niedziela, 11 grudnia 2011

Ks. Antoni Ręczajski

Końskie, uroczystości kościelne - w pobliżu Pomnika Wdzięczności - 10 (lub 11) września 1949. Bp Jan Kanty Lorek i ks. Antoni Ręczajski. Fotografia z kolekcji Marcina Brzezińskiego.
Końskie, uroczystości kościelne - w pobliżu Pomnika Wdzięczności - 10 (lub 11) września 1949. 
Bp Jan Kanty Lorek i ks. Antoni Ręczajski. Fotografia z kolekcji Marcina Brzezińskiego.


Odpis z Kroniki Diecezji Sandomierskiej 1953, nr. 4, s. 89
Ks. Antoni Ręczajski, urodził się dnia 3 IX 1885 r. w Chróścicach, powiatu nowomińskiego [Mińsk Mazowiecki] z ojca Józefa i matki Marii z Szymańskich. Pochodził z rodziny mieszczańskiej. Średnie wykształcenie zdobył w V Gimnazjum w Warszawie, seminarium zaś ukończył w Kielcach, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie z rąk Ks. Biskupa Ruszkiewicza. Jako młody kapłan o bystrym umyśle i dużych zdolnościach nie chciał poprzestać na wykształceniu tylko seminaryjnym i dlatego wyjechał na wyższe studia za granicę. Najpierw studiował w Lowanium filozofię pod kierownictwem wielkiego filozofa Mercier'a (w Belgii), później przeniósł się na studia socjologiczne do Fryburga w Szwajcarii, a ukończył je doktoryzując się w prawie kanonicznym i naukach społecznych w Rzymie.

Powróciwszy do Polski, ponieważ w diecezji kieleckiej pracę społeczną prowadzili inni, przeniósł się do diecezji sandomierskiej, aby tu rozwinąć szeroką działalność duszpasterską. Pracował jako wikariusz w Zwoleniu i Radomiu. Następnie na stanowisku sekretarza akcji społecznej, gdzie dał się poznać jako dzielny organizator i znawca pracy społecznej. Wreszcie jako proboszcz i dziekan pracował w Przedborzu i Końskich, wyróżniając się swą pracą i gorliwością o chwałę Bożą. W uznaniu zasług został obdarzony godnością tajnego szambelana Ojca Świętego. Choroba serca przerywa pasmo życia tego wybitnego kapłana. Zmarł l7 X 1952 r. w piątek, dzień Najświętszego Serca Bożego, do którego miał, wyjątkowe nabożeństwo w swoim życiu kapłańskim.

Podpis na fotografii: Ks Antoni Ręczajski przemawia na zebraniu w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, Końskie 1945 r. Fotografia z kolekcji KW.
Podpis na fotografii: Ks Antoni Ręczajski przemawia na zebraniu 
w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, Końskie 1945 r. Fotografia z kolekcji KW.


Wypis z Kroniki par. Końskie (12 IV 1948) 
– autorstwa ks. A. Ręczajskiego
„Nominacja. W końcu czerwca 1942 r. otrzymałem nominację z rąk JE. Ks. Biskupa Lorka na proboszcza w parafii Końskie i zarazem na dziekana dekanatu koneckiego. Przybyłem do Końskich w dniu 21 lipca, a w dniu 22 wprowadzony przez Księdza wicedziekana Stanisława Wolskiego, objąłem zarząd parafii.

Był to dzień powszedni, godzina 9-a rano - 1/3 świątyni była wypełniona wiernymi.
Przemówienie moje oparłem o dewizę: pragnąłbym, aby Bogu było dobrze z nami i aby nam było dobrze z Bogiem. W myśl tej dewizy starałem się ułożyć pracę na tej nowej placówce duszpasterskiej.

Moje najbliższe otoczenie. Zastałem tutaj 5 księży – ks. Feliksa Spychałę, czasowego
administratora par. Końskie, ks. Mariana Piwowarczyka, długoletniego wikariusza w tej parafii, obydwaj księża mieszkali na mieście, ks. Józefa Granata i ks. Władysława Michałkowskiego - obydwaj zajmowali mały pokój na dole plebanii i sprawowali obowiązki prefektów. Ponadto zastałem rezydenta - nie przypominam sobie nazwiska - dziekana z Poznańskiego.

