sobota, 26 marca 2011

Nazywali ją „Feluś”

Urodzona 20 września 1925 roku w Końskich, podczas okupacji niemieckiej służyła w oddziale Narodowych Sił Zbrojnych Armii Krajowej kapitana Józefa Wyrwy „Starego”, który wchodził w skład 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej, była łączniczką dowódcy 25 pułku majora Rudolfa Majewskiego „Leśniaka”. Po zakończeniu wojny pozostała w konspiracji. Tuż przed Wielkanocą 1946 roku została uprowadzona w Skotnikach i zamordowana przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w Końskich.

Stefania Firkowska, 29.10.1944, Końskie – okolice. Ze zdjęcia pozowanego w m.p. widać, że była osobą o dużej energii, odwadze i sprycie. Józef Wyrwa „Stary” w Pamiętnikach partyzanta wydanych w Londynie w 1991 roku tak ją charakteryzuje: „Młoda szatynka z zadartym noskiem i trochę łobuzerskim wyrazem twarzy. Można ją było zaliczyć do tego rodzaju kobiet, o których się mówi, że gdzie diabeł nie może, tam babę wyśle – właśnie taką babę jak Felek. Można ją było posłać naprawdę wszędzie  czy dać udział w akcji. Potrafiła przemawiać takim tonem, że jej się nikt nie sprzeciwił. Choć była ubrana po kobiecemu, polecenia jej były zawsze wykonywane, mimo że nie posługiwała się „spluwą”, którą zawsze ukrytą nosiła”. fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński
Stefania Firkowska, 29.10.1944, Końskie – okolice. Ze zdjęcia pozowanego w m.p. widać, że była osobą o dużej energii, odwadze i sprycie. Józef Wyrwa „Stary” w Pamiętnikach partyzanta wydanych w Londynie w 1991 roku tak ją charakteryzuje: „Młoda szatynka z zadartym noskiem i trochę łobuzerskim wyrazem twarzy. Można ją było zaliczyć do tego rodzaju kobiet, o których się mówi, że gdzie diabeł nie może, tam babę wyśle – właśnie taką babę jak Felek. Można ją było posłać naprawdę wszędzie czy dać udział w akcji. Potrafiła przemawiać takim tonem, że jej się nikt nie sprzeciwił. Choć była ubrana po kobiecemu, polecenia jej były zawsze wykonywane, mimo że nie posługiwała się „spluwą”, którą zawsze ukrytą nosiła”. 
fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński


Zatrzymało go jej spojrzenie, bezczelne, trochę zalotne. Pasowało do pseudonimu wziętego z przedwojennego szlagieru o Felusiu Zdankiewiczu, chłopaku morowym, kozaku z warszawskiej Pragi. Ona też wyglądała na niezłego kozaka - w wojskowych spodniach wpuszczonych w oficerki, bluzie ściągniętej pasem i czapce nasuniętej zawadiacko na czoło. Przez ramię przewiesiła bojowo pistolet maszynowy, za pas zatknęła granat. Ktoś, pewnie dla draki przytroczył jej do paska niemiecki oficerski sztylet. Jeszcze bardziej zaintrygował go podpis pod zdjęciem: starszy strzelec Stefania Józefa Firkowska, pseudonim „Felek”, żołnierz Armii Krajowej kapitana Józefa Wyrwy „Starego”. Przecież to mój pułk przemknęło Darkowi Kunderze, żołnierzowi VI Brygady Powietrzno-Desantowej, prywatnie pasjonatowi historii II wojny światowej i instruktorowi w kieleckim Stowarzyszeniu Orląt Armii Krajowej. Dziwne, bo nikt z żyjących jeszcze partyzantów z 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej nie wspominał mu o dziewczynie w stopniu starszego strzelca, a przecież takie nieprzeciętne postaci się pamięta. W oddziałach partyzanckich stopnie wojskowe nadawano kobietom prowadzącym komórki konspiracyjne, łączniczki zazwyczaj pełniły funkcje cywilne. Nie spodziewał się, że dotknął historii, która czeka na zakończenie od ponad 60 lat.



