poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Mundur i sutanna… czyli o koneckim proboszczu Ludwiku Łętowskim

Bp Ludwik Łętowski (1786-1868), w roku 1818 proboszcz w Końskich. Fot. z lat 1860-tych z kolekcji Adama hr. Tarnowskiego.
Bp Ludwik Łętowski (1786-1868), w roku 1818 proboszcz w Końskich. 
Fot. z lat 1860-tych z kolekcji Adama hr. Tarnowskiego.

Profesor Stanisław Tarnowski (1837-1917), opisując w Domowej Kronice Dzikowskiej czasy swego dzieciństwa i młodości w Krakowie, wspominał gości odwiedzających dom jego babki na rogu Rynku i ulicy Szewskiej. Do tego grona należał biskup Ludwik Łętowski….

Administrator diecezji krakowskiej, biskup Jeffejski „in partibus”. Niegdyś proboszcz w Końskich, bardzo świątobliwy, bardzo miłosierny, wielki oryginał, o twarzy potężnie brzydkiej, rozumny, dowcipny, piszący bardzo dobrze, kiedy pisał prozę, dziwaczny i mimo całego rozumu śmieszny, kiedy pisał wiersze, uchodzący najniesłuszniej za zbyt uległego względem rządu, bywał u nas często po starej przyjaźni. (St. hr. Tarnowski, Domowa Kronika Dzikowska, Kraków-Rudnik 2010)

Łętowski był proboszczem w Końskich krótko, w 1818 r. Nazbyt krótko, aby trwały ślad po sobie zostawić. Tym bardziej, że administrowanie konecką parafią nie zaspokajało ambicji młodego księdza. Bardziej interesowała go praca naukowa, pisarstwo i konsekwentne wspinanie się po kolejnych szczeblach kościelnej hierarchii. Jego towarzyskie talenty i opieka możnych protektorów, wśród nich księcia namiestnika Królestwa Polskiego – gen Józefa Zajączka, bardzo się owej karierze przysłużyły.

Życiorys Łętowskiego pełen był zaskakujących zdarzeń i zwrotów. Potrafił dyplomatycznie lawirować, diametralnie zmieniać poglądy, tracić przychylność władzy i zręcznie ją odzyskiwać. Raz jawił się jako piewca sarmackich tradycji, innym razem sprzyjał walczącym o wolność powstańcom listopadowym, to znowu stawał po stronie władz austriackich i rosyjskich, aby wreszcie skłonić się ku ideologii ultramontańskiej i odmawiać państwu prawa do ingerowania w sprawy Kościoła.

Urodził się w 1786 r. w Tarnowadce koło Rzeszowa jako syn Franciszka Łętowskiego h. Ogończyk (superintendenta salin wielicko-bocheńskich) i Tekli Balickiej. Wychowywał się w majątku rodowym w Bobowej na Podkarpaciu. Łętowscy próbowali pogodzić swe wysokie aspiracje społeczne i towarzyskie z postępującą ruiną majątkową. Żyli w swym dworze, oddając się zabawom, na uboczu wstrząsów politycznych targających Polską w okresie rozbiorów. Zapewnili swym sześciorgu dzieciom powierzchowne wykształcenie, ale za to przekazali im wiele barwnych, pełnych anegdot opisów dworskiego życia. Ludwik Łętowski, słynący jako wspaniały gawędziarz, mógł do woli czerpać z owego bobowskiego skarbca historii i dowcipów.

Potomkowie zubożałej szlachty mogli wybierać między karierą wojskową lub duchowną, gdyż tylko w tych przypadkach zachowywali pozycję towarzyską i materialną odpowiednią do ich urodzenia. Kryterium rozstrzygającym była tężyzna fizyczna. Bardziej sprawni i wytrzymali szli do wojska, słabsi wstępowali do seminarium.

Bp Ludwik Łętowski (1786-1868), fragm.
Bp Ludwik Łętowski (1786-1868), fragm.

