sobota, 9 września 2017

Kapliczkowe wieści 1918, 1939, 1945

Dzisiaj pokażę państwu trzy fotografie kapliczek - krzyży związanych ze zbliżającymi się rocznicami odzyskania i utracenia wolności 1918, 1939 i 1945. Zmuszają one do zastanowienia i zadumy.

Czy to już jest świt wolności 1918? Fotografia pochodzi z dużego zbioru koneckiego legionisty Kazimierza Kapla, autora rymowanej kroniki historii Końskich, artysty, rysownika, malarza… Fotografię udostępniła p. Agnieszka Byczkowska.

Legioniści przed krzyżem - kapliczką

Czy to już jest świt wolności 1918? Fotografia pochodzi z dużego zbioru koneckiego legionisty Kazimierza Kapla, autora rymowanej kroniki historii Końskich, artysty, rysownika, malarza…
Polecam ciekawy artykuł p. Pawła Putona z Radomia: „Pamiątki Wielkiej Wojny”. Kapliczki regionu radomskiego z czasów I wojny światowej

sobota, 19 sierpnia 2017

Czy król Stanisław August Poniatowski był w Gowarczowie w 1787? Kalendarium pobytu SAP w Końskich i okolicy

Król Stanisław August Poniatowski - trasa przejazdu z Końskich do Ruskiego Brodu. 
Reymanns Special-Karte 135A, fragment mapy z początku XIX w.

12 i 13 lipca - Miedziana Góra

zwiedzał Poniatowski kopalnie miedzi na Miedzianej Górze, w pobliżu Kielc,


14 lipca - Królewiec, Antoniów, Radoszyce

- piece do topienia rud w Królewcu (20 km od Końskich w stronę Kielc), fabryki żelazne w Antoniowie (koło Radoszyc) i Radoszyce,


15 lipca Jacentów, Radoszyce

- fryszerski w Jacentowie (na północ od Radoszyc w odległości 6 km) i zanocował w Radoszycach… Naj. Pan wyjeżdżając z Radoszyc udarzył złotym medalem majstra cieślę i razem dobrego mechanika urodzeniem Polaka dla zachęcenia do tak pożytecznej dalszej budowy i uczczenia drugich raczył także na tymże miejscu dać podarunek majstrowi Polakowi, dozór i pierwszeństwo nad ludźmi fabrycznemi mającemu...
[Wizycie w Malińcu poświęcę kolejny artykuł]


