niedziela, 26 marca 2017

Dziad odpustowy, dziad proszalny, dziad na Wszystkich Świętych i na Dzień Zaduszny...

Mniów (a może i Końskie - też pamiętam takie „obrazki”) 
- dziady na Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny. 
Rysunek Mariana Chochowskiego zawarty w książce Tadeusza Janduły, Ocalić od zapomnienia.

Dziad odpustowy, dziad proszalny, dziad na Wszystkich Świętych i na Dzień Zaduszny, wreszcie „rajzer" w okresie kryzysu gospodarczego w latach trzydziestych - to nieodłączny rekwizyt wszystkich świąt kościelnych i odpustów wtłoczony w pejzaż polskiej wsi.
W czasie odpustu ustawiali się przy drzwiach prowadzących do babieńca, przy wielkich, które na ten dzień odpustowy były szeroko otwarte, przy bocznych. Dziady ubierali się byle jak: w łachmany, w baranie czapy, w podarte buty, które wiązali sznurkami i rzemieniami; niechlujni: brudni, z twarzami pokrytymi strupami, ze zmierzwionymi i klejącymi się brodami. Wystawiali kikuty rąk, pokazywali ropiejące uda, podudzia i stopy. Byli wśród nich ślepcy prawdziwi i udający ślepych; byli ludzie pozbawieni rąk i nóg. Siedziały te ludzkie kadłubki na wózkach, które w miarę potrzeby popychały różne żebracze przybłędy.
Gdy ludzie wychodzili w dzień odpustowy z porannej mszy Św., z sumy lub nieszporów, dziady wszczynały taki harmider, taki szum, taki płacz, szlochania i zawodzenia, że mogło się wydać, że Mniów nawiedził jakiś apokaliptyczny cyklon lub trąba powietrzna. Zewsząd wyciągały się obnażone ręce bez palców, kończyny z urwanymi w połowie ramionami, przez które przeświecały białe kości z jątrzącymi się ranami, zgrubiałymi i nierównymi bliznami obwiązanymi brudnym i zakrwawionym bandażem. Inni do kikutów rąk przytwierdzali czapki na jałmużnę i bez przerwy nimi potrząsali podstawiając je przechodniom pod nosy i oczy. Ciała poruszały się rytmicznie to w tył, to znów do przodu i na boki; z czerwonych, zakażonych jaglicą oczu płynęły rdzawe łzy, z zaślinionych ust wydobywały się jęki, skomlenia i lament, i natarczywe wołania:
Wesprzyjcie nieszczęśliwego ślepca!
Pomóżcie nieszczęśliwemu sierocie, biedakowi bez matki i bez ojca, któremu źli ludzie wypalili oko! Rzeczywiście oko przewiązane było czarnym łachmanem.
Miejcie litość nad ociemniałym starcem, który na wojnie z bolszewikami utracił obie nogi i jest nędzarzem! Na wojnie to dziad z pewnością nie był - bo za stary, jednak wystawiane przez niego kikuty były autentyczne.

niedziela, 19 marca 2017

Wywiad z Panem dr. Stanisławem Knopińskim ps. „Wilga”, lekarzem, uczestnikiem Akcji „Burza” Część III

Dr Stanisław Knopiński i autor wywiadu Andrzej Górski - 27.09.2016.