U Wyrwy
Niespełna 11-letni Irek Górski sadził za ciotką wielkimi krokami. Miała sprężysty, wytrenowany chód piechura, mocno ściskała w dłoni jego drobną rękę. Zmierzali do „pryjutu” - tak warszawiacy nazywali budynek w pobliżu dworca Wschodniego, gdzie w klitkach oddzielonych od siebie przepierzeniami z desek i szmat mieszkała cała „wojenna nędza” - wysiedleńcy, ludzie którzy w jednej chwili stracili dach nad głową. Ilekroć ciotka przyjeżdżała do Warszawy brała mnie ze sobą na przykrywkę, bo kobieta z dzieckiem budziła mniej podejrzeń. Chodziłem z nią na meliny, gdzie dostarczała meldunki. Miała kontakty z kwaterą główną Armii Krajowej, ale mnie zabierała tylko w takie miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc - opowiada Ireneusz Górski, dziś emerytowany budowlaniec.

Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary” - na zdjęciu stoi w środku nad żołnierzem w hełmie, obok niego z prawej - Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś”, za nią podporucznik Tadeusz Bartosiak ps. „Tadeusz” (po wyzwoleniu „Wilk”). fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński
Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary” - na zdjęciu stoi w środku nad żołnierzem w hełmie, obok niego z prawej - Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś”, za nią podporucznik Tadeusz Bartosiak ps. „Tadeusz” (po wyzwoleniu „Wilk”). 
fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński


Najdłużej w oddziale przebywała „Felek”, gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Łączniczka, ...również w akcji nigdy nie nawaliła, umiała przemawiać takim tonem, że nie sposób był sprzeciwić się jej, kiedy pełniła podoficerską służbę, wysyłana do sołtysa po podwody, dogadywała się nie używając pistoletu, choć broń zawsze nosiła ze sobą... pisał o niej kapitan Józef Wyrwa „Stary”, hubalczyk, dowódca oddziału wchodzącego w skład 25 Pułku Piechoty Armii Krajowej, działającego w okręgu kielecko-radomskim, w wydanych w 1991 roku w Londynie Pamiętnikach partyzanta. Wyrwa wspominał też o akcji na komendanta junaków w Opocznie, w której brała udział „Feluś”. Mieli zdobyć broń i ubrania niemieckie. Nie wszystko poszło jak należy, wywiązała się strzelanina. „Felek” nie straciła zimnej krwi, wpadła do mieszkania, zapakowała niemieckie ciuchy do walizki, pistolet okręciła w koc i jak zwykła wiejska baba w zapasce, chustce na głowie, wymknęła się i przeszła z tobołem przez posterunki żandarmerii.

Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary”, omawianie meldunku przy szałasie, stoją od lewej: podporucznik Tadeusz Bartosiak ps. „Tadeusz” (po wyzwoleniu „Wilk”), Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś” i osoba nieznana. 1944, Końskie – okolice fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński
Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary”, omawianie meldunku przy szałasie, stoją od lewej: podporucznik Tadeusz Bartosiak ps. „Tadeusz” (po wyzwoleniu „Wilk”), Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś” i osoba nieznana. 1944, Końskie – okolice 
fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński


Do oddziału Wyrwy trafiła za braćmi. Najstarszy z dziewięciorga rodzeństwa Firkowskich, Stefan był komendantem straży pożarnej w Rudzie Malenieckiej koło Końskich, skąd pochodziła cała rodzina. Założona przez niego jednostka miała swoje drugie życie - jako oddział stacjonarny Armii Ludowej. Niemcy aresztowali Stefana jesienią 1943 roku, zakatowali na posterunku gestapo w Radoszycach, jeszcze żywego zakopali w lesie za wsią. Stefania widziała to wszystko. Kilkanaście miesięcy później najęła furmankę, wykopała ciało brata i przeniosła do rodzinnego grobu. Drugi z braci - Jan - wstąpił do oddziału Narodowych Sił Zbrojnych, był w grupie likwidacyjnej, wykonującej wyroki na konfidentach niemieckich, zginął w zasadzce w lesie pod Fałkowem. Najmłodszy, Józef, został zamordowany w Sztuthoffie.

Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary”, na zdjęciu wykonanym w miejscu postoju oddziału klęczy po środku Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś”. fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński
Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary”, na zdjęciu wykonanym w miejscu postoju oddziału klęczy po środku Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś”. 
fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński


Stenia zostaw te partyzantkę, wszystkich mi was pozabijają - płakała nieraz mama. Stefa się tylko śmiała: Mamo, mnie nic nie będzie, ja mam szczęście - zapamiętała jej starsza siostra Kazimierz Cieślak, jedyna żyjąca dziś z rodzeństwa Firkowskich. Była niesamowicie odważna. Nie wiem, czy to się nie brało z brawury, czy naprawdę wierzyła, że nic się jej nie stanie - zastanawia się Ireneusz Górski, który całe życie bada historię ciotki, w swoim warszawskim mieszkaniu zgromadził już pokaźne archiwum. Jego matkę Lucynę uratowała z łapanki. Jechały pociągiem do Warszawy. Stefa wiozła dokumenty. Lucyna, jej siostra - szmugiel - pięciokilowy blok z masła z rozbitej przez partyzantów mleczarni. W nocy pod Skierniewicami Niemcy zatrzymali pociąg, wygarnęli wszystkich z wagonów na peron. Stój w cieniu, koło mnie, rób co każę - przykazała Stefa Lucynie. Kiedy pociąg ruszał, wepchnęła siostrę do wagonu i wskoczyła za nią. Tylko one dwie z całego składu dojechały do Warszawy.

Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary”, zdjęcie pozowane w miejscu postoju, siedzi Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś”. 1944, Końskie - okolice. fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński
Partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych oddziału Józefa Wyrwy ps. „Stary”, zdjęcie pozowane w miejscu postoju, siedzi Stefania Firkowska ps. „Felek”, „Feluś”. 1944, Końskie - okolice. 
fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński


Ireneusz Górski pamięta też, że ciotka dostarczała broń do oddziału: Potrafiła przewieźć ze Skarżyska na furze karabin maszynowy, przykryty derką. Ostatni raz widział ją zaraz po zakończeniu wojny. Przyjechała do Warszawy za swoim narzeczonym z oddziału - podporucznikiem Tadeuszem Bartosiakiem „Wilkiem” na zjazd byłych oficerów partyzanckich. Była u nas na obiedzie, mama mówiła, że by pryskali z Tadeuszem, bo zaczyna się czystka...

Nazwiska Stefanii Firkowskiej i Tadeusza Bartosiaka zapisane w księdze zapowiedzi ślubnych z kościoła w Końskich. Odszukanie tego dokumentu w kancelarii parafialnej na początku marca 2011 roku zajęło Ryszardowi Cichońskiemu około 4 godzin. Bliski rezygnacji, jako ostatnią wziął do ręki poszukiwaną księgę zapowiedzi z 1946 roku. Wcześniej, kilkanaście lat temu, oglądał zapis wraz z ks. Józefem Barańskim. Księga zapowiedzi ślubnych z 1946 r., Kolegiata pw. św. Mikołaja w Końskich, fot. KW
Nazwiska Stefanii Firkowskiej i Tadeusza Bartosiaka zapisane w księdze zapowiedzi ślubnych z kościoła w Końskich. Odszukanie tego dokumentu w kancelarii parafialnej na początku marca 2011 roku zajęło Ryszardowi Cichońskiemu około 4 godzin. Bliski rezygnacji, jako ostatnią wziął do ręki poszukiwaną księgę zapowiedzi z 1946 roku. Wcześniej, kilkanaście lat temu, oglądał zapis wraz z ks. Józefem Barańskim. Księga zapowiedzi ślubnych z 1946 r., Kolegiata pw. św. Mikołaja w Końskich


