niedziela, 27 listopada 2011

Ostatnia taka kapela

Kapela Borciuchów. Od lewej: Michał Borciuch (skrzypce); Bakalarz lub Bąbka (trąbka); siedzi: Wilk (perkusja); Ignacy Borciuch (harmonia). Na zdjęciu brak klarnecisty.
Kapela Borciuchów. Od lewej: Michał Borciuch (skrzypce); Bakalarz lub Bąbka (trąbka); 
siedzi: Wilk (perkusja); Ignacy Borciuch (harmonia). Na zdjęciu brak klarnecisty.


W okolicy Przedborza funkcjonowało niegdyś wiele zespołów muzycznych zwanych kapelami. Muzykantem w kapeli zostawał samouk, który terminował pod okiem starszego wiekiem muzyka, zwykle z rodziny albo sąsiedztwa. Żaden nie znał nut. Bo też i nie były one im potrzebne. Kapele grały muzykę głównie określaną jako ludową, a repertuar był opanowywany pamięciowo. W tradycyjnym składzie występowali: skrzypek, basista (kontrabas) i bębniorz, a niekiedy i harmonista. W latach 20-tych XX w. zaczęły szerzej pojawiać się trąbki, klarnety i saksofony. Harmonię guzikową z czasem wyparł akordeon, a bęben z trianglem [trójkątem] zastąpiła perkusja. Repertuar taneczny obok uznanych już tańców ludowych oberków, polek i kujawiaków, z przytupem i gwizdem, został wzbogacony o bardzo popularne walce.

Obok sławnej kapeli Borciuchów z Gaju – o której tu szerzej będzie mowa – do historii przeszły np. kapele Koniecznych z Czermna, Zalasów z Tarasu, Zuchmańskich z Pląskowic, Drogoszów z Rzejowic oraz Papińskich z Zagórza. Ich członkowie przeważnie żyli z uprawy spłachetków ziemi, a muzyka jako dodatkowe zajęcie, uzupełniała dochody. I co ważne - wiejscy artyści-muzykanci, jako ludzie sztuki właśnie przez swe zdolności byli ogólnie szanowani i cenieni.

Pogrzeb córki Michała. Mężczyzna nad trumną dziecka to Michał Borciuch. Obok dziecka z krzyżem Janina Borciuch, żona Michała. U góry, druga od lewej żona Ignacego - Marianna.
Pogrzeb córki Michała. Mężczyzna nad trumną dziecka to Michał Borciuch. Obok dziecka z krzyżem Janina Borciuch, żona Michała. U góry, druga od lewej żona Ignacego - Marianna.


Jednak losy wojenne kapeli Borciuchów zapisały się wyjątkowo tragicznie. W kapeli Borciuchów filarem zespołu byli dwaj bracia, synowie Ignacego i Józefy: Michał (r. 1907) grający na skrzypcach i Ignacy (r. 1910) harmonista, zamieszkali w Gaju-Policzku. Obaj bracia ukończyli po kilka klas szkoły powszechnej w Gaju. Byli bardzo muzykalni, a wesołe usposobienie przydawało im popularności. Nauki gry na instrumentach oraz zapisu nutowego pobierali gdzieś w okolicy płacąc w naturze każdorazowo „ćwierć żyta” albo i „pół ćwierci pszenicy”. W skład kapeli wchodzili jeszcze przeważnie: Bakalarz (trąbka), Bombka (klarnet i śpiew) i Wilk (bęben - perkusja). Kierownikiem kapeli zwanej „Michałkami” albo częściej od nazwiska: „Borciuchami”, był Ignacy Borciuch. On też posiadał 3-rzędową harmonię o 96 basach, wykonaną na zamówienie. Grywali w szerokiej okolicy na weselach, pograjkach (zabawach) i dożynkach. Preferowali głównie muzykę ludową, siarczyste oberki i polki, ale grali także walce i tanga. Popularność i poziom muzyczny „Borciuchów” sprawiły, że kapela nabrała nowoczesnego wizerunku.

Po wybuchu wojny życie muzyczne nie kwitło, ale trwało, jak całe społeczeństwo pod pręgierzem okupanta. Cała kapela Borciuchów – w 4-osobowym składzie - została nagle aresztowana podczas wesela Ignacego Lizińczyka z Genowefą Jaworską w Poniedziałek Wielkanocny, 10 IV 1944 r. w Pohulance (dziś w granicach Przedborza). Gdy żandarmeria niemiecka zatrzymała tylko Michała i Ignacego Borciuchów, szybko okazało się, iż przyczyną ich aresztowania był donos. Żandarmi wiedzieli, że oni obaj grali 19 III 1944 r. na uroczystych obchodach imienin Marszałka Józefa Piłsudskiego u partyzantów, gdzieś w lasach koło Żeleźnicy. Było to tradycyjne święto wojskowe ukształtowane w latach dwudziestych.

