niedziela, 27 listopada 2016

Bon Chrześcijańskiego Towarzystwa Oszczędnościowo–Pożyczkowego „SPÓJNIA” z 1917 r.

Stronie konskie.org.pl „stuknęło” osiem lat działalności, zostało zamieszczonych 400 artykułów - właśnie ten jest 401. Można by odnieść wrażenie, że tematyka powoli się wypala… Nic bardziej mylnego. Mam pewność, że jesteśmy na początku drogi.
Dzisiaj rozpoczynam tematykę banknotów zastępczych, bonów i monet dominialnych związanych z naszym terenem - mam na myśli powiat konecki w granicach przed 1939. A jest o czym pisać i co zamieszczać. Nie przypuszczacie Państwo jak wiele. A to: banknoty dominialne z Białaczowa , monety dominialne z Bliżyna i inne. Wśród tych innych zupełnie nieznane są banknoty dominialne z Końskich Wielkich z połowy XIX wieku. To prawdziwe rarytasy sporadycznie notowane w literaturze przedmiotu (a jest ich w kolekcji kilkadziesiąt egzemplarzy - ja znam tylko jeden notowany przez prof. Mariana Kowalskiego).
Wyobrażam sobie, że mógłby powstać katalog koneckich banknotów zastępczych, bonów i monet dominialnych z reprintami tychże.
KW

Bon Chrześcijańskiego Towarzystwa Pożyczkowo – Oszczędnościowego „SPÓJNIA” w Końskich, wydany przed majem 1915 roku. Wartość: 5 kopiejek, bez daty.
...W muzeach tego typu walorów nie ma, a wśród prywatnych kolekcjonerów tylko nieliczni je widzieli. Od czasu I WŚ przechodziły z rąk do rąk tylko do najwybitniejszych numizmatyków. Spowodowane to było ich rzadkością - Robert Gorzkowski. Wizerunek bonu ze swojej kolekcji udostępnił Robert Gorzkowski.

Spójnia

Spółdzielnia Oszczędnościowo – Pożyczkowa w Końskich pod nazwą Koneckie Chrześcijańskie Towarzystwo Oszczędnościowo – Pożyczkowe „SPÓJNIA” zostało powołane 11 sierpnia 1911 roku. Terenem działania Towarzystwa był powiat konecki i opoczyński. Obecni na zgromadzeniu członkowie w liczbie 107 osób złożyli deklaracje o odpowiedzialności za ewentualne straty Towarzystwa. Do zarządu wybrano: Juliusza Tarnowskiego - na Prezesa Zarządu, Albina Chojkę - na wiceprezesa, członków Zarządu: Władysława Królikiewicza, Feliksa Białeckiego i Antoniego Postułę. Do Rady Nadzorczej wybrano: Władysława Kledzika, Jana Radwana, Teofila Andrusiewicza, Feliksa Zbrożka, a w skład Komisji Rewizyjnej: Bronisława Sommera, Kryspina Zieleniewskiego oraz Stanisława Macusza. Podjęto uchwałę, aby od udzielonych pożyczek pobierać oprocentowanie 7,5%, a za wkłady z wypowiedzeniem rocznym płacić 6%, a poniżej jednego roku 5%. Wkład roczny jednego członka ustalono na 3 tys. rubli…

niedziela, 20 listopada 2016

Kawęczyn, Miedzierza - życie wsi, lata 30. XX wieku. Wspomnienia nauczyciela Bronisława Sobczyńskiego - cz. III

Kawęczyn, dawne zabudowania fabryczne, później „siedziba” młyna - obecnie obiekt zabytkowy. 
Foto. KW.