Umarła wieś
Dlaczego nikt jej nie szukał po wojnie, przecież byli żołnierzami Armii Krajowej, odgrzebywali dawne kontakty - zastanawiał się Darek Kundera „Orlik”. Trop pojawił się w Stefanowie. Nie znajdzie się dziś tej wioski na mapie. Kiedy stały tu domy na porządnej podmurówce, była brukowana ulica, stawiane z kamienia piwnice, sady owocowe. We wrześniu 1944 roku kwaterował w Stefanowie 25 Pułk Piechoty Armii Krajowej z okręgu „Jodła”, była strefa zrzutów alianckich. 26 września Niemcy przystąpili do operacji. Mimo, że dysponowali ponad 1200 żołnierzami obława skończyła się fiaskiem, stracili blisko 140 ludzi, tyle samo było rannych, po stronie polskiej poległo 15 partyzantów. Wieś została jednak częściowo spalona, mieszkańcy wycofali się z partyzantami do lasów przysuskich. Wrócili kilka miesięcy później, w 1945 roku odbudowali wieś. Władze komunistyczne nie darowały im niewłaściwych sympatii politycznych - w 1950 roku teren Stefanowa został włączony do poligonu Barycz. „Przyjechało wojsko i przez kilka dni wysiedlano wioski puszczańskie: Stefanów, Budy, Zapniów, Eugeniów. Ludzie rozpaczali, płakali, musiano ich siłą wyciągać z domów i ładować do samochodów. Przesiedleni zostali na „ziemie odzyskane” i zupełnie rozrzuceni, głównie po Pomorzu. Traktorami i czołgami rozwalano świeżo odbudowane domostwa, a teren zrównano - wspominał zmarły 10 listopada w Kielcach generał Kazimierz Załęski „Bończa”, jeden z dowódców w 25 Pułku Armii Krajowej podczas bitwy Stefanowskiej. W stanie wojennym nazwa Stefanów ostatecznie znikła z map. W 1999 roku w umarłej wsi pojawili się młodzi ludzie ze Stowarzyszenia Orląt Armii Krajowej, zarośniętą drogę w lesie pokazał im generał Załęski „Bończa”, honorowy prezes i opiekun stowarzyszenia. We wrześniu 2000 roku zorganizowali pierwszą uroczystość w rocznicę powstania Państwa Podziemnego, postawili tabliczkę: W tym miejscu była wieś Stefanów, zaprosili byłych żołnierzy 25 pułku i mieszkańców okolicznych wsi. Od tamtej pory spotykaliśmy się co rok. Któregoś razu, przy ognisku jeden z partyzantów przypomniał sobie o „Felusiu”, padła nazwa Skotniki - opowiada Andrzej Karyś „Pomian” komendant Orląt.

Stefania Firkowska, 29.10.1944, Końskie. Urodzona 20.09.1925 r. w Końskich, córka Jana i Marianny. Żołnierz oddziału Narodowych Sił Zbrojnych - AK  Kpt. Józefa Wyrwy ps. „Stary” oraz łączniczka z dowództwem NSZ w Warszawie. Zamordowana przez Urząd Bezpieczeństwa przed Wielkanocą 1946 roku w okolicy Paradyża. Według zeznań naocznego świadka wyprowadzona z mieszkania sołtysa w Skotnikach przez grupę operacyjną UB z Końskich, kierowaną przez Stanisława Stonogę, i zgładzona w okolicach Wielkiej Wsi. Fot. Zakład Fotograficzny “Musielak”, Końskie ul. Małachowskich 32. fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński
Stefania Firkowska, 29.10.1944, Końskie. Urodzona 20.09.1925 r. w Końskich, córka Jana i Marianny. Żołnierz oddziału Narodowych Sił Zbrojnych - AK Kpt. Józefa Wyrwy ps. „Stary” oraz łączniczka z dowództwem NSZ w Warszawie. Zamordowana przez Urząd Bezpieczeństwa przed Wielkanocą 1946 roku w okolicy Paradyża. Według zeznań naocznego świadka wyprowadzona z mieszkania sołtysa w Skotnikach przez grupę operacyjną UB z Końskich, kierowaną przez Stanisława Stonogę, i zgładzona w okolicach Wielkiej Wsi. Fot. Zakład Fotograficzny “Musielak”, Końskie ul. Małachowskich 32. 
fot. udostępnił Ireneusz Górski i Ryszard Cichoński


Porwanie
Otwierać, bo wyłamiemy drzwi - w środku nocy ktoś załomotał pięściami do leśniczówki Bronisława Przymusa w Skotnikach. Czego chcecie, męża nie ma w domu, jestem sama z dziećmi - przerażona leśniczyna rozglądała się po izbie. Kilka tygodni wcześniej Przymusa i kwaterującego u nich Tadeusza Bartosiaka „Wilka” aresztował Urząd Bezpieczeństwa. Wtedy w leśniczówce zamelinowała się „Feluś”.