Młody Łętowski trafił w 1806 r. do gwardii galicyjskiej w Wiedniu. Trzy lata później otrzymał rozkaz uformowania ochotniczych oddziałów polskich, które miały się bić z wojskami Księstwa Warszawskiego, jednak z braku kandydatów nie zostały sformowane. Po dymisji z armii austriackiej wstąpił do wojsk Księstwa Warszawskiego, gdzie w 1811 r. dostał awans na kapitana. Po klęsce Napoleona pod Moskwą Łętowski trafił do niewoli. W 1815 r. znów znalazł się w szeregach wojsk, tym razem Królestwa Polskiego.

Dwa lata później podjął dość zaskakującą decyzję i wstąpił do seminarium duchownego w Kielcach. Można snuć przypuszczenia co było powodem tak nagłej zmiany życiowych planów. Oprócz aspektów religijnych w grę wchodziły zapewne kwestie natury materialnej. W armii Królestwa Łętowski nie mógł liczyć na szybki awans, podobnie jak i na dochody z rodzinnej wsi. Perspektywa intratnego probostwa czy innych kościelnych beneficjów bardziej odpowiadała aspiracjom byłego kapitana.

Studia Łętowskiego w kieleckim seminarium trwały wyjątkowo krótko. Zaledwie po siedmiu miesiącach kursów teologicznych uzyskał świecenia kapłańskie w marcu 1818 r. w Miechowie. W tym samym roku w Warszawie obradował pierwszy sejm Królestwa Polskiego. Przyjechał wtedy do stolicy również ks. Ludwik. Wśród osób, które odwiedził był też dziedzic Końskich – kasztelan Stanisław hr. Małachowski. Zaproponował młodemu księdzu, aby objął probostwo koneckie po zmarłym księdzu Krajewskim. Łętowski na propozycję przystał i wraz z listem polecającym do żony kasztelana – Anny z hr. Stadnickich hr. Małachowskiej – ruszył do Końskich.

Jego przyjazd wypadł w oktawie Bożego Ciała. Przez miasto szła procesja, mnóstwo ludzi zjechało z całej okolicy. Ks. Łętowski wspominał… jam miał serce czułe i kropiły oczy moje łzami, co zjednało mi od razu cały rodzaj niewieści.
Nowy proboszcz, jak nakazywał zwyczaj, z pierwszą wizyta udał się do dworu. Kasztelanowa siedziała w ogrodzie, a po przeczytaniu bileciku uśmiechnęła się i powitała proboszczem. Byłem bowiem od stóp do głów po świecku ubrany, tylko z małą koroną wystrzyżoną na głowie, a później przyznała się mi, iż zobaczywszy mnie wzięła nie za księdza, ale za konkurenta do jej córki. Strój on świecki, ile nie raził szlachty, tylko w duchowieństwie czynił mi nieprzyjaciół. (Ludwik Łętowski, Wspomnienia pamiętnikarskie, Ossolineum 1952 r.)

Wedle Łętowskiego Małachowscy byli ludźmi zacnymi, ale wierzącymi płocho. Przyczynił się do tego jego poprzednik na probostwie – ks. Krajewski - pijar, filozof w sutannie, literat podszyty Wolterem. Kasztelanostwo po czuprynie sądzili, że i ja taki. Pierwsza niedziela otworzyła im oczy

Ówczesna parafia konecka była niezwykle rozległa. Ludzie czasem wędrowali po kilka godzin, aby uczestniczyć w niedzielnej Mszy św. Księża zazwyczaj czekali z rozpoczęciem sumy do godziny trzynastej, aż zjawi się dwór. Tymczasem ks. Łętowski rozpoczął mszę o godzinie jedenastej. Małachowscy przyjechali w trakcie nabożeństwa. Anna Małachowska zapytała potem, nieco zdziwiona, dlaczego ksiądz nie był łaskaw zaczekać z mszą aż do przybycia dworu. Nowy proboszcz odpowiedział, że w takiej sytuacji kilkaset ludzi musiałoby czekać na państwo, a mają daleko do domów