Końskie, uroczystości kościelne przy Pomniku Wdzięczności - koniec lat czterdziestych XX wieku. Pomnik Wdzięczności autorstwa rzeźbiarza Wojciecha Durka wykonany w 1946 z inicjatywy ks. Antoniego Ręczajskiego. Fotografia z kolekcji Marcina Brzezińskiego.
Końskie, uroczystości kościelne przy Pomniku Wdzięczności - koniec lat czterdziestych 
XX wieku. Pomnik Wdzięczności autorstwa rzeźbiarza Wojciecha Durka wykonany 
w 1946 z inicjatywy ks. Antoniego Ręczajskiego. Fotografia z kolekcji Marcina Brzezińskiego.


Do Księży starałem się ustosunkować serdecznie - atoli pierwsze moje pociągnięcia w parafii niezbyt dogadzały Księżom; przy każdej sposobności poddawano krytyce moje zarządzenia, a co gorsze, wynosili „na miasto” mocno zniekształcone. Reakcja: jedni z moich parafian, a było ich wielu, domagali się, bym „pozbył się” niektórych księży, inni oświadczali „zobaczymy co dalej będzie” - a świadczy i jedno i drugie, że „robota szła” przeciw mnie. Co więcej, i zakrystian, „nasłuchawszy się rozmaitych uwag” pod moim adresem, stawiał się „okoniem” w stosunku do mnie, oświadczając: „dawniej inaczej było”.

Anna Sykulska, siostra nieboszczyka ks. prałata Sykulskiego, mimo, że chciałem do niej ustosunkować się najserdeczniej, mimo, że dałem jej połowę krescencji, ciągle na mnie „zyzem” patrzyła, a częstokroć odzywała się do tych i tamtych: „tu w Końskich ks. prałat nie będzie”. Ta nieprzyjemna atmosfera tym więcej dla mnie przykrą była, że dwa pokoje na górze były zajęte przez Niemców, którzy zamierzali całą plebanię zabrać na swój użytek. To też czynili wszystko, aby mnie stąd usunąć.

Końskie, uroczystości kościelne - koniec lat czterdziestych. Widok na zachodnią część ówczesnej 
ulicy Józefa Stalina (dzisiejsza ulica Marszałka Józefa Piłsudskiego). Proszę zwrócić uwagę na transparent: „Witaj nam Drogi Hospodynie” [Hospodynie - Panie - nawiązanie do Bogurodzicy]. 
Fotografia z kolekcji Marcina Brzezińskiego.


Mój stosunek do wroga
Pierwsze dni mego pobytu. Zaraz w pierwszych dniach sierpnia 1942 roku otrzymałem z poczty list od „Wojewódzkiej Organizacji Narodowej”, abym, w dniu określonym odprawił nabożeństwo - 3 księży przy 3 ołtarzach - za poległych i pomordowanych przy oświetlonym kościele. Żandarmeria...
Zastanawiałem się nad tym - czy to pismo nie jest skierowane przez „Gestapo” - czy nie jest to „pułapka” na mnie. Zaprosiłem swoich Księży, odczytałem im treść pisma – pytałem o zdanie oraz wniosek, a nie doczekawszy się, oświadczyłem im swoje zdanie oraz wniosek, że pismo to odeślę do żandarmerii - na co nie chcieli się zgodzić. W myśl swojego wniosku, zaraz tego samego dnia odesłałem przez Jana Mroczka (kościelnego) powyższe pismo "Wojewódzkiej Organizacji Narodowej do żandarmerii. Był wówczas w żandarmerii komisarz policji- Polak, dobrze widziany przez tutejsze społeczeństwo. Dnia tego samego przybył do mnie na plebanię i oświadczył to, co słyszał w żandarmerii: „przebiegłego macie prałata”. Potwierdził moje zdanie, że pismo było napisane przez „Gestapo”

(Na tym ks. Ręczajski zakończył pisanie „Kroniki”)



Wspomnienie o ks. Antonim Ręczajskim
ks. Józefa Barańskiego

Jako, wikariusz w parafii Kazanów Konecki, w dekanacie koneckim, miałem możność w ciągu dwu i pół lat, częstego przebywania w towarzystwie ks. Ręczajskiego, co pozwoliło na wyrobienie sobie sądu o tym wybitniejszym w diecezji kapłanie. Chcę wspomnieć o kilku sprawach, które, moim zdaniem, zasługują na uwagę i podkreślenie.