Zamiast wstępu

Wspomnienia przepisywałem z wypiekami na twarzy. Znając całość można wyrobić sobie zdanie o ówczesnej społeczności wiejskiej, autor nazywa ich gminniakami z Kawęczyna i Miedzierzy, w zderzeniu z instytucjami państwowymi i in.: sejmikiem powiatowym, starostą i jego urzędnikami, policją państwową, leśnikami, dworem, kościołem, urzędnikami administracji samorządowej… Uf! Takie tam piekiełko.
Moi dziadkowie: Bronisława i Franciszek Woźniak mieszkali w opisywanych latach trzydziestych w Miedzierzy (1934 0 1939) . Babcia była gospodynią domową, dziadek wiejskim policjantem (a jest tu mowa o PP i nie są to zdania pochlebne), mój ojciec chodził do opisywanej wiejskiej szkoły w Miedzierzy - Kawęczynie. Odnalazłem w swoich zbiorach fotografie pierwszej nauczycielki z Kawęczyna i inne ciekawe dokumenty...
Stąd te moje wypieki.
Mam pewność, że wspomnienia spisywane są u kresu życia Bronisława Sobczyńskiego - lata 50.? Są przepełnione walką „dobra ze złem”, opisami pracy u podstaw, zadowoleniem z dokonań… ale i goryczą, ostrymi, dosadnymi osądami - czy sprawiedliwymi?
Czy żar tamtych dni i konfliktów wypalił się? Patrząc na szutrową drogę łącząca Kawęczyn z Miedierzą sądzę, że nie...
Dziękuję p. Krzysztofowi Pawlikowskiemu, sołtysowi wsi Kawęczyn za udostępnienie wspomnień. Wkrótce kolejne fragmenty pamiętnika.


Młodzież

Młodzież zrzeszająca się w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży była prowadzona przeważnie przez miejscowych wikariuszy. Na ich zebraniach niedzielnych przeprowadzałem od czasu do czasu pogadanki na tematy historyczne, geograficzne, przyrodnicze. W czasie późniejszym objęła prezesurę i opiekę nad stowarzyszeniem pani Sasadeuszowa [żona komendanta posterunkuy PP w Miedzierzy] i ona prowadziła miejscowe koło, a także została chrzestną matką przy poświęceniu sztandaru młodzieżowego. Ja osobiście prowadziłem wieczorowe kursy dla analfabetów oraz kurs rolniczy „Staszica” dla starszych i dla młodzieży. Jeden z przygodnych słuchaczy na pozór poważny i dość rozsądny gospodarz, lecz gdy wdał się w dyskusję, okazał się mocno zacofanym i bez żadnego poczucia godności osobistej i obywatelskiej, nie wspominając już o dumie narodowej. Czuł się pokrzywdzonym z racji ukarania go przez policję mandatem dziesięciozłotowym za opilstwo i za pozostawienie bez opieki na ulicy w dniu targowym konia, który spłoszył się i narobił wielkiego karambolu wśród ludzi i straganów. Teraz narzekał na rząd polski, bo za cara było lepiej. Jak się człowiek upił i robił brewerie, to strażnik nawalił go po mordzie ile wlazło i wypędził do domu dając jeszcze kopniaka w tyłek jeżeli się ktoś upierał. Ale jak kto chciał to mógł się wyspać w rynsztoku do woli i bez żadnego sztratu [?].
Teraz grzecznie, ale płać mandat, albo do aresztu. Wiózł na wozie prosiaka związanego zaraz mandacik, jechał prędzej przez most - mandacik, jechał bez światła - mandacik, bez tabliczki - mandacik i tak w kółko, tylko mandacik, a ty biedny chłopie tylko płać. Chcąc było prowadzić uświadamianie wśród takiego elementu, trzeba było uzbroić się w dużą dozę cierpliwości i poświęcenia. Jednocześnie trzeba było być nie mniej wyrozumiałym. Niejednokrotnie trzeba pobłażać dorosłym, więcej niż małym dzieciom, skoro taki gospodarz, mający dzieci dorosłe zaoponował mi na wykładzie, że nieprawdą jest, że jaskółki odlatują na zimę do ciepłych krajów, bo zamieniają się na zimę w żaby i zimują w stawach lub w rzekach. Albo, że pędraki chrabąszcza żyją w ziemi przechodząc przeobrażenie. Po przeobrażeniu wychodzi z ziemi chrabąszcz - w głos roześmiał się, bo to niemożliwe by z takiego robaka zrobił się chrabąszcz. Jednak po długotrwałym zmaganiu się z zacofaniem i ciemnotą - przełamano pierwsze lody i wyłoniło się spośród dorosłych kilkunastu gospodarzy światlejszych i uświadomionych już częściowo, u których teraz zaczęło się budzić poczucie godności obywatelskiej i narodowej. Starali się oni odrobić to wszystko co było przodownikowi w propagowaniu i realizowaniu wszelkich poczynań, dążących do podniesienia kultury i oświaty, oraz do podniesienia stopy życiowej na wsi. Zrozumieli, że „oświata ludu może dokonać cudu”. Nie obeszło się jednak i bez zgrzytów, bez walki z zacofanymi jeszcze filozofami chłopskimi - dotychczasowymi prowodyrami wsi, którzy nie chcąc utracić swojej pozycji, chwytali się różnych niegodziwych podstępów. Stopniowo tracili autorytet i byli zmuszani ustępować miejsca nowym ludziom. Pozostała jeszcze zbyt liczna grupa gospodarzy, trzymających się na uboczu, żyjących tylko własnym życiem, obojętnych na wszystko co się wokół nich dzieje, a przeto i nie orientujących się w sprawach gromadzkich, w sprawach ogólnospołecznych. Przyjmowali wszelkie bajki wiejskie bezkrytycznie i dlatego byli podstępnym elementem na wszelkie podjudzania przez ludzi złej woli, zazdrosnych, złośliwych, albo mających przede wszystkim swój interes własny na względzie. [...]