Ten incydent nie zaważył na dobrych relacjach dworu z proboszczem. Łętowskiego zapraszano niemal codziennie na obiad i kolację. Kasztelan Stanisław Małachowski znalazł w nim wdzięcznego towarzysza rozmów. Podobnie pani kasztelanowa rada dyskutowała, obczytana, ale nie doczytawszy się wszelako rozumu zupełnego. Była to pani dobroczynna, domem całym rządziła, żona względna i matka dobra, ale dwie śmiercie dzieci, córki Pacowej i syna Juliusza, poległego pod Kazimierzem (1831) spowinowaciły ją dopiero z modlitwą i nabożeństwem prawdziwym, otrząsnąwszy się z uroszczeń do jakiejś oświaty, której nie rozumiała. (Ludwik Łętowski, Wspomnienia pamiętnikarskie, Ossolineum 1952 r.)

Karta tytułowa Katalogu biskupów, prałatów i kanoników krakowskich bpa Ludwika Łętowskiego, Kraków 1852. Polska Biblioteka Internetowa.
Karta tytułowa Katalogu biskupów, prałatów i kanoników krakowskich 
bpa Ludwika Łętowskiego, Kraków 1852. Polska Biblioteka Internetowa.

Pobyt Łętowskiego na pierwszym probostwie trwał niespełna rok. Generał Zajączek, bawiąc pewnego razu u Małachowskich, oznajmił ks. Ludwikowi, że go w Końskich nie zostawi i ma dla niego probostwo w Stopnicy, które uchodziło za najlepsze w całej diecezji kieleckiej. Ale i tutaj Łętowski nie pozostał długo. Czas dzielił między Kielcami, gdzie wykładał w seminarium teologię pastoralną i historię Kościoła, a Krakowem, gdzie stal się zaufanym dworzaninem biskupa Jana Pawła Woronicza. Przez kilka lat głosił w katedrze na Wawelu kazania, które przyniosły mu uznanie wśród wiernych a nawet miano nowego Skargi.

W 1820 r. został posłem na sejm, reprezentował powiat stopnicki i szydłowski. Pięć lat później otrzymał kanonię katedralną krakowską oraz prokuratorstwo kapituły. Wiązał się z tym przywilej zasiadania w Senacie Rzeczypospolitej Krakowskiej. Reprezentował kapitułę na uroczystościach pogrzebowych cara Aleksandra I oraz koronacyjnych Mikołaja I w Warszawie.

Poparcie dla Powstania Listopadowego i dążeń niepodległościowych doprowadziło do usunięcia Łętowskiego z Senatu i jego dyskredytacji w oczach władz zaborczych. Gdy wydawało się, że jego przyszłość zostanie całkowicie przekreślona nastąpił kolejny niespodziewany zwrot…. Ksiądz kanonik pojechał do Warszawy, aby wytłumaczyć się przed władzami carskimi ze swych niepodległościowych poglądów i złożyć deklarację lojalności wobec dworów w Petersburgu i Wiedniu. Efekt był zaskakujący. Łętowski powrócił do Senatu, w 1842 r. powierzono mu funkcję administratora diecezji krakowskiej (obejmującej tereny Wolnego Miasta Krakowa i częściowo Kielecczyzny w zaborze rosyjskim), a wreszcie w 1845 r. został biskupem sufraganem krakowskim z tytułem biskupa Joppy. Sakrę biskupia otrzymał w Petersburgu.