16 lipca Końskie, Pomyków

w poniedziałek około 8 rano wrócił do Końskich, mając przy swym boku Popiela, kasztelana sandomierskiego, jako reprezentanta województwa, do którego wtedy i Końskie należały.
Na granicy powiatu opoczyńskiego:
„czekali na jego Król. Mość licznie zgromadzeni obywatele powiatu opoczyńskiego i radomskiego, uszykowani w linię, mając przed sobą więcej stu ułanów z proporcami, w zielone kurtki i rajtuzy przybranych. Gdy Najjaśn. Pan zastanowił się, przystąpili do karety z urzędnikami JPanowie Małachowski (Antoni), wojewoda mazowiecki, Małachowski (Jan Nepomucen), Starosta Opoczyński, Marszałek Trybunału (w Piotrkowie) i Potkański, Starosta Radomski...
Ruszyła się potym ku miastu cała ta poważna asystencja, mając przed sobą wspomnianych wyżej ułanów w pośrodku ludu obojej płci, na gościńcu i w mieście we dwie linie uzyskowanego przy wesołych okrzykach i biciu z armat. Na wstępie miasta była wystawiona wspaniała brama z herbem królewskim (Ciołek), ozdobiona makatami i innymi drogimi materiałami, przez którą, gdy Jego Król Mość wjechał, witany był naprzód od kahału” [Witał króla rabin Rosenblat - według notatek o bóżnicy koneckiej p. Piżyca], potem od Magistratu, a mieszczanie wszyscy stali pod bronią we dwie linie aż do samego kościoła uszykowani.
Wstąpił Najjaśn. Pan do kościoła, gdzie po uczynionym siebie powitaniu przez J. księdza Traczewskiego modlił się przed wystawionym przy ołtarzu pulpicie, a potem oglądawszy wewnątrz i zewnątrz, szedł pieszo do pałacu JPana Małachowskiego (Jana Nepomucena), starosty opoczyńskiego, Marszałka Trybunału koronnego, któremu łaskawie order Orła Białego konferować (tu - ofiarować) raczył; wyszedł potem do sali, gdzie witany był wyborną mowę naprzód od JPana Potkańskiego, starosty Radomskiego, potem od JPana Dunina Wąsowicza [6], sędziego ziemskiego Radomskiego.
...Około godziny 5 obejrzawszy Naj. Pan strukturę pałacową i odwiedziwszy mieszkanie JPaństwa kanclerstwa (Małachowskich), gdy dano znać o zaszłych (nadeszłych) powozach, udał się o ćwierć mili do Pomikowa (Pomyków faktycznie ta miejscowość się nazywała i nazywa) [Jan Małachowski, dziedzic Końskich założył w Pomy
kowie, 3 km od miasta w 1750 r. ruralnię, czyli fabrykę strzelb
i bagnetów. Pracowali prawie sami robotnicy niemieccy, których było 40 rodzin, zamieszkałych w 18-20 domach budowanych
systemem pruskim. Oprócz broni robiono tu przedmioty żelazne i stalowe: łóżka, narzędzia rolnicze i rzemieślnicze, naczynia, blachy, gwoździe. Broń tu wyrabiana była tańsza i lepsza od zagranicznej. Dn. 22.09.1794 r. Kościuszko nakazał tę fabrykę 
(i kozienicką) przenieść do Warszawy], miejsca sławnego fabryką strzelby, wziąwszy z sobą do karety kanclerza wielkiego koronnego i starostę Opoczyńskiego dziedzica Małachowskich, oraz JPana Popiela, kasztelana sandomirskiego.
Szło za królem Jegomościa kilkanaście powozów dla towarzyszów drogi, dworu i gości różnych przygotowanych. Tam przybywszy prowadził naprzód dziedzic króla Jmci do wystawionego na śrzodku (na środku) ul. Fabrycznej szpalerem lipowym wysadzonej kolosu (piramida) , prawdziwie pięknym gustem i symetrją z flint, bagnetów i szpontonów (krótka pika, właściwie sponton) złożonego, wynalazkiem JPana Miączyńskiego, starosty krzepickiego.
Stała wpośrzodku kolosu tego cyfra królewska (inicjały imienia i nazwiska króla) z zamków od strzelb i kolb kształtnie ułożona, która się na pedestale (dziś piedestał - wzniesienie, podium, podstawa kolumny lub pomnika, z franc. piedestał) obszernym temiż kolbami, bagnetami i stemplami (drut stalowy do ubijania naboju w lufie, dziś służący do czyszczenia broni palnej) zamiast girlandy ozdobionym utrzymywała. Zbliżonego Naj. Pana do kolosu witał niemieckim językiem [Polak był wtedy tutaj tylko jedynym majstrem] jeden z najstarszych rzemieślników oraz imieniem zgromadzenia swojego fuzją kształtną w tej fabryce sporządzoną Naj. Panu ofiarował.
Oglądał potem Jego król Mość domy fabryczne, a zabawiwszy się z godzinę szedł pieszo do zbudowanego nad stawem gmachu dla widzenia roboty toczenia, świdrowania oraz polorowania rur i bagnetów, co wszystko z ukontentowaniem swojem oglądawszy, wrócił do Końskich.
Tymczasem w bliskiej oficynie rozpoczęte były tańce kompanii dam i kawalerów przytomnych (obecnych), którą kompanię chcąc bytnością swoją Naj. Pan przyozdobić, szedł tam i podaniem ręki swojej pańskiej w taniec JPani kanclerzyny wielkiej koronnej, potem innym z kolei damom, kontynuował ochotę aż do zachodu słońca.
Na koniec zjadłszy w altanie ogrodowej lekką kolację i zabawiwszy się spacerem po obszernym szpalerze rzęsistym ogniem iluminowanym, przy wystawionej cyfrze imienia swojego, a odgłosie muzyki, pożegnał kompanię, która na kolację wielką do kilku stołów w starym pałacu udała się”.

niedziela, 30 lipca 2017

Koneckie studnie II

Jest rok 1939 - wrzesień, a może było to nieco później. 
Żydzi nie mają jeszcze opasek. Plac przed kościołem - konecki Rynek.

W lutym 2010 zamieściłem artykuł o koneckich studniach. Przedstawiłem dość prymitywny, aczkolwiek ciekawy i dokładny szkic - plan Końskich z lat 30. XX wieku z umiejscowieniem studni. Artykuł kończy się refleksją: Może warto umieścić w planach rewitalizacji koneckiego centrum rekonstrukcję takiej studni; są plany studni z połowy XIX wieku.

Takie tam naiwne autorskie ble, ble, ble… A swoją drogą przy opracowywaniu planów rewitalizacji koneckiego Rynku tylko jedna pracownia architektoniczna zapytała się: jak upamiętnić wielowiekowy pobyt w Końskich i ostatnią drogę Żydów - ten konecki Umschlagplatz?
Dzisiaj ukażę historię tej studni w innym aspekcie. Powrócę zatem do fotografii, którą wówczas również pokazywałem.

Jest rok 1939 - wrzesień, a może było to nieco później. Żydzi nie mają jeszcze opasek. Plac przed kościołem - konecki Rynek. Grupa Niemców przygląda się pobieraniu wody przez dwóch Żydów. A może Niemcy sami zainscenizowali tą scenkę… Tuż obok, za niewysokim płotkiem Niemcy utworzyli dla poległych cmentarz.