Końskie, wnętrze kościoła p.w. św. Mikołaja - 1942 [?]. Autorem fotografii jest Lucjan Brylski, żołnierz NSZ w Przedborzu, po wojnie na emigracji w Australii. Fotografował kościół w Końskich prawdopodobnie podczas przeprowadzki ks. Antoniego Ręczajskiego z Przedborza do Końskich na zasadzie “pożegnanie - powitanie”. Ingres i przejęcie parafii odbyło się dnia 22 lipca 1942 r. Negatywy w kolekcji Wojciecha Zawadzkiego.
Końskie, wnętrze kościoła p.w. św. Mikołaja - 1942 [?]. Autorem fotografii jest Lucjan Brylski, 
żołnierz NSZ w Przedborzu, po wojnie na emigracji w Australii. Fotografował kościół w Końskich 
prawdopodobnie podczas przeprowadzki ks. Antoniego Ręczajskiego z Przedborza do Końskich na 
zasadzie “pożegnanie - powitanie”. Ingres i przejęcie parafii odbyło się dnia 22 lipca 1942 r. 
Negatywy w kolekcji Wojciecha Zawadzkiego.


Jak wyglądał ks. A. Ręczajski?
Wysoki, szczupły, o pociągłej twarzy, „wysokim” czole, spoza okularów patrzył na rozmawiającego z nim z przymrużonymi powiekami, z lekkim uśmiechem na ustach. Zawsze zadbany - od układanej z tyłu głowy fryzury, poprzez bielutkie mankiety koszuli, wyprasowaną sutannę, aż do błyszczących klamerek przy półbutach, w ruchach dystyngowany, co wyraźnie odbiegało od przyjętych wśród księży form towarzyskich. Podobało się też paniom zbieranie tacy w białych rękawiczkach.
Ważniejsze od zewnętrzności były: grzeczność, powściągliwość w sądach, od czasu do czasu miłe słowa pochwalne, lub serdeczna zachęta, szybkie wczuwanie się w treść rozmowy, trafne rady, zawsze bardzo życzliwe. Nie zdarzyło mi się widzieć ks. Ręczajskiego zdenerwowanego, podnoszącego głos. W chwilach trudnych wycofywał się do swego gabinetu i po chwili wychodził stamtąd całkowicie opanowany.

Końskie, wnętrze kościoła p.w. św. Mikołaja - 1942 [?]. Autorem fotografii jest Lucjan Brylski, żołnierz NSZ w Przedborzu, po wojnie na emigracji w Australii. Fotografował kościół w Końskich prawdopodobnie podczas przeprowadzki ks. Antoniego Ręczajskiego z Przedborza do Końskich na zasadzie “pożegnanie - powitanie”. Ingres i przejęcie parafii odbyło się dnia 22 lipca 1942 r. Negatywy w kolekcji Wojciecha Zawadzkiego.
Końskie, wnętrze kościoła p.w. św. Mikołaja - 1942 [?]. Autorem fotografii jest Lucjan Brylski, 
żołnierz NSZ w Przedborzu, po wojnie na emigracji w Australii. Fotografował kościół w Końskich 
prawdopodobnie podczas przeprowadzki ks. Antoniego Ręczajskiego z Przedborza do Końskich na 
zasadzie „pożegnanie - powitanie”. Ingres i przejęcie parafii odbyło się dnia 22 lipca 1942 r. 
Negatywy w kolekcji Wojciecha Zawadzkiego.



Co zapamiętałem z tamtych lat (1942-44)?
W duszpasterstwie: Oprócz tradycyjnych form, jak i w innych parafiach spotykanych, ks. Ręczajski wprowadzał pewne innowacje, np. Msze św. wieczorowe, co było rzadkością, lub też dostosowywał godziny nabożeństw do potrzeb i możliwości parafian, zachowując stałe terminy, dodawał nowe.
W gablotce, w kruchcie pod chórem, była umieszczona tabelka z wykazem rozdanych Komunii św. w poszczególnych miesiącach i ogólną sumą roczną. Pod spodem było wyraźnie wypisane pytanie: „Czy i TY tu jesteś?”

