niedziela, 21 sierpnia 2016

Zaginiony „stary świat” – koneckie kuczki

Końskie ul. Marszałka Piłsudskiego. Najbardziej znana i charakterystyczna konecka kuczka. 
Przed II wojną światową w kamienicy i przyległościach mieszkał należący 
do koneckiej elity finansowej Josek Mintz z rodziną. 
[Josek Mintz był właścicielem Fabryki Odlewów Żeliwnych „Neptun”] 
 Foto. KW

O kuczkach i Sukot

Kuczka (hebr.: suka, pol.: przybytek, jid.: suke)
– namiot, szałas z gałęzi budowany przez Żydów w związku z jesiennym świętem Sukot (w Polsce nazywanym – „Świętem Szałasów” lub „Świętem Kuczek”). Zwyczaj, a nawet nakaz ten wywodzi się z tradycji biblijnej, z „Księgi Kapłańskiej”. Jest w niej napisane, że Żydzi piętnastego dnia siódmego miesiąca, po zebraniu plonów ziemi (z pól, sadów, winnic), będą przez siedem dni obchodzić święto Pana Boga. I będą żyli w szałasach. Miały one symbolizować ciężką pustynną drogę Żydów do Ziemi Obiecanej, ale i opiekę nad nimi sprawowaną (podczas wędrówki) przez samego Pana.

Do dziś Sukot jest świętem pielgrzymim i rolniczym. Zaczyna się piętnastego dnia miesiąca tiszri (wrzesień-październik) i trwa siedem dni. To wesołe święto żydowskie, w które panuje wielka radość – głównie z zebranych rolniczych zbiorów. Żydzi modlą się o deszcz i bogaty urodzaj ziemi w roku następnym. Na tę okoliczność czyni się specjalny bukiet z roślin i drzew, zwany lulawem (składa się na niego: etrog – owoc cytrusowy, hadas – gałązki mirtu, lulaw – gałązka palmy, arawa – gałązki wierzby).

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Gałki, tragiczny poranek 11 kwietnia 1940 roku

30 marca 1940 roku o świcie Niemcy okrążyli Gałki Gielniowskie... 
 wspominała Bronisława Cieślak, z domu Sokołowska. 
Foto. Jacek Lombarski

Na rozkaz SS - Gruppenführera Fritza Katzmanna, dowódcy SS i policji dystryktu radomskiego, po północy 30 marca 1940 roku w kierunku Przysuchy wyruszyły dwa pododdziały policji. Jeden z nich skierował się do Huciska, gdzie został rozgromiony przez stacjonujący tam Oddział Wydzielony Wojska Polskiego majora Hubala. Drugi otoczył wieś Gałki Gielniowskie.

- 30 marca 1940 roku o świcie Niemcy okrążyli Gałki Gielniowskie – wspominała Bronisława Cieślak, z domu Sokołowska.
- Najpierw ostrzelali wieś, następnie zaczęli dobijać się do domów. Wyciągali chłopów z łóżek i wpychali do stodoły stojącej pośrodku wsi. Przyprowadzili z sąsiedniej wsi Mechlin 23 chłopów. Wprowadzili ich do tej samej stodoły. Za chłopami z Mechlina biegły żony z różańcami. Podawały ubrania, jedzenie. Niemiec odpowiadał, że to niepotrzebne. Zaczął się płacz. Niemcy wyprowadzili chłopów ze stodoły, ustawili ich czwórkami i przez pola doprowadzili ich do Gielniowa, do samochodów. Wszystkich zawieźli do więzienia w Radomiu. Wraz z chłopami zabrana była do więzienia w Radomiu nauczycielka, która uczyła dzieci w szkole w Gałkach. Widziała jak ich mordowali i bili podczas przesłuchań.
4 kwietnia wszystkich przewieźli samochodami do miejscowości Firlej za Radomiem. Tam ich rozstrzelano. Nie wiemy, w którym grobie ich zakopano.
W dniu 11 kwietnia 1940 roku Niemcy ponownie okrążyli naszą wieś. Zastali w domach i zabrali 12. chłopców i mężczyzn w wieku od 14. do 60. lat. Wszystkich wyprowadzili za wieś, związali jednym sznurem i zastrzelili. Wszystkich zakopali, że nawet nie było widać. Następnie spalili całą wieś doszczętnie; nawet mury porozwalali granatami.

środa, 10 sierpnia 2016

Mikołaj Szlifierz 1873-1963. Rzeźby w Końskich i Skarżysku-Kamiennej (odnalezione)

Końskie, cmentarz parafialny, rzeźba Chrystusa na grobie Sykulskich.
Rzeźba jest bardzo zniszczona (ta i inne odnalezione), a wielokrotne pokrycie ich farbą zatarło przyzwoitą, jak się wydaje, jakość. Artysta był uczniem Laszczki, rzeźbiarza wykształconego w Paryżu, któremu bliski był akademizm i związany z nim neoklasycyzm (naśladownictwo wzorców rzeźby antycznej i jej kontynuacji w późniejszych epokach), stąd forma uspokojona, statyczność, nawiązania do antyku (np. w układzie szat postaci). Symbolika rzeźb jest uproszczona i dość jednoznaczna.
Mikołaj Szlifierz był zatem reprezentantem neoklasycyzmu, choć nieobce były mu również elementy sztuki ludowej, istotnej w sztuce przełomu XIX i XX w.
Foto. KW.

