrowie Kujawskim. Był synem Józefa Erazma Mirosława Webera urodzonego w Dzikowie i Franciszki z Chojnickich. W latach I wojny światowej służył w Legionach Polskich. 29 lipca 1918 roku ukończył szkołę podchorążych w Ostrowiu. Służył najpierw w 4 pap, a następnie w 35 pp. W 1922 przeszedł do rezerwy w stopniu podporucznika. Odznaczony Medalem Niepodległości. Agronom z wykształcenia. Uczestnik kampanii wrześniowej 1939 roku. Około 1919 roku ożenił się z Zofią Nowakowską. W 1920 roku urodził się syn Józef, w 1921 córka Maria, w 1923 córka Zofia. Aresztowany w sierpniu 1940 roku w Borkowicach, zmarł 26 lutego 1943 roku w obozie koncentracyjnym na Majdanku. (Źródło: S. Jedynak, tamże; Maria Panas Zdanowska, list do S. Jedynaka; Spis oficerów służących czynnie w dniu 1.06.21, Warszawa 1921, s. 120; Trzecia lista oficerów rezerwowych WP, Warszawa 1922 s. 12; Głos Poranny nr 210 z 29.07.1918, s. 1.
  14. Ks. Jan Wiśniewski, urodził się 3 maja 1876 roku w Krępie Kościelnej, zmarł 7 czerwca 1943 roku w Borkowicach. Historyk, kolekcjoner. Autor „Dekanatów”. W latach 1901-6 pełnił funkcję wikariusza w parafii Ćmielów. W grudniu 1913 roku przekazał część swoich zbiorów muzeum Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego Oddział w Radomiu. W latach 1913-43 proboszcz parafii Borkowice.
  15. Treuhänder, komisarz wyznaczony przez okupanta między innymi do zarządzania polskim przedsiębiorstwem lub majątkiem ziemskim. Trajhonder – określenie spolszczona często spotykane w relacjach świadków i wspomnieniach..
  16. S. Jedynak, Pisarskie zamieszanie, maszynopis w zbiorach autora.
  17. Jw. - Borkowice.
  18. Szkoła w Mariówce powstała w 1903 roku. Od samego początku prowadzona jest przez siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Marii Panny Niepokalanej. W Mariówce powstawały sukcesywnie szkoły: Gospodarczo-Rzemieślnicza (1903-52), Szkoła Ochroniarska (1914-22), Seminarium Nauczycielskie Żeńskie (1921-36), Żeńskie Gimnazjum Ogólnokształcące (1933), a w okresie powojennym - koedukacyjne Liceum Ogólnokształcące. W 1954 odebrano szkołę Zgromadzeniu i usunięto z niej siostry zakonne. 1 września 1992 r. w nowo otwartym Prywatnym Liceum Ogólnokształcącym im. św. (wówczas jeszcze błogosławionej) Królowej Jadwigi w Mariówce rozpoczęły naukę 102 uczennice. 12 września 1992 r. poświęcenia szkoły dokonał Prymas Polski Kardynał Józef Glemp. Od 1 września 1999 r. w Mariówce funkcjonuje także Prywatne Gimnazjum im. św. Królowej Jadwigi, a od 1 września 2003 r. również Katolicka Szkoła Podstawowa im. św. Królowej Jadwigi.
  19. S. Jedynak, tamże.
  20. Tamże.
  21. J. Alicki, tamże
  22. Wg mapy z 1938 roku, Lusztyk. W tekście S. Jedynaka podano obecną nazwę.
  23. Młyn Bulion, choć uszkodzony przez pożar w 2012 roku, stoi do dziś.
  24. List Marii Panas Zdanowskiej, tamże.