niedziela, 2 października 2011

Wąsosz Stara Wieś. Kaplica, Hubal i jamnik Uduś - zamiast wstępu

Wąsosz Stara Wieś. Lata trzydzieste XX wieku.
Wąsosz Stara Wieś. Lata trzydzieste XX wieku.


Przeglądałem stare rodzinne fotografie. Szukałem wizerunku jamnika noszącego niepospolite w tych stronach imię Uduś; o którym krążyły rodzinne anegdoty. Do leśniczówki Krzyż Greinerowski (Kamienny Krzyż) przywiozła go moim dziadkom jednej z przedwojennych zim w mufce ciocia Janina Gruszczyńska. Na jednej z fotografii mój wzrok przykuł sielski obrazek - fotografia może trochę upozowana. Panie odpoczywają przed domem z drewnianych bali, w wiejskiej, przydomowej, kwietnej zieleni. Panowie przy stole i kartach - zapewne przy preferansie, choć chwilowo brakuje trzeciego gracza (fotografuje). W prawym górnym rogu fotografii moją uwagę zwróciła mała kapliczka. Po roku poszukiwań mogłem powiedzieć: szukałem kapliczki, znalazłem kaplicę. Dzięki pani Zdzisławie Piotrowskiej z domu Szpindler poznałem historię kaplicy i szkoły w miejscowości Wąsosz Stara Wieś. Dom na fotografii okazał się wiejską szkołą [sale lekcyjne umiejscowione były od strony drogi, od strony wschodniej - pomieszczenia mieszkalne dla nauczycieli], kapliczka zaś rozrosła się do znacznych rozmiarów - to już kaplica. Pani Piotrowska pokazała mi wiele fotografii oraz kilkanaście numerów gazetki ZIARNO wydawanej w latach dziewięćdziesiątych XX wieku dla Wąsosza Koneckiego z inicjatywy ks. Jana Kudłacika.

Wąsosz Stara Wieś, kaplica od strony południowej (fotografowałem z miejsca, w którym stała szkoła)
Wąsosz Stara Wieś, kaplica od strony południowej 
(fotografowałem z miejsca, w którym stała szkoła)


Wąsosz tworzy kilka miejscowości, Wąsosz Stara Wieś, Wąsosz Ostre Górki, Wąsosz Zarowie, Wąsosz Przymiarki, Wąsosz Nowiny, nie wspomnę o stacji kolejowej Mysie Górki - nieistniejącej już niestety. Na koniec wspomnę o epizodzie związanym z Hubalem: Miejscowe społeczeństwo nigdy nie zapomni koszmarnego dnia 6 kwietnia 1940 roku, kiedy to po pacyfikacji hitlerowskiej, która była odwetem za akcje majora Hubala, złożono w kaplicy zwłoki trzech ofiar: Władysława Wierzbickiego, piętnastoletniego chłopca Lucjana Stąporka z Nowin oraz Antoniego Panka z Sielpi. Zostali schwytani w lesie i rozstrzelani wraz z innymi mieszkańcami wiosek pod Małachowem. Po usilnych staraniach u władz niemieckich rodziny zamordowanych uzyskały zezwolenie na pochowanie ofiar. Bez konduktu pogrzebowego przeniesiono stąd zwłoki na cmentarz parafialny w Czarnej.

Przejdźmy zatem do historii kaplicy.



Wąsosz Stara Wieś. Kaplica (I)

Niech utrwalenie wydarzeń z tamtych lat będzie zachętą dla wszystkich w czynieniu dobra, we wzajemnym miłowaniu i czynach szlachetnych dla innych - Ks. Jan Kudłacik