Fotografia ślubna - Ignacy Borciuch z żoną Marianną, rok 1935 lub 1936.
Fotografia ślubna - Ignacy Borciuch z żoną Marianną, rok 1935 lub 1936.


Zrodziło się w środowisku legionowym, dla podkreślenia zasług Józefa Piłsudskiego w dziele przywrócenia niepodległości Polski i odbudowy Wojska Polskiego. Później, gdy na trwałe weszło do kalendarza Wojska Polskiego, zwyczajowo tego dnia wręczano awanse wojskowe i liczono starszeństwo oficerów w służbie.

Córka Ignacego, wówczas 5-letnia Zuzanna wspomina: Wstałam raniutko i zobaczyłam, że ojciec jeszcze nie wrócił z grania. W sieni spotkałam stryja Michała i zapytałam go o ojca: - Niemcy go zabrali – powiedział. Nie wiedziałam, że to żart. Po chwili dopiero ujrzałam ojca wychodzącego ze stajni. Ojciec miał tam pięknego konia, kasztana, którego bardzo cenił. To było 20 marca, gdy wrócili z tej partyzanckiej imprezy.

Co do powodu ich aresztowania nie ma więc wątpliwości. Skoro powrócili wcześnie rano, i w sobotę, to nie z wesela. Grali na uroczystości świeckiej. W tym czasie panował Wielki Post, więc żadnego wesela być nie mogło. W pobliskich Stanowiskach wprawdzie jest parafia św. Józefa z tradycyjnym odpustem, a post jest wtedy zawieszany. Lecz i tak to nie mogło być powodem uroczystości weselnych.

Fotografia rodzinna, od lewej: Marianna Borciuch; po prawej Jadwiga Borciuch. Po między nimi Marylka Gnoińska, niżej dzieci Ignacego: Zuzanna, Wacława, pomiędzy nimi Bronisław, z królikiem Krystyna (zmarła w dzieciństwie).
Fotografia rodzinna, od lewej: Marianna Borciuch; po prawej Jadwiga Borciuch. 
Po między nimi Marylka Gnoińska, niżej dzieci Ignacego: Zuzanna, Wacława, 
pomiędzy nimi Bronisław, z królikiem Krystyna (zmarła w dzieciństwie).


Nie udało się ustalić, kto był organizatorem owych uroczystości z udziałem kapeli Borciuchów. Możliwe, że był nim kpt. „Marcin” – Mieczysław Tarchalski, dowódca oddziału partyzanckiego AK we włoszczowskiem. Otóż zorganizował on na właśnie w piątek, 19 III 1944 r. – czyli w dniu o wadze symbolu - akcję przeciwko niemieckiemu garnizonowi we Włoszczowie. Jedna z jego grup partyzanckich wcześniej kwaterowała w Krogulcu koło Żeleźnicy. Być może więc – choć informacja ta nie znalazła potwierdzenia - dla podniesienia morale partyzantów, kpt. ”Marcin” z braku orkiestry wojskowej, zaprosił kapelę Borciuchów. Być może też zagrali oni do mszy polowej dla partyzantów. Dziś, wydaje się, że nie jest już możliwe ustalenie szczegółów.

Oddział „Marcina” na tę akcję został wzmocniony 20-osobowym plutonem z radomszczańskiej kompanii AK por. „Andrzeja” Floriana Budniaka, pod dowództwem sierż. „Upartego” Teofila Baryły. Partyzanci zablokowali żandarmów niemieckich broniących się w budynku starostwa oraz skonfiskowali z magazynów wroga cenne dla nich materiały, jak: tekstylia, skóry, obuwie i inne. Zniszczono urządzenia telefoniczne, dokumenty gminne i powiatowe, wykonano wyroki na 2 konfidentach. Partyzanci opuścili Włoszczowę 20 III o godzinie drugiej.

Fotografia fragmentu śpiewnika kapeli Borciuchów. W nazwach utworów pisownia oryginalna. Śpiewnik liczy 30 utworów, zniszczonych ok. 12 utworów.
Fotografia fragmentu śpiewnika kapeli Borciuchów. W nazwach utworów pisownia oryginalna. 
Śpiewnik liczy 30 utworów, zniszczonych ok. 12 utworów.


Borciuchowie, o ile wzięli też udział w akcji, do domu mogli powrócić o świcie. Jednak udana akcja AK we Włoszczowe musiała bardzo zaboleć Niemców. Logiczną konsekwencją więc były poszukiwania sprawców. Udało im się nawet rozbić jedną z grup partyzanckich pod dowództwem ppor. „Wolta” Zenona Siudy i odbić całą zdobycz z Włoszczowy. Konfidenci donieśli także o „partyzanckiej” kapeli – więc dobrzy byli i muzykanci. Donos wyszedł prawdopodobnie z ich rodzinnej wsi. Wiele osób wiedziało, że to partyzanci przyjechali po muzykantów. Nawet podwodę dla nich wzięto z Gaju.