wtorek, 15 listopada 2016

Za wszystko dobro z bożej ręki wzięte Wąglów k. Stąporkowa dwa krzyże i chata

Waglów, kamienny krzyż posadowiony na wysokim ogzymsowanym cokole z trzystopniową podstawą, żeliwną figurą Chrystusa. Tak wygląda „zatopiony” w krajobrazie. Foto. KW.

Krzyż kamienny

Na trasie moich pieszych wędrówek; tym razem była to trasa Odrowąż - Sołtyków - Stąporków (ten ostatni fragment wzdłuż linii kolejowej) spotkałem kilka ciekawych miejsc. Szczególnie ciekawym okazał się kamienny krzyż z ciekawą symboliką, sentencją…
- W jakiej intencji był postawiony krzyż?
- Jako „krzyżówki”. Trumna zazwyczaj z domu była wynoszona, to zawsze do krzyża z domu była donoszona, a później… Dawniej to furmanka była do Niekłania, żeby furmanką zawieźć. Tu była i jest parafia Niekłań. Jest 35 sołectw w Staporkowie i Wąglów do Niekłania należy… Błaszków do Odrowąża należy. Dawniej, dawniej to też była gmina Odrowąż, Niekłań później gmina była, a Stąporków to dopiero dwadzieścia parę lat…
Rozmawiam z panią Zofią Sidor sołtysem wsi Wąglów do 1998 roku.
- To moja ostatnia kadencja. Jestem sołtysem od 1998 roku. Już koniec. Już mam dość. Widzi pan… Walczę o tą drogę - około 1200 metrów. Były kocie łby, później żużel, zrobiono raz cieniutką warstwę asfaltu… Nie mogę się doprosić...
- A z kamiennym krzyżem to było tak. Jak teraz spojrzymy na te tory to ten most - jak te czerwone drzewka widać, to tam jest już ten most. To co troszeczkę pamiętam co starsi opowiadali. Była bardzo duża powódź ta sama co w Niekłaniu. Dawniej teren był tu podmokły. Rzeka Czarna płynie od Furmanowa...

wtorek, 1 listopada 2016

Władysław Kosmal - ojciec, Włodzimierz Kosmal - syn

Władysław Kosmal z żoną Janiną Kosmalową, lata powojenne. 
Foto. z rodzinnego archiwum Macieja i Jakuba Kosmalów.