W styczniu 1945 roku jej oddział został rozbrojony w okolicach Radoszyc przez Armię Czerwoną. Kapitan Józef Wyrwa został aresztowany przez Rosjan, siedział w więzieniu kieleckim. „Feluś”, którą ominęła konfrontacja z bolszewikami, pozostała w konspiracji. Prawdopodobnie dołączyła do organizacji Wolność i Niezawisłość. Po aresztowaniu Przymusa i „Wilka” przygotowywała ucieczkę narzeczonego z więzienia w Opocznie. W Wielkim tygodniu przed Wielkanocą 1946 roku wytropił ją Urząd Bezpieczeństwa. Mama otworzyła drzwi, do środka weszło dwóch mężczyzn po cywilnemu z pistoletami maszynowymi, trzech uzbrojonych zostało na zewnątrz. Złapali Stefę za ręce, stawiała opór, ale obezwładnili ją i wyprowadzili z domu. Poprowadzili w stronę drogi na Sulejów - zeznała później w śledztwie prowadzonym przez Instytut Pamięci Narodowej Teresa Nowak, córka Bronisława Przymusa, która była świadkiem uprowadzenia „Felusia”. Wśród napastników rozpoznała funkcjonariusza Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Końskich. Ty wiesz, Stefa mi się dzisiaj śniła - przybiegła z samego rana do Kazimiery Cieślak jej siostra Marianna Cichońska. - No, mówię ci, śniła mi się jak tu stoję, powiedziała, że ją zabili i leży w ziemi za komórką i ustępem.

Marianna pojechała do Końskich do Urzędu Bezpieczeństwa. Skierowano ją do rozpoznanego funkcjonariusza, ten powiedział jej o zabójstwie, którego dokonali... nieznani sprawcy. Marysia z mężem wsiedli na rowery i pojechali do Skotnik, rozpytywali ludzi, ale nikt nic nie wiedział. W końcu ktoś im powiedział za plecami, żeby lepiej wracali do domu, bo jeszcze i oni będą leżeć w ziemi jak Stefa - opowiada Kazimiera Cieślak. Próbowali załatwić sprawę urzędowo, matka „Felusia” pisała do Kancelarii Premiera. Dostała odpowiedź: Obywatel Firkowska, 17.09.1946. Proszę o powiadomienie jak została załatwiona sprawa ekshumacji zwłok córki w Ministerstwie Bezpieczeństwa. Jeżeli sprawy nie załatwiono i są trudności, proszę o nadesłanie jeszcze raz podania na imię Premiera - podpisał Michał Pankiewicz, szef sekretariatu premiera. Rok później z biura Prezydium Rady Ministrów przyszło pismo, w którym obywatelce Marii Firkowskiej zakomunikowano, że „jej córka Stefania, według otrzymanych z Naczelnej Prokuratury Wojskowej wyjaśnień, nie była aresztowana przez organa Bezpieczeństwa Publicznego, lecz około Wielkanocy 1946 roku zabrana została przez niewykrytych czterech uzbrojonych osobników z mieszkania obywatela Przymusa w Skotnikach i odtąd ślad po niej zaginął. Przeprowadzone dochodzenie nie dostarczyło dowodów, aby podejrzany funkcjonariusz z Końskich brał udział w uprowadzeniu Firkowskiej Stefanii”.

- A tam nie brał, przecież ludzie widzieli go w nocy, przed leśniczówką. Mamusia chodziła, prosiła, panie, my nie chcemy zemsty, niech nam pan tylko odda ciało Stefy. Obraził się - Ja nic nie zrobiłem, ja jestem uczciwy człowiek. - O, żebyś ty był taki uczciwy - zaciska poskręcane reumatyzmem palce Kazimiera Cieślak.


Śledztwo
W 2002 roku Ireneusz Górski zwrócił się do Instytutu Pamięci narodowej z wnioskiem o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie zamordowania Stefanii Firkowskiej. Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej nie zdążyli już do podejrzanego funkcjonariusza „bezpieki”, zmarł przed rozpoczęciem śledztwa. Jego syn zeznał, że ojciec dowiedział się od żony o uprowadzeniu „Felusia”. Ponoć napad miał tło rabunkowe, bo Firkowska mogła mieć pieniądze przekazywane przez rząd londyński na działalność podziemia. Podał też wersję, że „Feluś” przekupiła kogoś w „bezpiece” w Opocznie, żeby załatwić ucieczkę więźniów, a ten bojąc się zdemaskowania, zabił ją - ucieczka z opoczyńskiego więzienia udała się następnego dnia.