W obrębie utworzonego getta (dokładny plan getta przedstawiłem w artykule w maju 2016) było tylko kilka studni do czerpania wody (doliczyłem się pięciu - na ulicy Warszawskiej, na ulicy Berka Joselewicza - dwie, w Rynku dwie).

Ta studnia ma szczególną historię. Zachowała się bogata korespondencja - kilkadziesiąt dokumentów w sprawie stanu sanitarnego miasta: do Rady Starszych Ludności Żydowskiej, do burmistrza miasta Końskie i do Komisji Sanitarnej; z 1942 roku. Zbiór ten wymaga zapewne naukowego opracowania i przedstawienia.

niedziela, 9 lipca 2017

Historia Wąglowa

Fragment mapy województwa sandomierskiego z 1791 roku Karola de Pethersa.
...Niemal w każdej miejscowości wokół Wąglowa były dymarki lub fryszerki gdzie wytapiano i przekuwano żelazo (kuźnice były potrzebne, aby usunąć część zanieczyszczeń) potrzebny był więc węgiel drzewny, który wytwarzali tzw
. kurzacze...

Jest to niewielka miejscowość należąca do gminy Stąporków. Udokumentowana historia Wąglowa mówi o jego ponad 300 letnim istnieniu i ściśle jest związana z Zagłębiem Staropolskim. Etymologicznie nazwa Wąglów wywodzi się od węgla. W gwarze śląskiej, która przechowała do dzisiaj wiele staropolskich słów, na węgiel mówi się wągiel. Prymitywne piece hutnicze do wytopu żelaza bazowały na węglu drzewnym. W tej części Ziemi Świętokrzyskiej dominowały prastare lasy, które były magazynem surowcowym w procesie wypalania węgla drzewnego. Sądzę, że to ta pierwotna działalność była zalążkiem wsi Wąglów i określiła jej nazwę. Niemal w każdej miejscowości wokół Wąglowa były dymarki lub fryszerki gdzie wytapiano i przekuwano żelazo (kuźnice były potrzebne, aby usunąć część zanieczyszczeń) potrzebny był więc węgiel drzewny, który wytwarzali tzw
. kurzacze. Ks. Jan Wiśniewski w Monografii Dekanatu Koneckiego wymienił Wąglów w roku 1712. Uczynił to opisując hojnego darczyńcę kościoła w Odrowążu Jana Zaluszewskiego i jego syna Kazimierza jako właścicieli Niekłania Mniejszego i kuźni wodnej (minery) o nazwie Wąglów. Nazwa wsi dotyczy więc produkcji węgla drzewnego, która mogła powstać jeszcze w XVII wieku. Produkcja węgla drzewnego, wytop i przekuwanie żelaza była zlokalizowana koło stawu na rzece Czarnej. Ten zalążek wsi był czynnikiem sprzyjającym rozrostowi wsi Wąglów. Był on jednak bardzo powolny gdyż w latach 1823-27, kiedy to kuźnicę nazywano „fabryką żelaza” wieś Wąglów składała się z sześciu drewnianych domów w których było 75 mieszkańców.

sobota, 1 lipca 2017

Poszukiwanie zaginionych zawodów. Gowarczów miasto, parafia i gmina 1810-1848

Szwajcar kościelny… przestrzega gadających w kościele, podczas nabożeństwa, aby drugich nie gorszyli - a czasem nieposłusznych i wyprowadza… To zapewne nie było jedyne zajęcie strażnika. Oryginalna tabliczka z końca XIX lub początku XX wieku. W: Muzeum etnograficzno – historycznym powstałym z inicjatywy Euzebiusza Barańskiego w roku 2002. Mieści się ono w zabudowaniach parafialnych tj. w budynkach przeznaczonych dla służby kościelnej tzw. organistówce w Fałkowie. Foto. KW.

Szukanie zaginionych, starych zawodów nie przypomina szukanie Atlantydy. Co chwila znajduję zawody, których nazwy mnie zaskakują. Tak jest i w tym przypadku. Któż z nas wie co oznaczają nazwy: cyrulik, dziewka, exaktor, fizyk, forszpan, karbowy, mularz, pachciarz, palarz, sągarz, strycharz, wasągarz… by wymienić tylko nazwy te bardziej tajemnicze. Dla mnie prawdziwym „królem tajemniczych zawodów” jest: szwaycar kościelny.
  • szwajcar kościelny… przestrzega gadających w kościele, podczas nabożeństwa, aby drugich nie gorszyli - a czasem nieposłusznych i wyprowadza...
A teraz przejdę do „żelaznych korzeni” miasta Gowarczowa, parafii i gminy w latach 1810 - 1848. W poprzednim artykule przedstawiłem gwozdziarzy. Przyszła kolej na kolejne zawody.