Podanie dokładnej daty budowy najstarszej części kaplicy jest niemożliwe, ponieważ nie ma o niej żadnej wzmianki w źródłach archiwalnych powiatu koneckiego. Należy przypuszczać, że została wybudowana w I połowie XVIII wieku. Świadczy o tym fakt, że stoi na hałdzie żużla wielkopiecowego, nazywanego przez miejscową ludność szlaką, pochodzącego z kuźnicy wodnej. Zachowane historyczne wzmianki wymieniają fakt, że kuźnica ta istniała nad rzeką Czarną w latach 1662-1674 i stanowiła własność Stanisława Małachowskiego [w latach późniejszych]. Następne informacje pochodzą z roku 1778, kiedy wybudowano tu piec do wytopu rudy żelaza, a w latach 1823-1939 była czynna fryszerka, która została rozebrana w 1945 roku. Przypuszczać należy, że robotnicy zatrudnieni w kuźnicy finansowali budowę kapliczki i wybrali dla niej miejsce obok węglarni, w której był skład węgla drzewnego. Według wszelkich danych intencja budowy wiąże się z epidemią cholery, która w tym czasie objęła północną część powiatu koneckiego, a ominęła szczęśliwie tereny położone na lewym brzegu rzeki Czarnej. Kaplica miała początkowo kształt ośmioboku foremnego, zbudowanego z ciosanego piaskowca i gliny, nakrytego dachem z gontów. Dwa maleńkie okienka umieszczone w grubym murze oświetlały wnętrze. Drzwi wychodziły na wprost drogi, która prowadziła do kuźnicy położonej stąd w odległości kilkunastu metrów.

Wąsosz Stara Wieś, wnętrze kaplicy.
Wąsosz Stara Wieś, wnętrze kaplicy.


W roku 1928 z inicjatywy kierownika szkoły Jakuba Adamskiego, który uczył religii i przygotowywał dzieci do pierwszej Komunii św., podjęto gruntowny remont kaplicy. Z ofiarami na ten cel pospieszyli robotnicy miejscowej fryszerki: bracia Michniewscy Jan i Józef, Antoni Matynia, Władysław Grot, Józef Taler, Kaczmarczyk Stanisław i wielu innych. Anna Matynia zajęła się zebraniem ofiar wśród mieszkańców. Fundusz na odnowienie kaplicy wynosił 200 zł , co stanowiło wówczas pokaźną sumę. Kto nie miał pieniędzy dawał jajka, które następnie sprzedawano na targu, aby uzyskać fundusz na materiały.

Kaplica przybrała inny kształt. Zachowała się jej północna część, to jest cztery ściany początkowego ośmioboku. Front wydłużono tak, że w kapliczce mogło się zmieścić kilkanaście osób. Zachowano również kształt okienek i sklepienia. Dach przykryto blachą. Na szczycie umieszczono wieżyczkę zaprojektowaną przez Jakuba Adamskiego i wykonaną wspólnie z Wacławem Werensem. Wszystkie prace związane z remontem zostały wykonane bezinteresownie przez Mikołaja Basiaka i jego syna Mikołaja. Miejscowa ludność uczęszczała do kościoła w Czarnej, a dzieci parami chodziły w niedzielę na Mszę św. W maju dziewczęta i chłopcy zbierali się wieczorami i przy kapliczce śpiewali pieśni i litanie do Matki Boskiej.

Wąsosz Stara Wieś, kaplica od północnej - od strony rzeki.
Wąsosz Stara Wieś, kaplica od północnej - od strony rzeki.


W latach okupacji hitlerowskiej, kaplicy położonej z dala od głównych dróg przypadła nowa funkcja. Za prowizorycznym ołtarzem, a raczej drewnianą skrzynią z surowych desek, organizacja podziemna ukrywała różne materiały związane z jej działalnością. Nie przeszkadzało to dzieciom stroić ołtarz polnymi kwiatami, a młodzieży śpiewać pieśni w majowe wieczory. Miejscowe społeczeństwo nigdy nie zapomni koszmarnego dnia 6 kwietnia 1940 roku, kiedy to po pacyfikacji hitlerowskiej, która była odwetem za akcje majora Hubala, złożono w kaplicy zwłoki trzech ofiar: Władysława Wierzbickiego, piętnastoletniego chłopca Lucjana Stąporka z Nowin oraz Antoniego Panka z Sielpi. Zostali schwytani w lesie i rozstrzelani wraz z innymi mieszkańcami wiosek pod Małachowem. Po usilnych staraniach u władz niemieckich rodziny zamordowanych uzyskały zezwolenie na pochowanie ofiar. Bez konduktu pogrzebowego przeniesiono stąd zwłoki na cmentarz parafialny w Czarnej. A gdy nadszedł maj śpiewano pieśni do Matki Bożej, Litanię i Pod Twoją obronę - wierząc, że w Bogu bezbronna ludność może mieć nadzieję na przetrwanie strasznej okupacyjnej rzeczywistości. Czasem obok śpiewających wyrastały w ciemności postacie nie rozpoznane przez nikogo. Męskie głosy dołączały się do głosów śpiewających, a potem “chłopcy z lasu” śpiewali swoją partyzancką modlitwę: O Panie, Któryś jest na niebie, Wyciągnij sprawiedliwą dłoń... I głosy i ludzie „rozpływali” się w ciemności, a na drugi dzień nikt o tym nikomu nie wspominał.