Szerząc kult Najświętszego Serca Jezusowego, już od wtorku przed pierwszym piątkiem miesiąca, były wyznaczone dyżury w konfesjonałach z udziałem zaproszonych z sąsiedztwa kapłanów dla spowiadania dzieci szkolnych z poszczególnych wiosek i szkół koneckich. Przed kościołem był ustawiony kiosk parafialny, a w nim: katechizmy, podręczniki szkolne (do nauki religii), pisma katolickie, modlitewniki i dewocjonalia.

Końskie, widok na wejście do plebanii - 1942 [?]. Autorem fotografii jest Lucjan Brylski, żołnierz NSZ w Przedborzu, po wojnie na emigracji w Australii. Fotografował kościół w Końskich prawdopodobnie podczas przeprowadzki ks. Antoniego Ręczajskiego z Przedborza do Końskich na zasadzie “pożegnanie - powitanie”. Negatyw w kolekcji Wojciecha Zawadzkiego.
Końskie, widok na wejście do plebanii - 1942 [?]. Autorem fotografii jest Lucjan Brylski, 
żołnierz NSZ w Przedborzu, po wojnie na emigracji w Australii. Fotografował kościół w Końskich 
prawdopodobnie podczas przeprowadzki ks. Antoniego Ręczajskiego z Przedborza do Końskich na 
zasadzie „pożegnanie - powitanie”. Negatyw w kolekcji Wojciecha Zawadzkiego.


Swego rodzaju sensacją było udzielenie, na prośbę ks. Ręczajskiego, święceń kapłańskich poza Sandomierzem, w dniu 14 maja 1950 r. w Końskich (ks. M. Adamczyk, ks. St. Bartoszewski, ks. Sew. Hołównia, ks. J. Kruzel, ks. J. Matejek, ks. W. Mężyk, ks. H. Nowakowski, ks. M. Rejmer, ks. Fr. Rosłamiec, ks. Wł. Wyrwał), co zapoczątkowało podobną praktykę w diecezji w przyszłości.

Poza duszpasterstwem: Warto wspomnieć o pewnym wydarzeniu, związanym z okupacją niemiecką. Dnia 23 lipca 1942 r. Kreislandwirth (gospodarz powiatu) wezwał do Końskich wszystkich księży dekanatów: radoszyckiego i koneckiego - ok. 35 księży. W swoim wystąpieniu podkreślił on, iż użył wszelkich środków, by złagodzić dotkliwość obowiązkowych dostaw zboża i ziemniaków na cele wojenne, tzw. kontyngenty - i liczy na to, że księża użyją swych wpływów, by te obciążenia były wymierzane przez polską administrację sprawiedliwie, ale i wnikliwie przez odciążenie wdów, sierot, biednych, z dobrowolnym przejęciem tych zobowiązań przez bogatszych. Drugim tematem wystąpienia była sprawa dobrowolnych zgłoszeń się na wyjazd robotników do pracy w Rzeszy. „Jak wiadomo ze wschodu wali na Europę horda azjatycka. Europie grozi zagłada kultury chrześcijańskiej. Żołnierze armii niemieckiej opuścili swe stanowiska pracy, by bronić całej Europy, w tym i Polaków. Polacy więc powinni dla wspólnego dobra wyjeżdżać do Niemiec, by zastąpić Niemców przy warsztatach pracy.” l na upamiętnienie tego spotkania Kreislandwirth zarządza, by każdy ksiądz, uczestnik spotkania otrzymał przydział: trzy kg cukru, a księża potrafią wytłumaczyć parafianom potrzebę przekonania o słuszności postępowania władz niemieckich.

W tym momencie wstał ks. Ręczajski, poprosił o głos i przemówił: „Pragnę wyrazić wdzięczność p. Kreislandwirthowi za humanitarne potraktowanie sierot, wdów i biednych. Księża dołożą starań, by wszelkie obciążenia były rozkładane uczciwie, sprawiedliwie… Jeśli chodzi o te przydziały cukru dla księży, to chcę prosić, by je przeznaczyć nie dla księży, lecz dla tych rodzin, z których członkowie już wyjechali do Niemiec, względnie dla sierot, wdów i najbiedniejszych. Księża bowiem, dzięki troskliwości parafian mają wprawdzie skromne, ale wystarczające warunki utrzymania. Za kartki dziękujemy!”