Kiedy wstąpił Pan do partyzantki?
Latem 1944 r. Gdy otrzymałem rozkaz kierujący mnie do regularnej jednostki partyzanckiej, ojciec wynajął bryczkę w Końskich i razem z matką wywiózł mnie w stronę terenów leśnych, w których miało dojść do spotkania członków mojego oddziału. Gdy znaleźliśmy się w pobliżu lasu pożegnałem się z rodzicami aby udać się na wyznaczone miejsce zbiórki. Do zgrupowania jednostki, w której przyszło mi wieść partyzanckie życie doszło w leśniczówce za Czarniecką Górą. Należałem do plutonu operującego w ramach 1. batalionu kpt. „Kłosa” (kpt. Jerzy Niemcewicz „Kłos”) z 3. Pułku Piechoty Legionów A.K., który był częścią 2. Dywizji Piechoty Legionów A.K. „Pogoń”. Ja i moi towarzysze broni wraz z innymi formującymi się wówczas oddziałami leśnymi mieliśmy iść na pomoc Powstańczej Warszawie. Do silnego zgrupowania poszczególnych jednostek partyzanckich doszło w kompleksie dużych lasów koło Przysuchy. Część zbrojnych grup A.K., kierujących się w rejon koncentracji napotykało na dobrze wyposażone formacje niemieckie tocząc z nimi zażarte i krwawe walki. Ostatecznie udało się w lasach przysuskich stworzyć poważną siłę bojową, która w zamierzeniu dowództwa miała dotrzeć do walczącej Stolicy. Nie wiadomo jednak wówczas było czy pozbawione ciężkiego uzbrojenia oddziały A. K. będą w stanie skutecznie przebijać się ku Warszawie. Pod Przysuchą kończyły się bowiem rozległe, zalesione przestrzenie, w związku z czym, należało sprawdzić czy na trasie naszego planowanego przemarszu będą odpowiednie, sprzyjające wojskom partyzanckim warunki terenowe. Wraz z podległymi sobie żołnierzami rozpoznanie przeprowadził zastępca dowódcy naszej kompanii w stopniu podporucznika - Józef Madej „Jerzy” (Dla przeprowadzenia rozpoznania dalszego marszu na Warszawę 20 sierpnia został wysłany wydzielony oddział ppor. „Jerzego” z I baonu 3. pp Leg. w składzie 1+10. Trasa oddziału biegła przez Nowe Miasto n. Pilicą, Kozietuły, Grójec, Tarczyn. Drugim oddziałem rozpoznawczym dowodził ppor. „Szczęsny” również z I baonu 3. pp Leg.). Niestety był on zmuszony negatywnie ocenić nasze realne szanse na stosunkowo bezpieczne przedarcie się do Stolicy. Obszar pomiędzy rzeką Pilicą, a Warszawą był niekorzystny zarówno dla marszu jak i dla walki, gdyż nie dawał wystarczającej osłony przed bronią pancerną i lotnictwem. Wobec powszechnie panującego w naszych szeregach entuzjazmu, w pełni uzasadniona decyzja dowództwa o zaniechaniu planowanej odsieczy dla Powstania wywołała wśród nas chwilową konsternację i rozczarowanie. Akcja „Burza” miała być jednak w Kieleckiem kontynuowana co stanowiło dla nas zapowiedź podjęcia z dawna oczekiwanej walki z Niemcami.

niedziela, 5 marca 2017

Zabytkowa pudlingarnia i walcownia w Sielpi Wielkiej. Młyny Dzibałtowskie… Młyny… Sielpia… Rzemieślnicy, fabrykanci, rekruci Korpusu Górniczego…

Sielpia Wielka. Foto. dr inż. Władysław Jan Wrażej - fotografia zawarta w książeczce Mieczysław Radwan, Zabytkowa pudlingarnia i walcownia w Sielpi Wielkiej.

Zabytkowa pudlingarnia i walcownia 
w Sielpi Wielkiej

Zagłębie Staropolskie żyło kiedyś pełnią życia gospodarczego.
 Jeszcze temu lat sześćdziesiąt co najmniej w 150 miejscowościach Zagłę
bia Staropolskiego słychać było stuk młotów i szum wody, napędzającej
urządzenia hutnicze.
Przez długi szereg lat a nawet przez całe stulecia - prawie 80 % całej produkcji żelaza ześrodkowane było w tym zagłębiu.
Było ono nie tylko dostawcą surowca żelaznego czy półproduktu, ale i z dawien dawna osiadły tu w bliskości kuźnic wytwórnie sprzętu wojennego.
W ciągu ostatnich kilku dziesiątków lat niewoli - przemysł ten umarł, umarł prawie śmiercią gwałtowną. Rząd zaborczy, popierając świeżo naradzający się przemysł południowo-rosyjski, polityką taryf podciął podstawy gospodarcze naszego zagłębia.
Ledwie kilka odporniejszych przedsiębiorstw się uchowało. Nic więc dziwnego, że teren Zagłębia Staropolskiego jeszcze do dziś dnia świeci kikutami starych budowli przemysłowych. Są one świadkami, że praca gospodarcza i przemysłowa bujne tu puściła pędy, ale została stłumiona.
Ruiny te są świadkami wielu rzeczy.
Przede wszystkim zastanawia nas technika ówczesna - tak inne, niepodobne do dzisiejszych, sposoby wytapiania surówki, inne sposoby jej świeżenia i przerobu. Odczytujemy tę technikę z trudem, z ledwie widocznych i źle zachowanych urywków. A szkoda... bo te szczątki zadają kłam tak często dającym się słyszeć wywodom, że umiejętności górnicze i hutnicze przychodziły do nas późno, że mieliśmy przeważnie cudzoziemskich nauczycieli. Czytając W księdze umarłych wysiłków polskiego kuźnika czy górnika, natrafiamy jako na objawienie na własne polskich kuźników sposoby, na dużą naszą własną pracą techniczną i gospodarczą.
Jednym z najpiękniejszych pomników pracy gospodarczej polskiej jest zakład, dziś zabytkowy, w Sielpi Wielkiej.