Od roku 1945 kaplica pozostawiona była sama sobie. Nowy ustrój nie sprzyjał życiu religijnemu. Od 1928 roku nikt nie remontował kapliczki, a czas robił swoje. Zaczął przeciekać dach, zbutwiały belki na stropie, w okienkach brakowało szyb, zniszczeniu ulegał obraz. Obsuwał się grunt spod wschodniej ściany, ponieważ zaczęto podbierać żwir do utwardzania drogi. Malał pagórek, na którym stała kapliczka i zarysowała się ściana. Nie pomagały protesty najbliższych sąsiadów: Szpindlerów i Werensów, którzy poprawiali płot i umieszczali tabliczkę z napisem: Tu kopać nie wolno. Ówczesne władze nie reagowały na bezkarne niszczenie zabytku i zamierzały zburzyć niepotrzebny obiekt, który rzekomo szpecił krajobraz. Na Starej Wsi zapadła decyzja, żeby do tego nie dopuścić. Wacława Szpindler i Zofia Wierzbicka zajęły się zebraniem pieniędzy wśród ofiarnych mieszkańców. Zakupu wapna i blachy dokonali Maria i Jan Werensowie, a remont wykonali bezinteresownie: Wojciech Basiak, Aleksander Werens, Jan Kos, Eugeniusz Skowroński, Stanisław Kusztal i Zdzisław Szpindler. Dach pokrył blachą Szmidt z Błotnicy.

Od uroczystości Chrystusa Króla w 1977 roku w małej kapliczce w każdą niedzielę o godzinie 14.00 odprawiana była Msza św. Uczestnicy stali na zewnątrz. Nadchodził czas Adwentu, a z nim zima. Dnia 11 grudnia 1977 roku zapadł projekt wybudowania zadaszenia. Ochotnie pospieszono z ofiarami i zakupiono drewno i blachę. W dniach 19-21 grudnia 1977 roku poprzedzających wigilię, od późnego wieczora przygotowywano słupy i belki, heblowano deski na obicie ścian. Ponad dwudziestu mężczyzn pracowało nie szczędząc sił, aby ukończyć zadaszenie przed wigilią. Obok emerytów i rencistów ze wsi Wąsosz i Małachów znaleźli się młodzi chłopcy, którzy w te dni wykazali wiele dobrych chęci. Ksiądz Jan pełen poświęcenia widząc zapał pracujących, spędzał tu wiele czasu służąc dobrą radą i słowem. Wielka radość zapanowała, kiedy ksiądz ogłosił, że w zaciszu drewnianej przybudówki będzie odprawiona Pasterka. Trudno opisać uczucia, które ogarniały ciągnących ze wszystkich stron ludzi, gdy zbliżała się północ. Jak Chrystus narodził się w ubogiej stajence, tak w tym dniu narodził się w sercu niejednego człowieka - właśnie tu, w ubogiej, drewnianej „szopie”. Gdy ksiądz zaintonował Wśród nocnej ciszy, niektórzy ukradkiem ocierali łzy radości i wzruszenia. Nie wszyscy zmieścili się do wnętrza drewnianej przybudówki. Po skończonej Mszy św. zaśpiewano Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław ojczyznę miłą...

Tak było w Boże Narodzenie 1977 roku i następne dni. Nikt wtedy nie wiedział i nikt nie przeczuwał co stanie się wkrótce.