Biskup Łętowski mógł się pochwalić sporymi osiągnięciami w administrowaniu diecezją. Odbudował w Krakowie dom emerytów, wystawił w Kielcach siedzibę biskupią. Rozpoczął akcję wstrzemięźliwości od alkoholu, ku niezadowoleniu szlachty, która czerpała dochody z propinacji. Dbał o podniesienie dyscypliny wśród kleru. Był protektorem krakowskiego Towarzystwa Dobroczynności i kierował pracami tamtejszego komitetu sierot. Dzięki inicjatywie biskupa w Krakowie powstał klasztor Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo (tzw. „Szarytek”), którym Łętowski powierzył wychowanie dzieci i prowadzenie sierocińca.
Miałem już trochę grosza, co powoli spływał, aż tu raz, gdy nowa suma się uzbierała, zaglądam do kantorka i wstyd mnie wielki ogarnął na widok tych pieniędzy. A nuż Pan Bóg zawoła, jakiż rachunek zdam z pozostawionego grosza i jakiż wstyd przed ludźmi po śmierci, gdy zobaczą pozostałe po księdzu pieniądze. Zarumieniłem się sam przed sobą na tę myśl i ukorzyłem się przed Bogiem. Z wieczora wyszedłem na przechadzkę ku Kleparzowi, patrzę a tu Kościółek się wali, a wkoło niego gromada obdartych i nędznych dzieci krzyczy i skacze. Zapytałem jedno, drugie, czy umiesz pacierz, a dzieci ledwo przeżegnać się umieją. A gdzież matka, że nie nauczyła pacierza? Jedno było sierotą inne zaś wymawiały się, że matka cały dzień sprzedaje owoce lub idzie na zarobek, zanim dzieci się zbudzą i nie ma komu podać łyżki strawy i nauczyć pacierza. Wracam do domu, wstyd mnie jeszcze większy tych pieniędzy w kantorku. Znałem dobrze Zakon Sióstr Miłosierdzia. Bóg dobry dał natchnienie. (Ludwik Łętowski, Wspomnienia pamiętnikarskie, Ossolineum 1952 r.)
Klasztor na Kleparzu został poświęcony przez fundatora w 1859 r.

Pozycja bpa Łętowskiego uległa zachwianiu w chwili wybuchu powstania w Krakowie w 1846 r. Wydał wówczas list pasterski, w którym przypomniał o konieczności zachowania lojalnej postawy wobec władz zaborczych. Sam wyjechał do Wiednia, co zostało bardzo źle odebrane. Władze zarzucały biskupowi tchórzostwo i opieszałość w hamowaniu nastrojów rewolucyjnych. Podobne zarzuty wobec Łętowskiego pojawiły się dwa lata później, podczas Wiosny Ludów. Dodatkowym powodem konfliktu miedzy biskupem a władzami rosyjskimi była odmowa odprawienia w diecezji nabożeństw za zmarłych członków rodziny carskiej jako wyznawców prawosławia. Namiestnik J. Paskiewicz zabronił nawet duchowieństwu kieleckiemu jakichkolwiek kontaktów z biskupem. Ostatecznie w 1848 r. Łętowski zrezygnował z administrowania diecezją. Pozostał mu jedynie honorowy tytuł dziekana katedry krakowskiej.

Od tego momentu poświęcił się swojej wielkiej pasji – pisarstwu. Sił w tej dziedzinie próbował już od czasów młodości, podejmując w swych pracach rozmaitą tematykę. W roku 1816 opublikował rozprawę O Żydach w Polsce. Była to próba zwrócenia uwagi na kwestię praw tej grupy społecznej, powstała zapewne pod wpływem poglądów rewolucyjnej Francji o równouprawnieniu wszystkich obywateli.
Przekonanie o prawie Polaków do wolności zawarł w broszurze O sprawie narodu polskiego. Opowiadał się za przyznaniem chłopom wolności osobistej, ale bez prawa do ziemi, co opisał w Kilku słowach o prawie do tak nazwanego usamowolnienia włościan naszych.

Spod pióra Łętowskiego wyszły dramaty Jadwiga żona Jagiełły (1856), Samuel Zborowski (1856), Próby wierszów miarowych (1866). Opublikował także dwie prace historyczne: Katalog biskupów, prałatów i kanoników krakowskich (tom 1-4, 1852-3) oraz Katedra krakowska na Wawelu (1859).
Wiele zamieszania wywołały Miscellanea z roku 1866, wydane pod pseudonimem Bartłomiej Podgórzanin. Zawarte w książce złośliwe uwagi pod adresem duchowieństwa oraz „frywolność” tekstów spowodowały, że kapituła krakowska wykupiła i zniszczyła część nakładu.
Bezsprzecznie największą wartość posiadają Wspomnienia pamiętnikarskie (1952 r.), obejmujące blisko wiek, od czasów saskich aż po lata 1860-te. Łętowski pozostawił barwny opis przemian społecznych oraz świadectwo stopniowego upadku znaczenia szlachty i wyższego duchowieństwa w zmieniającym się świecie.

