czwartek, 6 października 2011

Płacząca topola

Końskie, Park Miejski im. Tarnowskich - płacząca topola.
– To może być ewenement w skali kraju – mówi ekolog i leśnik Leszek Pręcikowski, który przechodząc obok jednego z drzew w koneckim parku zachwycił się jego niecodziennymi właściwościami.
– Ja to nazywam „drzewem płaczącym”, lub raczej „krwawiącym”. Z niezabliźnionej rany wciąż sączy się płyn, który jest dla niego źródłem życia...


Dziwoląg przyrody
– Jest to „źródełko na drzewie”, bije i spada w postaci kropel – mówi Leszek Pręcikowski. Leśnik z wykształcenia, rodzinnie związany z miejscowością Koczwara koło Końskich, ekspert Łódzkiego Obywatelskiego Forum Ekologicznego.
– Znam nie tylko świętokrzyskie lasy. Pracując w Nadleśnictwie Łagów i wykonując prace dla Świętokrzyskiego Parku Narodowego czy regionu dyrekcji Lasów Państwowych w Łodzi; widziałem wiele, ale to zjawisko mnie zaskoczyło. Sięgając od Ostrowca Świętokrzyskiego, aż po Wartę nie widziałem tak intensywnie „krwawiącego” drzewa. Wycieki żywiczne zdarzają się na drzewach rzadko, a z tego nacięcia na drzewie to tak jak woda ze źródła sobie tryska.


Końskie, Park Miejski im. Tarnowskich - płacząca topola.


Od trzech lat łzy leje
Drzewo było przycinane w 2005 roku. Usuwano zeschnięte gałęzie rozpostarte nad wydeptaną ścieżką. Te zabiegi należały do zwykłych prac ogrodniczo-pielęgnacyjnych. Dwie „rany” pozostały otwarte. Natomiast trzeci konar prawidłowo zesechł.
– Jeżeli jest duża rana to zdarza się, że będzie próchnieć – nadmienia Leszek Pręcikowski.
– Jest tu taka nietypowa historia, że jeden ze ściętych konarów zesechł i i wytworzył tzw. kallus (łac. - jest to tkanka twórcza, powstająca na powierzchni zranienia roślin, która ma duże znaczenie w gojeniu się ran przyp KS). Natomiast jeden nad ścieżką, a drugi trochę z boku „z gwoździem” nad trawnikiem „płaczą”.


Płacz budzi ciekawość
– Odkąd pamiętam, to drzewo płacze – zwrócił uwagę jeden z przechodniów w koneckim parku, kiedy przypatrywaliśmy się niecodziennemu zjawisku.
U podnóża ponad pięćdziesięcioletniej topoli chińskiej rosnącej tuż przy ścieżce obok „Egipcjanki” znajduje się pokaźnych rozmiarów kałuża, do której wciąż spadają „łzy topoli”.
– Ta kałuża nie wsiąka nawet gdy jest susza – mówili przechodnie.
– A drzewo „płacze” nawet zimą. Może ono być naszą osobliwością. Niektórzy mają Paskudę w jeziorze, a my „Płaczącą topolę” – żartowali spacerowicze.


Końskie, Park Miejski im. Tarnowskich - płacząca topola.


Brakuje 10 centymetrów
Aby uznać drzewo za pomnik przyrody, musi spełniać odpowiednie wymogi kwalifikacyjne. Przede wszystkim musi mieć odpowiedni wiek, co przekłada się na grubość pnia. Według najnowszych wskazówek co do obwodów pni drzew pomnikowych; na przykład w przypadku jałowców wystarczy 75. centymetrowa „talia”. Sosny, magnolie, czy tulipanowce powinny mieć obwód szerszy niż 150 centymetrów. W przypadku modrzewi i jodeł jest to już liczba 250 cm. Dęby muszą mieć od ostatnich tylko o 50 cm szerszą „kibić”. Najbardziej rygorystyczne liczby przypisano między innymi topolom (zwłaszcza białej i czarnej). Obwód ich musi być większy niż 400 cm. W tym przypadku topola chińska nie spełnia warunków obwodu pnia. Według naszych pomiarów (mierzenia dokonano na wysokości tzw. pierśnicy, czyli 1 m 30 cm od ziemi) topola ma około 390 cm obwodu. Jednak nasze drzewo jako unikat i osobliwość przyrodnicza zasługuje w pełni na ochronę i wpis na listę pomników przyrody.

Katarzyna Sorn
(Echo Dnia, 2008)