Dnia 27 grudnia 1977 roku przyszło zarządzenie z Urzędu Miasta i Gminy, że na mocy prawa budowlanego, po przeprowadzeniu wizji lokalnej rozbudowy kapliczki - nakazuje się wstrzymać roboty budowlane w trybie natychmiastowym, to jest w terminie do dnia 7 stycznia 1978 roku. W uzasadnieniu podano brak zezwolenia i samowolne wykonanie zadaszenia oraz ogrodzenia z żerdzi, które swoim wyglądem ujemnie wpływa na otoczenie zabytkowej kapliczki. Czwartego stycznia 1978 roku przyszło następne postanowienie: dokonać rozbiórki dobudowanej części kaplicy i ogrodzenia w terminie do dnia 14 stycznia 1978 roku. Mimo perswazji ks. Jana nikt nie chciał niszczyć tego, co zbudowały ręce ofiarnych ludzi. Mijały dni, ale nie mijał upór. Wtedy właśnie okazało się, jaki wpływ miały słowa księdza i jakim Go wierni darzyli zaufaniem. Uspokoił wszystkich, że sam wystosuje do władz podanie i osobiście będzie się starał o zezwolenie na budowę, jeżeli w terminie rozbierze się wybudowane zadaszenie. Z żalem przystąpiono do rozbiórki, nie wierząc władzom, że zezwoli na budowę. Czternastego stycznia przyszło zaledwie trzech mężczyzn, ale w następnym doszli inni i aby nie niszczyć materiału, pewne elementy w całości układano starannie obok sąsiednich domów. W dniu 16 stycznia nie było przy kaplicy śladu żadnej budowy, ale Msza św. odprawiana jak poprzednio, z tą tylko różnicą, że gromadziła coraz więcej ludzi. Wszyscy mówili, że choć na świecie zima, nigdy w niedzielę o godzinie 14 nie było złej pogody, która przeszkodziłaby ludziom we wzięciu udziału w nabożeństwie, choć musieli stać pod gołym niebem. Po rozebraniu zadaszenia ks. Jan wytrwale czynił starania o zezwolenie na budowę. Ludzie niecierpliwili się, niektórzy żałowali, że rozebrali przybudówkę. Mimo częstych wyjazdów, ksiądz codziennie odprawiał Mszę świętą, w czasie której wierni modlili się, aby Bóg pokierował słusznie obraną drogą. Dzięki zapewnieniom księdza, że sprawa zostanie załatwiona pozytywnie, powoli wzrastało zaufanie do możliwości duszpasterza. Wszyscy podziwiali jego zaangażowanie i poświęcenie. Wkrótce uwierzyli, że władze dotrzymają słowa.

Pewnego dnia mężczyźni znieśli materiał z rozebranego zadaszenia, aby go szybciej zestawić, gdy tylko przyjdzie zezwolenie. Wreszcie 7 marca ks. Jan ogłosił z radością, że otrzymał odpowiedź na podanie i można rozpocząć budowę. Od rana kilkunastu ludzi pracowało do późnego wieczora, aby 8 marca Msza św. odprawiana była już pod „dachem”. To było prawdziwe Święto Kobiet.
Niedziela Palmowa 19.03.1978 roku była bardzo radosnym świętem i zgromadziła jeszcze więcej ludzi niż zwykle. W tym dniu przyjechał z wizytą duszpasterską zastępca ks. prowincjała ks. Jan Pałyga. Naocznie przekonał się (jak stwierdził), że wiara cuda działa, że potrzeba Boga zjednoczyła ludzi do wspólnego wysiłku i jednego celu. W gorących słowach podziękował ks. Janowi za trud i poświęcenie dla wiernych, które Chrystus mu polecił w opiece. Wyraził swą radość, że ludzie zaufali swemu duszpasterzowi i wykonali w odpowiednim czasie jego polecenie uzyskawszy w ten sposób prawo do legalnego budowania Domu Bożego. Ks. Jan Pałyga wygłosił naukę rekolekcyjną, której słuchało (co najważniejsze) wielu mężczyzn oraz młodzież, która do tej pory nie bardzo garnęła się do kościoła. W Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środę odbyły się w kaplicy pierwsze rekolekcje głoszone przez ks. Józefa Czachora. Licznie przybyli na nie mieszkańcy Małachowa i Wąsosza. Dla wielu ludzi było to ogromne dobrodziejstwo, gdyż porządek nauk i nabożeństw był odpowiedni dla wszystkich tak pracujących jak i uczącej się młodzieży. Niezapomnianych przeżyć dostarczyło wiernym nabożeństwo w Wielki Piątek z adoracją Najświętszego Sakramentu przy grobie, który od tego dnia pozostał w kaplicy za zezwoleniem Kurii Diecezjalnej w Sandomierzu.W Wielką Sobotę poświęcenie pokarmów odbyło się pierwszy raz w kaplicy, nie jak dotąd w jednym z domów.

