piątek, 24 sierpnia 2012

Elektrownia Radoszyce 1923–1931. Ostatni, który o Radoszycach tak pisał

W 1923 roku miało miejsce wielkie wydarzenie w dziejach Radoszyc - elektryfikacja. W dzielnicy „Lasek" znajdował się młyn, który w czasie działań wojennych 1914 r. uległ częściowemu zniszczeniu. Zbankrutowany właściciel sprzedał go Żydowi Majerowi Janklowi Rojtmanowi, który przeprowadził generalny remont i wprowadził napęd parowo - elektryczny. Majer Rojtman przy współudziale Żyda Osełki zbudował elektrownię na Lasku. Mając na uwadze duże zyski, przeprowadzili linie elektryczną na ulicy Krakowskiej i ul. Rynek, a później Koneckiej, Dworskiej, Żydowskiej i Kościelnej. Mieszkańcy, którzy podpisali umowę na dostawę prądu, musieli wnieść opłatę jednorazową za podłączenie i dokonywać opłaty miesięczne za zużycie prądu. [Pismo z dnia 18.04.2006 Patricka Rojtmana zam Nicea 47BP Viktor Hugo Francja]. W dzień, elektrownia pracowała na rzecz młyna i browaru przy ul. Krakowskiej, a wieczorem i w nocy dla mieszkańców. W 1931 r. elektrownię w Radoszycach przejął ZEOR Końskie, budując transformator przy ulicy Wykopa (dziś gimnazjum). W 1938 i 1939 Osełka i Rojtman płacili czynszu rocznie 192 zł 63 grosze [Archiwum Gminy Radoszyce, Budżet Gminy Radoszyce 1938,39].

Stanisław Kazimierz Staciwa
[w: Stanisław Kazimierz Staciwa, Dzieje Radoszyc, Kielce 2011, t. 1, s. 734]

Radoszyce, Biłasówka, wrzesień 2011. „Spotkanie z książką” Dzieje Radoszyc w galerii Tadeusza Czarneckiego. Fot. Tadeusz Czarnecki.
Radoszyce, Biłasówka, wrzesień 2011. „Spotkanie z książką” Dzieje Radoszyc 
w galerii Tadeusza Czarneckiego. Fot. Tadeusz Czarnecki.

Do przeczytania tej książki przymierzałem się od dawna. Dwa grube tomy pożyczyli mi dobrzy ludzie z okolic Radoszyc. Pierwszą informacją na jaką natrafiłem po otworzeniu pierwszego tomu była wzmianka o radoszyckiej elektrowni...

Doktora Stanisława Staciwę poznałem późno, tuż przed końcem Jego jakże pracowitego żywota. Pierwszy raz gdy zadzwoniłem - rozmawialiśmy długo, wymieniając poglądy na znane nam tematy. Chciałem zaimponować rozmówcy wiedzą historyczną o Radoszycach, ale już po pierwszych zdaniach wypowiadanych cichym słabnącym już głosem wiedziałem, że mój rozmówca posiada inną niż ja, rozleglejszą wiedzę.

Z panem doktorem umówiliśmy się na długie dyskusje na niebieskich łakach. Ja zapewniłem, że nie będę się spieszył, doktor zgodził się łaskawie. Bo to przecież ostatni, który o Radoszycach tak pisał, a do powiedzenia miał wiele.
KW