Stacje Drogi Krzyżowej - Kolegiata pod wezwaniem św. Mikołaja w Końskich

Ks. Józef Barański w swoim dziele: Kolegiata pod wezwaniem św. Mikołaja w Końskich przewodnik po sacrum napisał:
Bardzo szczegółowy inwentarz koneckiego kościoła z roku 1891 nic nie wspomina o istnieniu w nim Drogi Krzyżowej, którą zaprowadzono dopiero w roku 1906. Na jednej ze stacji była (obecnie zamalowana) odciśnięta pieczęć firmowa:
Fr. Schoeffer, Piekary Śląskie, 1885 r.
Za sprawą Marka Kozerawskiego sołtysa z Rogowa spotkałem się z rodziną Mikołaja Szlifierza, mieszkającą nadal w Rogowie. „Żywy” jest rodzinny przekaz, że wykonawcą stacji Drogi Krzyżowej był Mikołaj Szlifierz. Poszedłem tym tropem.
Rozmawiałem z panią Barbarą Kobyłczyk-Szaefer, wnuczką założyciela niewielkiej fabryczki figur świętych - Zakład Sztuki Kościelnej Schaferów z Piekar Śląskich.
Nie jest możliwe odtworzenie dzisiaj, czy rzeźby projektował Mikołaj Szlifierz; czy był również autorem poszczególnych matryc? Nie zachowały się dokumenty (zniszczone w czasie ostatniej wojny), pani Barbara nie pamięta również tego nazwiska wśród innych nazwisk artystów znanych ze współpracy z firmą.
Zakład powstał 26 czerwca 1898 roku z inicjatywy Kazimierza Schaefera i od początku produkował dewocjonalia, szaty i utensylia kościelne i druki religijne. Korzystał przy tym ze swej lokalizacji - tuż przy największym ośrodku pielgrzymkowym Górnego Śląska w Piekarach. Stroną plastyczną, to znaczy współpraca z pracowniami rzeźbiarskimi z Wrocławia, Warszawy i Krakowa (co nie ułatwia identyfikacji nazwisk autorów poszczególnych matryc), a ponadto malowaniem figur drogimi sprowadzanymi z Paryża farbami olejnymi zajmował się brat Kazimierza, absolwent Akademii Sztuk w Monachium.

niedziela, 31 lipca 2016

Teofila Maleszaka opowieści o kapliczkach w Adamowie i Królewcu. Król w Królewcu 14.07.1787

Adamów, kapliczka z rzeźbą Chrystusa Frasobliwego - zbliżenie. 
Foto. KW.

Chrystus Frasobliwy w Adamowie

- Nazywam się Maleszak Tofil. Mój stryj chorował na cholerę i zostawili go, że jakoś do umarcia. Obłożyli go serwatką… maślanką... Ale jak go zostawili... i jak go [zapewne nieco później] wzięli - już ozdrowiał. Po tej maślance ozdrowiał. I z tego powodu on go odkuł, tu. Odkuł i osadził. Ja jeszcze ich pamiętam. Mam, 63 lata. Ojca nie pamiętam, ale syna to pamiętam.
- Zacina deszcz, marnuje się.
- Takie jego życie. Piękna drewniana rzeźba. Była inna - skradziono.
- A ta skąd się wzięła?
- Rzeźbiarzem figury był Kwiecień Józef z Matyniowa. On był samoukiem. Nie widział tamtego oryginału. Bo jakby widział oryginał, to by zrobił identyczny.
- Przepięknie zrobił.
- W 1974.
- Mniej więcej kilka lat wcześniej skradziono poprzednią?
- Mój ojciec jako ojciec - wzięli my się za to.
- Pojadę do Józka - powiedział [ojciec] - to może zrobi.
- On od razu wybrał spękane drewno?
- Nie, nie. To później spękało.
- Rysy zrobił żeby nie pękało.
- Bo i tamten [poprzedni, ukradziony Chrystus Frasobliwy] też miał tu wgłębienie, bo tu też pękł. On był wyższy. Koronę cierniową z igiełkami miał zrobioną.

niedziela, 24 lipca 2016

Janina Regina Kosmalowa 1907-1984. Pomoc jeńcom, wysiedlonym, uchodźcom warszawskim...

Koneckie dzieci wojny - punkt dożywiania dzieci 1941 r. Osobą stojącą najwyżej, 
w białym fartuchu jest Janina Regina Kosmalowa, poniżej ks. Kazimierz Sykulski.
W oddali charakterystyczny budynek łaźni miejskiej. 
Na odwrocie fotografii podziękowanie za pracę przy dożywianiu dzieci…
Foto. z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

Janina Kosmalowa urodziła się 24.06.1907 r. w Łodzi jako córka Stefana Tomasza Anglika i Marianny z Zarzyckich. Po ukończeniu gimnazjum do roku 1929 pracowała jako sekretarka w Łodzi w Instytucie Dramatyczno-Muzycznym swego ojca. Po wyjściu za mąż za Władysława Kosmala zamieszkała w Końskich. Do 1939 r. udzielała się pracy charytatywnej w różnych dobroczynnych stowarzyszeniach w tym w PCK. W 1938 r. ukończyła kurs PCK z zakresu ratownictwa ogólnego. W okresie okupacji w latach 1939-45 pracowała honorowo z ramienia Komitetu Pomocy wysiedlonym i PCK w akcji przy wysiedlonych, udzielając pomocy poszkodowanym jak również najbiedniejszej ludności Końskich i okolic. Opiekowała się wraz z mężem felczerem i jego synem Włodzimierzem studentem medycyny jeńcami wojennymi w pierwszych dniach okupacji. Pracowała również w delegaturze RGO.