Wąsosz Stara Wieś. Stacje Drogi Krzyżowej wyrzeźbił Marian Nowak.
Wąsosz Stara Wieś. Stacje Drogi Krzyżowej wyrzeźbił Marian Nowak.


W czasie mszy świętej wielkanocnej padał deszcz, jak nigdy do tej pory, gdy trzeba było stać pod gołym niebem. Uczestnicząc w Świętej Ofierze wierni mieli dach nad głową i odczuli w tym rękę Opatrzności Bożej. W czasie kazania ksiądz Jan serdecznie podziękował za złożone ofiary, za trud i poświęcenie przy budowie wspólnego Domu Bożego. Ustalono, że począwszy od Świąt Wielkanocnych będą w niedzielę odprawiane dwie Msze św., ponieważ kaplica nie może pomieścić wszystkich jednorazowo.

Wąsosz Stara Wieś.
U dołu obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, zachowanego w kaplicy od niepamiętnych czasów jest napis: Pod Twoją obronę uciekamy się Święta Boża Rodzicielko. Przez wiele lat ludzie modlili się tymi słowami w małej, ubogiej kapliczce. Tymi słowami modlili się w sobotę 15 kwietnia 1978 roku w czasie nowenny do Matki Bożej, aby Jej podziękować za otrzymane łaski i prosić o dalszą opiekę nad wykonaniem podjętego dzieła, to jest dokończenia przybudówki i remontu murowanej kaplicy. Nie tylko czciciele Maryi, ale i ci obojętni stwierdzili, że w dotychczasowych pracach było coś niezwykłego. Niezwykle szybka decyzja, niezwykły zapał i energia, wytrwałość i poświęcenie, a nade wszystko wiara, że uda się przezwyciężyć wszystkie przeszkody. Może w tym czasie nikt nie myślał, że przyczyną tego buła i jest Matka Najświętsza. Ona broniła wieś przed nieszczęściami, które jej nieraz zagrażały, Ona i teraz pragnie jej bronić przed utratą wiary, bezbożnością i nałogiem pijaństwa. Dnia 16 kwietnia w niedzielę rozpoczął się Tydzień Modlitw o powołania kapłańskie i zakonne. Na uroczystość przybyły siostry zakonne ze Zgromadzenia Urszulanek z Ołtarzewa. Po Mszy św. siostry rozmawiały z młodzieżą o życiu tych, których Bóg powołał do służenia sobie i ludziom. Od 1 maja 1978 r. wierni gromadzili się na nabożeństwie ku czci Matki Bożej i Matki naszej. Starsi ludzie przypominali sobie, jak dawniej pod kapliczką w majowe wieczory śpiewano Litanię Loterańską i pieśni maryjne, jak podobne głosy słychać było z sąsiednich wiosek: z Nowin, Zarowia, Małachowa. Teraz wszyscy razem zebrali się i wszyscy śpiewali: Do Twej dążym kaplicy... Pieśń ta stała się niejako hymnem naszej wspólnoty chrześcijańskiej.

Wąsosz Stara Wieś, budowa „zadaszenia”. Fotografie udostępniła Zdzisława Piotrowska z d. Szpindler.
Wąsosz Stara Wieś, budowa „zadaszenia”. 
Fotografie udostępniła Zdzisława Piotrowska z d. Szpindler.