Ideałem, niestety nieziszczalnym, byłoby, gdyby ci wszyscy pracownicy służby zdrowia (a także ludzie innych zawodów), którzy w mniejszej lub większej mierze wnieśli swój wkład do działalności przeciw okupantowi hitlerowskiemu i ucierpieli w tamtych latach, zyskali - nawet po upływie długiego czasu - swe biogramy, a nie tylko reprezentatywna, choć w dużym stopniu przypadkowa garstka tych, na których temat takie biogramy czy też większe artykuły biograficzne zostały już opublikowane np. dzięki możliwości uzyskania odpowiednich źródeł. Pisano więc już m. in. o wielu zazwyczaj wybitnych lekarzach, niektórych pielęgniarkach i farmaceutach, w naszych zeszytach też o położnej (Stanisławie Leszczyńskiej), o społecznikach (Teresa Lasocka-Estreicherowa) itd.
Tym razem warto zwrócić uwagę na sylwetkę felczera. Był nim z zawodu Władysław Kosmal, o którego postawie i okupacyjnej działalności wiele osób wypowiada się spontanicznie i z uznaniem, nie szczędząc w odniesieniu do jego osoby określeń jak najbardziej dodatnich, wśród których powtarza się: „człowiek z Ewangelii". Być może wyraża się w tym egzaltacja ludzi, którzy się z nim stykali, ale po zapoznaniu się z konkretnymi materiałami od razu można dojść do wniosku, że przynajmniej szkicowa biografia tego człowieka, więzionego w Oświęcimiu wraz z synem, zasługuje na udostępnienie czytelnikom i zarazem na utrwalenie pamięci o nim.
Mimo że upłynęły niespełna 23 lata od śmierci Władysława Kosmala [artykuł został opublikowany w 1982 - KW], skreślenie jego życiorysu nasuwa poważne trudności zarówno ze względu na zawodność pamięci współpracującej z nim jego żony, Janiny (do której najpierw zwróciła się

sobota, 22 października 2016

Rękopis znaleziony w poszewce. Dominium Wyszyna Fałkowska

Pan Józef Jakubowski podpisuje umowę darowizny 
dokumentów Dominium Wyszyna Fałkowska Archiwum Państwowemu w Kielcach.

Józef Jakubowski (syn Kazimierza i Wandy z Drozdowskich) urodzony 2 grudnia 1923 r. w Machorach w dawnym powiecie opoczyńskim zaprosił do swego mieszkania na warszawskim Muranowie gości. 5 lutego 2016 r. do Pana Józefa przyjechały pracownice Archiwum Państwowego w Kielcach: Iwona Pogorzelska i Beata Białek oraz pasjonaci historii: Konrad Mucha i Marcin Łuczkowski. Tego dnia Pan Józef przekazał do zasobu Archiwum Państwowego w Kielcach cenne pamiątki po swoim ojcu – Kazimierzu Jakubowskim.
Ojciec Pana Józefa urodził się 20 stycznia 1891 r. jako syn Bolesława i Kazimiery z Paszkiewczów. Był inżynierem rolnikiem i ostatnim właścicielem majątków ziemskich Wyszyna Fałkowska (gmina Ruda Maleniecka) i Dziecin – Wyszyna (gmina Góry Mokre) w powiecie koneckim w województwie kieleckim. Kazimierz Jakubowski brał udział w walkach o niepodległość Polski w latach 1918-1920 jako żołnierz I Pułku Ułanów Krechowieckich. Był aktywnym członkiem Związku Ziemian. W małżeństwie z Wandą z Drozdowskich (1893 - 1974) mieli czworo dzieci: Leszka Józefa, Józefa, Zofię i Antoniego Józefa.
Kazimierz Jakubowski zmarł 2 kwietnia 1980 r. i został pochowany na warszawskich Powązkach.
Józef Jakubowski przechowywał w poszewce na poduszkę cenne pamiątki po swoim ojcu. Dwa, opasłe tomy zapisane ręcznym pismem właściciela majątku ziemskiego Wyszyna Fałkowska. W okresie międzywojennym ogólny obszar dóbr Kazimierza Jakubowskiego stale się kurczył. W 1923 r. wynosił on - 2 077 ha, w 1925 r. miał on nieco więcej niż połowę tej wielkości - 1 163 ha, a w 1935 roku już tylko 866 ha: w tym Wyszyna Fałkowska – 514 ha i Dziecin - Wyszyna - 352 ha. Według spisu z 1923 i 1925 r., w strukturze dóbr dominowały lasy, a użytki rolne stanowiły stosunkowo niewielki odsetek. W 1923 r. w Wyszynie użytki rolne (329 ha) sięgały jedynie 22,7% ogólnego obszaru, zaś lasy (1 021 ha) – 70,5 % i wody – 2,5 % (29 ha). Zaś w folwarku Dziecin – Wyszyna brak było zupełnie gruntów rolnych, mniej więcej w połowie były to lasy (264 ha) i wody (258 ha). W 1925 r., ogółem na oba folwarki przypadło ledwie 184 ha użytków rolnych, co stanowiło zaledwie 15,8 % ogólnego obszaru dóbr.