Borciuchowie po przesłuchaniach w przedborskiej żandarmerii, zostali uwięzieni w Końskich, następnie w Radomiu. Żonom Michała i Ignacego pozwolono tylko odebrać instrumenty muzyczne z posterunku. Ich nazwiska ukazały się już 22 IV 1944 r. na Obwieszczeniu Dowódcy SS i Policji w dystrykcie radomskim, jako „uwzględnionych do ewentualnego ułaskawienia za należenie do niedozwolonej organizacji”: Jednak w razie dokonania w przeciągu 3 miesięcy na terenie miasta względnie powiatu koneckiego, w szczególności napadu na Niemców, na osoby narodowości państw sprzymierzonych z Wielką Rzeszą, lub na osoby nie będące Niemcami, a współpracujących w interesie dzieła odbudowy Generalnego Gubernatorstwa, zostanie – w wypadku gdyby nie zdołano natychmiast pochwycić sprawcy – wyrok także i na tych zasądzonych, którzy uwzględnieni byli do ewentualnego ułaskawienia.

I dalej: Przeto leży w rękach ludności nie-niemieckiej, aby przez: natychmiastowe aresztowanie, lub spowodowanie zaaresztowania sprawcy wzgl. sprawców, lub przez wpłynięcie na im znane elementy zbałamucone, lub przez wskazanie podejrzanych osób dbać o to, aby wyrok na osobach zasądzonych, a które mogą być ułaskawione, nie został wykonany.


Bronisław Borciuch prezentuje harmonię swojego ojca.
Bronisław Borciuch prezentuje harmonię swojego ojca.


Okupant posługiwał się wszelkimi metodami by zapanować nad narodem. W rzeczywistości obu Borciuchów wysłano do obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Przybyli tam 21 V 1944 r. i otrzymali numery obozowe: 36089, 36090. Ignacy zdołał napisać tylko jeden list do żony. Informował w nim wg ocenzurowanego szablonu, że jest zdrowy, dobrze mu się powodzi i ma dobry apetyt, często o niej myśli. Żona może mu przysłać wszystko, za wyjątkiem alkoholu. Prosi o informacje o rodzinie…

Jednak w tym czasie w powiecie koneckim miał miejsce szczególny napad na Niemców. Otóż kreislandwirt (starosta) konecki, mjr Fitting – napisał Jacek E. Wilczur - wyróżniał się szczególną gorliwością w prześladowaniu Polaków. Był on jednym spośród najbardziej bezwzględnych, najbardziej krwawych urzędników cywilnej administracji niemieckiej na Kielecczyźnie. Praktykowany przez niego wobec polskiej ludności Końskich i powiatu terror stanowił wzorzec dla hitlerowskiej administracji na terenie nie tylko Kielecczyzny, ale całego tzw. Generalnego Gubernatorstwa. A przy tym koligacje Fittinga czyniły go nietykalnym nawet dla policji i systemu jurysdykcji hitlerowskiej. Ten przedsiębiorczy i pozbawiony jakichkolwiek skrupułów Niemiec, który mordował i torturował chłopów za nieoddawanie kontyngentów, według niesprawdzonych wersji był spokrewniony z Hansem Frankiem. W drodze rabunków i malwersacji zdobył wielki majątek. Fitting został skazany na śmierć przez Sąd Specjalny AK już w 1943 r.

Decyzję o likwidacji tego zbrodniarza podjęto na początku 1944 r. Kilka prób zamachów jednak nie powiodło się. Ostatecznie jednak wyrok został wykonany 29 V 1944 r. O panice, która wówczas ogarnęła Końskie i okolicę najlepiej świadczy fakt, iż władze okupacyjne zaapelowały do mieszkańców o powrót do domów i pracy. Jako ciekawostkę należy odnotować też fakt, iż komendant podobwodu AK „Narew” w Czermnie, ppor. „Grot” – Kazimierz Nowicki, zgłosił gotowość urządzenia w lesie pod Przedborzem zasadzki na konwój ze zwłokami i dobytkiem Fittinga.

Niemcy w powiecie koneckim faktycznie nie podjęli nowych represji po likwidacji starosty, ale w rzeczywistości zarządzili rozstrzelanie ujętych już zakładników. W kolejnym Obwieszczeniu znalazło się uzasadnienie: (…) został wyrok wykonany na 10 osobach, które były pozostawione do ułaskawienia, ponieważ w oznaczonym terminie zostały dokonane nowe czyny gwałtu w powiecie. I tu wymieniono m.in. obu Borciuchów z Gaju. Zostali rozstrzelani w obozie Gross Rosen 28 VI 1944 r.

Każdy z nich zostawił żonę z czwórką dzieci. Syn Ignacego, Bronisław kontynuuje rodzinną tradycję. Jest artystą muzykiem i kierownikiem artystycznym Dziewczęcej Orkiestry Dętej w Rzeszowie. Ale kapeli Borciuchów już nie ma…

Wojciech Zawadzki
Fotografie z archiwum rodzinnego Bronisława Borciucha