poniedziałek, 4 marca 2013

Końskie, ul. Krakowska, krzyż choleryczny

Końskie, krzyż „choleryczny” na ulicy Krakowskiej. Tuż obok wspaniała lampa zasilana z koneckiej elektrowni. Fot. z książki: Tadeusza Cichackiego, Jana Dębskiego i Andrzeja Fajkosza: 100 lat OSP w Końskich, Końskie 2000 r.
Końskie, krzyż „choleryczny” na ulicy Krakowskiej. 
Tuż obok wspaniała lampa zasilana z koneckiej elektrowni. 
Fot. z książki: Tadeusza Cichackiego, Jana Dębskiego i Andrzeja Fajkosza: 
100 lat OSP w Końskich, Końskie 2000 r.

Już samo znalezienie dobrej, starej fotografii tego miejsca było i jest niezmiernie trudne. Odnalazłem - pochodzi z 1929 roku. Wiadomości też spływały powoli, ospale, przez dziesięciolecia. ... Przy ulicy Krakowskiej jest drewniany krzyż ustawiony w czasie grasującej cholery (ścięte drzewo obrobione i przeniesione na ramionach, tak, że nie dotknęło ziemi)... [1]

Zaintrygowała mnie informacja podana przez ks. Józefa Barańskiego. Postanowiłem pogłębić swoją wiedzę. A taki ciekawy fragment odnalazłem w książce Tomasza Czerwińskiego [2]: Stawianiu karawak towarzyszyły określone obrzędy, mające zapewnić skuteczność ochrony. Na wschodnim Podlasiu panowało przekonanie, że krzyż dwuramienny będzie spełniał należycie swoją funkcję ochronną, jeżeli zostanie wyciosany i postawiony w ciągu jednej doby (nocy). Mężczyźni powinni byli zatem w tym czasie ściąć w lesie odpowiednie drzewo, obrobić i ustawić zbity krzyż na wybranym miejscu. Powinnością kobiet w tym samym czasie było natomiast utkanie pasa lnianego płótna (obrusa), które jako ofiarę wkładano do dołu wykopanego w ziemi w celu ustawienia krzyża lub oddawano na ofiarę do kościoła jako obrus na ołtarz. Według innych relacji skuteczną zaporę dla epidemii stanowiło ustawienie kilku krzyży przy drogach dojazdowych i opasanie nićmi uprzędzionymi przez niewiasty zabudowy całej wsi.

Końskie, ulica Krakowska. Naprzeciwko krzyża „wspaniała”, parterowa zabudowa zachowana w kilku grupach budynków na tej ulicy. Fot. KW.
Końskie, ulica Krakowska. Naprzeciwko krzyża „wspaniała”, parterowa zabudowa 
zachowana w kilku grupach budynków na tej ulicy. Fot. KW.

Czytelnikowi należy się również wyjaśnienie nazwy krzyża: karawaka. Karawaka to nazwa krzyża z dwiema poprzecznymi belkami. Dwuramienne krzyże stawiano niegdyś powszechnie na obrzeżach miast i wsi, z wiarą i nadzieją że ustrzegą mieszkańców przed skutkami epidemii chorób zakaźnych. Nazywane są powszechnie krzyżami „cholerycznymi”, „morowymi”, „pomorowymi” lub „cholerykami”.

Na terenie powiatu koneckiego podczas swoich wędrówek spotkałem tylko jeden drewniany dwuramienny krzyż - w Cieklińsku. Szukałem go w ubiegłym roku - nie odnalazłem. A może byłem mało dociekliwy. Pozostał na fotografii. Pamiętam, że rozszyfrowanie „problemu” dwóch belek sprawiło mi wiele trudności. Nie było internetu i książek - Kapliczki i krzyże przydrożne w Polsce Tadeusza Seweryna [3] i wiele innych (uzbierała się niezła biblioteczka); udało się kupić wiele lat później.

Końskie, ulica Krakowska. Niegdyś drewniany krzyż „choleryczny” zastąpiony został przez krzyż z blachy nierdzewnej z napisem: Jezu, Synu Boga żywego, zmiłuj się nad nami. Rok 2008. Fot. KW.
Końskie, ulica Krakowska. Niegdyś drewniany krzyż „choleryczny”
zastąpiony został przez krzyż z blachy nierdzewnej z napisem: 
Jezu, Synu Boga żywego, zmiłuj się nad nami. Rok 2008. Fot. KW.

Przypadkowo stałem się świadkiem ciekawych wspomnień dotyczących tego krzyża [opowiadał p. MB - KW]: W latach pięćdziesiątych (druga połowa) kopaliśmy z kilkoma chłopakami na polu gospodarza dół pod duży kopiec na buraki. Było to w odległości kilku metrów od drewnianego krzyża na ulicy Krakowskiej. W pewnym momencie ktoś krzyknął:
– Uwaga, bomba!
Rozbiegliśmy się, byle daleko od kopanego dołu. pojawił się gospodarz. Wszystko się wyjaśniło; to nie była bomba, lecz metalowy pojemnik niewielkich rozmiarów (wielkości kilogramowej puszki landrynek. Gospodarz dotknął łopatą puszki - uwidoczniło się wieczko, które podważył ostrzem łopaty. Otworzył. Naszym oczom ukazały się monety i inne kosztowności.
Powstał tumult. Zebrała się całkiem duża grupa gapiów. Po chwili pojawił się „emka” (motocykl z koszem. radzieckiej produkcji) z dwoma milicjantami. Znalezisko zabrano na komendę. Więcej nic nie widziałem. Bałem się, by nie wzywano mnie na komendę milicji.

Nasuwają się pytania:
Czy o znalezisku pozostały dokumenty? Gdzie podział się skarb?
KW

Przypisy:
  1. Prelekcja ks. Józefa Barańskiego w czasie spotkania w Klubie Inteligencji Katolickiej w Końskich, 22.03.1995. Maszynopis w zbiorach KW.
  2. Tomasz Czerwiński, Kapliczki i krzyże przydrożne w Polsce, Warszawa 2012.
  3. Tadeusz Seweryn, Kapliczki i krzyże przydrożne w Polsce, Poznań 1958.