niedziela, 24 lipca 2011

Końskie - tragiczne wydarzenia 12 września 1939



...Któregoś dnia marca 1940 roku przyjechałem odwiedzić rodzinę w Końskich. Niewesoło. Oboje rodziców poważnie chorzy, opiekuje się nimi brat Józef i daleka kuzynka Natalia Rejecka. Na drugi dzień udałem się do Urzędu Skarbowego i do magistratu. Po załatwieniu spraw spotkał mnie tamtejszy urzędnik, pan Sycz, który opowiadał nieco o wrześniu 1939 roku. Wskazał mi wiszącą na ścianie fotografię z okazji przejazdu i krótkiego pobytu w Końskich samego Hitlera. Zapytałem go o przebieg tej „uroczystości”. Odpowiedział, że nic nie widział, chociaż był w biurze magistratu, gdyż tego dnia od samego rana chodziły patrole po ulicach. Ogłaszały zakaz pokazywania się Polaków na ulicach, a nawet w oknach. Grozili strzelaniem do okien. Co stało się z tą fotografią - nie wiem... Tak wspomina tą wizytę, a w zasadzie zasłyszaną opowieść Henryk Seweryn Zawadzki.

Przejdę teraz do zaprezentowania fragmentu programu telewizji discovery chanell. Narratorem drugiej części fragmentu jest Guzzi Lautschner - niemiecki operator filmowy z ekipy Leni Riefenstahl. Niezbędne jest przedstawienie opisu tragicznych wydarzeń 12 września 1939 roku w Końskich. Skorzystam z opisu dokonanego przez Jana Garbacza:

W dniu 10 września przybył do Końskich Hitler. Odbywał on trzecią podróż frontową, wyleciał samolotem z kwatery pod Opolem i wylądował na niemieckim lotnisku polowym koło Białaczowa. Stąd jadąc kolumną samochodową do Kielc, zatrzymał się w Końskich i w tutejszym pałacu wizytował sztab 10 armii gen. von Reichenau...

...W tych dniach (11 września) zjawiła się w dowództwie 10 armii gen. von Reichenau znana aktorka i reżyserka filmowa Leni Riefenstahl z grupą filmowców, aby z polecenia samego Hitlera dokonać na froncie zdjęć filmowych. W spodniach i wysokich butach, z pistoletem i nożem fińskim przy pasie robiła wrażenie na sztabowcach. Brała ona udział w pogrzebie zabitych Niemców. Widząc poczynania swych rodaków w trakcie pogrzebu, zemdlała.


Do kopania grobu spędzono około 50 Żydów, bez względu na wiek. Tylko dla części starczyło narzędzi, reszta kopała grób gołymi rękami. W czasie pracy byli bici kolbami karabinów, sztachetami - padających hitlerowcy kopali butami w twarz. Po zakończonej pracy, kiedy dano znak do odejścia, Żydzi skierowali się do południowej strony placu i byli w tym czasie bici i kopani przez żołnierzy. Darto na nich ubrania. Żydzi z krzykiem uciekali w kierunku bramy. W tym czasie nadjechał samochód kierowany przez przez ppor. łączności Luftwaffe Kleimichela, który widząc uciekających Żydów oddał dwie serie z pistoletu w okna domu. Było to sygnałem dla zgromadzonych ok. 500 żołnierzy do strzelania w powietrze i do uciekających Żydów. Sam Kleimichel, po zatrzymaniu samochodu strzelał również do Żydów w bramie. W wyniku strzelaniny zabitych było 22 i 8 rannych. Powyższe zajścia spowodowały strzelaninę w różnych punktach miasta. A kiedy na rynek wjechała bateria przeciwlotnicza i w przekonaniu, że strzały wywołane są napadem Polaków; oddała kilka strzałów z dział. Zaczęła się panika oddziałów niemieckich...


Równie brutalnie i cynicznie potraktowanie Żydów miało miejsce przy porządkowaniu zbombardowanego dworca kolejowego. Celem uruchomienia transportu kolejowego ogłoszono nabór do prac porządkowych wśród ludności polskiej, oferując stawkę dniówkową 4 zł (2 marki) co przy polskiej dniówce przedwojennej 2 zł było dość atrakcyjne. Zgłosiło się do tych prac kilkudziesięciu polskich robotników. Prace uniemożliwiały jednak zalegające na torach niewybuchy bomb lotniczych - było tego kilkanaście sztuk. Do usunięcia tych niewybuchów Niemcy skierowali robotników spośród ludności żydowskiej. Od samego początku do prac najbardziej uciążliwych i niebezpiecznych zmuszani byli Żydzi.


Rozbrojenia niewybuchów miała dokonać jednostka saperska. Jednak Niemcy postanowili uporządkować teren stacji przy pomocy Żydów. Kazali im brać we dwóch gołymi rękami leżące bomby i wynosić na pole w kierunku wschodnim, do przygotowanego dołu, gdzie następnie mieli je zamiar zdetonować. Dramatycznie wyglądały sceny, kiedy przed poniesieniem bomb Żydzi odprawiali modły i wzajemnie żegnali się niczym na śmierć. Wzbudziło to pusty śmiech i rozbawienie Niemców znajdujących się w bezpiecznej odległości...



Bibliografia:
- Henryk Seweryn Zawadzki, wspomnienia [rękopis w posiadaniu KW]
- Jan Garbacz, Dni września 1939 na Ziemi Koneckiej, Końskie 1994
- Fragment programu historycznego prezentowanego w telewizji discovery chanell