niedziela, 19 lutego 2017

Egiptyzujące zabytki w Końskich

Oranżeria w Końskich była najprawdopodobniej jedyną egiptyzującą budowlą Lanciego, w swojej późniejszej twórczości architektonicznej nie wracał już do podobnych motywów. Zwykło się przyjmować, że pomysłodawcą Egipcjanki mógł być sam Małachowski, członek kilku masońskich lóż, między innymi prominentny adept Świątyni Izys. Niewykluczona jest tu jednak inspirująca rola jego żony, Anny ze Stadnickich… Skan fotografii (lata 70.) udostępnił Bogdan Faworski.


Kompleks pałacowo-ogrodowy
Stanisława Małachowskiego w Końskich [1]


Na wschód od ówczesnego miasteczka wydzielony został obszar, na którym zaprojektowano pałac wraz z zabudowaniami dworskimi. Centralny kompleks architektoniczny składał się z głównego korpusu i skrzydeł bocznych, natomiast otaczający ogród pierwotnie zajmował niewielki obszar w kształcie prostokąta, rozplanowany wzdłuż osi głównej wyznaczanej przez pałac. Aleje krzyżujące się pod kątem prostym i regularne kwatery kwietników nadawały mu charakter tradycyjnego ogrodu francuskiego. Na początku XIX stulecia postanowiono to zmienić, sprowadzono specjalnie w tym celu młodego architekta włoskiego, Franciszka Marię Lanciego [2]. Przyłączywszy zachodnią część dzisiejszego parku, nadał on ogrodowi charakter angielskiego parku krajobrazowego, inkrustowanego wielostylową architekturą. Wybudowano między innymi klasycystyczną Świątynię Grecką, neogotyckie baszty, gloriettę oraz oranżerię, której Lanci nadał niespotykany dotąd w polskiej architekturze kształt [3]; powstała ona w pierwszej fazie budowlanych przedsięwzięć, tuż po 1825 roku.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Augustyn Knaut sztaygier przy kopalniach żelaznych - Końskie 1839

Działo się w Końskich dnia jedenastego lutego roku bieżącego [1] o godzinie trzeciej po południu.
Wiadomo czynimy, że w obecności świadków Woyciecha Giebhardta puszkarza [2] i Antoniego Seynakowskiego majstra szewca, obydwu pełnoletnich z Końskich.
dzisiaj zostało zawarte małżeństwo religijne między Augustynem Knaut wdowcem po Annie Charwatowej zmarłej dnia piętnastego stycznia roku 1839, urodzonym w mieście Królewska Huta położonym w „Gurnym Szląsku w Krulestwie Pruskim Obwodzie Bytomskim” [3] zamieszkałym w Skąpem w parafii pilczyckiej, sztaygierem [4] przy kopalniach żelaznych.
Wyznania jest luterskiego mającym lat 34.
Jako też i Teofilą Stypułkowska panną urodzoną i zamieszkałą w mieście Końskich przy rodzicach, córką Woyciecha i Marianny Ryczyńskiey małżonków obecnie tu zezwalających, mieszczan koneckich, mającą lat 17.
Augustyn Knaut przyrzekł solennie, że dzieci zrodzone z tego małżeństwa będą wychowywane w religii rzymsko-katolickiej, którą jego małżonka wyznaje.
Tenże składa nam trzy dowody: sepulturę żony, świadectwo wyszłych zapowiedzi w parafii pilczyckiej… Augustyn Knaut jest synem Augustyna zmarłego i Antoniny z Pardanów, dla odległości nieobecnej tutaj. trzeci dowód złożył nam pozwolenie od swojej zwierzchność i do wnijścia w śluby małżeńskie. Umowy przed ślubem nie było. Przeszkoda żadna nie zaszła.
Akt ten obecnym stronom stawiającym odczytany był i sami tylko z jednym świadkiem podpisaliśmy bo inni pisać nie umieją.
X Zwoleński PK [5]