Opinie na temat twórczości pisarskiej biskupa, zarówno wśród jemu współczesnych jak i potomnych były bardzo podzielone. Nie brakował krytyków, którzy zarzucali Łętowskiemu brak kultury literackiej, dyletanctwo, nadmierne „gadulstwo” i ekscentryczność. Ta ostatnia cecha odnosiła się nie tylko do twórczości, ale też i do sposobu bycia infułata.

Mieszkańcy Krakowa widywali go regularnie spacerującego z laską i nieodłącznym cygarem. Pisywał tylko gęsim piórem, wrogo patrzył na coraz popularniejszą stalówkę. Uwielbiał wydawać obiady i kolacje, na które zapraszał arystokratów i literatów. Wśród tych ostatnich prowokował często ożywione dysputy, wręcz spory, by potem występować w roli rozjemcy. Podejmował u siebie m.in. Deotymę, Wincentego Pola, Aleksandra Fredro, Lucjana Siemieńskiego.
Dobrze znał i cenił sobie środowisko bibliofilów. Poznał najważniejsze prywatne biblioteki: w Dzikowie Tarnowskich, Puławach Czartoryskich, Kórniku Działyńskich, czy Rogalinie u Raczyńskich.

Występując publicznie potrafił zaskakiwać, wręcz gorszyć słuchaczy. W 1850 r. mieszkańcy krakowskiego Kleparza zamówili nabożeństwo dziękczynne za uratowanie dzielnicy od pożaru. Łętowski Mszę św. odprawił, ale podczas kazania …. zrugał mieszczan i stwierdził, że to ich „niemoralne” życie, pijaństwo i rozpusta ściągnęły na miasto karę boską w postaci pożaru!

Podeszły wiek nie przeszkadzał biskupowi w licznych podróżach. Jeździł do Niemiec, Czech, Austrii, Francji, Szwajcarii. Odwiedzał najmodniejsze bady i kurorty, zażywając przepisanych mu przez lekarzy kąpieli zdrowotnych.

U schyłku życia, zapewne świadom swej oryginalności, napisał: Byłem za żywy na księdza i za wiele w świecie na księdza, a kochany i przyjmowany dlatego po domach szlacheckich. Duchowieństwo, nie powiem, aby mnie nie lubiło, tylko świeckich moich sukien nie pochwalało, ale był to czas na to co innych w kapitule nie noszono, ani biskup mój mnie o to upominał. Lecz jeśli komu było się to nie podobało, to kilka podstarzałym paniom dewocją się bawiącym przy rozpuszczaniu języka na kapłanów (…) Na probostwie nie było zgorszenia i w mieście przyjaźni podejrzanych, lecz ludzie za mało to sobie mając, sądzą ciebie z pozorów czyli powierzchowności….
(Ludwik Łętowski, Wspomnienia pamiętnikarskie, Ossolineum 1952 r.)

Bp Ludwik Łętowski zmarł w 1868 roku. Pochowano go w katedrze na Wawelu. W 1872 r. prochy przeniesiono do klasztoru Sióstr Miłosierdzia „Szarytek” na krakowskim Kleparzu.
Marcin Brzeziński


Wybrana bibliografia:
  • Ludwik Łętowski, Wspomnienia pamiętnikarskie, Wrocław-Ossolineum 1952 r.
  • Polski Słownik Biograficzny, tom XVIII, Ossolineum 1973 r., biogram Ludwika Łętowskiego autorstwa Henryka Barycza.
  • Stanisław hr. Tarnowski, Domowa Kronika Dzikowska, Kraków-Rudnik 2010.