Końskie jeden z dzwonów zakupionych staraniem ks. Antoniego Ręczajskiego, wiernych i ks. wikariuszy - założony na wieży kościoła 1947.
Końskie jeden z dzwonów zakupionych staraniem ks. Antoniego Ręczajskiego, wiernych i ks. wikariuszy - założony na wieży kościoła 1947. Na dzwonie napisy:
NIECH GŁOS MÓJ PRZENIKA DO SERCA GRZESZNIKA
...WIERNYCH, STARANIEM KS DR-A A. RĘCZAJSKIEGO I WIKARIUSZÓW
KOŃSKIE R. P. 1947
Z ODLEWNI L. FELCZYŃSKI i SKA W PRZEMYŚLU
Po drugiej stronie IMIĘ MOJE „ANTONI - STANISŁAW”, nad napisem wizerunki świętych. 
Fotografia Paweł Kałwiński.


Kreislandwirth skrzywił się, ale wobec braw, jakie nagrodziły ks. Ręczajskiego, zgodził się na takie rozstrzygnięcie sprawy. Księża dekanalni wielokrotnie przyznawali, iż ks. Ręczajski miał duży talent dyplomatyczny i doskonale radził sobie w rozmowach tak z władzami okupacyjnymi niemieckimi, jak i później, po wojnie z władzami komunistycznymi.


Jak ocenić ks. Ręczajskiego?
„Quot capita, tot sententie” – „Ile głów, tyle zdań”. W moim przekonaniu ks. Ręczajski przerastał wielu swoich rówieśników i współczesnych mu duszpasterzy tak umysłowością, talentami, przygotowaniem naukowym, jak i gorliwym a roztropnym zaangażowaniem się w rozliczne prace duszpasterskie i administracyjne. To moje przekonanie potwierdzają opinia parafian koneckich, wypowiedzi wielu kapłanów, także to, co można jeszcze dziś, po 45 latach od jego śmierci [ks. Barański pisał wspomnienie w 1997 r.], oglądać, czy nawet podziwiać w parafii.

Końskie, 21 październik 1952 - pożegnanie ks. Antoniego Ręczajskiego. Fotografia wykonana z balkonu nieistniejącego już budynku banku. Po lewej stronie fotografii poczty sztandarowe koneckiego rzemiosła. Fotografię udostępniła Anna Kosmulska. Końskie, 21 październik 1952 - pożegnanie ks. Antoniego Ręczajskiego. Fotografia wykonana 
z balkonu nieistniejącego już budynku banku. Po lewej stronie fotografii poczty sztandarowe 
koneckiego rzemiosła. Fotografię udostępniła Anna Kosmulska.


Czy ks. Ręczajski, miał tylko zwolenników?
Zarzucano ks. Ręczajskiemu rządy autorytatywne. Rzeczywiście, nie ujawniał on swych planów nikomu, nie radził się, sam podejmował różne decyzje. Wprawdzie ks. Ręczajski szanował swych księży wikariuszów, ale nie wytworzył z nimi wspólnoty. Np. nie zorganizował wspólnego stołowania księży. Mawiał, iż każdy ksiądz, jako dorosły człowiek, potrafi sam zadbać o siebie. Ks. Ręczajski był w pewnym sensie samotnikiem. Jako pochodzący z diecezji kieleckiej nie miał bliskich przyjaciół w diecezji sandomierskiej. Nie często bywał u księży dekanalnych poza odpustami, spowiedziami, czy imieninami. Mówiono czasem z przekąsem, iż ks. Ręczajski wybrał „splendid isolation”.

W mojej pamięci pozostał ks. Ręczajski jako kapłan szczerze oddany Kościołowi, dbały o dobro dusz parafian, życzliwy dla kapłanów, choć zachowujący pewien dystans. W stosunku do parafian zawsze uprzejmy, grzeczny.

ks. Józef Barański, Końskie dnia 22 maja 1997


Materiały udostępnili Marcin Brzeziński - teksty i fotografie oraz Anna Kosmulska, Wojciech Zawadzki i Paweł Kałwiński - fotografie