Prokuratorzy przekopali wszystkie dostępne archiwa w Łodzi, Kielcach, Warszawie, Krakowie. Nigdzie nie znaleziono żadnych akt w sprawie Stefanii Firkowskiej. Gdyby nie pisma z Kancelarii Premiera, nie mielibyśmy żadnego dowodu, że zbrodnia w ogóle się wydarzyła - mówi Ireneusz Górski.

Bywają takie historie. Ta była szczególnie ciekawa i tajemnicza. No i ta dziewczyna, bardzo ładna - prokurator Jacek Kozłowski z oddziałowej Komisji Badania zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu przy Instytucie Pamięci Narodowej w Łodzi dobrze pamięta sprawę „Felusia”. W toku śledztwa pojawiło się wiele wątków, między innymi, że Firkowska doniosła komuś wysoko postawionemu w Warszawie o metodach przesłuchań stosowanych wobec więzionych w opoczyńskim areszcie. Ubecy mieli mieć przez to kłopoty i w odwecie zemścili się na niej. Niestety, nie zachowały się żadne akta, zresztą, jeśli to był odwet, nie mogło być żadnych dokumentów. Ludzie, którzy mogliby mieć związek z tą sprawą już nie żyją. Uznałem, że była to zbrodnia komunistyczna, choć pewnie nigdy nie ustalimy, jaką rolę odegrał w niej podejrzany funkcjonariusz z Końskich i z kim działał.

Górski niezależnie od śledztwa, szukał na własną rękę, jeździł do Skotnik, zostawił u proboszcza ogłoszenie z prośbą o pomoc w ustaleniu miejsca, gdzie zakopano ciało Stefanii, wypytywał ludzi w okolicznych wsiach. Nic, kamień w wodę. Udało mi się ustalić, że prawdopodobnie zastrzelono ją gdzieś pod Wielką Wolą w okolicach Paradyża. Ale kto ją tam znajdzie... mówi zrezygnowany. Dał zdjęcia „Felusia” z jej krótkim biogramem do Ośrodka KARTA. Niech chociaż będzie w książce - pocieszał się. Znalazły się wydanym w 2002 roku albumie Żołnierze wyklęci. Tam wypatrzył je „Orlik” Darek Kundera.


Rozpoznanie
Pojechaliśmy do Skotnik na rozpoznanie - opowiada Andrzej Karyś „Pomian”. Podczas letnich obozów „Orlęta” prowadzą kwerendę historyczną, pytają mieszkańców o wojnę, partyzantkę. Pracujemy w mundurach, żeby uniknąć anonimowości. Zresztą mundur i naszywka Armia Krajowa działa na starszych ludzi jak klucz do wspomnień zagrzebanych głęboko w pamięci.

Idźcie do babci Lewinówki, jej ojciec był „narodowcem” - pokierował ich miejscowy kościelny. Władysława Kowalska, z domu Lewin, z początku bardzo ostrożnie opowiadała o wojnie, w pewnym momencie wyrwał się jej „Feluś”. No była taka dziewczyna, miała narzeczonego „narodowca” - przypomniało się babci. Umówili się, że wrócą za parę dni. Starszym ludziom trzeba dać czas na odświeżenie wspomnień - tłumaczy „Pomian”. Do wielu przeżyć nie wracali od kilkudziesięciu lat, my rzucamy hasło, a oni próbują w sobie odnaleźć odpowiedź.

Za drugim razem babcia pamiętała lepiej: „Feluś” i ten jej narzeczony „Wilk” nie ujawnili się po wyzwoleniu, walczyli z komuną. Ją zabrali w nocy UB-owcy z leśniczówki w Skotnikach, wywieźli czarnym samochodem w stronę Dąbrowy nad Czarną. Sprzedała ją jedna rodzina. On też zginął kilka tygodni po niej. „Bezpieka” osaczyła go w okolicach Przedborza.