Dnia 2 maja o godzinie 16.00 przybyły dzieci szkolne, aby dołożyć cegiełkę do budowy kaplicy. Zaledwie dwie godziny temu wróciły ze szkoły, ale ochotnie stawiły się o wyznaczonej porze. Wyrównały ziemię po obu stronach betonowych schodów. Niełatwa to praca, ale jak pożyteczna. Znad rzeki przywoziły taczkami równo krojoną darninę i układały na pochyłym zboczu pagórka, aby nogi nie tonęły w piasku. Bardzo ważna okazała się pomoc miejscowych strażaków, którzy doprowadzili wodę z rzeki i podlewali trawę, aby nie wyschła na suchym podłożu. Dnia 7 maja dziewięcioro dzieci przystąpiło do Pierwszej Komunii św. Padał deszcz i wszyscy musieli wejść do wnętrza drewnianej przybudówki. Było ciasno, ale tym radośniej, bo odczuwało się bliskość i serdeczność zgromadzonych oraz wspólne pragnienie czegoś wyższego niż monotonia szarych codziennych dni pełnych trosk i obowiązków. Ksiądz Jan zmęczony ostatnimi przeżyciami związanymi ze staraniami o zezwolenie na budowę, włożył w to święto swe kapłańskie serce z wiarą, iż w naszej Wspólnocie wszystko zmienia się na lepsze. Dnia 21 maja, w Dniu Strażaka była w kaplicy Msza św. w intencji straży pożarnej w Wąsoszy.

Wąsosz Stara Wieś, budowa „zadaszenia”. Fotografie udostępniła Zdzisława Piotrowska z d. Szpindler.
Wąsosz Stara Wieś, budowa „zadaszenia”. 
Fotografie udostępniła Zdzisława Piotrowska z d. Szpindler.


w 1978 roku ks. Jan urządził cztery pielgrzymki. Wielu z mieszkańców nie było jeszcze w Częstochowie. W ciągu lata były dwie pielgrzymki do Częstochowy: w dniu 2 czerwca i 4 lipca, do Niepokalanowa w dniu 7 sierpnia i do Kalwarii w dniu 12 września. Uczestnicy wracali do domu silniejsi i pełni ufności w dobroć Boga i opiekę Matki Bożej. Z ofiar pielgrzymów zakupiono naczynia liturgiczne, monstrancję, ornaty.

Wąsosz Stara Wieś, budowa „zadaszenia”. Fotografie udostępniła Zdzisława Piotrowska z d. Szpindler.
Wąsosz Stara Wieś, budowa „zadaszenia”. 
Fotografie udostępniła Zdzisława Piotrowska z d. Szpindler.


Prace rozpoczęto 17 lipca 1978 roku. Chętnych było wielu. Wokół starej kapliczki wykopano fundamenty, zalano betonem, zaczęto rozbierać mury i z tego samego kamienia murowano nowe. Został dach ”na kołkach”. Zawiał silniejszy wiatr i wszystko runęło w dół staczając się po północnym zboczu pagórka mocno wtedy nachylonym.. Na szczęście nikomu nic się nie stało, bo padał deszcz i wszyscy schronili się do drewnianej przybudówki. Widoczna w tym była ręka Opatrzności Bożej. W myśl decyzji wydanej w dniu 27 stycznia 1978 roku przez Urząd Wojewódzki w Kielcach, Konserwatora Zabytków - nakazującej przeprowadzenie prac konserwacyjnych kaplicy z XVIII wieku; zastanawiano się, co robić?

Wąsosz Stara wieś. Kaplica z zadaszeniem (wkrótce, bo na początku 1978 roku - rozebranym). Fotografię udostępniła Zdzisława Piotrowska z d. Szpindler.


Po gruntownym zbadaniu fundamentów, murów i więźby, okazało się, że ta mała, stara kapliczka nie nadaje się w ogóle do remontu. Ksiądz Jan sprowadził jeszcze na naradę inżynierów ze Stąporkowa. Jedyna decyzja jaka mogła być podjęta, to całkowite przemurowanie starej kapliczki, tym bardziej, że była bardzo mała i nie nadawała się na miejsce dla Pana Jezusa. Z drżeniem serca i duszą na ramieniu podjęta przez księdza Jana decyzja: przebudowywujemy starą kapliczkę zachowując jej styl i wygląd zewnętrzny. Będzie większa i funkcjonalna. Z ofiar wiernych zakupiono kamień, drewno i cement. Wszystko zwieziono w czynie społecznym.
Maria Kaja