Skotniki nad Pilicą, 27.09.2009. Część rodziny Stefanii Firkowskiej przy odsłoniętej tablicy ku jej czci w 70 rocznicę powstania Podziemnego Państwa Polskiego. Jest to jedyne miejsce upamiętniające osobę „Felusia”, żołnierza podziemia, której ciała nigdy nie odnaleziono. fot. udostępnił Ireneusz Firkowski
Skotniki nad Pilicą, 27.09.2009. Część rodziny Stefanii Firkowskiej przy odsłoniętej tablicy ku jej czci w 70 rocznicę powstania Podziemnego Państwa Polskiego. Jest to jedyne miejsce upamiętniające osobę „Felusia”, żołnierza podziemia, której ciała nigdy nie odnaleziono. 
fot. udostępnił Ireneusz Firkowski


Andrzej Karyś odszukał rodzinę „Felusia”, poprosił o zgodę na dopisanie zakończenia jej historii. 21 września [2010 roku] w centrum Skotnik stanął pod okazałą lipą kamień podarowany przez jednego z mieszkańców wsi, gmina Aleksandrów dała samochód do transportu głazu, dyrektor miejscowej szkoły udostępnił salę na spotkanie. „Orlęta” ufundowały tablicę z marmuru. Z Końskich, Warszawy i Skarżyska-Kamiennej przyjechała rodzina Stefanii Firkowskiej. Kazimiera Cieślak, jedyna żyjąca siostra „Felusia”, chwiejnym krokiem podeszła do kamienia. Łzy płynęły jej po twarzy.

Ja nawet na czworakach bym poszła do grobu Stefy - mówi. Nie ma dla niej znaczenia, że grób siostry jest symboliczny. Teraz na Wszystkich Świętych będę miała gdzie postawić świeczkę, Stefa już będzie wiedziała, że to ode mnie. Ireneusz Górski wreszcie ma poczucie spokoju. Więcej chyba nie da się zrobić. „Orlęta” bardzo nam pomogły, sami nie bylibyśmy w stanie zorganizować takiego miejsca pamięci - przyznaje. Dopóki będę żył, będę przyjeżdżał do Skotnik na rocznicę Państwa Podziemnego.

Czy pomnik „Felusia” nie przeszkadza nikomu w Skotnikach? A dlaczego miałby przeszkadzać? - dziwi się Andrzej Wołoszyn, dyrektor tutejszej szkoły. Przecież to dla ludzi lekcja historii. Takie sprawy trzeba pokazywać. My też palimy tam lampki.

Skotniki nad Pilicą, 27.09.2009. W 70 rocznicę powstania Podziemnego Państwa Polskiego została odsłonięta tablica pamiątkowa poświęcona pamięci Stefanii Firkowskiej. Grupa inicjatywna: Stowarzyszenie Orląt Armii Krajowej z Kielc, kierowane przez pułkownika Andrzeja Karysia ps. „Pomian”, Urząd Gminy w Aleksandrowie, społeczność, dyrekcja szkoły i młodzież ze Skotnik. fot. udostępnił Ireneusz Firkowski
Skotniki nad Pilicą, 27.09.2009. W 70 rocznicę powstania Podziemnego Państwa Polskiego została odsłonięta tablica pamiątkowa poświęcona pamięci Stefanii Firkowskiej. Grupa inicjatywna: Stowarzyszenie Orląt Armii Krajowej z Kielc, kierowane przez pułkownika Andrzeja Karysia ps. „Pomian”, Urząd Gminy w Aleksandrowie, społeczność, dyrekcja szkoły i młodzież ze Skotnik. 
fot. udostępnił Ireneusz Firkowski


Kiedyś ludzie tłukli na tym kamieniu orzechy. Teraz mają kawałek prawdziwej historii o niezwykłej dziewczynie - Andrzej Karyś „Pomian” ma powód do satysfakcji. Dla „Orlika” Darka Kundery, który zagrzebał się w historii „Felusia”, to niezwykła walka z czasem. Każdy ma w życiu coś do zrobienia. Po co szukać papierowych autorytetów, kiedy są prawdziwi ludzie, tylko trzeba ich pokazać. Kiedyś przeczytałem takie zdanie, że naród, który nie szanuje swojej historii nie różni się niczym od zwierząt.

Iza Bednarz
[tekst ukazał się w Echo Dnia, Kielce]